Patryk Gorgol

Wpisy z tagu Izrael

Wjechali!

Brak komentarzy

Operacja „Płynny Ołów” przeszla w nową fazę. Korzystniejszą dla Hamasu. Jeżeli Izrael będzie chciał wjechać do miast, jego straty dramatycznie wzrosną. Już teraz mówi się o kilku zabitych Żydach, Hamas zapowiada porwania. Jak już pisałem wcześniej, będą to bardzo demoralizujące ukąszenia komarów. Na razie wjechały czołgi i Żydzi osłabiają siłę ognia Hamasu. W tym momencie przeszli do bezpośedniego ataku. Ehud Olmert pokazał, iż Żydzi nie boją się Hamasu, a ich fanatyczność nie jest odmienna od arabskiej.

Próbuje do sprawy podejść z dystansem, ale nie rozumiem żydowskiej strategii. To prawda, że bardzo poobijają Hamas, a może nawet uda im się całkowicie odciąć sod Strefy Gazy przy pomocy sił międzynarodowych. W ten sposób powstałby niewidzialny drugi mur bezpieczeństwa. Odpowiedzialność za spokój w Strefie Gazy przejęłaby ONZ. Ta operacja nie rozwiązuje jednak na poziomie długoterminowym żadnych izraelskich problemów. Jeżeli to jest inwazja, to Hamas przygotowywał się do niej miesiącami. To nie jest banda beduinów walcząca włóczniami, a zorganizowana struktura. Izrael jest w stanie potęznie uderzyć w organizacje, ale im dłużej będzie trwała operacja – tym gorzej dla Tel-Aviwu. Bez trwałej okupacji, bardzo ciężko będzie obalić rządy Hamasu, a oznaczałaby ona ogromne straty. Nie zapominajmy, że Hamas jest demokratycznym wyborem Palestyńczyków. Skoro popularność tej organizacji była tak olbrzymia kiedyś, to ciekawe, jaka jest teraz?

Jeżeli żołnierze wejdą do Gazy, to pewnie pojawią się zamachowcy-samobójcy. Prawdopodobne jest wznowienie ostrzeliwania przez Hezbollah. Co więc z tego, że Izrael wygra, jak nic z tego zwycięstwa nie będzie wynikać? Palestyńczycy wlaśnie w Żydach będą nadal widzieć swoich śmiertelnych wrogów. Będący na dnie proces pokojowy będzie już mógł tylko pukać od spodu, a pomiędzy w/w narodami umocni się kolejny mur – nienawiści. 

Codziennie czytam, że giną kolejni ludzie wysoko postawieni w hierarchii Hamasu (lub jej bojówki), jednak to tylko umacnia ich mit. Zostają męczennikami i zarazem bohaterami. Żydowska skuteczność, w umysłach Palestyńczyków, obraca się przeciwko nim. Izrael jest w stanie obalić Hamas, ale niewyobrażalnym wysiłkiem, a w efekcie wbrew Palestyńczykom, co spowoduje, że siły sprawujące rządy w późniejszym czasie, nie będą ani prawowite, ani stabilne. Znowu, Mahmud Abbas dostanie rykoszetem.

Naprawdę podziwiam izraelską precyzję i skuteczność. Najnowocześniejsze technologię, doskonale wyszkolenie, ale to nie jest droga do zwycięstwa. Być może strategia Izraela zakłada instalację wojsk ONZ w ramach sił buforowych – o tym pisałem wyżej, ale wystarczy, że jedno z państw zavetuje tak zaproponowaą rezolucję i tyle będzie z tego planu. Według mnie Olmert z Barakiem muszą meć inny, bo ten jest dość ryzykowny, choć korzystny dla Izraela. Może naprawdę chcą obalić Hamas? Naród żydowski pewnie w zamian za to zapłaciłby wysoką cenę. Krwi swoich żołnierzy. Zaczęły się długie i strome schody.

Hamas (i Hezbollah) nie stanowią same w sobie zagrożenia militarnego dla Izraela, ale dzięki tym organizacjom ciężko Żydom czuć się bezpiecznie. Palestyńczyków uda się bez problemu pokonać na poziomie statystyk i rozwiązań politycznych, ale w polityce gra, w której jeden przegrywa, a drugi wygrywa, jest najgorszą z możliwych. Proces pokojowy miał doprowadzić do sytuacji, by obie strony „zwyciężyły”, a obecnie widzimy miniwojnę Dawida z Goliatem. Ciężko by Żydzi nie pokonali „armii” z przestarzałym sprzętem, bez lotnictwa i sił pacnernych. Przestałem wierzyć, że chodzi o te rakiety. Żydzi są czuli na punkcie swojego bezpieczeństwa, reakcja jest zupelnie nie proporcjonalna. Stanowiska można było niszczyć z powietrza, a nie zajmować je czołgami. Usprawiedliwienie za to jest idealne: wkroczyliśmy, zajęlismy stanowiska, dzięki czemu nie będzie ostrzeliwań teraz i w przyszłosci.

