Patryk Gorgol

Na marginesie o uwolnieniu Gilada Szalita

Brak komentarzy
źródło: wiadomosci.gazeta.pl

źródło: wiadomosci.gazeta.pl

Gilad Szalit spędził 5 lat na terytorium Strefy Gazy – jego stan zdrowia po szczęśliwym powrocie uznany został za stabilny, lecz – jak można się domyślać – “więzień” siedział w zamkniętych pomieszczeniach i promienie słońca nie docierały do niego zbyt często. Uwolnienie sierżanta (a w chwili porwania – kaprala) Szalita kosztowało jednak bardzo drogo – uwolnienie 1027 więźniów.

Pozwolę sobie na kilka uwag związanych  z tym wydarzeniem.

1. Cena za wolność Szalita jest olbrzymia, bo premier Netanjahu nie tylko zmniejsza bezpieczeństwo Izraela w sposób bezpośredni, ale również – w rozgrywce palestyńsko-palestyńskiej – wzmacnia Hamas

Jak Mahmud Abbas ma się przebić ze swoimi pokojowymi pomysłami, gdy Izrael ustępuje tylko pod wpływem argumentu siły? Hamas znowu będzie królował na tzw. palestyńskiej ulicy. Rachunek na przyszłość te jest nieprzyjemny. Skoro tyle można uzyskać poprzez porwania to dlaczego Hamas miałby nie ponowić takiej operacji?

2. Jednocześnie trzeba pamiętać o drugim aspekcie tej sprawy. Jeżeli politycy izraelscy myślą o pokoju to więźniów palestyńskich, w tym część skazaną za terroryzm, musieliby i tak wypuścić. O tyle szkoda, że “wynegocjował” to Hamas, a nie Fatah. Znowu potwierdziła się teza, że obecny rząd Izraela potrzebuje Hamasu, a Hamas rządu izraelskiego. W tym duecie obie strony są w stanie nie tylko utrzymać, ale nawet umocnić swój stan posiadania.

Pierwszych uwolnionych więźniów witało – według szacunków BBC – około 100 tysięcy mieszkańców Strefy Gazy. Bohaterowie wracają z wojny dzięki negocjacjom Hamasu. Taki będzie przekaz.

3. Należy bezwzględnie potępić wszelkie akty terroryzmu, a zwłaszcza te, których wynikiem jest śmierć cywilów.

Nie wolno jednak zapominać, że ta zasada musi działać w dwie strony. Palestyński bojownik z Brygad al-Kassam zabijający izraelską 9-letnią dziewczynkę powinien zostać oceniany tak samo jak izraelski żołnierz zabijający 9-letniego chłopca. Taki żołnierz, podobnie jak bojownik, powinni znaleźć się w więzieniu, a czy tak jest – pozostawiam swobodę oceny Czytelnikowi.

Do czego jednak zmierzam – tak, na liście ponad 1000 więźniów znajdują się terroryści odpowiedzialni za śmierć cywilów – to prawda. Zachęcam jednak do obejrzenia listy osób przeznaczonych do zwolnienia w wyniku umowy na stronie Al-Jazeery.

Uwagę zwraca, że niczym szczególnym nie było otrzymać wyrok dożywocia (czy nawet kilkukrotnego dożywocia) mając około 20 lat Wyroki były niezwykle surowe, a wina części skazanych – wcale nie taka oczywista.

4. Premier Netanjahu uznał, że uwolnienie Szalita jest mu teraz potrzebne dla celów swojej polityki. Postawa izraelskiego rządu bardzo ewoluowała – od “żadnych rozmów z terrorystami” do pragmatycznego dealu, który obserwujemy.

Jeżeli jednak Netanjahu chciałby go wcześniej uwolnić to z pewnością na takich samych warunkach mógł to uczynić około 2 lat temu.

Izraelski rząd zademonstrował jednak coś innego – dla niego liczy się życie każdego swojego człowieka i uwolnienie Szalita może podbudować Izraelczyków i ich wiarę w państwo, które nie zostawia swoich obywateli w potrzebie. Czy będzie to trochę przerysowana wizja? Być może, ale tak ludzie będą to odbierać. W obecnej sytuacji jest to społeczeństwu potrzebne – wokół Arabska Wiosna, w Egipcie zmiana władzy,  zimna wojna z Turcją itd.

5. Wymiana Szalita na 1027 palestyńskich więźniów była również jednym pytań w debacie Republikanów w Stanach Zjednoczonych. Michele Bachmann została zapytana czy Amerykanie postąpiliby podobnie?. Odpowiedziała, że “żadnych negocjacji z terrorystami”.

Skazanie Tymoszenko – o jeden krok za daleko

1 komentarz
źródło: fakty.interia.pl

źródło: fakty.interia.pl

Wiktor Janukowycz zapewnia, iż najważniejszym celem polityki zagranicznej Ukrainy jest integracja z Unią Europejską. Polska dyplomacja stara się pomóc swojemu sąsiadowi, gdyż wie, że ewentualne rozszerzenie będzie korzystne dla Warszawy. Przede wszystkim jednak Kijów musi pomóc sobie sam, jeżeli ma aspiracje europejskie, bo wyrok wydany na Tymoszenko na Zachodzie się “nie przyjmie”. Demokratyczny ustrój, wolnorynkowa gospodarka, przestrzeganie praw człowieka, a także przyjęcie dorobku prawnego UE (tzw. Acquis Communautaire). To warunki, jakie musi spełnić państwo mające aspiracje europejskie. Czy po skazaniu Julii Tymoszenko na 7 lat więzienia, 3 lata pozbawienia prawa piastowania stanowisk publicznych oraz 1,5 mld hrywien odszkodowania dla Naftohazu, ktoś w Berlinie, Paryżu i Londynie uzna, że te warunki zostały spełnione?

Zacznijmy od najważniejszego. Nie znam akt sprawy, ani ukraińskiego prawa, dlatego nie jestem w stanie wydać jednoznacznej opinii na temat winy lub niewinności Julii Tymoszenko. Była ukraińska premier nie należy również do aniołków – różnego rodzaju zarzuty, głównie korupcyjne, towarzyszą jej niemal od zawsze, a swojego majątku – wraz z byłym mężem – dorobiła się w podejrzanych okolicznościach.

Za co wyrok?
Potocznie mówi się, iż Julia Tymoszenko została skazana za ukraińsko-rosyjską umowę gazową. Jest to jednak tzw. skrót myślowy. Tak jak polsko-rosyjskie negocjacje gazowe. Prowadzą je – w przypadku Ukrainy i Rosji – Naftohaz oraz Gazprom, a Polski i Rosji – PGNiG i Gazprom. W praktyce każda z tych spółek działa de facto w związku z potrzebami państwa, a politycy mają olbrzymi wpływ na jej funkcjonowanie. To spółki są jednak stronami umowy, a nie premierzy czy prezydenci, zatem to ich szefostwo powinno być odpowiedzialne za finał rozmów i np. zawyżone stawki za gaz). Wyobraża ktoś sobie, aby za kontrakt Gazpromu odpowiadał premier Putin? Politycznie – owszem, Tymoszenko podlega ocenie, ale czy karnie? Szefowie spółek podpisali umowy według życzeń Tymoszenko i Putina, ale przecież nie mieli takiego obowiązku prawnego, a ewentualny błąd proceduralny w wydawaniu np. instrukcji negocjacyjnych powoduje ich nieważność.

Ocena polityczna jest prosta – 450 dolarów za tysiąc metrów sześciennych to bardzo wysoka stawka, bo w 2008 roku Ukraina płaciła trochę ponad 170. Dla ukraińskiej gospodarki to musiał być szok. Jednocześnie jednak trzeba pamiętać o tym, iż udało się jej ocalić Naftohaz przed wpływami rosyjskimi. Julia Tymoszenko znajdowała się pod ścianą, bo wybór miała prosty (i propozycja taka ciągle przedstawiana jest przez Moskwie rządzącym na Ukrainie) – tańszy gaz i podział Naftohazu albo gaz po “cenie rynkowej” albo brak gazu. Rosja wygrała, a Tymoszenko przegrała nie tylko negocjacje, ale i wybory prezydenckie (mimo neutralności Moskwy). Tylko czy w demokratycznym państwie konsekwencją tego powinno być 7 lat w więzieniu? Powodzenia dla prezydenta Janukowycza w przekonywaniu o tym najważniejszych polityków Unii Europejskiej.

