<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Kącik Dyplomatyczny - Patryk Gorgol &#187; Warto przeczytać</title>
	<atom:link href="http://patrykgorgol.pl/category/warto-przeczytac/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://patrykgorgol.pl</link>
	<description>Niezależny głos w Twoim domu.</description>
	<lastBuildDate>Thu, 26 Jan 2012 11:45:47 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.3</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>A można rzetelniej?</title>
		<link>http://patrykgorgol.pl/2011/01/a-mozna-rzetelniej/</link>
		<comments>http://patrykgorgol.pl/2011/01/a-mozna-rzetelniej/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 07 Jan 2011 23:31:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Patryk Gorgol</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bieżące wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Warto przeczytać]]></category>
		<category><![CDATA[Bronisław Wildstein]]></category>
		<category><![CDATA[katastrofa smoleńska]]></category>
		<category><![CDATA[konwencja chicagowska]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Smoleńsk]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://patrykgorgol.pl/?p=1200</guid>
		<description><![CDATA[Moją uwagę przykuł ostatni wpis na blogu Bronisława Wildsteina pt. &#8220;Objawienie Tuska&#8221;. Naprawdę rozumiem, że publicyści nie mają ambicji by zostać prawnikami, ale jednocześnie mają możliwość dotarcia do nich i podpytania. O tyle szkoda, że nigdy z tej możliwości nie korzystają i później kończy się to tak, jak w tym przypadku. W eter idą informacje [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="wp-caption alignleft" style="width: 273px"><img class="  " src="http://img.interia.pl/wiadomosci/nimg/a/l/Jeden_punktow_umowy_mowi_4139068.jpg" alt="źródlo: fakty.interia.pl" width="263" height="175" /><p class="wp-caption-text">źródlo: fakty.interia.pl</p></div>
<p>Moją uwagę przykuł ostatni wpis na blogu Bronisława Wildsteina pt. <a href="http://blog.rp.pl/wildstein/2011/01/03/objawienie-tuska/">&#8220;Objawienie Tuska&#8221;</a>. Naprawdę rozumiem, że publicyści nie mają ambicji by zostać prawnikami, ale jednocześnie mają możliwość dotarcia do nich i podpytania. O tyle szkoda, że nigdy z tej możliwości nie korzystają i później kończy się to tak, jak w tym przypadku. W eter idą informacje na poziomie &#8220;gdzieś słyszałem, że coś&#8221;. Pana Wildsteina, jako czołowego publicystę w naszym kraju, czytają tysiące osób i następnie bezmyślnie powtarzają.</p>
<p>Pozwolę sobie za tym na odniesienie się do akapitu dotyczącego badania. Tak, badania, a nie śledztwa, jak pisze pan Wildstein. Międzypaństwowy Komitet Lotniczy prowadzi badanie, nie śledztwo. Śledztwo prowadzi prokuratura.</p>
<blockquote><p>&#8220;I proszę nie powoływać się na konwencję chicagowską, do której odwołał się rząd i chór celebrytów dziennikarstwa III RP. Sprawa była bezprecedensowa, a więc konwencja odnosząca się do wypadków cywilnych nie miała tu specjalnego zastosowania, co więcej, i ona zawierała możliwość przejęcia śledztwa przez kraj-ofiarę wypadku, tylko rząd Tuska nie uczynił w tym kierunku żadnego kroku.&#8221;</p></blockquote>
<p>Po kolei, aby być uczciwym &#8211; rzeczywiście, niezwykle ciężko uznać samolot Tu-154 za cywilny i jeszcze trudniej uznać, że nie był to samolot państwowy.  Tylko jakie rodzi to skutki?</p>
<p>Polacy tracą wszelkie argumenty prawne i pozbawiają się realnej możliwości wpływu na badanie (czy też wtedy &#8211; śledztwo). Możemy się powoływać na umowę z 1993 roku, ale byłaby ona niestosowalna. Dlaczego? O tym napiszę poniżej. <strong>W tym przypadku doszło do uznania raka za rybę, co było zwykłym kompromisem i najlepszym z najgorszych wyjść.</strong> Zapytany przeze mnie na spotkaniu <a href="http://dip.mish.uw.edu.pl">Interdyscyplinarnego Koła Naukowego Dyplomacji i Prawa</a> pt. &#8220;Katastrofa smoleńska w świetle prawa międzynarodowego&#8221; &#8211; wprost &#8211; doktor Aleksander Gubrynowicz z Zakładu Lotniczego Instytutu Prawa Międzynarodowego potwierdził, że Polacy nie dysponowali żadnymi skutecznymi instrumentami prawnymi w razie złej woli Rosjan. Inna sprawa, że taka zła wola byłaby w tamtych chwilach strzałem we własną stopę ze strony Moskwy. Trzeba było się zatem dogadać, bo przecież nikt rozsądny nie uzna, że należało tam było wysłać nasze F-16 i GROM i próbować opanować okolice lotniska. Byłoby to niemalże wypowiedzenie wojny. Takie rzeczy mogą robić Amerykanie w Chorwacji czy Izraelczycy w Rumunii, ale nie Polacy w Rosji. Stąd konwencja.</p>
<p>Kwestia przejęcia badania (nie mylić ze śledztwem&#8230;) to jeszcze co innego. Zacytujmy konwencję chicagowską.</p>
<blockquote><p>“5.1 Państwo miejsca zdarzenia, podejmuje badanie okoliczności wypadku i ponosi odpowiedzialność za prowadzenie takiego badania. <strong>Może ono jednak przekazać, w całości lub w części, prowadzenie badania innemu państwu na podstawie dwustronnej umowy.</strong> W każdym przypadku Państwo miejsca zdarzenia, powinno wykorzystać wszelkie dostępne środki pomocy w prowadzeniu tego badania”</p></blockquote>
<p>Pozostaje mi teraz tylko cierpliwie poczekać aż pan Bronisław Wildstein wskaże umowę dwustronną, na postawie której Polacy mogliby przejąć to badanie. Obawiam się jednak, że takowa nie istnieje.</p>
<p>Podpowiem, że taką umowę można by zawrzeć po katastrofie, ale po pierwsze, musieliby się na to zgodzić Rosjanie (a nie bardzo mieli w tym interes, dlaczego mieliby się zrzec swojej suwerenności w tym obszarze?), a po drugie, negocjacje w tej sprawie, a następnie ratyfikowanie takiej umowy przez Polskę i Rosję, zajęłoby tygodnie, a problem pojawił się tu i teraz.  A w tym czasie kto na zasadzie wyłączności zajmowałby się katastrofą? Federacja Rosyjska.</p>
<p>Czy ktoś widzi jakąś inną, sprawnie działającą i przetestowaną, procedurę, którą można by zastosować w tej sytuacji i jednocześnie której podstawą prawną byłaby umowa obowiązująca zarówno Polskę, jak i Rosję?</p>
<p>Pan Wildstein myśli, że widzi&#8230;</p>
<blockquote><p>&#8220;Co więcej, już w 1993 roku podpisaliśmy umowę z Moskwą na temat katastrof samolotów wojskowych, która była dużo bardziej właściwa dla badania tragedii smoleńskiej, a gwarantowała nam podmiotową rolę.&#8221;</p></blockquote>
<p>Jaką przepraszam umowę? &#8220;Na temat katastrof samolotów wojskowych&#8221;? To by sugerowało, że w 1993 roku Polacy z Rosjanami długo siedzieli, negocjowali, opracowali procedurę, a następnie wdrożyli ją do porządków krajowych, przewidując, iż kiedyś może dojść do takiego nieszczęścia. Idąc tym tropem, czemu jej nie zastosowano i dlaczego to jest spisek?!?! A jak jest naprawdę?</p>
