Patryk Gorgol

Piotr Sosnowski: Saakaszwili – czy rzeczywiście przegrany?

2 komentarzy

źródło: politykazagraniczna.blox.pl

źródło: politykazagraniczna.blox.pl

Zapraszam do lektury polemiki do mojego tekstu nadesłanej przez Piotra Sosnowskiego. Pozwolę sobie odnieść się do niej wieczorem lub jutro. Merytorycznej dyskusji nigdy za wiele.

——————————————

Niniejszy tekst stanowi polemikę do wpisu „Saakaszwili, który przegrał wojnę” autorstwa Patryka Gorgola (http://patrykgorgol.pl/2011/07/saakaszwili-ktory-przegral-wojne/)

Komentowany wpis zawiera wiele powszechnie występujących w mediach opinii, dotyczących zarówno samej wojny w Gruzji jak i osoby jej prezydenta.

Pierwszą z nich jest to, że wojna rozpoczęła się od ataku Gruzji na stolicę Osetii Południowej Cchinwali. Jest to opinia całkowicie błędna, choć szeroko rozpowszechniona. Przyznać trzeba, że jest to pierwszy powszechnie znany „fakt medialny” tej wojny. Natomiast trudniej (co nie znaczy, że jest to niemożliwe) jest natrafić na informacje, które podaję niżej. Otóż w lecie 2008 odbyły się na granicy z Gruzją manewry wojskowe „Kaukaz 2008”, w ramach których przerzucono nad granicę większość jednostek armii rosyjskiej biorących później udział w walkach na terenie Osetii, Abchazji oraz samej Gruzji. Zakładając jednak elementarną poczytalność prezydenta Saakaszwilego oraz jego otoczenia politycznego (wbrew temu co pisze Patryk), atak w takich okolicznościach był nie do pomyślenia. Dla porządku należy też dodać, że manewry rosyjskie były odpowiedzią na wspólne manewry Gruzja-NATO z połowy lipca, których scenariusz zakładał opanowanie terytorium na którym zbuntowali się separatyści. Zgoda, że scenariusz był mocno prowokacyjny – ale tylko skończony idiota (a za takiego nie sposób uznać Władimira Putina, który decydował o ataku) uwierzyłby, że Gruzja wspólnie z NATO faktycznie szykuje się do wspólnej akcji zbrojnej przeciwko rosyjskim protektoratom (gdzie w tym interes państw NATO???).

Druga kwestia, całkowicie pominięta przez Patryka – od 1 sierpnia nasiliły się „incydenty” na granicy osteyjsko-gruzińskiej. Możemy założyć, że Saakaszwili faktycznie myślał o tym, żeby z Osetią zrobić to samo co parę lat wcześniej z Adżarią. W takim wypadku on stałby za wzrostem napięcia na granicy. Wciąż upierając się przy elementarnej poczytalności Gruzinów – kto miał lepszą pozycję, żeby przeprowadzać prowokacje w momencie, gdy u granic stoi armia rosyjska – Gruzja czy Osetia? Odpowiedź jest oczywista.

W świetle tych dwóch faktów, należy odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: czy Gruzja faktycznie dała się sprowokować, czy wojna w Osetii była klasyczną próbą wojny prewencyjnej, mającej na celu opóźnienie głównego uderzenia? Trzeba mieć przy tym na uwadze, że Rosjanie zaczęli przerzucać wojsko do Osetii PRZED gruzińską deklaracją o „przywracaniu porządku”.