W tej sytuacji nie dziwi fakt, że Izrael odrzucił proponowany 48-godzinny rozejm. To zupłenie psułoby mu jego plan. Skoro Hamas nie złożył broni i nie zgodził się zaprzestać ostrzeliwania, to pora wprowadzić kolejny „argument”. Siły lądowe. Cała strategia jest świetnie przygotowana i żadne izraelskie ruchy nie są improwizowane. Ciekawy jestem, czy wszystko pójdzie zgodnie z planem. Szczególnie, że niedługo przedterminowane wybory parlamentarne i  czas rozliczeń.

 

Więcej o aktualnym konflikcie na Bliskim Wschodzie

- Wjadą czy nie wjadą?

- Izraelska wojna z komarami

- Izrael idzie na całość

Wjadą czy nie wjadą?

Brak komentarzy

  Ile czasu potrzebował Izrael, by zająć półwysep Synaj, Strefę Gazy, Wzgórza Golan oraz 
Zachodni Brzeg Jordanu? Dokładnie 6 dni. W czasie wojny sześciodniowej. Był to rok 1967, czyli ponad 40 lat temu, kiedy technika wojskowa była dużo gorzej zorganizowana. Czy w roku 2009 ( ;) ) Żydzi potrzebują więc kilku dni, aby uderzyć na Strefę Gazy? Maja taka możliwość w każdym momencie, zgrupowanie wojsk na granicy to głównie demonstracja, a nie „długie i żmudne przygotowania do interwencji”.

Historia państwa izraelskiego uczy nas, że Żydzi w imię osiągania swoich celów są w stanie zrobić niemal wszystko. Za każdym razem, gdy Arabowie sprawdzali, czy Tel-Aviw blefuje (1956, 1967), natrafiali na karetę asów. Arabowie nie chcą powtórzyć tego samego błędu, wiedzą, że Izrael – jak będzie trzeba – do Strefy Gazy wjedzie. Wejście lądowe jest jednak planem B albo C izraelskiego rządu. Ehud Barak mówił ostatnio o tym, że na razie nie przewiduje uderzenia lądowego. Tak naprawdę mobilizacja na granicy, to na razie głównie pokaz siły, groźba, próba narzucenia rozejmu na własnych warunkach . Dopiero, gdy to nie przyniesie skutku, Izrael może uderzyć. O tym, że byłoby to bezsensowne pisałem w moich poprzednich notkach. W skrócie: Izrael narazi się na bardzo duże straty, osiągnie cele tymczasowe, ale te długofalowe – takie jak np. pokój – oddalą się jeszcze dalej. Poza tym Żydzi sami wychowają sobie radykałów wśród bardzo licznej młodzieży. 

Izrael tak naprawdę nie chce uderzyć lądowo, bo ma środki, by niszczyć cele w Strefie Gazy bez udzialu czołgów. Gdyby Olmert z Barakiem naprawdę chcieli przeprowadzić inwazję, już by to zrobili. Gra toczy się o Hamas i jego pozycję. Rakiety odpalane na izraelskie miasta są problemem bardzo prestiżowym, ale o dość małym realnym znaczeniu Palestyńczycy je odpalają, ale nie powodują one realnego zagrożenia. Na pewno dużo mniejsze inż palestyńscy zamachowcy-samobójcy, którzy atakowaliby izraelskich żołnierzy, gdyhy ci pojawili się w Strefie Gazy.

Jeżeli Hamas ugiąłby się pod naporem Izraela i opinii międzynarodowej, to byłaby to niezwykle dotkliwa porażka dla tej organizacji. Ponieśli duże straty, świat arabski pomaga im jedynie pozornie, a tak w rzeczywistości ze spokojem patrzy, jak niszczona jest infrastruktura i giną bojówkarze. Kompromitujące dla Chaleda Meszala jest też to, że Hamas nie potrafi do tej pory w żaden sposób odpowiedzieć na izraelski atak. Prawdopodobnie jedyną szansą na wyjście z twarzą dla Hamasu jest teraz izraelska inwazja, do której radykałowie są odpowiednio przygotowani. Hamas, podpisując rozejm pod bagnetami, okazałby się słaby, a Palestyńczycy mogliby uznać, że jest bardzo nieskuteczny i źle reprezentuje ich interesy. Żydzi standardowo odrzucają wszelkie propozycje przerwania ognia, bo chcą trzymać radykałów pod nieustanną presją, a 48 godzin zawieszenia godzin byłoby korzystne głównie dla Hamasu. Jeżeli ktoś myśli, że w tych kalkulacjach – z jednej i drugiej strony – są brane pod uwagę interesy cywilów, to pora uzmysłowić sobie, że są oni traktowani na zasadzie piątego koła u wozu (Żydzi) i atutu (Hamas). Izraelczycy robią niezbędne minimum, by ograniczyć ich straty, a Hamas zyskuje żywe tarcze, które przydają się w wojnie propagandowej. Arabowie też nie robią nic, aby pomóc cywilom. Na Bliskim Wschodzie życie ludzkie jest wyjątkowo tanie.

W przerwanie ognia nie wierzą też zresztą nawet Francuzi. Zaproponowali, bo wypadało. Bez wiary. 