<p>Jak to jednak w życiu bywa &#8211; nie wszystko okazuje się takim, jakim byśmy chcieli. Nie jest to więc żadna umowa &#8220;na temat katastrof lotniczych&#8221;, a &#8220;Porozumienie między Ministerstwem Obrony Narodowej RP a Ministerstwem Obrony Narodowej Federacji Rosyjskiej w sprawie zasad wzajemnego ruchu lotniczego wojskowych statków powietrznych RP i Federacji Rosyjskiej w przestrzeni powietrznej obu państw”. Reguluje m.in. zasady łączności i w całości zajmuje się rzeczami, które raczej nie zainteresowałyby nikogo, oprócz pasjonatów lotnictwa. Uwagę zwraca jednak artykuł 11, który <strong>jednym zdaniem</strong> wspomina o katastrofach lotniczych:</p>
<blockquote><p>„Wyjaśnienie incydentów lotniczych, awarii i katastrof spowodowanych przez polskie wojskowe statki powietrzne w przestrzeni powietrznej FR lub rosyjskie wojskowe statki powietrzne w przestrzeni powietrznej RP prowadzone będzie wspólnie przez właściwe organy polskie i rosyjskie”.</p></blockquote>
<p>I to wszystko. Jeden artykuł! Ktoś chce porównać długość tego jednego artykułu <a href="http://www.ulc.gov.pl/_download/prawo/prawo_miedzynarodowe/zal13_10.pdf">z odpowiednim załącznikiem do Konwencji Chicagowskiej?</a> Nic więcej na temat wspólnych właściwych organów polskich i rosyjskich nie ma. Jakieś definicje? Procedury? Jakie organy mają prowadzić śledztwo? Co z czarnymi skrzynkami? W jaki sposób podzielić pracę? W jaki sposób ma przebiegać współpraca prokuratorów? Czy powstanie jakiś raport? Kto będzie jego autorem? Na jakiej podstawie prawnej Polacy mają prowadzić swoją działalność w Rosji? Czy stosować polski Kodeks Postępowania Karnego, czy rosyjski?  Co z rosyjską (lub polską, gdyby wypadek miał miejsce w Polsce) zwierzchnością terytorialną?   Umowa nie daje odpowiedzi na żadne z w/w pytań, a to byłby tylko początek.</p>
<p>Mówiąc wprost, za tym artykułem nie idzie kompletnie żadna procedura, ani możliwość prawna. Oznacza to, że Rosjanie mogliby powiedzieć tak: &#8220;ale przecież tego (np. dostępu Polaków do skrzynek) nie ma w umowie, więc to nas nie obowiązuje, a poza tym, w naszym rozumienie &#8216;wspólne&#8217; oznacza&#8230;.&#8221;. Czy Polacy mieliby instrumenty prawne do wymuszenia działania nieprzetestowanej procedury, która w dodatku nie istnieje? To pytanie retoryczne.</p>
<p>Naturalnie, problem można by rozwiązać renegocjując umowę. Co to oznacza? To co poprzednio, konieczność zgody Rosjan i długie, ciężkie negocjacje, wcale nie skazane na sukces. W tej sytuacji Konwencja Chicagowska wydaje się wyjściem korzystnym, bo daje możliwość uczestniczenia Polaków w badaniu, a przede wszystkim &#8211; jest stosowana na całym świecie od kilkudziesięciu lat.</p>
<p>Ja nawet rozumiałbym pana Wildsteina, gdyby napisał, że w sprawie Konwencji Chicagowskiej czy umowy z 1993 roku trzeba było nacisnąć Rosjan i starać się negocjować. Pan Redaktor jednak tego nie robi &#8211; kategoryczne przesądza, że trzeba było zastosować &#8220;umowę na temat katastrof lotniczych&#8221;. Powodzenia w jej poszukiwaniu, a potem jednostronnym stosowaniu&#8230;</p>
<blockquote><p>&#8220;Rząd nawet o niej nie wspomniał, a po podniesieniu sprawy przez „Rzeczpospolitą” znowu wraz z chórem wiernych mediów tłumaczył, że nie można się było do niej odwołać, gdyż… opóźniłaby śledztwo o być może całe dwa tygodnie.&#8221;</p></blockquote>
<p>A to już zwykłe kłamstwo albo niewiedza.<br />
<a href="http://www.kprm.gov.pl/centrum_prasowe/wydarzenia/id:4724/"><br />
Odpowiedź CIR w/s publikacji &#8220;Rzeczpospolitej&#8221;</a>. Wyszukanie jej zajęło mi 2 minuty&#8230;</p>
<p>Można, a nawet należy, różnić się w poglądach. Trzeba jednak pamiętać o tym, by nie zagubić gdzieś zdrowego rozsądku. Jeżeli w tekście jednego z czołowych polskich publicystów są raczej mity niż fakty, to wypada być bardzo zaniepokojonym.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://patrykgorgol.pl/2011/01/a-mozna-rzetelniej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Co począć z Łukaszenką?</title>
		<link>http://patrykgorgol.pl/2010/12/co-poczac-z-lukaszenka/</link>
		<comments>http://patrykgorgol.pl/2010/12/co-poczac-z-lukaszenka/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 26 Dec 2010 19:37:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Patryk Gorgol</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bieżące wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Warto przeczytać]]></category>
		<category><![CDATA[Białoruś]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Sikorski]]></category>
		<category><![CDATA[Tusk]]></category>
		<category><![CDATA[Łukaszenka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://patrykgorgol.pl/?p=1179</guid>
		<description><![CDATA[Od &#8220;wyborów&#8221; na Białorusi minął tydzień. Stało się to, co było proste do przewidzenia &#8211; Aleksander Łukaszenka został ponownie wybrany prezydentem, chociaż wybory nigdy nie zostaną uznane za demokratyczne ze względu na brak możliwości kontroli sposobu przeliczania głosów.  Według oficjalnych informacji, prezydent otrzymał 79,65% wszystkich głosów.  Dla porównania:, w 2000 roku Putin otrzymał 53% głosów, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="wp-caption alignleft" style="width: 244px"><img src="http://e.pardon.pl/pa885/439dd0bc00113bf74d10cf71" alt="źródło: pardon.pl" width="234" height="167" /><p class="wp-caption-text">źródło: pardon.pl</p></div>
<p>Od &#8220;wyborów&#8221; na Białorusi minął tydzień. Stało się to, co było proste do przewidzenia &#8211; Aleksander Łukaszenka został ponownie wybrany prezydentem, chociaż wybory nigdy nie zostaną uznane za demokratyczne ze względu na brak możliwości kontroli sposobu przeliczania głosów.  Według oficjalnych informacji, prezydent otrzymał 79,65% wszystkich głosów.  Dla porównania:, w 2000 roku Putin otrzymał 53% głosów, w 2004 roku 71,2% głosów, a w 2008 roku Miedwiediew &#8211; 70,28% głosów. Łukaszenka postanowił, że nie będzie miał przecież kompleksów i zawstydził duet rządzący obecnie Rosją. Nawet najwięksi zwolennicy prezydenta nie wierzą w to, że mógł uzyskać 80%, chociaż oficjalnie to obniżka poparcia o ok. 2% w stosunku do poprzednich wyborów.</p>
<p>Wiadomo zatem, że po pierwsze, wybory zostały sfałszowane &#8211; kwestia tego, jak bardzo. Myślę jednak, że śmiało można założyć, iż prezydent Łukaszenka nie uzyskałby 50%+, gdyż wtedy pewnie z miłą chęcią przytuliłby 3 miliardy dolarów od Unii Europejskiej i śmiało układałby się dalej z Rosjanami. Dwie pieczenie na jednym ogniu, a tak to może zostać tylko z jedną. Postanowił więc podać kosmiczne wyniki tak, by pokazać, że trzyma Białoruś twardą ręką.  Po drugie jednak, zalecałbym ostrożność w powoływaniu się na<a href="http://wiadomosci.onet.pl/swiat/zadziwiajacy-sondaz-lukaszenka-przegrywa,1,4086497,wiadomosc.html"> sondaże na zlecenie TV Belsat</a>. W jednym z nich znajdujemy taki oto absurd, że Łukaszenka w pierwszej turze może liczyć na 30,5%, a w drugiej nie tylko przegrywa ze swoim kontrkandydatem, ale w dodatku poparcie spada mu do 29,7%. Czy to możliwe, aby urzędującemu prezydentowi nie tylko nie wzrosło nawet o 0,1%, ale żeby &#8211; po jego zwycięstwie w wyborach &#8211; jego zwolennicy się od niego odwrócili??</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Europa swoje, Rosja swoje</strong></span><br />