Moim zdaniem wojna w 2008 roku miała na celu zlikwidowanie niezależności Gruzji. Doprowadziła do niej Rosja, wykorzystując separatyzm osetyjski i abchaski. Działania armii gruzińskiej były i tak spóźnione (Rosjanie – zarówno siły regularne jak i „ochotnicy” – nie wliczam tzw. sił rozjemczych – już byli na terytorium Osetii i Abchazji) poza tym jak słusznie zwraca uwagę Patryk – nie miały szans na zwycięstwo militarne w starciu z armią rosyjską i na wyparcie jej z terenów Osetii. Moim zdaniem cel Gruzinów był inny – zachować niezależność, a nie podporządkować Abchazję i Osetię Tbilisi. Agresywna retoryka Putina i Medwiediewa – w tym teksty o „wieszaniu Saakaszwilego za jaja” – dla mnie świadczą o takim celu operacji. Jeśli faktycznie cała awantura byłaby wywołana przez Gruzję (jak słusznie zauważył Patryk – prozachodnią), to Putinowi wystarczyłoby ogłaszanie, że Gruzja jest agresorem a Rosja tylko broni Osetii i Abchazji i uderzanie w tą nutę przez cały czas i konsekwentnie. Sympatia Zachodu odwróciłaby się momentalnie – wystarczyło zresztą wcześniej ogłosić, że Gruzja szykuje się do ataku – to zrobiłoby z Gruzji agresora i zmniejszyło poparcie dla niej na Zachodzie. Takie postępowanie pokazuje, że Rosja chciała po prostu rozwiązać kwestię gruzińską poprzez siłowe obalenie Saakaszwilego i zainstalowanie posłusznego sobie rządu (odpowiedź jaki był w tym interes Rosji jest prosta, jeśli popatrzy się na mapy gazo- i rurociągów regionie).

Z tego punktu widzenia Saakaszwili nie jest wcale przegranym w tej wojnie. Owszem, Gruzja straciła jakiekolwiek złudzenia, że będzie kiedyś kontrolować tereny Osetii i Abchazji (no chyba, że Rosja się rozsypie, co jest jednak w najbliższych latach mało prawdopodobne). Utrzymała jednak niezależność. Rosjanie swoich celów nie zrealizowali – bo trudno nazwać ich celem „wyzwolenie” Abchazji i Osetii, które i tak mieli już pod kontrolą.

Owszem można pisać o ambicjach Saakaszwilego i jego beznadziejnych doradcach. Problem w tym, że taka wizja osób w gruzińskim przywództwie jest bardzo uproszczona – i bardzo korzystna dla Rosji. A ja mam do siebie to, że nie wierzę w zbyt proste scenariusze. Zwłaszcza gdy w grę wchodzą stosunki międzynarodowe, a w nich – interesy rosyjskie.

Piotr Sosnowski

Komentarze

  1. 1.

    [...] serdeczny kolega z IKN Dyplomacji i Prawa, Piotr Sosnowski, napisał polemikę wobec mojego ostatniego tekstu dotyczącego rewelacji Nino Burdżanadze na temat wojny [...]

  2. 2.

    Temat jest kontrowersyjny. Ograniczę się tu więc do scenariusza biblijnego. Zacznę od zakończenia drugiej wojny światowej: “I powróci [król północy = Rosja] do ziemi swej z dobrami ruchomymi wielkimi [1945], a serce jego przeciw przymierzu świętemu [ateizm państwowy], i będzie działał [oznacza to aktywność na arenie międzynarodowej], i zawróci do ziemi swej [rozpada się ZSRR i Układ Warszawski, wojska rosyjskie powracają do kraju]. W czasie wyznaczonym powróci z powrotem [rozpada się UE i NATO, wojska rosyjskie powracają tam, gdzie wcześniej stacjonowały]. Potem wkroczy na południe [Gruzja], ale nie będzie jak wcześniej [1921], lub jak później [2008], gdyż ruszą przeciw niemu mieszkańcy wybrzeży Kittim [Zachód] i będzie utrapiony i zawróci” (Daniela 11:28-30a, przekład dosłowny). Podczas konfrontacji z Zachodem zostanie użyty “wielki miecz”, to jest broń jądrowa (Apokalipsa 6:4). Nie będzie to jednak “koniec świata”, lecz “początek bólów porodowych” (Mateusza 24:7,8). Wizja ta zawiera plan Nieba od czasów starożytnej Persji aż do Armagedonu. Zwróciłem tu uwagę jedynie na fragment, który nas dotyczy. Historia już wielokrotnie pokazywała jej wartość.

    Ewiak Ryszard

Dodaj komentarz