Czekamy na rozwój sytuacji. Izrael ma zielone światło do dalszego uderzania w Strefie Gazy i jak zwykle będzie bezkarny. Trochę to przypomina sytuację Rosji w czasie wojny z Gruzją. Wszyscy czekali na zajęcie Tblisi, gdy tak naprawdę wejście do tzw. Gruzji właściwej nie było w interesie Federacji. Tutaj jest bardzo podobnie. Izrael nie wyklucza ataku lądowego, ale chce tego uniknąć. Presja na Hamas będzie się zwiększać. Jej źródłami będą państwa arabskie, takie jak Egipt i Królestwo Arabii Saudyjskiej,, podmioty międzynarodowe (ONZ, UE) oraz sami Palestyńczycy, którzy nie chcą przecież ginąć. Inwazja jest więc planem awaryjnym, bezsensownym, ale pokazującym, że Izrael znowu nie blefował. 

Więcej o aktualnym konflikcie na Bliskim Wschodzie

- Izraelska wojna z komarami

- Izrael idzie na całość

 

Izraelska wojna z komarami

Brak komentarzy

 Kolejny dzień na Bliskim Wschodzie. Izrael – wg mediów – szykuje się do ataku lądowego na Strefę Gazy. Służby specjalne oznaczają cele. Izrael jest prawdopodobnie najbardziej zmilitaryzowanym państwem świata, w którym obowiązkiem służby wojskowej objęte są nawet kobiety (najładniejsze izraelskie żołnierki można obejrzeć tutaj). Izraelskie wojsko jest przy tym niezwykle zaawansowane pod względem technologicznym. Kraje arabskie są pod tym względem kilka klas niżej. Żydzi mają też jeden z lepszych (o ile nie najlepszych) wywiadów świata. W konwencjonalnym starciu – żaden z sąsiadów Izraela nie ma szans.

Problem jest jednak zdecydowanie niekonwencjonalny. Kwestii palestyńskiej nie uda się rozwiązać za pomocą rakiet, karabinów i czołgów. Oczywiście, uderzenie w „oficjalny” Hamas powiedzie się. Przed Izraelem w Strefie Gazy nie będzie ucieczki, a sama operacja została bardzo precyzyjnie zaplnowana. Żydzi wyciągnęli również wnioski z nieudanego wypadu na Liban w 2006r. Zniszczenie hamasowskich biur, magazynów, infrastruktury, a nawet ludzi jest kwestią jedynie użycia odpowiednich środków, którymi Żydzi dysponują. Do tej pory wszystko idzie zgodnie z planem Olmerta i Baraka, ale dopiero teraz operacja może przechodzi w najtrudniejszą fazę. Kluczowe jest pytanie, czy Izrael zamierza wojskowo wkroczyć do Strefy Gazy, czy jedynie uszczelnić granicę w taki sposób, by nawet mysz się nie prześlizgnęła?

Zaczyna się moment, w którym dużo rzeczy może się popsuć. Już teraz czytamy o ofiarach cywilnych, małych dziewczynkach zabitych przez Żydów. Najtragiczniejsze, że to prawda. Tylko tutaj pojawia się moralny dylemat. Kto jest bardziej winny – Żydzi bombarduący Hamas, ale świadomi tego, że zginą cywile, czy Hamas świadomy, że Izrael bombarduje ich, ale chowający się za cywilami, by uzyskać bardzo silny efekt propagandowy? W dodatku – jak rozróżnić cywila od bojówkarza i czy przypadkiem cywile nie wspierają Hamasu?  

Walka z Hamasem w Strefie Gazy przypomina więc walkę z komarami nad dużym jeziorem. Pojedynczego komara łatwo unieszkodliwić, ale nie da się przed nimi zabezpieczyć ani całościowo pozbawić chęci kąsania. Izrael, wkraczając wojskowo do Gazy, naraża się na nieustanne ataki. Co prawda nie są one w stanie zagrozić wojskom, ale są niezwykle demoralizujące. Wojska w Strefie Gazy dużo łatwiej zaatakować. Izrael, przy wkroczeniu, zniszczyłby całą infrastrukturę. Może to zrobić mniej dokładnie, z powietrza i za pomocą służb specjalnych. Ciekawe, którą z tych koncepcji zrealizują Olmert z Barakiem? 

Potężne uderzenie w Hamas obniży sprawność tej organizacji, ale zwiększy nienawiść typowego Palestyńczyka przeciwko Żydom. Sytuacja Palestyny i Izraela nic się nie zmieni. Hamas będzie musiał się odbudować, ale przybędzie mu sponsorów i sympatii. To jest prawdziwy kapitał Hamasu, a nie karabiny zostawione w magazynach. Izrael nie zniszczy mentalności palestyńskiej młodzieży, którzy uważają go za okupanta. Ta młodzież dorośnie i będzie hurtowo zasilać Hamas lub inne ugrupowania terrorystyczne. Al-Fatah utrzyma swoje wpływy na Zachodnim Brzegu Jordanu, ale jego pozycja – w wyniku izraelskiego ataku – uległa znacznemu pogorszeniu. Co może teraz zrobić Abbas? Tylko płakać. Gaza jest – przynajmniej na razie – stracona. Umiarkowani Palestyńczycy, którzy już przed atakiem nie mieli tam nic do powiedzenia, zostają teraz przyparci do ściany i zmuszeni do zajęcia konfrontacyjnego stanowiska. Jakby nie patreć, Izrael niszczy domy palestyńskie, więc jak na sprawę może patrzeć mieszkaniec Gazy? Przecież tam Palestyńczycy są u siebie.