Reakcje na wybory zależały od kierunku świata. Państwa Unii Europejskie, w tym zwłaszcza Polska i Niemcy, skrytykowały białoruskie wybory i zażądały zwolnienia więźniów, aresztowanych podczas wieczornej demonstracji i nie tylko, bo widać, iż reżim operację złapania opozycyjnych aktywistów zaplanował już wcześniej i nie przeszkadzało mu, że ktoś spał, zamiast demonstrować w Mińsku. Rosyjski prezydent z kolei wysłał do Aleksandra Łukaszenki gratulacje, a tydzień wcześniej Putin złożył korzystną propozycję &#8211; <a href="http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,8838206,Putin_oferuje_Bialorusi_tania_rope_i_gaz_za_integracje.html">wysyłania 20 mln ton ropy naftowej bez cła</a>. Oznaczałoby, iż Łukaszenka musiałby albo dramatycznie zwiększyć moce przerobowe białoruskich rafinerii albo zrezygnować z kontaktów z Hugo Chavezem, który dostarcza mu wenezuelską ropę. Oferta Putina warta jest kilka miliardów dolarów, bo bezcłowa ropa rosyjska jest dwukrotnie tańsza od tej ściąganej z Caracas. Rosjanie, wbrew obiegowej opinii, wcale nie dążyli do zmiany Łukaszenki. Nie było dla niego żadnego sensownego kontrkandydata, a szczególnie mało atrakcyjni byli ci, mówiący o marszu na Zachód. Poza tym baćkę znają z każdej strony. O stosunkach gospodarczych Białorusi z Rosją pisałem w artykule<a href="http://patrykgorgol.pl/2010/08/rosja-a-bialoruska-gospodarka-czy-to-sponsoring/"> &#8220;Rosja, a białoruska gospodarka &#8211; czy to sponsoring?&#8221;</a></p>
<p>Teraz pytanie należy sobie zadać o polską politykę zagraniczną. Polski rząd musiał kalkulować, że &#8211; niezależnie od tego, jakie będą rzeczywiste wyniki &#8211; Łukaszenka utrzyma się przy władzy, a opozycja w konfrontacji z nim nie ma żadnych szans. Zresztą, o jakiej tutaj opozycji mówić &#8211; podzielonej i słabej, która zbiera swoich zwolenników i perfekcyjnie wystawia władzom?</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Mesjasz Narodów czy pragmatyk?</strong></span><br />
Optymalnie byłoby, gdyby Polacy nie stosowali wobec Białorusi doraźnej taktyki, a posiadali długoletnią strategię, którą &#8211; w zależności od potrzeb &#8211; można by elastycznie modyfikować. Zainteresowanie Unii Europejskiej Białorusią, nie stanowiącą przecież bezpośredniego zagrożenia, jest znikome, z kolei Polacy bardzo interesują się losem Białorusi oraz Ukrainy, ze względu na aktywną politykę Rosji. Warszawa dąży do tego, by te dwa w/w państwa stały się zewnętrzną granicą Unii Europejskiej i to tam ścierały się wpływy Wschodu i Zachodu. Im Polska bliżej &#8220;centrum&#8221;, tym lepiej dla nas. Instrumentem służącym do realizacji tej polityki jest unijne Partnerstwo Wschodnie, nie przez przypadek chłodno przyjęte w Moskwie. W tym miejscu zaznaczyć trzeba jedną rzecz &#8211; Rosja nie ma i nie będzie mieć wspólnego interesu z Polską, by zmienić białoruski system polityczny na demokratyczny, z dużym udziałem społeczeństwa obywatelskiego.</p>
<p>Do wyboru zostają więc dwie główne drogi. Pierwszą z nich jest zgrywanie &#8220;Mesjasza Narodów&#8221;, wspomaganie opozycji, izolowanie reżimu i walka o prawa człowieka, bez aktywnego poparcia głównych unijnych graczy (Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji). Jest to rozwiązanie polityczne najwygodniejsze, gdyż umiejscawia bardzo wysoko polskie wartości, a także gwarantuje dobrą prasę. Tą drogą wydają się w tym momencie podążać premier Tusk z ministrem Sikorskim, być może jednak czekając na zmianę koniunktury, by powrócić do rozmów. Problem jest tylko taki, że Polska nic na rozwiązaniu konfrontacyjnym nie zyska, a wątpliwe, by obalono w ten sposób Łukaszenkę &#8211; polska &#8220;Solidarność&#8221; wszakże nie zwyciężyła dlatego, że dostawaliśmy powielacze od CIA, a ze względu na olbrzymie poparcie i brak akceptacji dla ówczesnych władz. Na razie Białorusinom brakuje takiego sprzeciwu wobec Łukaszenki, ale jego popularność spada i w odpowiednim momencie będzie można to wykorzystać. Teraz jest za wcześnie.</p>
<p>Drugą możliwością jest polityka pragmatyczna, układania się z Łukaszenką, dopóki nie będzie innego wyjścia. Prezydent Białorusi będzie musiał zreformować skostniałą białoruską gospodarkę, chociażby bez demokratyzacji, a na to potrzebne mu będą pieniądze. Mamy na Białorusi swoje interesy  i rząd powinien je realizować w pierwszej kolejności, a jak np. zadbać o mniejszość polską bez układania się z reżimem? Groźby niewiele dały w przeszłości. Jednocześnie można utrzymać zapraszanie studentów, wspieranie Belsatu i opozycji białoruskiej, a także upominać się &#8211; choćby nieformalnymi kanałami &#8211; o aresztowanych opozycjonistów, ale nie należy z tego robić głównego oręża naszej polityki aż do momentu, gdy Łukaszenka będzie na tyle słaby, byśmy mogli to wykorzystać. Łukaszence spada poparcie (chociaż na razie jest na takim poziomie, że spokojnie może rządzić), a warto pamiętać, że nie będzie żył wiecznie. Najważniejsze jest jednak co innego. Prawdą jest, że nie przeciągniemy w obecnym układzie Białorusi na naszą stronę, ale możemy ją do tego przygotować i próbować odsunąć od Rosji, a nie zrobimy tego, otwarcie wojując z Łukaszenką. Demokratyczna Białoruś to ideał, a autorytarna Białoruś to rzeczywistość.</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Co teraz?</strong></span><br />
Łukaszanka musi też rozumieć, iż skoro zdecydował się na tak ostentacyjne spacyfikowanie opozycji oraz sfałszowanie wyborów, to zbierze dyplomatyczne oburzene i krytykę. Jego głównym celem obecnie jest utrzymanie władzy, ale jednocześnie nie może już liczyć na tak bezkrytyczne podejście Moskwy, która swoją pomoc będzie cenić coraz wyżej. Problemem Łukaszenki jest, że błyskawicznie wyczerpuje zaufanie zachodnich (w tym polskich) polityków i nie daje im pretekstu do zmiany polityki Gdy już chcieli zrobić to Sikorski z Westerwelle, Łukaszenka ich poniżył skalą swojej brutalności.</p>
