Patryk Gorgol

Wpisy z tagu prawo

Obalamy mity – Protokół polsko-brytyjski do Karty Praw Podstawowych

Brak komentarzy
źródło: wikipedia.org

źródło: wikipedia.org

Czym właściwie jest legendarny “Protokół brytyjski” o którym zażarcie dyskutują politycy i publicyści? Zacznijmy może od odpowiedzi na podstawowe pytanie – ratyfikować Kartę Praw Podstawowych czy nie?

Mówiąc brutalnie, dyskutowanie o tym czy powinniśmy ratyfikować czy nie świadczy o ignorancji zarówno zwolenników, jak i przeciwników takiego wyjścia. Polska JUŻ ratyfikowała Kartę Praw Podstawowych. To tak, jakbyśmy dyskutowali dziś o tym, czy Polska w przyszłości powinna wejść do Unii Europejskiej, czy może jednak nie?

Czym innym jest jednak Protokół polsko-brytyjski, zmieniający w pewnym stopniu znaczenie KPP dla Polski i Wielkiej Brytanii. Zajrzyjmy do treści protokołu:

(…)
Artykuł 1
1. Karta nie rozszerza możliwości Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ani żadnego sądu
lub trybunału Polski lub Zjednoczonego Królestwa do uznania, że przepisy ustawowe, wykonawcze
lub administracyjne, praktyki lub działania administracyjne Polski lub Zjednoczonego Królestwa są
niezgodne z podstawowymi prawami, wolnościami i zasadami, które są w niej potwierdzone.
2. W szczególności i w celu uniknięcia wątpliwości nic, co zawarte jest w tytule IV Karty nie
stwarza praw, które mogą być dochodzone na drodze sądowej, mających zastosowanie do Polski
lub Zjednoczonego Królestwa, z wyjątkiem przypadków gdy Polska lub Zjednoczone Królestwo
przewidziały takie prawa w swoim prawie krajowym.
Artykuł 2
1. Jeśli dane postanowienie Karty odnosi się do krajowych praktyk i praw krajowych, ma ono
zastosowanie do Polski lub Zjednoczonego Królestwa wyłącznie w zakresie, w jakim prawa
i zasady zawarte w tym postanowieniu są uznawane przez prawo lub praktyki Polski lub
Zjednoczonego Królestwa.

Możemy zatem tylko dyskutować o tym, czy Polska powinna się wycofać z Protokołu czy tez nie. KPP jest dokumentem o tyle kontrowersyjnym, że podstawowe prawa i wolności człowieka są już zagwarantowane w konstytucjach poszczególnych państw oraz Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wartości, na podstawie której można zwracać się do, związanego z Radą Europy, Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Dlatego właśnie w protokole Polacy i Brytyjczycy zwrócili uwagę, że KPP jedynie potwierdza prawa

Dlaczego zatem Polacy zastosowali takie rozwiązania?

Polacy obawiali się tego, że Trybunał Sprawiedliwości UE orzekając w sprawach np. światopoglądowych mógłby dążyć do zmiany prawa w Polsce, w sytuacji gdyby odwoływano się na podstawie Karty Praw Podstawowych. Wydaje się to co prawda mało prawdopodobne, ale zdecydowano się – na wszelki wypadek – na takie rozwiązanie. Zablokowano możliwość decydowania przez sędziów Trybunału, na poziomie europejskim, o tym, jak należy wykładać poszczególne przepisy.

Niektóre obawy były mocno przesadzone. Zademonstruję np. moim Czytelnikom bezsensowność argumentu, że Trybunał mógłby z Karty Praw Podstawowych doprowadzić do powstania możliwości zawierania małżeństw homoseksualnych.

Artykuł 9.
Prawo do zawarcia małżeństwa i prawo do założenia rodziny

Prawo do zawarcia małżeństwa i prawo do założenia rodziny są gwarantowane zgodnie z ustawami
krajowymi regulującymi korzystanie z tych praw.

ZGODNIE Z USTAWAMI KRAJOWYMI REGULUJĄCYMI KORZYSTANIE Z TYCH PRAW

Trybunał Sprawiedliwości, w razie wytoczenia sprawy, mógłby jedynie bronić tych praw obywatela określonego państwa, które są gwarantowane w ustawie krajowej – czyli dosadnie: dopóki polski ustawodawca nie zezwoli na małżeństwa homoseksualne, na poziomie europejskim nikt nie ma prawa cokolwiek zmieniać czy sugerować w naszym ustawodawstwie. Jeżeli jednak chciałbym wziąć ślub z jakąś moją koleżanką, oboje spełnialibyśmy ustawowe warunki, a urzędnicy odmówiliby nam ślubu – Trybunał mógłby mi pomóc.

Polskie władzy zabezpieczyły się przy pomocy Protokołu polsko-brytyjskiego przed badaniem zgodności działań Polski z Kartą Praw Podstawowych przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europjejskiej, ale też inne, krajowe sądy lub trybunały. Nie pozwolono zatem na rozszerzenie kompetencji TSUE w tym zakresie i pozbawiono ludzi tego prawa.

Nie przesadzałbym jednak ze znaczeniem tych zastrzeżeń – przepisy zawarte w Karcie Praw Podstawowych są – jak sama nazwa wskazuje – prawami podstawowymi, których można dochodzić na wiele innych sposobów, zarówno na poziomie krajowym, jak i międzynarodowym. Jednocześnie nawet do TSUE obywatele UE, w określonych przypadkach, mogą skarżyć, ale nie na podstawie KPP.

ACTA – kilka ważnych pytań…

1 komentarz
źródło: interia.pl
źródło: interia.pl

ACTA. Temat numer jeden od kilku dni. Jak zwykle w takich sytuacjach trudno odróżnić merytoryczne uwagi od bełkotu. W gruncie rzeczy problemy wynikają w dużej mierze z chaosu i niedoinformowania społeczeństwa.  Dziennikarze i politycy, zamiast wyjaśniać, skupiają się raczej na mąceniu i podgrzewaniu nastrojów. Cóż, bardziej to media kreują rzeczywistość niż rzeczywistość media, a jest to zjawisko co najmniej niepokojące.