Spotykam się z opinią, że akcja izraelska jest bardzo skuteczna. Jest i to nikogo nie powinno dziwić. Co jednak osiąga Tel-Aviw? Niszczy jakąś część struktur Hamasu. Osłabia jego infrastrukturę. Czy jednak sam Hamas i problem palestyński przestają istnieć? Nie. Czy zmniejsza się zagrożenie atakiem terrorystycznym? Nie, zwiększa się. Czy zbawiennie wpłwa to na gospodarkę Izraela? Firmy zbrojeniowe może się cieszą, ale niech teraz izraelskie przedsiębiorcy odważą się zatrudniać palestyńską tanią siłę roboczą. 

Jeżeli Izrael zajmie Gazę, to żołnierze tam stacjonujący bez przerwy narażeni będą na partyzanckie ataki. Na zasadzie ukąszeń komara. Izrael pokaże swoją potęgę, ale zwycięstwo w tym starciu będzie pyrrusowe. Interwencja jest więc zupełnie bez sensu. Strefa Gazy to pieklo, w którym zmuszeni są żyć Palestyńczycy, uzależnieni od pomocy humanitarnej, gospodarczo gnębieni przez Izrael. Żydzi chcą się całkowicie oddzielić od Palestyńczyków. Dlatego uszczelniona jest granica w Gaza i istnieje „mur bezpieczeństwa”. Chodzi o utrudnienie inflirtacji terytorium zamieszkałego przez Żydów. Zajmując Strefę Gazy, Izrael naraża się na wybuch prawdziwej „III intifiady”. 

Dużym plusem takiej akcji może być chyba jedynie efekt propagandowy. Żydzi utwierdzą się we własnej sile, chociaż ich strategiczne położenie nie zmieni się ani trochę, bo bombardowanie Gazy raczej nie wpływa pozytywnie na proces pokojowy, ani nie zniechęca terrorystów do potencjalnych ataków. Co prawda realnym zwycięstwem byłoby teraz ogłoszenie wzajemnego rozejmu, ale Hamas się na to nie zgodzi. Izraelskie władze chcą pokazać (co ważne przecież przed wyborami), że potrafią troszczyć się o bezpieczeństwo.

Przy bezwarunkowym wsparciu Stanów Zjednoczonych międzynarodowe położenie Izraela jest niezwykle korzystne. Rada Bezpieczeństwa ONZ nic nie przegłosuje. Państwa arabskie mogą uchwalać różne deklaracje, czy to indywidualnie, czy to w ramach Ligi Państw Arabskich, ale ich realne możliwości są znikome. Syria jest w ostatnich latach w defensywie, próbuje odzyskać wpływy w Libanie. Nie zaczepi Izraela, bo nic tym nie zyska, a narazi się na potężne straty. W konwecjonalnym starciu Damaszek nie ma żadnych szans. Bashir al-Asad ograniczy się do wspierania wrogów Tel-Aviwu dostawami broni i pieniędzy, będzie krzyczał o jedności arabskiej, ale to również kąsanie komara. To samo tyczy się Iranu. Na użytek propagandowy – obecna sytuacja jest dla niego bardzo przydatna. Być może wymusi na Hezbollahu większą aktywność, ale poza tym ograniczy się do potępiania. Mahmud Ahmadineżad wie, że im więcej będzie się mówić o Strefie Gazy, tym mniej o Iranie. Będzie więc mu zależało na trwaniu konfliktu. Egipt będzie się modlił, by nie zostać zmuzonym do zaangażowania się w to zamieszanie, ze względu na swoje położenie względem SG. W skrócie: od zewnątrz Izraelowi nic nie grozi. Nikt nawet nie odważy się postraszyć embargiem naftowym. Wyznawcy islamu, jak mało kto, rozumieją, że biznes to biznes, a słowa mogą być piękne. Po co jednak narażać swoje dolary?

Palestyńczycy pozostaną w swoich gettach. Bezradni. Obecna sytuacja to tragedia, w której nikt nie wygra, bo mieszkańcy Strefy Gazy nadal nimi będą. Radykalizm arabski się zwiększy, a Hamas zyska na popularności. Gaza, jak była biedna, teraz będzie doszczętnie zniszczona. Żydzi nie rozwiąża w ten sposób żadnego problemu związanego z Palestyńczykami. Postawili na militarną konfrontację, w której wygrają, ale zwycięstwo nie przybliży ich nawet o krok do pokoju. Palestyny nie da się spacyfikować, a do tego Tel-Aviw niszczy Mahmuda Abbasa, człowieka, którego stać na podpisanie historycznego dokumentu pokojowego. Czy w tej atmosferze możliwe są negocjcje? Czy Palestyńczycy z Gazy uznaliby jakiekolwiek rozmowy? Nie. Abbas zostałby uznany za zdrajcę nawet na Zachodnim Brzegu Jordanu. Czy na tym ma polegać zwycięstwo Izraela? Na ograniczaniu sobie pola manewru?

Trzeba powiedzieć, że bombardowanie obiektów, w których mogą znajdować się cywile, jest niezgodne z Konwencją Genewską, ale ukrywanie się za cywilami, raczej też nie jest elementem żadnego kodeksu honorowego, a w dodatku ostreliwanie izraelskich miast też raczej z założeniami w/w konwencji nie ma nic wspólnego. Stosujemy identyczne standardy dla Palestyńczyków i Żydów. 