<p>Aktywna polityka wschodnia jest jak najbardziej w naszym interesie. Jeżeli z Łukaszenką nie można będzie dojść do żadnych sensownych porozumień, to wtedy pozostaje tylko ściana i powrót do polityki izolowania. Prezydent jest zainteresowany dialogiem, ale niezainteresowany utratą władzy. Podobnie jak azerski przywódca, Ilham Allijew. Pytanie, ile baćka jest w stanie zaoferować Zachodowi, bo jeśli nic, gospodarkę opartą na własności państwowej oraz uzależnienie od Rosji, to może rzeczywiście nie warto nikogo uszczęśliwiać na siłę? Nie dowiemy się tego jednak, jeśli nie sprawdzimy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://patrykgorgol.pl/2010/12/co-poczac-z-lukaszenka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O co walczy WikiLeaks?</title>
		<link>http://patrykgorgol.pl/2010/12/o-co-walczy-wikileaks/</link>
		<comments>http://patrykgorgol.pl/2010/12/o-co-walczy-wikileaks/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 16 Dec 2010 22:45:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Patryk Gorgol</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bieżące wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Warto przeczytać]]></category>
		<category><![CDATA[Assange]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[przecieki]]></category>
		<category><![CDATA[Stany Zjednoczone]]></category>
		<category><![CDATA[wikileaks]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://patrykgorgol.pl/?p=1168</guid>
		<description><![CDATA[Julian Assange wyszedł za kaucją i będzie oczekiwał na decyzję w/s ekstradycji na wolności. Sąd brytyjski, będąc poważnym, nie mógł w takim stanie faktycznym podjąć innej decyzji.  Przypomnijmy, że założyciel &#8220;WikiLeaks&#8221; został oskarżony przez dwie kobiety o przestępstwo &#8211; jakim jest w Szwecji &#8211; odbycie stosunku płciowego bez zgody na zrezygnowanie z zabezpieczenia, czyli z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="wp-caption alignleft" style="width: 200px"><img class=" " src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/e/e7/Wikileaks_logo.svg/237px-Wikileaks_logo.svg.png" alt="źródło: wikipedia" width="190" height="438" /><p class="wp-caption-text">źródło: wikipedia</p></div>
<p>Julian Assange wyszedł za kaucją i będzie oczekiwał na decyzję w/s ekstradycji na wolności. Sąd brytyjski, będąc poważnym, nie mógł w takim stanie faktycznym podjąć innej decyzji.  Przypomnijmy, że założyciel &#8220;WikiLeaks&#8221; został oskarżony przez dwie kobiety o przestępstwo &#8211; jakim jest w Szwecji &#8211; odbycie stosunku płciowego bez zgody na zrezygnowanie z zabezpieczenia, czyli z narażaniem zdrowia tychże niewiast.  Nie znam dokumentów sprawy, ale wygląda na to, że opiera się ona na zeznaniach w/w kobiet i analizie pękniętej prezerwatywy.  Nie oceniając zasadności szwedzkiego prawa (przecież one się na seks z panem Assange nie tylko zgodziły, ale wygląda na to, że mocno do niego parły) trzeba powiedzieć, że ja, na miejscu szwedzkiej prokuratury, <a href="http://www.bankier.pl/wiadomosc/Szwecja-wystosowala-drugi-europejski-nakaz-aresztowania-Assange-a-2253275.html">trzy raz bym się zastanowił przed wydaniem Europejskiego Nakazu Aresztowania</a>.</p>
<p>Amerykańska odpowiedź jest na razie zrównoważona. Używając swoich wpływów, &#8220;przekonali&#8221; PayPal, Vise i MasterCard by nie obsługiwały WikiLeaks. To jednak jak walka z hydrą, bo WikiLeaks zawsze znajdzie sposób na finansowanie. Ataki hakerskie również nie przyniosą skutków, gdyż również dokumenty można publikować na wiele sposobów. Jeśli nie przez stronę, to wystarczy odpowiednie materiały &#8211; co czyniono dotychczas &#8211; wysłać do kilku największych tytułów prasowych. Assange jest twarzą WikiLeaks, a nie jednoosobową instytucją, także zamknięcie go lub inny przypadek (np. &#8220;nieszczęśliwy&#8221; wypadek) tylko wspomoże &#8220;walkę o sprawę&#8221;, robiąc z niego męczennika, a ludzi do dalszego publikowania nie zabraknie.</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Idealiści walczący o sprawę?</strong></span><br />
Pytanie, które warto postawić brzmi właśnie &#8211; &#8220;o co walczy portal WikiLeaks?&#8221;. Oficjalnie chodzi o &#8220;ujawnienie prawdy&#8221;, walkę o wolność słowa, a także prawa człowieka. WikiLeaks &#8211; według podawanych przez siebie informacji &#8211; redagują m.in. dysydenci z Chin, Tybetańczycy, rosyjscy emigranci, były amerykański analityk wywiadu.</p>
<p>Z brzmienia cele wydają się idealistyczne. Czy wśród nas nie brakuje romantyków, walczących o wolność słowa, walczących o prawdę oraz prawa człowieka? Można nie zgadzać się z motywacją, ale czy wtedy działania ludzi związanych z portalem nie byłyby wytłumaczalne pod względem aksjologicznym? Wariaci walczący o sprawę, uderzający np. w Amerykanów, Rosjan i Chińczyków, pokazujący ich fałszywą politykę oraz prawdziwe oblicze.</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Prawa człowieka i wolność słowa?</strong></span><br />
Nie mówi się o tym głośno, ale z organizacjami walczącymi o prawa człowieka najczęściej jest taki problem, że najaktywniej prowadzą swoje działania tam, gdzie ludzi traktuje się najlepiej. Ma to nawet swoje sensowne wytłumaczenie &#8211; wiadomo, że żaden dyktatorski, okrutny reżim nie będzie przecież ułatwiał działalności obrońców praw człowieka na swoim terytorium. Podobnie jest z WikiLeaks &#8211; nawet samo &#8220;dowalanie&#8221; tylko Amerykanom, ale w słusznej sprawie ma jak najbardziej sens. Opublikowanie filmiku z amerykańskimi żołnierzami strzelającymi do bezbronnych cywilów było jak najbardziej usprawiedliwione, pomimo iż uderzało w Amerykanów. To samo będzie tyczyło się Guantanamo, gdzie Amerykanie bezprawnie przetrzymują więźniów.</p>
<p>WikiLeaks do tej pory nie opublikowało nic, co mogłoby by być problematyczne dla państw, w których prawa człowieka nie istnieją lub nie są przestrzegane. Istnieją tylko pomniejsze publikacje na temat gróźb wobec Anny Politkowskiej czy chińskiej działalności w Afryce &#8211; rzeczach, które nie mogą zadziwić nawet laików. WikiLeaks słusznie robi, gdy podaje poprzez przeciek, ile osób mogło do tej pory zginąć w Iraku, ale daleko wykracza poza swoje deklarowane cele, gdy w depeszach możemy odnaleźć taktyczne informacje mogące szkodzić poszczególnym państwom &#8211; najczęściej Stanom Zjednoczonym, a także pokojowi w regionie.</p>
<p>Walka o wolność słowa? Cóż, o wolność słowa należy walczyć w Chinach, w Birmie, w Korei Północnej, w wielu państwach Afryki, w Rosji, ale nie w Unii Europejskiej oraz Stanach Zjednoczonych, kraju, w którym kręci się filmy, że ataki z 11 września to dzieło George W. Busha i jego przyjaciół z administracji. Ciekawe, co stałoby się z założycielem WikiLeaks, gdyby podobną wolność słowa zechciał uprawiać w Iranie, publikując tajne dokumenty tamtejszych dyplomatów? Wolność słowa nie polega na tym, że wszystko co tajne, staje się jawne (nie wiem, kto wymyślił ten nonsens), a na możliwości nieskrępowanego wyrażania swoich poglądów do momentu, gdy nie łamie się praw innych ludzi. Tych nieprzekonanych mogę tylko zapytać, czy naprawdę chcieliby, aby ich wszystkie rozmowy prywatne nagle, w ramach polityki jawności, zostały opublikowane?</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Od kogo pracownicy WikiLeaks dostaną prezenty na święta?</strong></span><br />