Jak słusznie zauważa Ośrodek Studiów Wschodnich w swojej interesującej analizie motywy “wewnętrzne” przeważyły nad tymi “zewnętrznymi”. Celem jest wyeliminowanie Julii Tymoszenko z życie politycznego przy pomocy środków prawnokarnych.

Ukraino – wybieraj
Teraz to rządzący Ukrainą stoją przed zero-jedynkowym wyborem. Unia Europejska nie podpisze umowy stowarzyszeniowej z Kijowem bez rozstrzygnięcia problemu Tymoszenko. Jeżeli uznać to, co zrobiła za zdradę, to Janukowycz rozegrał to w ten sposób, iż trudno użyć innego słowa jak “zemsta” i “niedemokratyczne metody”.

Wyrok nie jest prawomocny – Julia Tymoszenko dysponuje prawem do apelacji i niewątpliwie z niego skorzysta, ale Ukraina – ku rozpaczy Warszawy – straci kolejne miesiące, jak również zatrzyma się, na ten czas, w maratonie do Unii Europejskiej.

Scenariusze są trzy. W pierwszym z nich władze ukraińskie “nie odpuszczają” Tymoszenko, odwołanie nie zmienia wyroku albo cała sprawa ma się ciągnąć miesiącami albo latami. Tymoszenko zaś ma dużo czasu do zapoznania się ze współwięźniami. Już samo zastosowanie aresztu należy uznać za decyzję polityczną.

W drugim scenariuszu Julia Tymoszenko wychodzi, ale upokorzona. Byłoby to możliwe, gdyby ukraińskie prawo przewidywało prawo łaski dla prezydenta. Liderka opozycja wyszłaby na mocy bezpośredniej decyzji prezydenta Janukowycza. To by była dopiero farsa.

Trzeci scenariusz zakłada uniewinnienie w ramach apelacji lub zmianę Kodeksu Karnego przez Radę Najwyższą Ukrainy w taki sposób, aby usunąć przepis na podstawie którego sądzona jest Julia Tymoszenko. Zgrabnie można to ując w ten sposób, iż Ukraina zaczyna dostosowywać swoje prawo do minimum, które musi być przyjęte w związku z umową stowarzyszeniową.

Wybrany scenariusz pokaże nam, w którym kierunku podąża Ukraina. Kijów, chcąc do UE, musi przestrzegać europejskich standardów. Inne wyjście to stagnacja i mocniejszy zwrot w kierunku wschodnim. Ukraino, wybieraj!

Przegląd Międzynarodowych Absurdów – IV

Brak komentarzy

Dzisiaj dzień wyborów, a my przenieśmy się poza granice naszego państwa i zobaczmy, czym nasi ukochani politycy uraczyli nas w ostatnich tygodniach. Trochę to przykre, że cały czas powtarzają się same osoby, ale taki Władimir Putin czy Silvio Berlusconi, w kwestii międzynarodowych absurdów, to po prostu klasa sama dla siebie.

5. Amerykańscy spadochroniarze niedaleko Ratyzbony (propozycja do notowania!)
Wspólne ćwiczenia amerykańskich i polskich spadochroniarzy w okolicy Ratyzbony. Co ciekawe, ranni zostali tylko amerykańscy żołnierze. Ćwiczono desant z powietrza na okazję misji w Afganistanie. Może lepiej przełożyć wylot?

Rannym życzymy szybkiego powrotu do zdrowia. Polscy internauci mają jednak już swoją opinię na temat potencjalnej przyczyny…

źródło: mistrzowie.org

źródło: mistrzowie.org

4. Dobijanie Kaddafiego w Libii
Już od kilku tygodni czytamy, że godziny dzielą Kaddafiego od poznania się z Allahem, jego ludzie pouciekali, a on sam kontroluje co najwyżej swoje podziemne tunele. Okazuje się jednak, że aż tak kolorowo dla sił rebeliantów i NATO wcale nie jest. Klęska pułkownika rzeczywiście jest kwestią czasu, ale na razie trwają walki o Syrtę. Udało się zdobyć uniwersytet – takie są oficjalne doniesienia.

Inne są mniej korzystne dla sił koalicji. “The Australian” zarzuca przeciwnikom Kaddafiego nawet ludobójstwo. O ile sam zarzut ludobójstwa to prawdopodobnie przesada, o tyle powstaje poważny dysonans poznawczy. Czy siły NATO nie miały przypadkiem chronić cywilów, a nie przyczyniać się do ich śmierci? Czy taki miał być efekt według twórców rezolucji RB ONZ w/s Libii?

Aksjologia jest piękna w dokumentach, ale w rzeczywistości wychodzą interesy. Obie strony konfliktu mają dużo za uszami. Siły Kaddafiego prawdopodobnie dużo więcej, ale czy to oznacza, że Narodowa Rada Przejściowa ma prawo do decydowania, kto może żyć, a kto nie?

3. Irańskie okręty u wybrzeży Stanów Zjednoczonych
Irańczyków należy cenić za konsekwencję. Wiedzą, iż nie wystarczy byle wyskok czy wypowiedź Ahmadineżada, aby wylądować w Przeglądzie Międzynarodowych Absurdów. Tym razem podnieśli poprzeczkę wysoko.

Cytuję za zaprzyjaźnionym blogiem “Dyplomacja”

Marynarka wojenna Islamskiej Republiki Iranu zamierza wysłać okręty wojenne w pobliże atlantyckiego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Państwowa agencja prasowa IRNA donosi, iż potrzebna jest widoczna obecność militarna w pobliżu morskich granic „światowej aroganckiej potęgi”, jak określa się w Iranie Stany Zjednoczone.

O tak. Niemalże staje przed oczami kryzys kubański. Tutaj oczywiście nic takiego nie będzie miało miejsca. Ponadto – co wyraźnie zauważa Piotrek u siebie na blogu – za “wysłaniem delegacji” może stać bardziej prozaiczna przyczyna, taka jak przemyt broni czy technologii wojskowych, ale za rozmach Irańczykom należy się miejsce na podium. Podobnie jak wtedy, gdy zaproponowali wysłanie misji Peacekeeping do Wielkiej Brytanii.

A dla Amerykanów? Ewentualna obecność Irańczyków będzie irytująca. Jak brzęczenie muchy, gdy chcemy usnąć.

2. “Nieoczekiwana zamiana miejsc” w Rosji.
W układzie Putin-Miedwiediew wszystko wraca do normy. Putinowi znudziło się premierowanie, a Miedwiediewowi bycie prezydentem. W związku z czym każdy z nich chciałby sobie zmienić swój wpis w CV – Władimir będzie prezydentem, a premierem zostanie Dmitrij.

Niektórzy już zauważają, iż zanosi się na to, że patronat Putina nad Rosją potrwa dłużej niż rządy Breżniewa. Być może jestem niesprawiedliwy i o zamianie zadecydowały inne względy niż to, że realny przywódca wraca do władzy? Może o wystawieniu Putina zadecydował wyjątkowo niski wynik Miedwiediewa w wyborach prezydenckich (ok. 70%) w porównaniu z prezydentem Łukaszenką (ok. 80%)?

Ofiarą zamiany pozostaje ambitny (w kontekście posady premiera), już były, minister finansów Aleksiej Kudrin.

1. Propozycja nazwy zmiany ugrupowania premiera Berlusconiego
Notowanie, już po raz drugi, wygrywa Silvio Berlusconi, włoski premier. Finanse tego kraju lecą na łeb i szyje. Rzym może stać się drugimi Atenami, a tymczasem?

Jak powinno się nazywać jego ugrupowanie polityczne – według żartu Silvio? Tłumacząc na angielsku – Go Pussy. Czytelnikom pozostawiam tłumaczenie na język polski.

Czego nie można odmówić Berlusconiemu to dystansu do siebie, ale także bezczelności. Włoscy opozycjoniści są naturalnie oburzeni, jednak – tak po prawdzie – Włosi sami wyhodowali sobie takiego premiera i od lat przymykali oczy na różnego rodzaju incydenty z jego udziałem. Czy naprawdę “Go Pussy” jako nazwa ugrupowania jest czymś bardziej oburzającym niż uściski z Kaddafim, traktowanie kobiet na zasadzie zabawki, które się opłaca, imprezy bunga-bunga czy – finalnie – uwolnienie nastoletniej dziewczyny znanej z lekkiego sposobu bycia przy pomocy kłamstwa, że jest ona krewną Mubaraka, a przecież Włochy nie chcą skandalu dyplomatycznego?