Lądowe wkrocznie do Strefy Gazy byłoby głupotą. Zobaczymy co zwycięzy, rozmach, czy zdrowy rozsądek. Uszczelnienie granic byłoby za to logiczne, bo groźba odwetu Hamasu wielokrotnie się zwiększyła. 

 

Izrael idzie na całość

Brak komentarzy

 Kolejny dzień na Bliskim Wschodzie. Izrael – wg mediów – szykuje się do ataku lądowego na Strefę Gazy. Służby specjalne oznaczają cele. Izrael jest prawdopodobnie najbardziej zmilitaryzowanym państwem świata, w którym obowiązkiem służby wojskowej objęte są nawet kobiety (najładniejsze izraelskie żołnierki można obejrzeć tutaj). Izraelskie wojsko jest przy tym niezwykle zaawansowane pod względem technologicznym. Kraje arabskie są pod tym względem kilka klas niżej. Żydzi mają też jeden z lepszych (o ile nie najlepszych) wywiadów świata. W konwencjonalnym starciu – żaden z sąsiadów Izraela nie ma szans.

Problem jest jednak zdecydowanie niekonwencjonalny. Kwestii palestyńskiej nie uda się rozwiązać za pomocą rakiet, karabinów i czołgów. Oczywiście, uderzenie w „oficjalny” Hamas powiedzie się. Przed Izraelem w Strefie Gazy nie będzie ucieczki, a sama operacja została bardzo precyzyjnie zaplnowana. Żydzi wyciągnęli również wnioski z nieudanego wypadu na Liban w 2006r. Zniszczenie hamasowskich biur, magazynów, infrastruktury, a nawet ludzi jest kwestią jedynie użycia odpowiednich środków, którymi Żydzi dysponują. Do tej pory wszystko idzie zgodnie z planem Olmerta i Baraka, ale dopiero teraz operacja może przechodzi w najtrudniejszą fazę. Kluczowe jest pytanie, czy Izrael zamierza wojskowo wkroczyć do Strefy Gazy, czy jedynie uszczelnić granicę w taki sposób, by nawet mysz się nie prześlizgnęła?

Zaczyna się moment, w którym dużo rzeczy może się popsuć. Już teraz czytamy o ofiarach cywilnych, małych dziewczynkach zabitych przez Żydów. Najtragiczniejsze, że to prawda. Tylko tutaj pojawia się moralny dylemat. Kto jest bardziej winny – Żydzi bombarduący Hamas, ale świadomi tego, że zginą cywile, czy Hamas świadomy, że Izrael bombarduje ich, ale chowający się za cywilami, by uzyskać bardzo silny efekt propagandowy? W dodatku – jak rozróżnić cywila od bojówkarza i czy przypadkiem cywile nie wspierają Hamasu?  

Walka z Hamasem w Strefie Gazy przypomina więc walkę z komarami nad dużym jeziorem. Pojedynczego komara łatwo unieszkodliwić, ale nie da się przed nimi zabezpieczyć ani całościowo pozbawić chęci kąsania. Izrael, wkraczając wojskowo do Gazy, naraża się na nieustanne ataki. Co prawda nie są one w stanie zagrozić wojskom, ale są niezwykle demoralizujące. Wojska w Strefie Gazy dużo łatwiej zaatakować. Izrael, przy wkroczeniu, zniszczyłby całą infrastrukturę. Może to zrobić mniej dokładnie, z powietrza i za pomocą służb specjalnych. Ciekawe, którą z tych koncepcji zrealizują Olmert z Barakiem? 

Potężne uderzenie w Hamas obniży sprawność tej organizacji, ale zwiększy nienawiść typowego Palestyńczyka przeciwko Żydom. Sytuacja Palestyny i Izraela nic się nie zmieni. Hamas będzie musiał się odbudować, ale przybędzie mu sponsorów i sympatii. To jest prawdziwy kapitał Hamasu, a nie karabiny zostawione w magazynach. Izrael nie zniszczy mentalności palestyńskiej młodzieży, którzy uważają go za okupanta. Ta młodzież dorośnie i będzie hurtowo zasilać Hamas lub inne ugrupowania terrorystyczne. Al-Fatah utrzyma swoje wpływy na Zachodnim Brzegu Jordanu, ale jego pozycja – w wyniku izraelskiego ataku – uległa znacznemu pogorszeniu. Co może teraz zrobić Abbas? Tylko płakać. Gaza jest – przynajmniej na razie – stracona. Umiarkowani Palestyńczycy, którzy już przed atakiem nie mieli tam nic do powiedzenia, zostają teraz przyparci do ściany i zmuszeni do zajęcia konfrontacyjnego stanowiska. Jakby nie patreć, Izrael niszczy domy palestyńskie, więc jak na sprawę może patrzeć mieszkaniec Gazy? Przecież tam Palestyńczycy są u siebie.