1. Jaki będzie wpływ ACTA na prawo polskie?

Ten problem można rozpatrywać z dwóch stron – pozycji ACTA w polskim porządku prawnym oraz wpływu na ustawodawstwo. Warto przy tym podkreślić, że zdaniem Ministerstwa oraz Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Komisji Europejskiej, ACTA nie będzie nakładać na Polskę żadnych obowiązków prawnych, ponieważ mowa tutaj o standardach już w Polsce istniejących.

Rozpatrzymy najpierw hierarchię prawa. Jeżeli ACTA zostanie ratyfikowany za zgodą wyrażoną w ustawie (bezwzględna większość głosów) to będziemy mieli sytuację, w której przepisy tego dokumentu będą ważniejsze, aniżeli przepisy rangi ustawowej. Wyobraźmy sobie sytuację, w której przepis A z ACTA jest niezgodny z przepisem A1 z ustawy. Pierwszeństwo stosowania w takim przypadku przypada normie z umowy międzynarodowej. Umowy międzynarodowe – nawet te ratyfikowane za zgoda ustawową – nie mają jednak pierwszeństwa przed Konstytucją, a na jej straży stoi Trybunał Konstytucyjny, który ma możliwość reakcji Jeżeli nie będzie zgody wyrażonej w formie ustawy (chociaż to raczej niedopuszczalne), a np. zatwierdzenie przez Radę Ministrów, to ta umowa międzynarodowa będzie – w kontekście polskiego prawa – warta mniej więcej tyle, co papier służący do jej wyprodukowania, bo pierwszeństwo nad nią będzie przysługiwać ustawom.

Co teraz jest kluczowe? Ustalenie czy ACTA koliduje z polskim prawem. Trzeba zwrócić uwagę na to, że czym innym jest nienakładanie nowych obowiązków, a czym innym to, o czym pisze GIODO w swojej opinii, a mianowicie tworzenie nowej, że to tak nazwę, infrastruktury prawnej, pozwalającej na uzyskanie czy wymianę informacji na temat naruszyciel praw, co może wynikać z umowy i jest przedmiotem krytyki Inspektora. Wszystko rozbija się o brak konkretności umowy, która pozwala na jego różnorodną interpretację. W tym kontekście polecam też Art 4 ust. 1, który zastrzega, że żaden przepis nie nakłada obowiązku ujawniania informacji, których ujawnienie byłoby sprzeczne z prawem. Jeżeli rozumieć by ten przepis tak, że wymiana/uzyskanie danych jest możliwe tylko wtedy, gdy pozwala na to inne polskie prawo (i nie jest to ACTA) to utrzymujemy w 100% obecne prawo.

Całość wymaga analizy – m.in. Kodeksu Postępowania Cywilnego czy Kodeksu Postępowania Karnego w zakresie możliwości organów. Warto przy tym pamiętać o szerokich uprawnieniach przysługujących np. policji (m.in. przeszukania w szczególnych przypadkach czy zabezpieczenia dowodów). Policja może to robić teraz, tak jak sąd zastosować środki tymczasowe. Nic nowego w tym zakresie, ale dowodzi tego, jak niska jest świadomość prawna w naszym społeczeństwie… Tak, jeżeli handlujecie podrobionymi płytami to organy ścigania mogą przyjść i nie potrzebują ACTA do szczęścia.

Podkreślam też, że jak w umowie jest napisane, że “strona może” to oznacza tyle, ze umowa dopuszcza, że państwo może (ale nie musi!) zdecydować się na dane uregulowanie w określony sposób. Ma to niewielką doniosłość, bo już teraz możemy uchwalić prawie wszystko, przy pomocy ustawy, o ile nie będzie to niezgodne z Konstytucją. Konstytucję też możemy zmienić, w dowolnie określony przez siebie sposób, o ile dysponujemy odpowiednią większością. Nawet możemy zamienić płci miejscami tak, że – zgodnie z polskim prawem – kobieta będzie mężczyzną, a mężczyzna kobietą…

Badanie kolizji zostawiam ekspertom w dziedzinie prawa ochrony własności intelektualnej. Ja jestem w niedoczasie z powodu sesji. Prof. Robert Gwiazdowski przedstawił potencjalne kolizje w interesujący sposób.

Chciałbym podkreślić, że nie ze wszystkimi jego uwagami się zgadzam (np. to, że nie ma wymogu nakładania kar na urzędników nie oznacza, że nie ma takiej możliwości! czy “jakiekolwiek zgodne z prawem odszkodowanie” można by przeczytać jako jakiekolwiek zgodne z polskim prawem odszkodowanie i nie kombinować), ale to jest jak najbardziej merytoryczne postawienie sprawy. Istotne jest chociażby pytanie o to, jakie jest ratio legis zaznaczania, że środki tymczasowe sąd może stosować bez wysłuchania drugiej strony…? Nawet post factum?

Co powinien zrobić rząd?
Rząd powinien złożyć zastrzeżenie do umowy, w którym stwierdza, że – napiszę to na skróty – umowa w żaden sposób nie koliduje z polskim prawem ochrony własności intelektualnej, polskim Kodeksem Postępowania Cywilnego, Kodeksem Postępowania Karnego, ustawą o policji etc ad. 2012 i że tak ją będzie interpretował polski rząd. Jednocześnie władze powinny jednoznacznie wyjaśnić, że nie nakłada się żadnych nowych obowiązków na dostawców internetowych (np. sprawdzenia danych dla organów niepaństwowych na podstawie podejrzenia, monitorowania ruchu w internecie itd), a odpowiednie organy już teraz mogą się do nich zwrócić z prośbą o podanie danych osoby naruszającej prawo. Przede wszystkim trzeba zapewnić, ze nic się nie zmienia w kwestii dozwolonego użytku. Słowa klucze – analiza porównawcza.

W skrócie -rząd powinien to wszystko, od początku do końca, wytłumaczyć i nadrobić swoje błędy z okresu przygotowywania się do negocjacji/podpisania umowy, bo ewidentnie zabrakło udziału społeczeństwa w tym projekcie.

Skoro umowa “nic nie zmienia”/niewiele zmienia, to po co się nią wiązać?
Umowa jest podpisana przede wszystkim w interesie państw rozwiniętych i chroni ich interesy. Chodzi o związanie normami na poziomie ochrony Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej innych podmiotów międzynarodowych, zwłaszcza tych naruszających prawo własności intelektualnej. Jeśli zatem nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Przekonywanie/negocjowanie/narzucanie korzystnego pod względem prawnym porozumienia jest naturalnym narzędziem rozszerzania swoich wpływów.