Czy jednak walką o prawa człowieka jest publikacja depeszy relacjonującej rozmowę amerykańskiego dyplomaty z ówczesnym (2008) <a href="http://www.haaretz.com/news/diplomacy-defense/lebanon-defense-minister-offered-invasion-advice-for-israel-1.328521">ministrem obrony narodowej Libanu, Eliasem Murrem?</a> Miał on dawać &#8220;dobre rady&#8221;, jak zaatakować Hezbollah. Poprzez amerykańskiego dyplomatę miały one trafić do Izraelczyków. Murr zapowiedział, że w przypadku ataku, wojska libańskie pozostaną w bazach, a w sprawę zamieszał wtedy dowódcę wojsk, a teraz prezydenta Libanu &#8211; Michela Suleimana. Niewątpliwie ta publikacja może zaognić sytuację w Libanie, w którym Hezbollah jest państwem w państwie. Armia libańska nie jest w stanie rozbroić &#8220;Partii Boga&#8221;. Czy Julian Assange weźmie odpowiedzialność w przypadku otwartej konfrontacji? Nie muszę chyba dodawać, że zarzut &#8220;kolaborowania&#8221; z Izraelem, ma w państwach muzułmańskich dość duże znaczenie.</p>
<p>WikiLeaks pomaga również Iranowi przeciwko Arabii Saudyjskiej i innym niechętnemu mu państwom arabskim. Na przykład Katar zgodził się nie tylko na użycie bazy lotniczej położonej na jego terytorium do bombardowania, ale również zaproponował, że pokryje 60% jej kosztów. Arabia Saudyjska z kolei ma nie tylko problem &#8220;odcięcia głowy węża&#8221; (czyli ataku na irański program atomowy). Ujawniono również, że próbowała <a href="http://www.tvn24.pl/12690,1685331,0,1,arabia-saudyjska-chciala-atakowac-liban,wiadomosc.html">stworzyć koalicję zdolną do zniszczenia irańskiej macki w Libanie &#8211; Hezbollahu.</a> Prezydent Ahmadineżad powinien wysłać pracownikom WikiLeaks duże prezenty na święta, bo te depesze idealnie nadają się do propagandowego wykorzystania, nawet jeżeli oficjalnie twierdzi, że im nie ufa. Chaled Meszal, przywódca Hamasu, również powinien się dorzucić, bo fakt wycieku informacji o konsultowaniu interwencji w Strefie Gazy przez Izrael z Egiptem władzami Autonomii Palestyńskiej, choć oczywisty dla osób zainteresowanych tematem, nie jest taki dla &#8220;palestyńskiej ulicy&#8221;.</p>
<p>Niespodziankę sprawiono również terrorystom, którzy <a href="http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,8772579,WikiLeaks__Wyciekla_lista_kluczowych_dla_bezpieczenstwa.html">dostali całkiem niezły spis potencjalnych celów na ataki terrorystyczne.</a> Co prawda są oni bardziej zainteresowani atakowaniem w metrze, pociągach, na stadionach itd, ale jakby zechcieli zmienić taktykę &#8211; proszę bardzo, wiedzą, gdzie znajdują się ważne obiekty z punktu widzenia amerykańskiego bezpieczeństwa narodowego. Wesołych Świąt!</p>
<p>Na samym końcu Czytelnikom pozostawiam do refleksji pytanie, czy przecieki WikiLeaks o polskiej polityce wobec (albo precyzyjniej mówiąc: przeciwko) Rosji, szczegółach dotyczących powodów, rozbieżnych od deklarowanych, dla których chcieliśmy zainstalować tarczę antyrakietową, a także ocenie Sikorskiego dotyczącej zagrożenia ze strony Rosji oraz działań Polski w czasie wojny gruzińsko-rosyjskiej, były korzystne dla naszej racji stanu?  Wbrew pozorom to również nie są żadne rewelacje, ale teraz nie są już nawet tajemnicą Poliszynela, której oficjalnie można się wyprzeć, więc ja nic &#8211; poza rózgą &#8211; bym nie szykował.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://patrykgorgol.pl/2010/12/o-co-walczy-wikileaks/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Stosunki polsko-rosyjskie pół roku po katastrofie smoleńskeij</title>
		<link>http://patrykgorgol.pl/2010/10/stosunki-polsko-rosyjskie-pol-roku-po-katastrofie-smolenskeij/</link>
		<comments>http://patrykgorgol.pl/2010/10/stosunki-polsko-rosyjskie-pol-roku-po-katastrofie-smolenskeij/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 24 Oct 2010 17:42:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Patryk Gorgol</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bieżące wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Warto przeczytać]]></category>
		<category><![CDATA[katastrofa smoleńska]]></category>
		<category><![CDATA[Katyń]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Smoleńsk]]></category>
		<category><![CDATA[stosunki polsko-rosyjskie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://patrykgorgol.pl/?p=1107</guid>
		<description><![CDATA[
Nie ulega wątpliwości, że atmosfera wokół relacji Polski z Rosją uległa zmianie po wydarzeniach z 10 kwietnia.Rozważając stosunki polsko-rosyjskie po katastrofie smoleńskiej należy zastanowić się, czy doszło w tym przypadku do niespodziewanej rewolucji, zmiany kierunku wektora, czy do przyspieszenia realizacji procesu, który rozpoczął się w 2007 roku.  Fakty przemawiają za drugą tezą, gdyż przed [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom: 0cm;">
<div class="wp-caption alignleft" style="width: 250px"><img src="http://www.crossed-flag-pins.com/Friendship-Pins/Poland/Flag-Pins-Poland-Russia.jpg" alt="źródło: crossed.flag-pins.com" width="240" height="192" /><p class="wp-caption-text">źródło: crossed.flag-pins.com</p></div>
<p>Nie ulega wątpliwości, że atmosfera wokół relacji Polski z Rosją uległa zmianie po wydarzeniach z 10 kwietnia.Rozważając stosunki polsko-rosyjskie po katastrofie smoleńskiej należy zastanowić się, czy doszło w tym przypadku do niespodziewanej rewolucji, zmiany kierunku wektora, czy do przyspieszenia realizacji procesu, który rozpoczął się w 2007 roku.  Fakty przemawiają za drugą tezą, gdyż przed katastrofą można było zauważyć wzajemną chęć poprawy stosunków, czego dowodem może być wizyta premiera Putina na Westerplatte, która pokazywała, że II wojna światowa zaczęła się 1 września 1939 roku atakiem III Rzeszy na Polskę, a nie 22 czerwca 1941, inwazją nazistów na Związek Radziecki. Kolejnym przełomowym wydarzeniem miały być wspólne obchody w Katyniu, odbywające się w dniu 7 kwietnia, po raz pierwszy z udziałem rosyjskich władz i to reprezentowanych przez Władimira Putina. Tego wydarzenia nie „skonsumowano” we wzajemnych relacjach, gdyż 3 dni później doszło d katastrofy smoleńskiej.</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Rewolucja w polityce historycznej</strong></span><br />