Zapraszam również do przeczytania poprzednich notowań:
Przegląd Międzynarodowych Absurdów – cz. II
Przegląd Międzynarodowych Absurdów – cz. II
Przegląd Międzynarodowych Absurdów – cz. I

Szczyt Partnerstwa Wschodniego – inne spojrzenie

Brak komentarzy
źródło: gazetaprawna.pl

źródło: gazetaprawna.pl

Szczyt Partnerstwa Wschodniego w Polsce zakończony umiarkowanym sukcesem. Tak w kilku słowach można by ocenić efekty tego spotkania. Większości problemów nie rozwiązano, ale nie taki był cel tego wydarzenia. Ocenianie szczytu bez wzięcia pod uwagi kontekstu międzynarodowego (wydarzenia w Afryce Północnej, kryzys w strefie euro) byłoby niesprawiedliwe.

Niepodpisana deklaracja
Nikogo nie powinno zaskoczyć, że państwa spoza UE uczestniczące w PW nie podpisały deklaracji potępiającej Białoruś – tak mniej więcej zaraz po szczycie komentował rzecznik polskiego MSZ, Marcin Bosacki. Sensacją – i to niebywałą – byłoby, gdyby te państwa taki dokument podpisały.

PW jest wszakże projektem mającym na celu przybliżenie jego uczestników do wartości europejskich takich jak demokracja i wolny rynek. Problemem programu jest niski budżet (600 milionów euro na lata 2010-2013), ale wiadomo, że nikt pieniędzmi od Unii nie pogardzi.

Po co jednak Janukowyczowi, Allijewowi oraz Saakazwilemu potępianie Białorusi?

Ilham Allijew
:

“Wybory prezydenckie w Azerbejdżanie, w których zwyciężył dotychczasowy prezydent Ilham Alijew, nie spełniły wymogów wyborów “pluralistycznych i demokratycznych” – stwierdzili obserwatorzy OBWE.

Jednocześnie odnotowali “znaczący postęp” – według nich władze starały się stworzyć kandydatom sprawiedliwsze warunki. Jednak “w dniu wyborów zauważono pewne braki, szczególnie w trakcie kluczowej fazy liczenia głosów i robienia zestawień”.”
PAP

Warto dodać, że do bojkotu wyborów wzywała opozycja. Azerski prezydent ma jednak coś, czego nie mają Europejczycy – surowce. Powoduje to, że – pomimo ewidentnych braków – może liczyć na współpracę z Unią Europejską oraz Stanami Zjednoczonymi.

Wiktor Janukowycz co prawda z OBWE nie ma problemów – wszelkie międzynarodowe organizacje monitorujące ukraińskie wybory prezydenckie uznały je za uczciwe, aczkolwiek Unia Europejska bardzo mocno stawia się za Julią Tymoszenką. Stąd m.in. wizyta Aleksandra Kwaśniewskiego w tym kraju. Ciekawie zarzut sformułował na konferencji prasowej Herman von Rompuy – chodzi o relatywne wykorzystanie prawa – tzn. Unia ma żal do Janukowycza, że w jego kraju raz stosuje się prawo (gdy chodzi o liderkę opozycji), a raz nie (gdy chodzi o swoich urzędników). Prezydent Ukrainy, popierając taką deklarację, sam kręciłby na siebie bicz, dodatkowo zrażając do siebie sąsiada.

Saakaszwili też nie mógł podpisać. Białoruś nie uznała Abchazji i Osetii Południowej, pomimo nacisków ze strony Moskwy. Kontakty na linii Mińsk-Tbilisi są całkiem niezłe. Ponadto Saakaszwili ma podobny problem jak Janukowycz – opozycja stawia mu bardzo mocne zarzuty niedemokratycznego sposobu rządzenia.

Kwestie braku poparcia Armenii i Mołdawii można różnie uzasadnić – na pewno jednak nie było w ich interesie wyłamywanie się na szczycie.

Biorąc pod uwagę powyższe – trudno uznać niepodpisanie takiej deklaracji za porażkę Unii Europejskiej.

Unia Europejska wobec Białorusi
Przy organizacji szczytu wystąpiła pewna niedogodność organizacyjna. Pomimo krytyki jaka spadła na Mińsk po ubiegłorocznych “wyborach” prezydenckich, nikt tego kraju z PW nie usunął, ale za to prezydent Łukaszenka otrzymał zakaz wjazdu. Jako iż na szczyt zaproszeni byli głownie szefowie państw lub rządów – należy uznać to za dość istotny problem. Rozwiązano go w ten sposób, iż pojawić miał się minister spraw zagranicznych, a ostatecznie – ambasador Białorusi w Warszawie. Nie odpaliło to jednak na szczycie, gdyż białoruski ambasador nie uczestniczył w obradach drugiego dnia uznając, iż takie traktowanie dyskryminuje jego państwo. Co ciekawe, Białorusini w samym przygotowaniu do szczytu uczestniczyli.

“Pakiet Tuska” na około 10 miliardów dolarów pokazuje, iż Unia Europejska nie chce problemów w swoim najbliższym sąsiedztwie. Plusem polskiej dyplomacji jest to, iż jakkolwiek by nie oceniać Partnerstwa, Unia w tym przypadku myśli “po polsku” i widać porozumienie na linii Warszawa-Berlin. Donald Tusk, proponując pakiet w obecności przewodniczącego Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej, mówił przecież bardziej jako przedstawiciel unijnej prezydencji niż premier Polski.

W praktyce Unia ma dwie możliwości wpływania na Mińsk – może próbować wykończyć gospodarczo Białoruś i wyizolować politycznie, co jednak ma małe szanse powodzenia albo przekupić dyktatora według modelu afrykańskiego. Wyjdą opozycjoniści, rozpoczniecie rozmowy i przeprowadzicie wybory – będą pieniądze od międzynarodowych instytucji. Łukaszenka pójdzie na taki układ, jeżeli będzie wiedział, że nie ma innego wyjścia, a mówiąc konkretnie – Chińczycy, a jeśli nie oni to Rosjanie, nie będą mieli dla niego lepszej oferty, gdy będzie stał po ścianą. Pekin i Moskwa nie będą przecież się go pytać o prawa człowieka i zasady demokratycznego państwa prawa. Już raz Moskwa przelicytowała ofertę europejską – przy okazji wyborów prezydenckich.

Taki model jest dużo lepszy dla mieszkańców Białorusi niż alternatywa o której pisałem – liczenie na upadek gospodarczy Białorusi i przejęcie władzy przez opozycję według zasady – im gorzej (na Białorusi) tym lepiej (dla interesów europejskich). Słuszne pytanie stawia w tym temacie Piotr Maciążek – Łukaszenka odejdzie, ale co dalej? Wracając do samej oferty – nietrudno domyśleć się jaka będzie riposta prezydenta Łukaszenki – mamy wolne wybory, w więzieniach siedzą tylko kryminaliści, a rozmawiać z opozycją nie ma o czym…

W każdym razie – niebawem się okaże czy próba UE ma szanse powodzenia – będzie to zależeć od sytuacji gospodarczej Białorusi i możliwości, jakimi będzie dysponował prezydent Łukaszenka.

Umowy stowarzyszeniowe
Tymczasem na horyzoncie pojawia się dobra wiadomość – “niebiescy”, a także wspierający ich oligarchowie, są bardziej proeuropejscy niż proukraińska jest Unia Europejska. Rozmowy o umowie stowarzyszeniowej – a jest to krok w kierunku integracji i akcesji – powinny się zakończyć do końca roku. Byłby to sukces polskiej prezydencji, która w swoich celach bała się zadeklarować takiego celu. Oczywiście – pozostaje kwestia ratyfikacji tego dokumentu w parlamencie ukraińskim (Rosja nie będzie zadowolona, zwłaszcza w perspektywie propozycji wstąpienia dla Kijowa do unii celnej), a także ze “strony europejskiej” (mocne naciski w/s Tymoszenko).

Jak zauważył premier Węgier, Wiktor Orban – Polska odczuwa potrzebę realizacji misji rozszerzenia Unii na wschód. Wynika ona jednak z czystego pragmatyzmu – im bliżej Polska centrum Europy tym lepszą pozycję zajmujemy – przesuwając unijne granice na wschód przesuwamy również centrum w naszą stronę. Również “po naszej myśli” jest walka o ułatwienia wizowe, a nawet ich zniesienie wobec państw PW, jak również rozpoczęcie rozmów stowarzyszeniowych z Mołdawią i Gruzją. Szczyt zakończył się bez fajerwerków, ale jego postanowienia to nasz umiarkowany sukces.