Punkt 2 uzasadnienia:

“Mimo iż ACTA nie zmieni dorobku prawnego UE, ponieważ prawodawstwo UE jest
znacznie bardziej zaawansowane niż bieżące standardy międzynarodowe –
wprowadzi jednak nową międzynarodową normę, w oparciu o porozumienie TRIPS
Światowej Organizacji Handlu (przyjęte w 1994 r.). Umowa ta będzie zatem
korzystna dla unijnych eksportujących posiadaczy praw, działających na światowym
rynku i spotykających się obecnie za granicą z nieustannym i rozpowszechnionym
naruszaniem swoich praw autorskich, praw związanych ze znakami towarowymi,
patentami, projektami i oznaczeniami geograficznymi.”

Należy też podkreślić, że umowa może “coś zmienić” (a może nawet zmienia) w polskim prawie, jeżeli Trybunał Konstytucyjny – na wniosek – stwierdzi, że przepis ACTA (a jest tam przecież masa klauzul generalnych) jest w kolizji w stosunku do polskiej ustawy, a jednocześnie pozostaje w zgodzie z Konstytucją. Wszelkie kolizje – zgodnie z polską Konstytucją – należy czytać na korzyść ACTA i zapewnić pierwszeństwo stosowania przepisom umowy międzynarodowej.

Co jest skandalem?
To, że nikt właściwie nie interesuje się tym, co kryje się pod ACTA, a media zamiast do prawników, idą do polityków. Skandalem jest również, że politycy w Parlamencie Europejskich biorą dziesiątki tysięcy złotych za głosowanie, w które wkładają tyle intelektu, że można by było wyszkolić małpę, aby również bezmyślnie robiła to samo (klikanie przycisku bez czytania).

Niepokojące jest też to, jak wiele klauzul generalnych zostało wprowadzonych do tekstu. Nawet jeżeli jego autorzy nie chcieli naruszać prawa żadnych z państw wysoko rozwiniętych, zrobili to mimochodem, ponieważ znaczenie dokumentu zależy właśnie od sposobu operowania klauzulami generalnymi, a te można interpretować na różne sposoby. Z drugiej strony ma to też pewien sens, bo niektóre instytucje – oczywiste w naszym prawie – już takie w ustawodawstwie np. Maroka być nie muszą.


Czy na podstawie ACTA można będzie wprowadzić cenzurę lub utrudnienie obiegu informacji?

Nie, nie można będzie. Jeżeli jakimś cudem ktoś by to jakoś wyinterpretował (w co nie wierzę) to jest jeszcze polska Konstytucja i prawo europejskie, myślę że dość jednoznaczne w tej dziedzinie.

Czy protestujący ludzie dobrze robią?
Protesty są trochę na wyrost, ale bardzo dobrze, że mają miejsce, ponieważ młodzi ludzie podkreślają prawo do wolności w Internecie. Należy bardzo uważnie monitorować ustawodawstwo w kwestii przepływu informacji i wolności słowa w sieci. Jednocześnie rozumiem i podzielam oburzenie na temat braku przejrzystości w uchwalaniu tego dokumentu. Cóż, technika legislacyjna w naszym kraju nigdy nie rzucała na kolana i teraz zostały obnażone jej słabści.

Czy popieram hakowanie polskich stron rządowych?
Naprawdę urocza jest wojna między ministrem Sikorskim, a hakerami z Anomynous, ale to odbywa się na nasz koszt. Nieaktywność strony internetowej nie jest niedogodnością dla urzędników, a dla obywateli i dostępu do informacji publicznej. W dodatku za mało patriotyczne uważam cieszenie się z tego, że ktoś łamie polskie prawo i naraża państwo na kolejne koszty, bo jak państwo ponosi wydatki, to zgadnijcie kto za to płaci?

Komisji Millera problemy z podstawą prawną…

Brak komentarzy
źródło: wiadomosci.dziennik.pl
źródło: wiadomosci.dziennik.pl

W bajkach często uczy się dzieci, że nie należy wszczynać fałszywych alarmów dla zabawy, bo potem – przy faktycznym niebezpieczeństwie – nikt nie będzie traktować zgłaszającego poważnie. Identyczna rzecz spotkała mecenasa Rogalskiego, który z mówienia prawdy dotyczącej prawa w/s katastrofy zrobił sobie – cytując komisarza Rybę z “Killera” – spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością,

Nikt rozsądnie myślący nie zaprzeczy, że działanie Komisji Millera było Polsce potrzebna. Grupa ekspertów lotniczych nie wyjaśniła co prawda wszystkich wątpliwości, ale wykonała dużo solidnej pracy, wskazując prawdopodobne przyczyny wypadku. Była to polska odpowiedź na rosyjski raport. Gdyby nie było Komisji bylibyśmy skazani na prokuraturę, która swoje postępowanie przygotowawcze prowadzi w sposób tajny i z zasady oszczędnie dzieli się informacjami publicznie lub – co zaowocowało by III wojną światową, tym razem polsko-polską – sejmową komisję śledczą.

Oficjalne podstawy prawne
Tymczasem, jak w tych bajkach o dziecku lubiącym wszczynać fałszywe alarmy, okazuje się, że tym razem naprawdę może się palić. A pożar Ministerstwo Obrony Narodowej rozpaliło sobie samo.

Najpierw cytat z byłego Ministra Obrony, Bogdana Klicha, który pisemnie tłumaczy podstawę prawną działania Komisji Millera:

“”Powołanie Komisji nastąpiło zgodnie z § 6 ust. 2 rozporządzenia Ministra Obrony Narodowej z dnia 26 maja 2004 r. w sprawie organizacji oraz zasad funkcjonowania Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (…) w związku z artykułem 11 Porozumienia między Ministerstwem Obrony Narodowej Rzeczypospolitej Polskiej a Ministerstwem Obrony Narodowej Federacji Rosyjskiej (…) podpisanego dnia 14 grudnia 1993 “

(źródło: “Rzeczpospolita”, pełna treść odpowiedzi Bogdana Klicha - tutaj

Rozporządzenie zostało wydane na postawie art. 140 ust. 4 Prawa lotniczego. Zajmijmy się więc kwalifikacją prawną zaproponowaną przez ministerialnych prawników.