Spotykam się z opinią, że akcja izraelska jest bardzo skuteczna. Jest i to nikogo nie powinno dziwić. Co jednak osiąga Tel-Aviw? Niszczy jakąś część struktur Hamasu. Osłabia jego infrastrukturę. Czy jednak sam Hamas i problem palestyński przestają istnieć? Nie. Czy zmniejsza się zagrożenie atakiem terrorystycznym? Nie, zwiększa się. Czy zbawiennie wpłwa to na gospodarkę Izraela? Firmy zbrojeniowe może się cieszą, ale niech teraz izraelskie przedsiębiorcy odważą się zatrudniać palestyńską tanią siłę roboczą. 

Jeżeli Izrael zajmie Gazę, to żołnierze tam stacjonujący bez przerwy narażeni będą na partyzanckie ataki. Na zasadzie ukąszeń komara. Izrael pokaże swoją potęgę, ale zwycięstwo w tym starciu będzie pyrrusowe. Interwencja jest więc zupełnie bez sensu. Strefa Gazy to pieklo, w którym zmuszeni są żyć Palestyńczycy, uzależnieni od pomocy humanitarnej, gospodarczo gnębieni przez Izrael. Żydzi chcą się całkowicie oddzielić od Palestyńczyków. Dlatego uszczelniona jest granica w Gaza i istnieje „mur bezpieczeństwa”. Chodzi o utrudnienie inflirtacji terytorium zamieszkałego przez Żydów. Zajmując Strefę Gazy, Izrael naraża się na wybuch prawdziwej „III intifiady”. 

Dużym plusem takiej akcji może być chyba jedynie efekt propagandowy. Żydzi utwierdzą się we własnej sile, chociaż ich strategiczne położenie nie zmieni się ani trochę, bo bombardowanie Gazy raczej nie wpływa pozytywnie na proces pokojowy, ani nie zniechęca terrorystów do potencjalnych ataków. Co prawda realnym zwycięstwem byłoby teraz ogłoszenie wzajemnego rozejmu, ale Hamas się na to nie zgodzi. Izraelskie władze chcą pokazać (co ważne przecież przed wyborami), że potrafią troszczyć się o bezpieczeństwo.

Przy bezwarunkowym wsparciu Stanów Zjednoczonych międzynarodowe położenie Izraela jest niezwykle korzystne. Rada Bezpieczeństwa ONZ nic nie przegłosuje. Państwa arabskie mogą uchwalać różne deklaracje, czy to indywidualnie, czy to w ramach Ligi Państw Arabskich, ale ich realne możliwości są znikome. Syria jest w ostatnich latach w defensywie, próbuje odzyskać wpływy w Libanie. Nie zaczepi Izraela, bo nic tym nie zyska, a narazi się na potężne straty. W konwecjonalnym starciu Damaszek nie ma żadnych szans. Bashir al-Asad ograniczy się do wspierania wrogów Tel-Aviwu dostawami broni i pieniędzy, będzie krzyczał o jedności arabskiej, ale to również kąsanie komara. To samo tyczy się Iranu. Na użytek propagandowy – obecna sytuacja jest dla niego bardzo przydatna. Być może wymusi na Hezbollahu większą aktywność, ale poza tym ograniczy się do potępiania. Mahmud Ahmadineżad wie, że im więcej będzie się mówić o Strefie Gazy, tym mniej o Iranie. Będzie więc mu zależało na trwaniu konfliktu. Egipt będzie się modlił, by nie zostać zmuzonym do zaangażowania się w to zamieszanie, ze względu na swoje położenie względem SG. W skrócie: od zewnątrz Izraelowi nic nie grozi. Nikt nawet nie odważy się postraszyć embargiem naftowym. Wyznawcy islamu, jak mało kto, rozumieją, że biznes to biznes, a słowa mogą być piękne. Po co jednak narażać swoje dolary?

Palestyńczycy pozostaną w swoich gettach. Bezradni. Obecna sytuacja to tragedia, w której nikt nie wygra, bo mieszkańcy Strefy Gazy nadal nimi będą. Radykalizm arabski się zwiększy, a Hamas zyska na popularności. Gaza, jak była biedna, teraz będzie doszczętnie zniszczona. Żydzi nie rozwiąża w ten sposób żadnego problemu związanego z Palestyńczykami. Postawili na militarną konfrontację, w której wygrają, ale zwycięstwo nie przybliży ich nawet o krok do pokoju. Palestyny nie da się spacyfikować, a do tego Tel-Aviw niszczy Mahmuda Abbasa, człowieka, którego stać na podpisanie historycznego dokumentu pokojowego. Czy w tej atmosferze możliwe są negocjcje? Czy Palestyńczycy z Gazy uznaliby jakiekolwiek rozmowy? Nie. Abbas zostałby uznany za zdrajcę nawet na Zachodnim Brzegu Jordanu. Czy na tym ma polegać zwycięstwo Izraela? Na ograniczaniu sobie pola manewru?

Trzeba powiedzieć, że bombardowanie obiektów, w których mogą znajdować się cywile, jest niezgodne z Konwencją Genewską, ale ukrywanie się za cywilami, raczej też nie jest elementem żadnego kodeksu honorowego, a w dodatku ostreliwanie izraelskich miast też raczej z założeniami w/w konwencji nie ma nic wspólnego. Stosujemy identyczne standardy dla Palestyńczyków i Żydów. 

Lądowe wkrocznie do Strefy Gazy byłoby głupotą. Zobaczymy co zwycięzy, rozmach, czy zdrowy rozsądek. Uszczelnienie granic byłoby za to logiczne, bo groźba odwetu Hamasu wielokrotnie się zwiększyła. 