Trzeba pamiętać o tym, że dla Unii Europejskiej, pogrążonej w wielkim kryzysie strefy euro, są teraz ważniejsze kwestie niż integracja europejska, jednakże nie oznacza to, iż Warszawa nie może prowadzić swojej polityki Zamiast milowych kroków, będą one stawiane powoli, ale w dobrym kierunku – aż do końca kryzysu.

Zaproszenie na debatę przedwyborczą – 5.10.2011r

Brak komentarzy

Drodzy Czytelnicy,

serdecznie zapraszam na debatę przedwyborczą dotyczącą polityki zagranicznej, która odbędzie się 5.10.2011r w Auli Uczelni Vistula (Warszawa, ul. Stokłosy 3) od godziny 20:00.

Będzie to świetna okazja, aby przeprowadzić rzetelną dyskusję nad tym, co proponują nam politycy.

Uczestnikami debaty portalu “Polityka Globalna” oraz IKN Dyplomacji i Prawa będą:
- Andrzej Halicki (Platforma Obywatelska, szef komisji spraw zagranicznych);
- Witold Waszczykowski (Prawo i Sprawiedliwość, wiceminister spraw zagranicznych);
- Tadeusz Iwiński (Sojusz Lewicy Demokratycznej, były Sekretarz Stanu w Kancelarii Premiera);
- Krzysztof Iszkowski (Ruch Palikota).

Zapraszamy również do nadsyłania własnych propozycji pytań. “Polityka Globalna” funduje nagrody – pozwolę sobie zacytować.

“Zapraszamy również do nadsyłania swoich propozycji pytań; pytanie można umieścić na Facebooku lub przesłać na następujące adresy: redakcja(wstaw-małpę)politykaglobalna.pl oraz dip.kn(wstaw-małpę)poczta.uw.edu.pl. Trzy najciekawsze pytania nagrodzimy grami PC: osoba, która prześle naszym zdaniem najciekawsze pytanie otrzyma grę „Men of War: Vietnam”, dwa kolejne miejsca otrzymają gry „Europa Universalis III”.”

Będę miał przyjemność poprowadzenia tej debaty. Jeszcze raz serdecznie zachęcam do wybranie się na uczelnię Vistula w środowy wieczór!

Dojazd: przystanek Metro Stokłosy –> około 150 metrów od metra


Wyświetl większą mapę

Wyświetl większą mapę

Zachęcam do przybywania nieco wcześniej – na godzinę 19:45.

Strona wydarzenia na Facebooku

Do zobaczenia!

Nowojorska rozgrywka izraelsko-palestyńska

Brak komentarzy
źródło: aljazeera.net

źródło: aljazeera.net

Mahmud Abbas ogłosił decyzję – Palestyna złoży na ręce Sekretarza Generalnego ONZ, Ban Ki-Moona, wniosek o przyjęcie w poczet członków Organizacji Narodów Zjednoczonych. Pierwotnie taki wniosek miał być złożony 20 września, ale Palestyńczycy grają na czas i złożą go nieco później – czekając do końca na odpowiadającą im ofertę, wiedząc że po głosowaniu w/s członkostwa – na 100% przegranym – wcale nie obudzą się w lepszym świecie.

W Nowym Jorku znajduje się też prezydent Stanów Zjednoczonych, Barack Obama, oraz premier Izraela, Benjamin Netanjahu. Obama zapowiedział już publicznie zawetowanie wniosku palestyńskiego w RB ONZ, co przesądza o jego losie. Jednocześnie ani Izraelczykom, ani Amerykanom nie zależy na dojściu do głosowania, bo cały świat będzie krytykował Waszyngton – podobnie jak w przypadku potępienia izraelskiego osadnictwa na Bliskim Wschodzie, poprzednim razem, gdy 14 państw głosowało “za”, a Amerykanie “przeciwko”.

Proponowane wyjście z impasu?
Oficjalna propozycja amerykańska i izraelska brzmi: wróćmy do rozmów, ale bez warunków wstępnych. Z medialnego punktu widzenia – brzmi to co najmniej nieźle. Pokazuje chęć rozmów i to natychmiast. Równocześnie trwa izraelsko-amerykańska ofensywa dyplomatyczna mająca na celu maksymalnie zmienić wynik głosowania w taki sposób, aby to nie tylko amerykańska postawa zapobiegła przyjęciu Palestyny do ONZ.

Tylko że Abbas – zgadzając się na powrót do bezpośrednich rozmów – nie uzyskuje nic, poza dialogiem, który przecież – oficjalnie czy też nie – trwa od kilkudziesięciu lat. Warunek wstępny Palestyńczyków zakłada wstrzymanie rozbudowy osadnictwa izraelskiego na Zachodnim Brzegu Jordanu i w Jerozolimie Wschodniej, które w istocie jest szantażem. Izrael najpierw zainstaluje osadników, a potem powie, że oni już tam są i trudno o ich ewakuację. Polityka faktów dokonanych – bardzo skuteczna. Warunek palestyńskich – z racjonalnego punktu widzenia – wcale nie jest zaporowy, a jest rzeczywistym minimum, takim jak na przykład to,  że na czas rozmów zbrojne ramię Fatahu nie będzie atakować Izraelczyków.

Fatah (partia Mahmuda Abbasa) już teraz znajduje się w nie najlepszej sytuacji, a różne patologie władzy obecne w Palestynie wzrostowi poparcia nie służą-  zwłaszcza w czasie Arabskiej Wiosny. Nawet jeśli przegra głosowanie, ma szanse wzmocnić swoją pozycję, gniew kierując w stronę Izraela i Stanów Zjednoczonych. Jeśli się wycofa i w ramach bezpośrednich rozmów dostanie to samo co zwykle – czyli nic + następne izraelskie osiedla, to z pewnością za wygranego wśród swoich rodaków uchodził nie będzie. A sam proponował już Izraelczykom m.in. rezygnację z nierealnego prawa Palestyńczyków do powrotu.

Abbas zatem może odpuścić tylko wtedy, gdy uzyska odpowiednie gwarancje ustępstw izraelskich, a na to z kolei – również z powodów politycznych – pójść nie zamierza reprezentujący mocno prawicowy elektorat, w tym osadników, premier Netanjahu. Jego wyborcy nie chcą pokoju z Izraelem, na pewno nie w granicach z 1967 roku, a z własnych domów – czyli osławionych już osiedli – również się nie mają ochoty wyprowadzać.

A Amerykanie?
Sytuację mogliby uratować Amerykanie. Co prawda cały prestiż Waszyngtonu wyparował wraz z interwencją w Afganistanie i Iraku, ale mają oni ważne argumenty mogące przekonać Izraelczyków i Palestyńczyków do pokoju – amerykańskie, oryginalne dolary. Izrael otrzymuje, w różnej formie, pomoc o wysokości kilku miliardów dolarów. Autonomia Palestyńska również finansuje się m.in. z pieniędzy amerykańskich. Między Izraelem, a Stanami Zjednoczonymi istnieje też strategiczny sojusz wojskowy.

Amerykanie mają zatem możliwość pociągania za odpowiednie sznurki. Robią to jednak jedynie w jedną stronę – Palestyńczycy nieraz stawali przed groźbami odcięcia strumienia pieniędzy. O analogicznym przypadku w stosunku do Izraela nie słyszałem.

Nie wygląda jednak na to, aby Obama miał rozplanowaną grę – wszakże sam proponował granice z 1967 jako podstawę rozmów, a teraz się z tego wycofuje. Wielokrotnie oficjalnie potępiał również rozbudowę osadnictwa i zachęcał do jej zaprzestania – już tego nie robi. Naciska zatem na ustępstwa na Abbasa, czyli słabszego zawodnika, który nie dysponuje wpływowym lobby na Kapitolu. To on ma oszczędzić Ameryce nieprzyjemności związanych z wetowaniem, w tym wykorzystaniu go przez antyamerykańskie ugrupowania na Bliskim Wschodzie.

Na odsiecz Palestyńczykom – przynajmniej oficjalnie – ruszyła Arabia Saudyjska. Ustami księcia Turkiego al-Faisala zapowiedzieli, że w razie amerykańskiego weta dojść może do kryzysu na linii Waszyngton-Rijad.