Art. 140 Prawa lotniczego (pogrubienia moje – dop. PG)
1.  Badanie wypadków i poważnych incydentów lotniczych w lotnictwie państwowym prowadzi Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego powoływana przez Ministra Obrony Narodowej w porozumieniu z ministrem właściwym do spraw wewnętrznych. Inne incydenty lotnicze, o ile ta Komisja nie zdecyduje o podjęciu ich badania, podlegają badaniu przez użytkownika statku powietrznego pod nadzorem tej Komisji.(…)

4. Minister Obrony Narodowej porozumieniu z ministrem właściwym do spraw wewnętrznych określi, w drodze rozporządzenia, organizację oraz szczegółowe zasady funkcjonowania Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, liczbę jej członków, ich kwalifikacje oraz tryb powoływania i odwoływania, a także szczegółowe zasady wynagradzania ekspertów, biorąc pod uwagę specyfikę i uciążliwość ich pracy.

To jest ustawowa podstawa powołania Komisji Millera. Teraz zajmijmy się tymi znajdującymi się w rozporządzeniu.

Rozporządzenie Ministra Obrony Narodowej w sprawie organizacji oraz zasad funkcjonowania Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego

(…)§ 6. 1. Komisja prowadzi badania wypadków i poważnych incydentów lotniczych w lotnictwie państwowym na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i w polskiej przestrzeni powietrznej.

2. Komisja może prowadzić badania wypadków i poważnych incydentów lotniczych zaistniałych poza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, w których uczestniczyły statki powietrzne lotnictwa państwowego, jeżeli przewidują to umowy lub przepisy międzynarodowe albo jeżeli właściwy organ obcego państwa przekaże Komisji uprawnienia do przeprowadzenia badania albo sam nie podjął badania

… a teraz zacytujmy jeszcze stosowny fragment artykułu 11 porozumienia między MON Rzeczpospolitej z MON Federacji Rosyjskiej

Art. 11. (…)
Wyjaśnienie incydentów lotniczych, awarii i katastrof spowodowanych przez polskie wojskowe statki powietrzne w przestrzeni powietrznej Federacji Rosyjskiej lub rosyjskie wojskowe statki powietrzne w przestrzeni powietrznej Rzeczypospolitej Polskiej prowadzone będzie wspólnie przez właściwe organy polskie i rosyjskie

Wklejenie tego wszystkiego będzie nam niezbędne do dalszej analizy.Oczywiście, media (i część dziennikarzy) spektakularnie przestrzeli w tej sprawie pytając, jak to jest możliwe, że rząd w/s katastrofy smoleńskiej nie wykorzystał art. 11 porozumienia, a w/s Komisji Millera – owszem. Tutaj nie ma żadnej sprzeczności, bo nikt nigdy nie podnosił, że polsko-rosyjska umowa jest nieważna, a jedynie, że nie jest bazą, na której moglibyśmy zagwarantować swoje interesy, jak to jest w przypadku Konwencji Chicagowskiej. Oficjalne stanowisko rządu brzmi tak: zastosowanie miała umowa z 1993 roku i w jej ramach zdecydowano się skorzystać z umowy chicagowskiej. Lekka ekwilibrystyka, ale spokojnie do wybronienia.

“Bylejakość” w podstawie prawnej
Gorzej sytuacja ma się z Komisją Millera, ale nie samo zastosowanie polsko-rosyjskiej umowy budzi tutaj wątpliwości, a treść artykułu 11, na podstawie której powołano komisję.

Nie ulega wątpliwości, że cytowana umowa jest umową międzynarodową i jednocześnie obowiązującym Polskę prawem. Problem tkwi w treści – przypomnijmy, że wg niej wyjaśnienie katastrofy powinny być prowadzone wspólnie przez właściwe organy polskie i rosyjskie.

O ile Komisję można by uznać za właściwy organ do wyjaśniania takich katastrof, o tyle sytuacja komplikuje się przy wyjaśnianiu słowa “wspólnie”, chociażby dlatego, iż akurat w tym względzie zarówno Polacy, jak i Rosjanie, twardo stoją na stanowisku, że było to niezależne, polskie badanie Komisja Millera i MAK nie prowadziły wspólnego badania, zatem nie można mówić o wspólnym wyjaśnianiu przez właściwe organy.

Przypomnijmy, iż minister Klich tłumaczy w swoim piśmie, że art. 11 spełnia dyspozycję z &6. 2 rozporządzenia. Mógłbym jedynie zapytać – z której strony? Idealnie ułożony przepis umowy międzynarodowej brzmiałby następująco (lub podobnie): “Badanie w sprawie katastrofy samolotu polskiego statku wojskowego w rosyjskiej przestrzeni powietrznej prowadzi stosowna komisja działająca na podstawie art. 140 Prawa lotniczego”. Minister ją powołuje i ciach. Wszystko jest na swoim miejscu. W tym przypadku komisja mogła zostać powołana jedynie DLA CELU wspólnego prowadzenia badania przez Polaków i Rosjan. Jeśli komisja nie działa zgodnie z art. 11, to problematyczne jest zastosowanie odpowiedniego przepisu z rozporządzenia. Czy komisja została powołana w tym celu? Zaprezentowana przez ministra Klicha  podstawa prawna jest zatem niewystarczająca.

Jak świat żyje, tak naciąga się prawo. Tutaj jednak wychodzi “bylejakość”, o której tyle mówiliśmy po raporcie Komisji Millera. Przecież to jest rozporządzenie i zasady jego zmiany są dużo prostsze niż w przypadku ustawy (!). A ustawa nigdzie nie mówi, że w rozporządzeniu ma być cokolwiek o umowie międzynarodowej (etc) jako postawie prawnej w przypadku badania katastrofy poza terytorium Polski. Właśnie to miałem na myśli pisząc o rozpaleniu pożaru przez Ministerstwo Obrony Narodowej. Wystarczyło zmienić jedno zdanie rozporządzenia.