Do czasu wypadku mieliśmy do czynienia z powolną ewolucją w polityce historycznej Rosji względem Katynia. Jeszcze w sierpniu ubiegłego roku prof. Natalia Narocznicka z utworzonej przez rosyjskiego prezydenta komisji ds. przeciwdziałania próbom fałszowania historii na szkodę Rosji twierdziła na łamach rosyjskich mediów, iż w Katyniu jest też “ślad niemiecki”, a Polacy są winni śmierci tysięcy jeńców radzieckich z czasów wojny polsko-bolszewickiej, których rzekomo mieliśmy zagłodzić. W międzyczasie, w telewizji wyemitowano film pt. “Sekrety tajnych protokołów” Wadima Gasanowa, w której oskarżono Polaków o to, iż byli pierwszym sojusznikiem Adolfa Hitlera. Stopniowa ewolucja zaczęła następować od września i wizyty premiera Putina na Westerplatte. Należy zwrócić uwagę na późniejsze prace komisji ds. trudnych, która pracowała w ciszy, ale – co najważniejsze – skutecznie. Ukoronowaniem było wyemitowanie w rosyjskiej telewizji “Katynia” Andrzeja Wajdy i wspólne obchody 70-rocznicy zbrodni katyńskiej, na których byli obecni premier Tusk i premier Putin. Pierwsze kroki zostały podjęte, ale nic nie zapowiadało, by doszło do błyskawicznej zmiany polityki Kremla – wszakże społeczeństwu przez dziesiątki lat mówiono coś innego, dlatego wszystko to postępowało regularnie, aczkolwiek powoli.</p>
<p>Po 10 kwietnia mamy do czynienia z rewolucją. Radykalnie zmienił się sposób pokazywania Katynia. Film Andrzeja Wajdy został puszczony ponownie, ale na kanale z o wiele większą oglądalnością. Inna stacja wyemitowała materiał na temat wydarzeń z kwietnia 1940 r., w którym znalazły się fragmenty “Katynia” oraz opinia Putina, że była to zemsta Stalina za porażkę z 1920 roku. Tutaj istnieje jeszcze zgrzyt. O tezie, iż Stalin wyjątkowo zapamiętał sobie porażkę z 1920 można polemizować podając różne argumenty. Stalin był wtedy komisarzem politycznym Frontu Południowo-Zachodniego i naciskał na dowodzącego Aleksandra Jegorowa, by ten skierował swoje siły na Lwów, zamiast część nich wysłać do Tuchaczewskiego. Co stało się dalej, wszyscy pamiętamy – siły bolszewickie uciekały w popłochu, a przyszły dyktator ocalił Warszawę.  ”Soso” był mściwy, ale zabijał, przesiedlał i zsyłał, również bez osobistych motywów, miliony osób. Spór jest w innym miejscu – Rosjanie tłumaczą, iż była to zemsta nie za porażkę na froncie, ale śmierć radzieckich jeńców. Jakkolwiek należy wyrazić żal, że z powodu chorób i głodu ginęli żołnierze bolszewiccy, tak trzeba zaznaczyć, iż hiszpanka i inne epidemie zdziesiątkowały wtedy całą Europę, a śmiertelność wśród polskich jeńców w bolszewickich obozach była wyższa.</p>
<p>Wracając jednak do rewolucji, Polacy, z pierwszego sojusznika Hitlera, stali się ofiarami totalitaryzmu Stalina, podobnie jak miliony osób mieszkających w ZSRR. To retoryka Putina, z 7 kwietnia, który wskazywał też na radzieckie ofiary według koncepcji “wszyscy jesteśmy ofiarami”. Pokażmy, co mamy wspólne, a nie, co nas dzieli. Przyspieszyliśmy. Trzeba przypomnieć, iż sam motyw zbrodni katyńskiej pojawił się w prawie wszystkich zagranicznych relacjach, media cytowały wypowiedź Aleksandra Kwaśniewskiego, iż jest to “przeklęte miejsce” i tłumaczyły, co stało się w 1940 roku, czasem zaznaczając nawet, iż ZSRR wkroczył na terytoria polskie w 1939 roku. Jeżeli zaś chodzi o internautów, to hasło “katyn massacre” było jednym z najpopularniejszych haseł wpisywanych do wyszukiwarki Googla przez kilka dni po katastrofie (np. 10 kwietnia – 6. wynik). Wracający z miejsca wypadku Polacy wspominają również o współczuciu i sympatii zwykłych Rosjan. W tej sytuacji, zakłamywanie historii przez Moskwę, byłoby PR-owym samobójstwem.</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Miła atmosfera, ale rozbieżne interesy</strong></span><br />
Klimat rozmów udało się zatem zmienić, ale część interesów pozostała rozbieżnych i ani Polacy, ani Rosjanie nie zamierzają odpuścić. Polacy z niezwykłą nieufnością spoglądają na sposób prowadzenia badania przez Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK), a część polskiej opinii publicznej nie tylko nie ufa Rosjanom, ale wręcz podejrzewa ich o zamach, zapominając, iż Rosjanie nie mieli w tym zarówno motywu, jak i interesu oraz w najmniejszym stopniu nie skorzystali na tym wypadku. Na dzień pisania artykułu raport MAK-u o przyczynach nie jest znany publicznie ciężko go w związku z tym oceniać. Polacy czekają na resztę dowodów i zakończenie zapisanej w Konwencji Chicagowskiej (zastosowaną, pomimo że dotyczy samolotów cywilnych, a nie państwowych) procedury badania daje świetną okazję Rosjanom do przekazania stronie polskiej reszty dowodów. Edmund Klich, polski akredytowany przedstawiciel przy MAK-u,  podkreśla, że po ujawnieniu stenogramu z rozmów w kabinie pilotów, Rosjanie nie udostępnili mu m.in. oryginalnych zapisów rozmów z wieży kontrolnej. Można jedynie zastanawiać, czy Rosjanie mają pretensje o ujawnienie rozmów z kabiny pilotów i obawiają się przecieków z nagrań z rozmów wieży.. Bez lektury raportu MAK-u są to tylko jednak spekulacje. Trzeba też pamiętać o tym, iż strona polska ma 60 dni na odniesienie się do wniosków zawartych w tymże dokumencie i ocena Polski może być inna.<strong> </strong></p>
<p>Inaczej postrzegamy kwestie bezpieczeństwa energetycznego. Polacy chcieliby dywersyfikacji dostaw gazu, po jak najmniejszej cenie. Rosjanom z kolei zupełnie nie zależy na dywersyfikacji, gdyż to osłabia ich pozycję, ani trochę nie są zainteresowani mniejszą ceną, bo to istotny składnik ich budżetu, a duże rabaty na gaz zależne są od ustępstw politycznych (jak w przypadku Ukrainy i przedłużenia stacjonowania bazy w Seawastopolu). Władze rosyjskie nie odwołają też nagle projektu Nord Stream. Rosjanie planują budowę kolejnego gazociągu, South Stream i robią, co mogą, by nie doszło do budowy omijającego Rosję, rurociągu Nabucco. Obecnie trwają polsko-rosyjskie negocjacje gazowe, które prawdopodobnie zakończą się podpisaniem kontraktu na dostawę gazu do roku 2022. Nic nie wskazuje jednak na to, byśmy osiągnęli w nich pozwolenie na reeksport, czy korzystniejszą formułę cenową. Za to przyznać trzeba, że zaufanie między Polską i Rosją jest na tyle duże, iż są oni gotowi dostarczać go nawet bez umowy, wiedząc zresztą, że polski rząd i tak ten gaz będzie musiał kupić. Polacy większe nadzieje na dywersyfikacje wiążą z budową gazoportu i i gazem katarskim (droższym niż rosyjski), a także – choć to niepewna melodia dalekiej przyszłości – złożami gazu łupkowego.</p>
<p>Różni nas również podejście do polityki Stanów Zjednoczonych, a zwłaszcza obecność amerykańskich żołnierzy na ziemi polskiej, baterii Patriot, nomen omen mających stacjonować w okolicy Obwodu Kaliningradzkiego i elementów tarczy antyrakietowej w Polsce. Polacy są jednym z najbardziej proamerykańskim państw w Unii Europejskiej. Ostatnio Sekretarz Generalny NATO zgłosił propozycję włączenia Rosji do systemu obrony antyrakietowej, czemu sprzeciwiła się Polska.  Ponadto, Rosjanie nadal uważają państwa byłego bloku radzieckiego za swoją sferę wpływów. Polacy, wspierani przez Unię Europejską i Stany Zjednoczone, bezwarunkowo tego nie przyjmują. Wspomnieć można o dwóch sporach – Gruzji i Ukrainie. Polacy popierają proeuropejskie aspiracje tych państw, Rosjanie nie chcą o tym nawet słyszeć. Uznawany za reprezentującego siły prorosyjskie, prezydent Ukrainy ogłosił, iż najważniejszym celem polityki zagranicznej tego państwa powinna być integracja z Unią Europejską. Zmiana prezydenta, ale nie priorytetów, może pogodzić stanowiska Polski i Federacji Rosyjskiej, ale interesy pozostaną prawdopodobnie rozbieżne, jak od niemal zawsze na Ukrainie.</p>