Trzeba pamiętać, że tzw. Arabska Wiosna wręcz naturalnie jest propalestyńska, a zatem i antyizraelska. Doskonale widać to przy okazji wydarzeń w Egipcie, gdzie niszczy się gazociągi prowadzące do Izraela, demonstruje przed ambasadą czy otwiera – wcześniej zamkniętą – granicę ze Strefą Gazy. Saudyjczycy – chcąc, nie chcąc – muszą ostentacyjnie demonstrować poparcie dla Palestyńczyków, chociażby względu na niepokoje oraz oficjalną linię państw muzułmańskich (w tym Turcji). Trudno jednak oczekiwać, by w wyniku weta doszło do zerwania przyjaznych stosunków amerykańsko-saudyjskich.

To co teraz?
Aż do głosowania Mahmud Abbas poddawany będzie olbrzymiej presji. Różne scenariusze są otwarte. Jeżeli Amerykanie chcą pokoju – muszą przekonać premiera Netanjahu, aby na czas rozmów powstrzymał izraelskie osadnictwo. Proszę wyobrazić sobie – jesteśmy na etapie problemów ze wznowieniem rozmów, a co dopiero o rozwiązaniu olbrzymiej liczby problemów (osadnictwo izraelskie, granice, status Jerozolimy, woda na Zachodnim Brzegu itd).

Najbardziej optymistyczny, aczkolwiek mało prawdopodobny, scenariusz zakłada, że Obama i Netanjahu mają gotowe propozycje dla Abbasa i nie ujawniają ich, nie chcąc ich spalić. O ile te prezydenta Obamy są czasami sensowne, o tyle zawsze – w razie konfliktu ze stanowiskiem Izraela – wycofuje się z nich. Bezpośrednie rozmowy mają sens tylko wtedy, gdy idą za nimi konkretne propozycje, a nie tylko przystawki.

Obama i Netanjahu mają rację, gdy podkreślają, że faktycznie niepodległa Palestyna może powstać tylko na drodze negocjacji, a nie jednostronnych wniosków do ONZ, aczkolwiek obie strony mogą dojść do porozumienia jedynie w razie dwustronnych, olbrzymich ustępstw. Chęci do nich, zwłaszcza po stronie obecnego rządu, brakuje – zgodnie zresztą z głosami wyborców, którzy taki układ polityczny w Izraelu popierają. Palestyńska polityka w Nowym Jorku pokazuje tylko ich bezradność.

Przesuwanie pionków na przykładzie Libii

2 komentarzy

Premiera Wielkiej Brytanii, Dawida Camerona, a także prezydenta Francji, Nicolasa Sarkozy’ego przywitano w Trypolisie entuzjastycznie. Sarkozy mógł wyczytać “merci”, a Cameron “thank you”. Jednocześnie obaj otrzymali zapewnienie o wdzięczności narodu libijskiego od przewodniczącego Narodowej Rady Libijskiej (używam sformułowania zaczerpniętego z polskich mediów – angielska wersja to National Transition Council) Mustafy Abdula Jalila. Siły Kaddafiego się jeszcze bronią, ale straciły kontrolę nad państwem po ponad półrocznej wojnie domowej.

Bohaterscy opozycjoniści?
Sama osoba Mustafy Abdula Jalila pokazuje, że moralność w polityce jest jedynie narzędziem. Przypomnijmy, że uzasadnieniem dla interwencji w Libii było zabijanie cywilów przez reżim pułkownka Kaddafiego. Kontekstem zaś: Arabska Wiosna (chociaż właściwie to mamy już prawie jesień, a całość zaczęła się w zimę) Ludów. Około lutego Kaddafi wyczuł, że znajduje się w poważnych opałach. Próbował nawet wspierać – jako jeden z ostatnich – sądzonego obecnie w Kairze Hosniego Mubaraka. Sam – po obaleniu Ben Alego w Tunezji i wydarzeniach na kairskim Placu Tahrir – stał się celem. Zdecydował się na krwawe stłumienie swoich przeciwników, niewątpliwie łamiąc prawa człowieka i zabijając niewinnych ludzi. Równocześnie część jego najbliższych współpracowników zaczęła się od niego odwracać – w tym Mustafa Abdul Jalil, minister sprawiedliwości w latach 2007-2011. Obecny przyjaciel Sarkozego i Camerona, który stanął na czele opozycji w Benghazi.

Pytane brzmi, czy przyjmując optykę zaproponowaną przez Francuzów i Brytyjczyków, Jalil jest kryształowym opozycjonistą? Trudno wszakże przypuszczać, aby pełniący swoją funkcję przez 4 lata Jalil przez 4 lata był libijskim Konradem Wallenrodem, walczącym z reżimem od środka na stanowisku, na którym odpowiada się m.in. za prowadzenie procesów … opozycji. Naturalnie, teraz pojawiają się już informacje o heroizmie Jalila z lat 2007-2011, jednak trzeba dużo dobrej woli, aby uznać ich pojawienie się za przypadkowe. Identycznie jak nikt przesadnie nie nagłaśnia raportu Amnesty International, w którym owszem, podkreśla się zbrodnie reżimu Kaddafiego, ale zauważa, iż opozycjoniści również częstokroć nie byli zainteresowani przestrzeganiem praw człowieka.

Tu właśnie obserwujemy przestawianie pionków. Libia, ze względu na swoje położenie oraz zasoby surowców naturalnych, była, jest i będzie łakomym kąskiem dla państw. Nowe libijskie władze – podobnie jak w Iraku – będą dzielić swoje zasoby i tym, którzy zasłużyli (a niektórzy twierdzą, że w tym gronie znajduje się też Polska) otrzymają swój kawałek tortu. Jalilowi i jego ludziom w rządzeniu bardzo pomogą miliardy dolarów zgromadzone przez Kaddafiego i spółkę na zagranicznych kontach, zamrożonych na mocy rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ. Czy to gra o zasady? Nie, to gra o pieniądze i interesy. Nadarzyła się okazja, aby Kaddafiego pozbawić władzy, to ją wykorzystano.

Jak przesunąć pionki przy aprobacie społeczeństwa?
Do przesunięcia opozycji do władzy potrzebnych było spełnienie kilku warunków. Trzeba pamiętać o tym, że europejscy i amerykańscy politycy – w przeciwieństwie do np. rosyjskich czy chińskich – są ograniczeni opinią własnego społeczeństwa. Dlatego nikomu nie spieszyło się do inwazji lądowej, niepopularnej “formy” od czasów Iraku i Afganistanu. Obecne społeczeństwa potrzebują nie tyle wiary w to, że interwencja jest w interesie ich państwa, ale także tego, aby była ona w “słusznej sprawie”. Politycy za “słuszną sprawę” mogą uznać ropę czy gaz, ale dla przeciętnego mieszkańca “Zachodu” będzie to opowiedzenie się za słabszym, gnębionym przez totalitarnego potwora, który nie przestrzega żadnych zasad i w przeciwieństwie do nas – naturalnie – nie dysponuje kręgosłupem moralnym. Dlatego w miesiąc zmienił się cały PR Muammara Kaddafiego i jego syna, Saifa, przedstawiając ich jako bezwzględnych zabójców (którymi w sumie są), a gloryfikując opozycję z Benghazi (zapominając o tym, że w części to byli pomocnicy Kaddafiego).

Później wiadomo – należało się postawić w obronie słabszego i pokrzywdzonego, zanim przegra. Warte podkreślenia jest, iż “Świt Odysei” ruszył niemal w ostatniej chwili, gdy ten “niepopierany i niepopularny” Kaddafi już prawie zgładził rebeliantów. NATO, a głównie Amerykanie, Brytyjczycy i Francuzi uratowali opozycję, a potem wyposażyli ich w broń, przeszkoli wywiadowczo i wojskowo, a także wysyłali swoje służby specjalne do wspomagania operacji opozycjonistów. Inaczej nie mieliby żadnych szans na zwycięstwo. Najlepsze (a może typowe?) jest w tym, jak notorycznie ignorowano prawo międzynarodowe – według doniesień prasowych broń dla reżimu – przez pośrednictwo Algierczyków – sprzedawali m.in. Chińczycy.

A to oznacza, że embargo na broń do Libii, uchwalone przecież przez Radę Bezpieczeństwa, łamały – i to w dwie strony – państwa głosujące za jego przyjęciem.