A co na to MON?
Zadałem, drogą elektroniczną, proste pytanie; czy Komisja Millera prowadziła swoje badania wspólnie z Rosjanami? W e-mailu powklejałem odpowiednie fragmenty ustaw, tłumacząc tym samym źródło i znaczenie mojego pytania. Spodziewałem się dwóch rzeczy – albo że nie dostanę odpowiedzi wcale albo że odpowie mi jeden z tamtejszych prawników, tłumacząc,że komisja oczywiście działała wspólnie, bo wspólne są materiały, że teraz może dojść do kontaktów, że członkowie Komisji Millera brali udział w badaniu zarówno jednej, jak i drugiej komisji. W przypadku tego drugiego byłoby dużo gimnastyki, ale z pewnością skierowałoby to naszą dyskusje na ciekawe tory.

Niestety, odpowiedź jaką uzyskałem od rzecznika Ministerstwa Obrony Narodowej brzmi następująco:

“Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego badała wypadek w oparciu o przepisy polskiego prawa.”

Ręce mi opadły, nie wiadomo, czy śmiać, czy może płakać. To nie jest odpowiedź na moje pytanie. Poza tym na podstawie jakich przepisów miałaby działać? Chińskich? Rosyjskich? Przepis umowy polsko-rosyjskiej też jest przepisem POLSKIEGO PRAWA. Podobnie jak przepis umowy polsko-amerykańskiej, polsko-niemieckiej itd.

To trochę tak, jakby biuro rzecznika MON odpisało mi, że jak niebo jest bezchmurne, to ma kolor zbliżony do niebieskiego, a śnieg to jest biały. Dziękuję serdecznie.

Odmowa wznowienia śledztwa katyńskiego – czy prokurator ma rację?

1 komentarz
źródło: dziennik.pl

źródło: dziennik.pl

Pomimo wyraźnej odwilży w stosunkach polsko-rosyjskich w tle nadal toczy się batalia o śledztwo katyńskie, prowadzona przez organizację Memoriał, oraz trwa postępowanie przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, w którym krewni zamordowanych polskich oficerów skarżą Rosje za łamanie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, co istotne, posiadając poparcie rządu RP. W tym tekście zajmę się uzasadnieniem  odmowy wznowienia śledztwa katyńskiego prowadzonego w Rosji, przedstawionym przez głównego prokuratora wojskowego, Siergieja Fridinskiego. Kwestię wniosku Polaków do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka poruszę przy innej okazji, chociaż trzeba podkreślić, iż oba te aspekty mają wiele wspólnego m.in. jeśli chodzi o argumenty rosyjskie.

„Niet!” dla odpowiedzialności prawnej
Rosyjska polityka wobec Katynia może być scharakteryzowana przy pomocy wyrazu „Niet!”. W 2004 roku umorzono trwające 14 lat śledztwo, a uzasadnienie dotyczące powodów takiej decyzji, utajniono e względu na „bezpieczeństwo narodowe Rosji”. Organizacja Memoriał oraz członkowie rodzin katyńskich przegrywali po kolei wszystkie sprawy, odwołania itd. Sądowa linia orzecznicza była, delikatniej rzecz ujmując, mało przyjazna dla „walczących o Katyń”. Doskonale współgrało to z politycznym stanowiskiem Federacji Rosyjskiej za prezydentury Władimira Putina. Przeciętnego Rosjanina „jakiś tam” Katyń zupełnie nie interesował, a Moskwa uznała, iż poprawianie stosunków z Polską nie jest im zupełnie potrzebne. W 2009 roku Kolegium Sędziów Wojskowego Sadu Najwyższego podtrzymał poprzednią decyzję moskiewskiego Okręgowego Sądu Wojskowego i uznał, iż zbrodnia katyńska była zbrodnią, a ta, zgodnie z radzieckim kodeksem karnym, który wtedy obowiązywał, przedawniła się.

Tymczasem jednak klimat zaczął się poprawiać, a sam temat Katynia ponownie stał się obiektem politycznych rozmów. Putin odwiedził Westerplatte, następnie miały miejsce wspólne polsko-rosyjskie uroczystości w lesie katyńskim. W rosyjskiej telewizji wyświetlono „Katyń” Andrzeja Wajdy, a występujący tam eksperci nie dumali już nad tym, czy polskich oficerów przypadkiem nie zamordowało Gestapo. Tragedia w Smoleńsku spowodowała zmianę w sposobie przedstawiania Katynia przez władze rosyjskie, ale przede wszystkim prawdy dowiedzieli się zwykli Rosjanie, bardzo współczujący Polakom.

Brutalnie mówiąc, rosyjski trójpodział polega na tym, iż istnieje władza wykonawcza,, ustawodawcza i sadownicza, ale w istocie są one wszystkie pod kontrolą prezydenta Miedwiediewa i premiera Putina. Orzeczenia sądowe wynikają więc z polityki państwa. Zaledwie kilka dni po katastrofie smoleńskiej, rosyjski Sąd Najwyższy pozytywnie odniósł się do odwołania Memoriału w/s utajnienia uzasadnienia umorzenia śledztwa katyńskiego, zwracając je do rozpatrzenia do niższej izby. Mały sukces, ale czy przypadkowy? Rosjanie historycznie nie kryją prawdy, ale nie wyrażają ochoty do odpowiadania za nią prawnie, nawet gdy chodzi o tak oczywista kwestię, jak rehabilitację ofiar.

W piątek, 18 czerwca, rosyjska prokuratura wojskowa odmówiła wznowienia śledztwa w/s zamordowania polskich oficerów, a powody takiego postępowania wyjaśnił prokurator Fridinski. Należy podkreślić, iż samo uzasadnienie umorzenia nadal jest tajne (jego przedstawienia żąda też Europejski Trybunał Praw Człowieka – o tym jednak innym razem), tak więc odnoszę się do wypowiedzi Fridinskiego dla radia „Echo Moskwy”.

Przedawnienie?
Pierwszym i najczęściej podawanym przez Rosjan argumentem jest „przedawnienie zbrodni”. Rosjanie owszem, uznają, iż wydarzenia w lesie katyńskim były złamaniem prawa, ale kwalifikują ją jako zbrodnię, a zbrodnia ulega przedawnieniu i nie można jej ścigać. Powołują się przy tym na radziecki kodeks karny, który był właściwy dla przestępstw popełnionych w tamtym czasie.