<p>W samej kwestii katyńskiej rząd polski popiera wniosek rodzin katyńskich przeciwko Rosji, który został wniesiony do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Uzasadnienie umorzenia śledztwa katyńskiego pozostaje utajnione, a w tej sprawie toczy się postępowanie w Rosji, które nabrało tempa po katastrofie smoleńskiej.  Na razie Rosjanie nie chcą zaakceptować, iż zbrodnia katyńska była ludobójstwem, pomimo iż byłoby uzasadnione z prawnego punktu widzenia, a zwłaszcza po lekturze ratyfikowanej przez Federację Rosyjską Konwencji w sprawie zapobiegania i ścigania zbrodni ludobójstwa, która – zgodnie konstytucją – powinna mieć pierwszeństwo przed ustawą (więcej a <a href="http://patrykgorgol.pl/2010/06/odmowa-wznowienia-sledztwa-katynskiego-czy-prokurator-ma-racje/">osobnym artykule</a> na ten temat)</p>
<p><span style="text-decoration: none;"><span><span style="text-decoration: underline;"><strong>Bilans dodatni</strong><br />
</span><span style="text-decoration: none;"><span>Jak wiec widać gołym okiem – różnic jest wiele, interesy zaś są rozbieżne. Obu stronom zależy jednak na dobrych stosunkach, bo Rosja to dla polski ważny partner handlowy i olbrzymi rynek zbytu, a także dostawca surowców naturalnych, z którym warto mieć dobre kontakty. Moskwa nie jest już zagrożeniem dla suwerenności Polski, ze względu dające nam komfort bezpieczeństwa wejście naszego kraju do NATO i Unii Europejskiej. Rosyjskie elity uznały również, że normalizacja stosunków z Warszawą, przy istnieniu poważniejszych wyzwań i zagrożeń, będzie korzystnym rozwiązaniem. Równocześnie Rosjanie, poprawiając stosunki z Rzeczpospolitą, zyskują swobodę w kontaktach z UE, które to były przedmiotem polskich podejrzeń. Teraz to Polska zamierza podpisać z Federacją Rosyjską umowę o ruchu bezwizowym dla mieszkańców obwodu kaliningradzkiego.</span></span></span></span></p>
<p>Poprawę stosunków świetnie widać zwłaszcza na poziomie gestów. W czasie obchodów Dnia Zwycięstwa, ówczesny p.o. prezydenta, Bronisław Komorowski, został przyjęty godnie, a nie jak niegdyś Aleksander Kwaśniewski, posadzony gdzieś w drugim rzędzie. W tegorocznych obchodach brała również udział polscy żołnierze, po raz pierwszy od 1945 roku. Głośnym echem odbiła się z kolei wizyta Siergieja Ławrowa, ministra spraw zagranicznych Rosji, w Polsce i jego udział w naradzie polskich ambasadorów, a ten rok zakończy wizyta prezydenta Miedwiediewa w Polsce, a jak pamiętamy – rosyjscy prezydenci do tej pory mieli do Warszawy bardzo nie po drodze.</p>
<p>Powyższy tekst ukaże się w czasopiśmie <a href="http://notabene.org.pl">&#8220;Notabene&#8221;</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://patrykgorgol.pl/2010/10/stosunki-polsko-rosyjskie-pol-roku-po-katastrofie-smolenskeij/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Słuszny Nobel dla Liu Xiaobo?</title>
		<link>http://patrykgorgol.pl/2010/10/sluszny-nobel-dla-liu-xiaobo/</link>
		<comments>http://patrykgorgol.pl/2010/10/sluszny-nobel-dla-liu-xiaobo/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 08 Oct 2010 15:25:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Patryk Gorgol</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bieżące wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Warto przeczytać]]></category>
		<category><![CDATA[Chiny]]></category>
		<category><![CDATA[Liu Xiaobo]]></category>
		<category><![CDATA[Nagroda Nobla]]></category>
		<category><![CDATA[Nobel]]></category>
		<category><![CDATA[Norwegia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://patrykgorgol.pl/?p=1085</guid>
		<description><![CDATA[W tym roku Komitet Noblowski zmazał plamę sprzed roku, gdy nagrodę otrzymał na kredyt prezydent Stanów Zjednoczonych, Barack Obama. Prawdą jest, że tegoroczne wyróżnienie nic w chińskim podejściu do demokracji i praw człowieka nie zmieni. Chińska &#8220;opinia publiczna&#8221; (o ile uznamy, że takowa w ogóle istnieje) także nie zareaguje i nie wymusi żadnych zmian w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="wp-caption alignleft" style="width: 210px"><img src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/8/8b/VOA_CHINESE_liuxiaobo.jpg/200px-VOA_CHINESE_liuxiaobo.jpg" alt="źródlo: wikipedia" width="200" height="240" /><p class="wp-caption-text">źródlo: wikipedia</p></div>
<p>W tym roku Komitet Noblowski zmazał plamę sprzed roku, gdy nagrodę otrzymał na kredyt prezydent Stanów Zjednoczonych, Barack Obama. Prawdą jest, że tegoroczne wyróżnienie nic w chińskim podejściu do demokracji i praw człowieka nie zmieni. Chińska &#8220;opinia publiczna&#8221; (o ile uznamy, że takowa w ogóle istnieje) także nie zareaguje i nie wymusi żadnych zmian w obowiązującym systemie.  Pekin jest oburzony Noblem dla Liu Xiaobo, ale nie dlatego, że będzie to potężne uderzenie w Chińską Republikę Ludową, bo nie będzie, a ze względu na afront dyplomatyczny. Chińczycy podkreślają, że według ich prawa Liu jest przestępcą.</p>
<p>Umówmy się, że Nagroda Nobla jest prestiżowa, ale ma niewielki, jeśli nie żaden, wpływ na otaczający nas świat. Nobel dla Obamy nic nie zmienił, Nobel dla Ala Gore&#8217;a, Międzyrządowego Zespołu d/s Klimatu, Shirin Ebadi czy Grameen Banku też nie. Jakkolwiek by to fatalnie nie brzmiało &#8211; dobrze, że tym razem przynajmniej nie jest obiektem kpin, jak przed rokiem. <strong>Sam Komitet wykazał się odwagą, bo tegoroczna nagroda jest wybitnie niepoprawna politycznie. O ile reżim birmański łatwo krytykować poprzez wręczenie wyróżnienia bohaterskiej opozycjonistce Aung San Suu Kyi, bo to nic nie może kosztować, o tyle Chiny są obecnie jednym z najpotężniejszych krajów świata.</strong> Ta niepoprawność polityczna w tym roku wręcz zadziwia, jeśli przypomnimy sobie, że np. w dwudziestoleciu nagrodę otrzymywali autorzy takich projektów jak traktat z Locarno (nagroda: 1925 i 1926), czy pustych gestów jak pakt Kelloga-Brianda (nagroda: 1929), a po wojnie, w 1973 roku, za pokój paryski &#8220;kończący&#8221; wojnę w Wietnamie, Henry Kissinger i Le Buc Tho. W tym drugim przypadku, wietnamski komunista nie przyjął nagrody, a Amerykanin jak najbardziej. Sajgon padł w 1975 roku. Tym razem więc Komitet poszedł naprawdę pod prąd. Wspomniane złe noblowskie decyzje omawiałem w <a href="http://patrykgorgol.pl/2009/10/nagroda-nobla-na-kredyt/">ubiegłorocznym tekście &#8220;Nagroda Nobla na kredyt&#8221;</a>.</p>