Międzynarodowe szachy zawsze wymagają strategii, a bardzo często również ignorowania lub łamania obowiązujących norm prawnych. Każdy przecież chce wygrać swoją partię i nie liczy się styl, lecz wynik.

Żenada, a nie debata o sprawach zagranicznych

Brak komentarzy

źródło: kampanianazywo.pl

źródło: kampanianazywo.pl

Debata polityczna w założeniu ma przedstawić społeczeństwu poglądy poszczególnych ugrupowań na daną tematykę. Zestawić koncepcje, uwidocznić różnicę, porównać strategie. Zamiast tego otrzymaliśmy godzinę utrzymaną w tonie “bla bla bla”, “będziemy się starać o …”, ‘umowy powinny być dobre” i dziesiątki innych, nieznaczących, banalnych hasełek na poziomie uczniów liceum. Tabloidyzacja debaty dotyczy też Moniki Olejnik, która tak dobrała tematy, by – chociażby przez przypadek – nie zmusić uczestników do wysiłku. Najbardziej zadowolony mógł ze studia wyjść Radosław Sikorski, któremu nikt nie robił zbędnych trudności, a pytania jakie otrzymywał, były tak oczywiste, że minister spokojnie obronił swoją pracę w MSZ-ecie.

Trzeba przyznać, że sama debata była bardzo kulturalna – za to olbrzymi plus, ale przy okazji dobrze byłoby, gdyby – nawet lekko kosztem tej kultury – była przynajmniej w minimalnym stopniu merytoryczna. Panowie dostali po 2 minuty czasu (fakt, że to za mało), w czasie których mogli spokojnie zbudować około 10 zdań i zacytować kilka statystyk, prezentując wyraziście swoje poglądy. Niestety, zamiast tego tonęli w dygresjach, a my nie dowiedzieliśmy się niczego nowego.

Podaję przykład. Debata o podstawie prawnej katastrofy smoleńskiej. Sikorski twierdzi, że zastosowaną dobrą, ale już Kowal ma inny pogląd i mówi, że była “niedobra”. Ja rozumiem, że ten temat jest niesamowicie złożony (sam go poruszałem kilka razy u siebie), ale po czym ci biedni ludzie mają poznać, czy podstawa była właściwa czy nie? Po uśmiechach polityków czy wyrazie twarzy? “Ja uważam A”, “A ja uważam B”. Pięknie się poróżnili, ale gdzie tutaj debata i argumenty?!

Czy kwestia palestyńska – to urocze, jak nieprzygotowani byli WSZYSCY politycy do tego pytania. Deklarowali, że ‘trzeba wypracować wspólne stanowisko w ramach UE”, ale do cholery – przecież w ramach Unii Europejskiej trwa w tej sprawie dyskusja o treści tego stanowiska. To co, my nie mamy poglądu w tej sprawie? To zabawne, bo Niemcy i Francuzi potrafią się różnić w tej kwestii. W “debacie” najbardziej idącą wypowiedzią było groteskowe wyznanie Kalinowskiego, że “sympatią jest przy przyszłym państwie palestyńskim”. Polityka polega przecież na ścieraniu się poglądów i pracowaniu nad kompromisem, a nie sztuce “niezajmowania stanowiska”.

Myślicie, że to naprawdę takie trudne, żeby powiedzieć coś nieszablonowego przy tym pytaniu? W moich oczach najbardziej zapunktowałby ten polityk, który powiedziałby, że cała dyskusja wokół Palestyny i ONZ jest bez sensu, bo jeżeli tam ma zapanować pokój, należy zmusić obie strony do powrotu do stołu negocjacyjnego. Popieranie w ciemno działań Ashton – bez stanowiska – to intelektualne harakiri. A co, jeżeli Ashton powie, że teraz trzeba zbombardować Jerozolimę, bo to rozwiąże problem statusu tego miasta? Panowie też będą ją tak ochoczo popierać? Jasne, że tak nie uczyni, ale pokazuję mechanizm – w tym pytaniu wyszła cała bezpłciowość uczestników debaty, którym bardziej zależało na tym, aby ładnie wyglądać, aniżeli dobrze się przygotować. Kwestie bliskowschodnią chcieli odepchnąć od siebie czym prędzej.

Czy wałkowanie tematu minister Fotygi – naprawdę są ważniejsze sprawy. Znam kilka osób w PiS-ie, a także wielu jego zwolenników i w zasadzie nikt się ze mną nie spiera w kwestii jej braku kompetencji do kierowania sprawami zagranicznymi. Po co więc tracić czas na cytowanie depesz WikiLeaks? Jaki to ma cel merytoryczny? Czy Polska zdywersyfikuje dostawy gazu albo umocni swoją pozycję w UE dzięki rozmowom na poziomie “kto gorzej ocenia byłego pisowskiego ministra – Polacy, Amerykanie czy Europejczycy?”. Naprawdę nie było inteligentniejszych pytań do Pawła Kowala?

Nawiązując do Pawła Kowala, to ten tez błyskotliwie próbował przekonać, że rozwiązaniem wszelkich problemów jest zgoda narodowa. Ok, racja – kłótliwość naszych polityków powoduje też u mnie zażenowanie i w kluczowych kwestiach konsensus jest niezbędny, aczkolwiek wolałbym posłuchać o jego pomysłach na przyszłość, zamiast propagandowej papki o pojednaniu. Znowu z przykładem – Paweł Kowal skrytykował umowę gazową, ale jednocześnie nie podał kwoty, jaką płacimy za gaz, nie porównał z innymi umowami podpisanymi przez Gazprom, a przede wszystkim – wspomniał, że “były alternatywy”, ale nie powiedział jakie! Skoro można było podpisać lepszą umowę gazową, to ja chciałbym wiedzieć “jak?”, a nie słuchać zdania oznajmującego, bez wyjaśnienia.

Mocno zalicytował również Marek Siwiec, który stworzył własną koncepcję geopolityczną – obecny rząd zawdzięcza swoją pozycję na arenie międzynarodowej interwencjom w Iraku i Afganistanie. Doskonale – zwłaszcza, że inwazja na Irak była niezgodna z prawem międzynarodowym i formalnie Organizacja Paktu Północnoatlantyckiego w nim nie uczestniczyła. Jakie więc “wzmocnienie” naszej pozycji w NATO ma na myśli Siwiec? Wobec Niemców czy Francuzów, którzy wtedy głośno krzyczeli przeciwko Waszyngtonowi? Za zachowanie Polski wobec sytuacji w Libii należą się obecnemu rządowi słowa uznania, ale minister Sikorski krytykujący interwencję w Iraku i Afganistanie też wygląda groteskowo – bo czy Platforma była wtedy przeciwko? Czy to nie koalicja wysyłała naszych żołnierzy do Afganistanu i – fakt – też ich wycofała z Iraku?

Mógłbym tak wymieniać i wymieniać, ale to bez sensu. Szkoda czasu, bo rozmowa była infantylna i płytka. Panowie – może momentami poza Kalinowskim – nie posługiwali się danymi gospodarczymi, a przecież polityka zagraniczna ma służyć przede wszystkim bezpieczeństwu i gospodarce.

Warto jeszcze wspomnieć, o czym nie powiedziano wcale (albo jednym zdaniem) w czasie piątkowego spotkania:

- o Partnerstwie Wschodnim jedno zdanie powiedział minister Sikorski w podsumowaniu, a to przecież kluczowy projekt z punktu widzenia naszej dyplomacji;
- Białorusi sobie wcale nie przypominam;
- Gruzji również zabrakło;
- o stosunkach z Niemcami wspomniano tylko w kontekście mniejszości narodowej i sporu o gazoport (Kowal ma rację – należy spisać z Niemcami umowę międzynarodową w tej sprawie);
- o Rosji tylko w kontekście Smoleńska (i ze 2 zdania Sikorskiego w podsumowaniu);
- o prawie 2,5 miliarda ludzi, to znaczy o Chinach i Indiach, nie było ani słowa, nie mówiąc już o takich “malutkich” jak Japonia czy Korea;
- dyskusja o roli Polski w UE to groteska – “mamy dużo”, “mamy mało” – i wybierz sobie telewidzu;

Za to dyskutowano o “kluczowych’ dla polskich interesów narodowych sprawach – depeszy WikiLeaks o Annie Fotydze, żywności GMO i wspólnej polityce rolnej, a także wyprawkach dla Polaków na Litwie (doceniam problem, ale to nie brak wyprawek jest powodem zaniepokojenia naszej mniejszości narodowej, poza tym polskie dzieci w Polsce nie dostają wyprawki.. .).