„Sprawiedliwie” trzeba oddać, iż rzeczywiście, w tamtym czasie obowiązywał radziecki kodeks karny i – według niego – mielibyśmy do czynienia ze zbrodnią, która ulega przedawnieniu (np. w Polsce zabójstwo ulega przedawnieniu po 30 latach). Odmawia się więc kwalifikacji „zbrodni” jako ludobójstwa. Na pozór wygląda to nawet wiarygodnie – jest prawo, zostało złamane, ale przedawniło się. To jednak całkowite zakłamywanie rzeczywistości.

Trybunał Norymberski i Trybunał Tokijski skazywały zbrodniarzy i Rosjanie nie mieli nic przeciwko, na podstawie prawa naturalnego i w oparciu o Pakt Kelloga-Brianda. Przyjmując dzisiejszy rosyjski punkt widzenia, nie można było tego robić, gdyż żadne z sądzonych, ani sądzących państw nie znało pojęcia „zbrodni przeciwko ludzkości”, „zbrodni wojennych”, ani „zbrodni przeciwko pokojowi”, także za co ich sądzić? Argumenty obrońców nazistowskich były więc słuszne? Przecież pakt Kelloga-Brianda nie zawierał w sobie żadnej sankcji za jego złamanie. Radzieckie postępowanie z przeszłości, a Rosja jest spadkobiercą prawnym ZSRR, dowodzi, iż można pociągnąć kogoś do odpowiedzialności, wychylając się poza radziecki kodeks karny. Nawiasem mówiąc, fakt przemilczenia radzieckich zbrodni popełnionych w czasie wojny pokazuje nie tylko, że zwycięzców się nie sądzi, ale też to, że prawo stosuje się niezwykle wybiórczo.

Najważniejsza jest jednak kwalifikacja prawna czynu. Brak upublicznienia uzasadnienia umorzenia śledztwa powoduje, iż nie znamy w tej kwestii argumentów rosyjskich. Związek Radziecki ratyfikował Konwencję w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa w 1954 roku. Postanowienia konwencji dotyczą również współczesnej Rosji.

W przypadku zakwalifikowania zbrodni katyńskiej jako ludobójstwo, nie ulegałaby ona przedawnieniu. Rosjanie nie mają jednak dowolności w interpretacji, co jest ludobójstwem, a co nie…

Artykuł 19(4) rosyjskiej konstytucji
„powszechnie uznane zasady i normy prawa międzynarodowego oraz umowy międzynarodowe obowiązujące Federację Rosyjską stanowią część jej systemu prawnego. Jeżeli umowa międzynarodowa zawarta przez Federację Rosyjską ustanawia inne normy niż określone w ustawach, normy zawarte w umowie międzynarodowej mają pierwszeństwo”.

Wynika z tego, iż częścią rosyjskiego są nie tylko powszechnie obowiązujące normy prawa międzynarodowego (w tym zakaz popełniania ludobójstwa!), ale również zawarte przez nią umowy międzynarodowe, które dodatkowo mają, w razie kolizji, pierwszeństwo przed ustawami. Tak też jest w przypadku Konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa

Artykuł II.
W rozumieniu Konwencji niniejszej ludobójstwem jest którykolwiek z następujących czynów, dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych, jako takich:
a) zabójstwo członków grupy,
b) spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego członków grupy,
c) rozmyślne stworzenie dla członków grupy warunków życia, obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego,
d) stosowanie środków, które mają na celu wstrzymanie urodzin w obrębie grupy,
e) przymusowe przekazywanie dzieci członków grupy do innej grupy. „

Czy zabójstwo tysięcy Polaków, bez wyroku sądowego ani zapewnienia dostępu do rzetelnej procedury sądowej, było dokonane w zamiarze zniszczenia części grupy narodowej? Odpowiedź jest oczywista – tak, zbrodnia katyńska to jak najbardziej ludobójstwo, również w myśl prawa rosyjskiego. Dlatego tak istotne jest, by dotrzeć do uzasadnienia umorzenia śledztwa, w którym Rosjanie zapewnie próbują udowodnić, że białe jest czarne, a czarne jest białe.

Prywatny mord?
Prokurator Fridinski twierdzi również, iż zbrodnia nie została popełniona w imieniu państwa i zamordowanych jeńców nie można uznać za ofiary represji politycznych. Nieprawdopodobny argument, iż Stalin, Beria i całe Biuro Polityczne partii nie działali w imieniu państwa. Oczywiście, można dowodzić, że kompetencje nie te, a także, że je przekroczono, jednakże w oczywisty sposób, zamordowano Polaków w imieniu państwa sowieckiego, a decyzję taka podjął Józef Stalin, niekwestionowany przywódca i dyktator. W państwie totalitarnym decyzje podejmowano w taki sposób oraz na jego rachunek. Wykonawcy z NKWD również nie działali w imieniu państwa?

Możemy jednak przyjąć „intelektualną” zabawę zaproponowaną przez pana prokuratora. Uznajmy, iż Stalin, Beria, Woroszyłow, Mołotow, Mikojan, Kaganowicz oraz Kalinin, a z drugiej strony, funkcjonariusze NKWD, działali prywatnie, ze zwykłej nienawiści do Polaków. Uznając zbrodnię katyńską za ludobójstwo, nie ma to żadnego znaczenia, gdyż a w/w konwencja za ludobójstwo uznaje również czyny dokonane przez osoby prywatne.

Rosjanie obawiają się, iż przyjęcie odpowiedzialności prawnej za Katyń, oznaczałoby kolejne, olbrzymie problemy. Stąd takie konsekwentne stanowisko. Polacy, uzyskując np. odszkodowanie od państwa rosyjskiego, tworzą niesamowity precedens. Jego efektem mogłyby być działania prawne przeciwko Rosji podjęte przez niemal połowę Europy, zgłaszane przez rodziny zamordowanych, samych deportowanych, wykorzystywanych, więzionych itd., w tym przez Rosjan. Perspektywa taka jest oczywiście mało prawdopodobna, ale Moskwa woli dmuchać na zimne, bo Związek Radziecki skrzywdził miliony osób. Obecne rosyjskie władze nie czują się za to odpowiedzialne, przynajmniej w kwestiach prawnych. Na razie Rosja broni się przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka przed polskimi wnioskami i jednocześnie wewnątrz swojego kraju blokuje rozwój sprawy.