 

Rosja-Gruzja, a na drugim planie Izrael

Brak komentarzy

Gruzja przegrała wojnę z Rosją. Teraz NATO i Unia Europejska muszą skupić się na tym, jak wesprzeć politycznie i gospodarczo Gruzję.  Jest bardzo prawdopodobne, że popłynie strumień amerykańskich dolarów i europejskich euro. Lepiej późno, niż wcale. Okazuje się jednak, że swoje interesy na Kaukazie ma też Izrael. Szachowanie Iranu z baz gruzińskich – świetny pomysł.

Co prawda nie spełniły się oczekiwania (i przewidywania) niektórych bloggerów o tym, że pomoc izraelska okaże się bardzo istotna w kontekście wojny z Rosją, ale pokazuje to, jak bliski politycznie jest trójkąt Tblisi-Tel Aviw-Waszyngton. Amerykańska bezsilność w kontekście konfliktu kompromituje supermocarstwo. Rosja osiągnęła wszystkie założone wcześniej cele.

Koncepcja szachowania Iranu od strony Gruzji jest bardzo dobrze pomyślana. Drugi potencjalny kierunek ataku oznaczałby trudniejszą obronę (i krótszy dystans dla myśliwców). Izrael daje w zamian Gruzji coś bezcennego – know-how, przy czym najważniejsze tajemnice i tak zachowuje dla siebie. W ten sposób może okazać się, że wojnę gruzińsko-rosyjską wygra … Izrael, który zyska ważny argument nacisku na Iran.

Pytanie, czy Iran się wystraszy. Na pewno, gdyby rzeczywiście doszło do takiej umowy i zostałaby ona zrealizowana, Teheran nie mógłby przejść obok tego obojętnie. Ajatollahowie straciliby inicjatywę i komfort psychiczny. Trzeba jednak powiedzieć, że tak szybkie ujawnienie tego typu spekulacji, nie sprzyja realizacji umowy. Możliwe więc że taka możliwość została właśnie "spalona". Samo ujawnienie sprawy obrazuje, jak poważnie Izrael traktuje Iran. Persowie z kolei muszą bardzo poważnie potraktować to ostrzeżenie.

Rosja reaguje dziwnie spokojnie. "Przypadkiem" Asad, prezydent Syrii, zaproponował zainstalowanie systemu rakietowego u siebie, a Moskwa zaczęła przebąkiwać coś o bazie morskiej, ale na razie brakuje konkretów. Trzeba jednak powiedzieć, że Rosja środki naciski na Tel Aviw ma i ich nie wykorzystuje. Oznacza to, że stosunki polityczne na linii Moskwa-Teheran są mniej ścisłe niż stosuniki gospodarcze, a parze Putin-Medwiediew nie zależy na straszeniu Izraela. Rosja jest sojusznikiem Iranu, ale będzie go bronić tylko wtedy, gdy będzie to w ścisłym interesie rosyjskim. Zastraszony Iran jest też wygodniejszym partnerem dla Moskwy, bo zamówi więcej sprzętu i będzie pokorniejszy.

Iran na razie postępuje przewidywalnie. Według tego samego scenariusza, rozmowy – zaostrzenie – groźby – rozmowy etc… Czas pracuje na jego korzyść. Życiowym celem ajatollahów wcale nie jest wystrzelenie rakiet w Izrael – one i tak prawie na pewno zostałyby strącone. Na całej sprawie, jak dotąd, wygrywali propagandowo. Za potencjalne lotniska w Gruzji punkt psychologiczny dla Izraela. Iran teraz musi zademonstrować, że się nie boi.

Czy Polacy są odpowiedzialni za holocaust?

Brak komentarzy

Brytyjczycy są znani ze swojego humoru. Gorzej, gdy ich żarty nikogo nie śmieszą albo jeszcze gorzej – okazuje się, że tak naprawdę nie są to dowcipy, a poważne uwagi. Rzekomo. Ile jeszcze będę musiał czytać tych bredni o polskiej winie w sprawie żydowskiej w czasie II wojny światowej i po niej?

Tak, trzeba to powiedzieć otwarcie. Nie mamy czystego sumienia. Antysemityzm w Polsce był widoczny przed, w trakcie i po II wojnie światowej. Można pisać o ONR, o antysemityźmie gospodarczym w latach trzydziestych, o szmalcownikach podczas II wojny światowej i o pogromach na wsi i tym największym – kieleckim, po wojnie. Trzeba śmiało powiedzieć, Polacy nie zawsze zachowywali się przyjaźnie w stosunku do Żydów, ale….

W Polsce Żydzi działali (niektórzy twierdzą, że robią to i dziś) swobodnie, to do nas przyjechali w średniowieczu i doświadczyli – co piszę bez ironii – polskiej gościnności. Oczywiście, nie wszyscy Polacy za nimi przepadali, ale nie wszyscy Polacy przepadają też za Niemcami, Rosjanami, czy Francuzami. To normalne. W XX-leciu międzywojennym Żydzi stanowili olbrzymi odsetek ludności i, co ciekawe, walczyli też (nie wszyscy – uprzedzając kontrargument) w kampanii wrześniowej. Czy Polska była antysemicka? Wydaje m się, że dużo mniej, niż Zachód, który jak zwykle lubi bawić się w przerzucanie winy na polską stronę, a jego hobby jest pouczanie Polaków – na temat moralności i historii. Szczególną gorliwość w tej kwestii przejawiają Francuzi i Amerykanie, a teraz Brytyjczycy.