Złota myśl debaty należy do Marka Siwca, a brzmiała ona mniej więcej tak: poza Euro żyć mogą tylko państwa albo bardzo bogate albo bardzo biedne. Panie Pośle, około 180 państw świata żyje poza strefą euro. Są wśród nich oczywiście państwa bardzo bogate oraz bardzo biedne, ale są też te bogate, średnio bogate i biedne.

Tylko najsmutniejsze jest to, że taki “spektakl’ jest nam fundowany z naszej winy. Polaków kompletnie nie interesują sprawy międzynarodowe, gdyż dla nas centrum wszechświata jest Polska. Stąd dziennikarze komentujący tę debatę w studiu byli taki podekscytowani – oni naprawdę myśleli, że to była ekspercka rozmowa i “waga ciężka”. Dopóki Polaków bardziej będzie interesować kolejny spór o siano w polskiej polityce niż kwestia budżetu europejskiego czy bezpieczeństwa energetycznego, dopóty taka będzie oferta naszych polityków. Politycy dopasowują ją wszakże do odbiorców.

Przegląd Międzynarodowych Absurdów – cz. III

2 komentarzy
źródło: guardian.co.uk

źródło: guardian.co.uk

Można powiedzieć, że z mojego punktu widzenia wakacje rozpoczynają się na nowo, zatem zapraszam do kolejnego wydania “Przeglądu Międzynarodowych Absurdów”. Dawno nic nie pisałem, więc trochę w międzyczasie się wydarzyło. Notowanie trzecie!

5. Iran prowadzi badania nad bronią atomową.
Co w tym absurdalnego? Oczywiście nic – Iran prawdopodobnie rzeczywiście prowadzi takie działania i izraelsko-amerykański wirus mocno pokrzyżował mu szyki, aczkolwiek zabawne są momenty pojawienia się takiej informacji.

Sezon ogórkowy? Nic się nie dzieje? Media nie mają o czym pisać? Zawsze z pomocą przybędą MAEA i Iran. MAEA wyda oświadczenie, że podejrzewa, iż Teheran prowadzi badania i ma na to dowody, Iran odpowie, że prowadzi badania nad energią atomową tylko do celów pokojowych, a nawet jakby było inaczej, to ich sprawa. Tylko w Izraelu się nie śmieją.

A redaktorzy działów zagranicznych szczęśliwi. Jest temat i to w dodatku nośny. Na koniec tekstu dorzuci się przecież tę samą frazę co od mniej więcej 10 lat – “Izrael i Stany Zjednoczone rozważają bombardowania”.

4. Palestyńczycy “140 państw na 193 poprze nas w ONZ”
Palestyńscy liderzy są przekonani, iż uzyskają dobry wynik w ONZ w kwestii swojego uznania. Trzeba jednak rozróżnić dwie rzeczy – uznać to ich może, kto tylko chce. Czym innym jest jednak zapowiadany przez nich cel – mianowicie przystąpienie do ONZ, wymagające przejścia i przez Zgromadzenie Ogólne i przez Radę Bezpieczeństwa.

Z tego co wiem, to Amerykanom nadal “zależy na pokoju, ale priorytetem pozostaje bezpieczeństwo Izraela”, co oznacza mniej więcej tyle, że w razie problemu Amerykanie zawetują palestyński wniosek w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.

Szansą na wygranie głosowanie przez Palestyńczyków jest otrzymanie statusu obserwatora. Rzeczywiście, taką większość w ZO ONZ mogą uzyskać. Tylko że będzie to pyrrusowe zwycięstwo – wszakże Organizacja Wyzwolenia Palestyny otrzymał taki status już w latach siedemdziesiątych. Jeżeli jednak rzeczywiście 140 państw uznałoby Palestynę za niepodległe państwo w jakimś innym trybie lub innej procedurze, byłby to sukces dyplomatyczny Abbasa i spółki. Problem z tym, że takiego sukcesu nie uda się przełożyć w negocjacjach. Sztuka dla sztuki.

Palestyńczycy nie mają pomysłu na pokój i są podzieleni, z kolei obecny izraelski rząd nie chce pokoju. Jeżeli ktoś jest optymistą, to może pora, żeby wytrzeźwiał?

3. “Negocjacje” Ukrainy z Rosją w sprawie gazu
Jednym z pierwszych dealów zawartych po dojściu do władzy przez prezydenta Janukowycza i premiera Azarowa była korekta umowa gazowej.

Wszystko przebiegało sensownie – Rosjanie obniżają cenę gazu (450 dol. za 1000 m3) o około 1/3, a w zamian Ukraińcy przedłużają pobyt Floty Czarnomorskiej w Seawastopolu. Ukraińcy nie chcą do NATO, a obecni liderzy w szczególności. Rozmowy z pewnością przebiegały w miłej atmosferze, bo obaj panowie lepiej radzą sobie z rosyjskim niż ukraińskim. Obniżenie ceny za przedłużenie czegoś, co przecież i tak istnieje (mówię o bazie floty) wydawało się całkiem niezłym biznesem.

Teraz jednak Ukraińcy są pod ścianą. Dostali klasyczny wybór między dżumą, a cholerą. Z własnej winy, bo przecież poprzednią umowę gazową podpisała Tymoszenko. Świetnie obrazuje to stan elit ukraińskich, które bardziej przejmują się swoimi interesami, aniżeli losem narodu.

Prezydent Miedwiediew przedstawił “opcję wyboru” – albo zostajemy przy stałych cenach gazu, co jest – zwłaszcza dla biednej Ukrainy – olbrzymim problemem gospodarczym albo wpuszczacie nas do swojego systemu przesyłowego, a my obniżamy ceny. Rosjanie zabezpieczają sobie dostawy i uzależniają Kijów. Ciekawe jak do tego ma się perspektywa integracji Ukrainy z Unią Europejską? Miedwiediew zaproponował przecież też przystąpienie do unii celnej, co w zasadzie przekreśliłoby szansę – nawet teoretyczną – na członkostwo

Gratuluję Ukraińcom. Niech wybierają.

2. Chińska “konsekwencja” w/s Libii.
Chińczycy mieli świetną okazję, aby wspomóc Kaddafiego. Wystarczyło zawetować rezolucję 1970 i 1973 RB ONZ. Dzięki temu NATO nie miałoby żadnej podstawy prawnomiędzynarodowej (a i ta jest wątpliwa, jeżeli chodzi o poszczególne aspekty) do rozpoczęcia operacji. Według najnowszych doniesień medialnych, Chińczycy, za pośrednictwem Algierii oraz Republiki Południowej Afryki, mieli dostarczać broń reżimowi. Naturalnie za pieniądze.

Takie niekonsekwencje raczej się Pekinowi nie zdarzają. Warto jednak podkreślić jedną, bardzo ważną rzez, dostawa broni dla reżimu jest równie nielegalna z prawnomiędzynarodowego punktu widzenia, jak dla powstańców ze strony chociażby brytyjskiej. Trudno jednak przypuszczać, aby zarówno Chińczyków, jak i Brytyjczyków, czekały jakieś nieprzyjemności.

Cieszyć za to mogli się chińscy robotnicy w liczbie 30 tysięcy, których w lutym ewakuowano na … Kretę.

1. Berlusconi wyjeżdża z “gównianego kraju”, czyli Włoch.
Z reguły w rankingu zwyciężają osobowości – w pierwszym wygrał Putin, który wyłowił starożytną amforę na głębokości 2 metrów, następnie Sikorski, który chciał pozbawić władzy prezydenta Assada z Syrii przy pomocy Twittera. ( zapraszam do śledzenia mojej skromnej osoby!). Dzisiaj konkurencję w polu zostawia premier Silvio Berlusconi z Włoch.

Premier Włoch był wielokrotnie oskarżany o korupcję, a także o przesadne zamiłowanie do kobiet. Słowa wierność prawdopodobnie w swoim słowniku nie odnotował, a swoich gości – i siebie naturalnie – raczył w swojej rezydencji luksusowymi prostytutkami, młodymi aktoreczkami itd. Serwis “Deser.pl” zebrał listę “kobiet Berlusconiego”.