Niewątpliwie potrzebne byłyby polsko-rosyjskie ustalenia, które z jednej strony, zadośćuczyniłyby rodzinom, zrehabilitowały ich krewnych, a z drugiej, nie stwarzało zagrożenia dla państwa rosyjskiego. To problem polityczny, więc powinna istnieć szansa na jego rozwiązanie.

Dyskretna różnica… – “przejęcie śledztwa”

Brak komentarzy

W kwestii prawnej w/s wypadku samolotu w Smoleńsku.

Czym innym jest przejęcie badania w/s przyczyn katastrofy samolotu – na podstawie konwencji chicagowskiej (tutaj trzeba zaznaczyć, iż umowa ta nie dotyczy samolotów państwowych i jej stosowanie budzi wątpliwości, aczkolwiek takie są uzgodnienia polsko-rosyjskie)

Czym innym jest przejęcie śledztwa od rosyjskich prokuratorów – na podstawie stosownej umowy bilateralnej z 1996 roku oraz Europejskiej konwencji o pomocy prawnej w sprawach karnych z 1959. W nawiasie dodam, iż nie ma takiej formuły prawnej, która pozwalałaby przejąć całość kompetencji Rosjan przez Polaków na terytorium rosyjskim. Jednocześnie oznaczałoby to zrzeknięcie się części swojej suwerenności przez Moskwę. Możliwa jest współpraca i z tej ewentualności skorzystano.

Postanowiłem to w kilku zdaniach opisać, bo media bez przerwy błędnie piszą o “przejęciu śledztwa” zarówno w kwestii przyczyn katastrofy (patrz: np. wniosek PiSu), jak i przejęcie śledztwa i zbadania go pod kątem odpowiedzialności karnej (mówił o tym wczoraj prokurator generalny Andrzej Seremet, wykluczając taką możliwość).

Tragedia w Smoleńsku – niewyobrażalne

1 komentarz

Agencja Reuters podała, iż nikt nie przeżył katastrofy rządowego Tupolewa w Smoleńsku. Tragedia na niewyobrażalną skalę – na pokładzie byli: prezydent Lech Kaczyński z żoną, szef IPN Janusz Kurtyka, prezes NBP Sławomir Skrzypek, Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski, wicemarszałek Sejmu Jerzy Szmajdziński, Przemysław Gosiewski, Zbigniew Wassermann, Grzegorz Dolniak, wiceminister spraw zagranicznych Andrzej Kremer, szef Kancelarii Prezydenta Władysław Stasiak, szef Sztabu Generalnego, dowódca wojsk powietrznych, dowódca wojsk lądowych, wielu posłów i senatorów na pewno również inne równie ważni uczestnicy życia publicznego, których nie wymieniłem. To przecież miały być oficjalne, państwowe uroczystości upamiętniające zbrodnię katyńską.

W obecnej sytuacji, zgodnie z Konstytucją.
Art 131
2. Marszałek Sejmu tymczasowo, do czasu wyboru nowego Prezydenta Rzeczypospolitej, wykonuje obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej w razie:
1) śmierci Prezydenta Rzeczypospolitej,
2) zrzeczenia się urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej,
3) stwierdzenia nieważności wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej lub innych przyczyn nieobjęcia urzędu po wyborze,
4) uznania przez Zgromadzenie Narodowe trwałej niezdolności Prezydenta Rzeczypospolitej do sprawowania urzędu ze względu na stan zdrowia, uchwałą podjętą większością co najmniej 2/3 głosów ustawowej liczby członków Zgromadzenia Narodowego,
5) złożenia Prezydenta Rzeczypospolitej z urzędu orzeczeniem Trybunału Stanu.
3.Jeżeli Marszałek Sejmu nie może wykonywać obowiązków Prezydenta Rzeczypospolitej, obowiązki te przejmuje Marszałek Senatu.
4. Osoba wykonująca obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej nie może postanowić o skróceniu kadencji Sejmu.

Pierwsze informacje medialne są bardzo chaotyczne, ale raczej nie należy się nastawiać na żadne cudowne ocalenia. Rozmiar tej tragedii jest olbrzymi i przerażający.

Chciałbym złożyć kondolencje rodzinom ofiar i wyrazić swój żal – to byli Polacy, nasi rodacy, działający w służbie Rzeczpospolitej Polski.

Myślę, że po tej tragedii nikogo już nie trzeba będzie przekonywać do inwestycji w samoloty. Wydarzyła się ogromna tragedia, na którą niewątpliwy wpływ miała fatalna pogoda, ale równie dobrze ten samolot mógł rozbić się w czasie wizyty innej wizyty – trumnami nie powinno się latać…

Czego uczą się studenci na II roku prawa?

6 komentarzy
źródło: kdc.pl

źródło: kdc.pl

Obowiązkowym podręcznikiem na II roku studiów prawniczych na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego jest “Prawo międzynarodowe publiczne w zarysie”. Jest to praktycznie oficjalna pozycja, polecana przez wszystkich ćwiczeniowców na WPiA. Wśród moich kolegów, studentów prawa, nie spotkałem się jeszcze z kimś, kto nie uczyłby się z tej książki – zwłaszcza, że między Instytutem Prawa Międzynarodowego (WPiA), a Zakładem Prawa i Instytucji Międzynarodowych (Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych, w ramach Instytutu Stosunków Międzynarodowych) istnieje spór w kilku kwestiach, wynikiem czego studentom tworzy się problemy z przepisywaniem ocen między wydziałami i nakazuje korzystać z dwóch innych podręczników. Studenci prawa uczą się ze wspomnianej wyżej pozycji, a studenci stosunków międzynarodowych – z książki Remigiusza Barzanka i Jacka Symonidesa.

Nie zamierzam porównywać tych książek – do czynienia mam zresztą tylko z jedną z nich, a do drugiej, nie zamierzam nawet zaglądać. Dysponuję 13, najnowszym wydaniem książki profesora Góralczyka i profesora Sawickiego, z roku 2009.. Przejdę do sedna.