Najgorsze, przed nami: brytyjski publicysta, niejaki Giles Coren oskarża Polaków. Cytuje za "Dziennikiem".
"Przypomina mu się głównie, że jego rodzina też musiała uciekać z Polski. Wszystko przez "Polaków, którzy dla rozrywki otaczali w Wielkanoc synagogi, a potem podpalali zamkniętych w nich Żydów". Coren dodał, że Polska nigdy nie rozliczyła się ze swojego antysemityzmu. Ani przed sobą, ani przed Żydami."

Zaczynamy więc zabawę.
Tak jak pisałem, trzeba się przyznać do tego, że duża część społeczeństwa była nastawiona do Żydów wrogo. Dochodziło do pogromów i wypędzeń. Czasami działo się to z inspiracji władz, czasami była to inicjatywa samych mieszkańców. Można wskazać patologiczne przykłady podpaleń, zabójstw i szantażowania. Tylko, że w Polsce po 45 roku nie prześladowano tylko i wyłącznie Żydów. Niech Pan Coren poczyta sobie "Wywiad rzekę" z Władysławem Bartoszewskim. W Polsce zabijani i więzieni byli też żołnierze Armii Krajowej. Majątki tracili wszyscy obywatele II RP, nie tylko Żydzi. Polacy nigdy dla rozrywki nie otaczali synagog w Wielkanoc. Być może robili to ze strachu, mogli być napędzani najniższymi uczuciami ludzkimi i trzeba to potępić, ale nie robili tego dla zabawy. Z drugiej strony to Polacy mają najwięcej tytułów Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata. Dziwne, jak na naród z do szpiku kości zakorzenionym antysemityzmem.

Ciekawe, jak maja się te dwa, trzy lata po wojnie, do średniiowiecznych pogromów i wypędzeń? Niezły relatywizm moralny, nie? Jak my wypędzaliśmy to w porządku. Ciekawe, kiedy Zachód rozliczy się z tego? Pewnie nigdy, ale przynajmniej wiadomo, kto jest pierwszy do pouczania. To tak, jakby złodziej tłumaczył, dlaczego nie należy kraść.

Polska nie musi się z niczego rozliczać. Kwestia naszego antysemityzmu jest nieustannie dyskutowana w mediach, powstają nowe książki (często b. kontrowersyjny jak "Strach" J. T. Grossa). Jest mi przykro z powodu niektóych zajsć, ale to Polacy w czasie II wojny światowej ryzykowali życie, by ratować Zydów (Brytyjczycy chyba nie…). Często chowali ich po domach, dostarczali jedzenie i tzw. aryjskie papiery. Były grupy, które nawet pomimo, powiedzmy, około antysemickiego nastawienia, uważały, że w tej wyjątkowej sytuacji należy Żydom pomagać Tutaj pozwolę sobie nawet zacytować ostatnie zdanie z artykułu Zofii Kosak-Szczuckiej, w którym protestowała przeciwko mordowaniu Żydów- "Kto tego nie rozumie, kto dumną, wolną przyszłość Polski śmiałby łączyć z nikczemną radością z nieszczęścia bliźniego – nie jest przeto ani katolikiem, ani Polakiem." . W tym czasie zachodnie elity bardzo elegancko unikały tematu holocaustu. To Polacy dostarczali informacji na temat obozów koncentracyjnych. Zachód w to nie wierzył lub nie chciał wierzyć. Brytyjczycy nie zrobili nic, aby powstrzymać shoah. Kto tu więc nie rozliczył się z historią? Sądzę, że Polacy zrobili dużo więcej dla Żydów, niż Brytyjczycy i Francuzi razem wzięci. Niektórym naprawdę przydałyby się podręczniki od historii.

Podobno w pierwszym Knessecie większość rozmów prowadzono po polsku. To też o czymś świadczy. To w Polsce wychowała się żydowska elita, w tym obecny prezydent Izraela, Szymon Peres. Nie wszyscy Żydzi musieli uciekać z Polski po II wojnie, część została, a inni wyjechali do własnego państwa zwanego Izraelem. Właśnie wtedy, gdy Brytyjczycy wspierali Arabów w wojnie o niepodległość Izraela. Obiegowo mówi się, że tak wcale nie było (a wręcz odwrotnie), ale tak naprawdę celem dypomacji brytyskiej było zwycięstwo koalicji arabskiej. Jeśli ktoś nie wierzy, mogę posłużyć się kilkoma faktami z różnych publikacji. Broń żydowska pochodziła z Czechosłowacji, a po stronie izraelskiej walczyło dużo, że tak ich nazwę, Polako-Żydów.

Powiedziałbym więc, że więcej za brudu za uszami mają Brytyjczycy. Oczywiście, nie wiedzą o tym, ale cóż tam. Ignorancja jest darmowa, a klawiatura cierpliwa. Nawet bardziej niż papier.

 Nowsze artykuły1234567