“Za parę miesięcy odejdę, wyjadę z tego gównianego kraju, który przyprawia mnie o mdłości” – powiedział Silvio. Owszem, jego wiek już jest zdecydowanie emerytalny, jednak pamiętajmy, że jest to prywatna, ale jednak, wypowiedź polityka z wieloletnim doświadczeniem na stanowisku premiera Włoch. On sam ten kraj budował. O jednym jednak jestem pewien – prędzej premier Berlusconi zrezygnuje z Włoch niż z “pomaganiu w karierze” młodym kobietom. Altruista.

Bunga bunga Silvio!

Przegląd Międzynarodowych Absurdów – II

3 komentarzy
źródło: wiadomosci.gazeta.pl

źródło: wiadomosci.gazeta.pl

W Polsce trwa kampania wyborcze, której można zarzucić wszystko, ale nie to, że jest merytoryczna. Prosty przekaz, bez żadnych komplikacji, przepychanki, a co tam w świecie międzynarodowym? Co najmniej stara się dorównać. Przedstawiam subiektywny ranking międzynarodowych absurdów – część druga.

4. Hamas zrywa nieformalne zawieszenie broni.
Od kilku dni trwa wymiana przyjemności pomiędzy Izraelem, a Hamasem i ugrupowaniami radykalnymi ze Strefy Gazy i Półwyspu Synaj.

Absurdalne jest to dlatego, że ciężko już się połapać, nawet w tych nieformalnych rozejmach, bo wzajemne ataki trwają non stop. A to rakieta poleci na południowy Izrael, a to Izraelczycy zbombardowali podziemne tunele, a to autobus. Jeżeli coś powstrzymywało Hamas przed atakami, to nieuchronność izraelskiej odpowiedzi oraz niszczenie podziemnych tuneli. Zwracam uwagę na to, że sytuacja taktyczna tego ugrupowania zmieniła się dzięki otworzeniu granicy z Egiptem.

Na Bliskim Wschodzie zatem bez zmian, absurdalna wojna trwa i może dojść do eskalacji. Szkoda, że życiem płacić za to mogą cywile z jednej i drugiej strony..

Hamas za swoją postawą uplasował się na 4 miejscu w notowaniu. Ma mniejsze szanse na wygranie wojny z Izraelem niż ja na zagranie w kadrze Franciszka Smudy na Euro 2012 w ataku z “Adamiak Zofią”. A może jednak rozejm, przecież nieformalny, przetrwa? Na pewno sensu nie ma atakowanie silniejszego, nawet pomimo umocnienia się Hamasu. Już nie mówiąc o zerowych szansach – w razie eskalacji – na rozmowy pokojowe, których nie ma nawet wtedy, gdy jest względnie spokojnie.

3. Żel do pielęgnacji włosów powodujący bezpłodność
A na trzecim miejscu Izraelczycy i najnowsza myśl izraelskiego przemysłu chemicznego. Żel powodujący bezpłodność, który miał być rozprowadzany na egipskim rynku celem pogorszenia sytuacji demograficznej Egiptu.

Trudno ocenić wiarygodność tej historii, bo nie wiadomo co jest głupsze. To, że ktoś w Izraelu łudził się, że w taki sposób zagrozi rozwojowi demograficznemu Egiptu czy to, że może to być bajeczka wymyślona przez Egipcjan, których o przesadną sympatię do Izraela przecież nikt nie podejrzewa.

Tego prawdopodobnie nie dowiemy się nigdy, ale zasłużone trzecie miejsce – za pomysł dla izraelskiego wywiadu albo, za kreatywność w wymyślaniu historii, dla Egipcjan.

2. Julia Tymoszenko przed sądem w Kijowie
Wydarzenia z Bliskiego Wschodu są jednak dystansowane przez naszych wschodnich sąsiadów z Ukrainy. Przed sądem postawiona została Julia Tymoszenko.

Cóż, nie jestem ukraińskim konstytucjonalistą, więc nie będę się wypowiadał na temat zgodności z prawem oskarżeń, aczkolwiek kontakty Tusk-Kaczyński do niemal wzór do naśladowania, w porównaniu z relacjami na linii Tymoszenko-Juszczenko i Tymoszenko-Janukowycz.

W tej sprawie absurdalne jest niemal wszystko. Tymoszenko zarzuca się, że podpisała zbyt wysoki kontrakt z Rosjanami. Juszczenko stwierdził, że Rosjanie chcieli sprzedawać gaz po 250 $ za 1000 m3 gazu, a ukraińska premier podpisała po 450 w zamian za poparcie w kampanii wyborczej. Tymoszenko z Juszczenką zdradzali się już wzajemnie w każdą stronę – każde z nich pod rękę z Janukowyczem.

O ukraińskich wyborach pisałem wyczerpująco w artykule “Odszedł Wiktor, niech żyje Wiktor!” i przyznać trzeba, że Rosjanie nie grali tylko z Janukowyczem. Jako ludzie roztropni, wspierali obie strony, dzięki czemu mieli gwarancje znalezienia się w wygranej ekipie po ogłoszeniu wyników.

Jedno jednak trzeba podkreślić – umowa Tymoszenko z Rosjanami rzeczywiście jest droga, czego dowodem jest chociażby fakt, iż Moskwa błyskawicznie obniżyła cenę o 1/3 zmianie prezydenta i premiera na Ukrainie, w zamian za przedłużenie stacjonowania rosyjskiej floty w Seawastopolu. Czy jednak Julia Tymoszenko wolała “przepłacić z rosyjskim poparciem” niż zapłacić mniej, ale przedstawiać to jako swój sukces?

Absurdalności całej sprawie dodają dwa kolejne elementy – rozpaczliwe żądania Tymoszenko o zapewnienie tłumacza z języka rosyjskiego w momencie, gdy jej … pierwszym językiem jest rosyjski, a także jeszcze większy komizm sytuacji, gdy premier Azarow i prezydent Janukowycz mają problem z płynnym mówieniem po ukraińsku…

Premier Tymoszenko zawsze może jednak liczyć na ukraińskie feministki z organizacji FEMEN, a wiadomo, jak one protestują, to mężczyźni w Polsce będą się cieszyć, bo dziewczyny mają jedną, konsekwentną zasadę przy swoich demonstracjach (świetnie pasujące słowo) – inaczej niż topless nie występują.

1. Minister Sikorski wzywa do ustąpienia i straszy Hagą prezydenta Assada.
Wszystkich jednak zostawił w polu nasz minister spraw zagranicznych, który zaadoptował Twittera do prowadzenia polskiej polityki zagranicznej. Inni ministrowie, np. szwedzki Carl Blidt, informują o działaniach MSZ, a u nas jak zwykle po ułańsku – my najpierw wyślemy informacje przez PRYWATNE konto Sikorskiego, a potem pomyślimy nad notą dyplomatyczną.

Samo nawoływanie Assada do rezygnacji jest pustym gestem, także w wykonaniu Baracka Obamy czy Catherine Ashton. Prezydent Assad, podobnie jak Kaddafi, odejdzie dopiero wtedy, gdy zostanie do tego zmuszony, a raczej “ćwierkanie” go do tego nie przekona – m.in. dlatego, że nie prowadzi konta w tym serwisie. Jakby minister Sikorski wysłał list/notę etc w imieniu polskiego MSZ, a następnie poinformował o wysłaniu nawet na swoim prywatnym koncie – byłoby w porządku, ale tak, to sami wystawiamy się na śmiech połączony z płaczem – podobnie jak w sprawie białoruskiego opozycjonisty, gdzie również Sikorski przepraszał na Twitterze, po polsku, naród białoruski, w imieniu Polski. Aby być sprawiedliwym, należy pochwalić podrzucanie przez niego artykułów z zagranicznej prasy na temat naszego kraju.

Merytorycznie “wypowiedź” Sikorskiego również się nie broni. Jeżeli Assad miały stanąć – zgodnie z prawem międzynarodowym – przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym, Syria musiałby przyjąć w przeszłości Statut Rzymski. Niestety, Syria podpisała go, lecz nie ratyfikowała, a w związku z tym, jurysdykcji MTK nie podlega – podobnie jak Libia. W praktyce, w takich sytuacjach, stosowano są specjalne, Międzynarodowe Trybunały, ale czy pomysł taki uzyska niezbędną akceptację wszystkich stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ? Halo, Moskwa? Na razie mocno w to wątpię.

Chyba że Radosław Sikorski chciałby się zobaczyć z z Bashirem al-Assadem w Hadze na kawie, ale mam wrażenie, że nie to miał na myśli.

Mniej formy, a więcej treści.

 Nowsze artykuły12345678...303132Starsze artykuły