Czego ciekawego może dowiedzieć się student z książki?

Podręcznik ten wydawany był przed 1989 rokiem, co istotnie wpływało na jego treść. Komunistyczne wstawki były wtedy częścią praktycznie wszelkich dzieł naukowych i nie powinno to nikogo dziwić. Rzeczywistość nie rozpieszczała, książki musiały przejść przez cenzurę.

Aktualnie mamy jednak rok 2010, a co mogą przeczytać studenci prawa w swoim podstawowym podręczniku?

Na stronie 123, punkt C czytamy:

“Decydujące znaczenie dla powstania państwa polskiego miała rewolucja w Rosji i uznanie prawa narodów Rosji do samostanowienia. W traktacie pokojowym podpisanym 3.III 1918r. w Brześciu Rosja Radziecka zrzekła się praw do obszaru byłego Królestwa Kongresowego a dekret Rady Komisarzy Ludowych z 29. VIII 1918 r. uznał umowy w sprawie rozbiorów Polski za uchylone jako sprzeczne z zasadą samostanowienia narodów”

Trzeba przyznać, iż wydarzenia mające miejsce w Rosji z 1917 roku (rewolucja lutowa i dwuwładza) miały istotne znaczenia dla powrotu sprawy polskiej na arenę międzynarodową, ale czy były DECYDUJĄCE dla odzyskania przez Polskę niepodległości? Czy Polska odrodziła się dzięki deklaracji bolszewików, iż mamy prawo do niepodległości, gdy nawet jeszcze nie rządzili? Czy bolszewicy, zaraz po wojnie, nie stwierdzili, iż postanowienia traktatu brzeskiego już ich nie dotyczą?

Czy powielanie takiej tezy, w 2010 roku, nie jest kompromitujące?

To dopiero jednak początek. Strona 50

“Wielka Brytania i Francja zgodnie z przyjętymi wobec Polski zobowiązaniami 3 IX 1939 wypowiedziały wojnę Niemcom. 17 IX 1939 r. na wschodnie terytoria Polski wkroczyły wojska radzieckie.”

Krótko i konkretnie, wkroczyły. Bez zbędnego komentarza, w stylu np. “łamiąc pakt o nieagresji”.  Ktoś nieznający historii nie wiedziałby, że chodzi o agresję bez wypowiedzenia wojny.

oraz strona 51 ( o koalicji antyhitlerowskiej, jak ją zgrabnie nazywa się w książce,  “Związku Radzieckiego z państwami kapitalistycznymi)

“Powstanie tej koalicji i wyniki jej działania dowiodły, że możliwa jest współpraca polityczna, gospodarcza, a nawet wojskowa między państwami o odmiennych ustrojach społeczno-politycznych, prowadzona w imię wyższych celów, odparcia agresji, obrony demokracji i podstawowych praw człowieka.”

Owszem. Związek Radziecki powszechnie znany jest z obrony demokracji i podstawowych praw człowieka, zarówno na swoim terytorium, jak i po wojnie, w Europie Środkowo-Wschodniej.

Strona 52

“Powstanie dwóch państw niemieckich i rewizjonistyczna polityka RFN utrudniły dojście do porozumienia, mimo wielokrotnie ponawianych przez ZSRR propozycji i wysiłków”

Tak, m.in. odcinając miasto od wszelkich dostaw, co skutkowało uruchomieniem olbrzymiego mostu powietrznego (I kryzys berliński), budując mur berliński (1961 r.) czy tłumiąc przy pomocy radzieckich wojsk protesty robotników (czerwiec 1953 r.). Typowe działania podjęte w celu porozumienia i pokojowego rozstrzygnięcia sporu.

Teraz może trochę o organizacjach międzynarodowych?

Strona 117 – NATO.

“NATO powstało w okresie zimnej wojny i miało umożliwić Stanom Zjednoczony prowadzenie polityki “z pozycji sił” w stosunku do państw socjalistycznych”

Celu powstania NATO lepiej się już chyba ująć nie da

Strona 317 – tym razem o ONZ

“Zasada jednomyślności wielkich mocarstw zapobiegła w okresie tzw. zimnej wojny przekształceniu ONZ w koalicję państw kapitalistycznych wymierzoną przeciwko państwom socjalistycznym, do czego dążyły wówczas Stany Zjednoczone.”

Gdyby nie prawo weta, państwa kapitalistyczne osiągnęłyby swój cel! Przewaga “państw kapitalistycznych” w Organizacji Narodów Zjednoczonych przejawiała się na przykład w tym, że Izrael prawie wyrzucono z organizacji, a syjonizm został uznany za jedną z odmian rasizmu. Zupełnie po myśli Stanów Zjednoczonych.

Ruch Państw Niezaangażowanych bardzo chętnie krytykował Stany Zjednoczone i bliżej mu było do Moskwy. Po II wojnie światowej powstało wiele państw, więc Amerykanie nie dysponowali przewagą liczebną w ZO ONZ.  W Radzie Bezpieczeństwa wpływy amerykańskie i radzieckie równoważyły się.

W tym miejscu kończę przepisywanie fragmentów podręcznika, chociaż jestem przekonany, iż gdybym szukał, znalazłbym więcej “historycznych ciekawostek”.

Dlaczego tak to wygląda?

Najczęściej spotykanym tłumaczeniem takiego stanu rzeczy jest niechęć do ingerowania w treść książki, ze względu na szacunek do zmarłego w 1994 roku profesora Góralczyka.

Należy postawić inne pytanie. Czy nieingerowanie w wyżej wspomniane fragment, nie szkodzi profesorowi jeszcze bardziej? W 2010 roku studenci bez problemu wyłapują, iż tezy przedstawione w książce, są nieprawdziwe.

Ponadto, czy studenci prawa, nie powinni uczyć się z książki, w której nie ma tak ewidentnych przekłamań, prawdopodobnie pisanych, by przejść przez cenzurę? Czy poprawienie tekstu rzeczywiście byłoby tak olbrzymim brakiem szacunku dla profesora Góralczyka? W mojej ocenie, większym problemem jest, iż duch PRL-u nadal straszy na Uniwersytecie.

——-
Część przykładów, które podałem i inne, znaleźć można w tej dyskusji na portalu grono.net