<p>Zamiast więc mówić, że tegoroczna decyzja jest nic nieznacząca, należy zapytać &#8211; a kiedy było inaczej? <strong>Tym razem przynajmniej poruszono ważny politycznie problem &#8211; łamania praw człowieka na świecie i to w miejscu, o którym większość europejskich przywódców wolałoby nie mówić. Nobla dla Liu Xiaobo przynajmniej nikt nie wyśmieje, że jest za nic. </strong>Sami Chińczycy mają Komitet Noblowski tam gdzie komisarz Ryba miał mieć paragrafy. To oczywiste, że Pekin swojej polityki nie zmieni, dopóki będzie czerpał z niej korzyści, czyli jeszcze przez bardzo długi okres. Europejczycy burzą się na łamanie praw człowieka, ale tylko na pokaz, bo chętnie kupują tanie towary z chińskich fabryk. Kalkulacja jest prosta &#8211; gdyby zmieniono system i tym ludziom żyło się lepiej, koszty byłyby wyższe i handlowanie z Chinami nie byłoby dla jednej czy drugiej firmy takim intratnym biznesem. Prawa człowieka, demokracja i piękne szlachetne hasła kończą się tam, gdzie można zarabiać miliardy dolarów.</p>
<p><strong>Nie ma co się łudzić, że jakakolwiek &#8220;opozycja&#8217; w Chinach dostanie wiatru w żagle, coś się zmieni, a opinia publiczna cokolwiek na Chińczykach wymusi.. Nic z tych rzeczy. Pekin protestuje przeciwko nagrodzie, ogranicza zasięg tej informacji, ale nie będzie czynić żadnych dramatycznych ruchów, bo nic wielkiego się przecież nie stało.</strong> Skoro Birma może żyć z opozycjonistką, która jest noblistką, a władze, również łamiące prawa człowieka, twardo się trzymać, to jaki to będzie problem dla potężnych Chin? Sami Chińczycy nie mają problemów ze swoim prawem ze względu na zupełnie inne podejście cywilizacyjne do prawa, w tym do jednostki. Nikomu specjalnie na zmianach nie zależy.</p>
<p>Oceniając jednak nagrodę pod względem aksjologicznym &#8211; jest ona po prostu słuszna.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://patrykgorgol.pl/2010/10/sluszny-nobel-dla-liu-xiaobo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Uznać Abchazję i Osetię Południową?</title>
		<link>http://patrykgorgol.pl/2010/09/uznac-abchazje-i-osetie-poludniowa/</link>
		<comments>http://patrykgorgol.pl/2010/09/uznac-abchazje-i-osetie-poludniowa/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 26 Sep 2010 19:40:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Patryk Gorgol</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bieżące wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Warto przeczytać]]></category>
		<category><![CDATA[Abchazja]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>
		<category><![CDATA[Osetia Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://patrykgorgol.pl/?p=1070</guid>
		<description><![CDATA[Minęły już ponad 2 lata od wojny rosyjsko-gruzińskiej, ale nadal nierozstrzygnięta jest kwestia dwóch (separatystycznych?) republik &#8211; Abchazji i Osetii Południowej. Rosja uznaje ich niepodległość, Gruzja naturalnie uważa, iż są to składowe części państwa i domaga się przywrócenia tam swojej &#8211; w jej opinii legalnej &#8211; władzy.
Faktycznie jednak Gruzja nie ma kontroli nad republikami i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="wp-caption alignleft" style="width: 244px"><img class="  " src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/6a/Abchazja.jpg" alt="źródło: wikipedia" width="234" height="160" /><p class="wp-caption-text">źródło: wikipedia</p></div>
<p>Minęły już ponad 2 lata od wojny rosyjsko-gruzińskiej, ale nadal nierozstrzygnięta jest kwestia dwóch (separatystycznych?) republik &#8211; Abchazji i Osetii Południowej. Rosja uznaje ich niepodległość, Gruzja naturalnie uważa, iż są to składowe części państwa i domaga się przywrócenia tam swojej &#8211; w jej opinii legalnej &#8211; władzy.</p>
<p>Faktycznie jednak Gruzja nie ma kontroli nad republikami i to wcale nie od 2008r. Abchazja proklamowała swoją niepodległość w 1992 roku, a Osetia Południowa &#8211; 2004. W &#8220;obronie&#8221; separatystów stawała zawsze Moskwa, która wymuszała porozumienia. <strong>Władze w Tbilisi formalnie uznawały te regiony za element swojego państwa, z reguły oferując, w zamian za wyrzeczenie się aspiracji niepodległościowych, autonomię. </strong></p>
<p>Oczywiście, można dyskutować o tym, czy republiki mają prawo do samodzielnego odrywania się, podobnie zresztą jak Kosowo, czy kolejne rozejmy, w tym te rozszerzające autonomię, nie stoją w sprzeczności z wspomnianymi deklaracjami niepodległości. Omińmy te dywagacje i skupmy się na meritum.</p>
<p>W 2008 roku Kosowo ogłosiło niepodległość, co jest kwestią problematyczną nie tylko dla Gruzji, ale również dla części państw europejskich, w tym Hiszpanii. Kosowo jest obecnie uznawane przez 22 z 27 członków UE. W sierpniu doszło również do wojny rosyjsko-gruzińskiej, wygranej przez Rosję i przegranej, w dramatyczny sposób, przez Gruzję.  Kwestię wybuchu wojny i rozdzielenia odpowiedzialności omawiałem w artykule <a href="http://patrykgorgol.pl/2009/11/gruzja-winna-czy-niewinna/">&#8220;Gruzja &#8211; winna czy niewinna?&#8221;</a>. Bombardując Cchinwali i wydając rozkaz &#8220;przywrócenia konstytucyjnego porządku&#8221; Saakaszwili sam, na zawsze, oddzielił republiki.</p>
<p>Na teraz, Abchazję i Osetię Południową uznają Rosją (co nikogo nie powinno dziwić), Nikaragua, Wenezuela i Nauru. Co ciekawe, tego samego odmówił Aleksander Łukaszenka, prezydent Białorusi. Znajdujemy się w takiej, dość osobliwej sytuacji, że Unia Europejska jest rzecznikiem Kosowa, przeciwko popierającej Serbię Rosji, a Rosja, rzecznikiem dwóch republik, przeciwko państwom nieuznającym ich niepodległości, czyli w trzech słowach: niemal całemu światu.</p>
<p>Tak jak wspomniałem wcześniej &#8211; Saakaszwili, chociaż sprowokowany przez Rosjan,podjął fatalną decyzję, ostatecznie tracąc republiki. Należy jednak pamiętać o tym, iż wcześniej również nie miał nad nimi kontroli. <strong>Mieszkańcy Abchazji i Osetii Południowej nie chcą i nie potrzebują unifikacji.</strong> Co więc zrobić z tym trzymanym w ręku, gorącym kartoflem?</p>
<p>Gruzja mogłaby odzyskać te republiki na dwa sposoby. Jednym z nich jest <strong>opcja militarna</strong>, niemożliwa, dopóki Rosjanie będą mocni na Kaukazie i obecni w republikach. Po części, prezydent Saakaszwili próbował już tego zagrania i przejechał się w sposób niesamowity, w gruncie rzeczy, tracąc twarz i ogłaszając w geście rozpaczy jednostronny rozejm. Drugą opcją jest <strong>polityczna</strong>, ale republik nic już nie będzie w stanie przekonać, że w unii z Gruzją  będą miały lepiej. Podobnie jak kosowskich Albańczyków.</p>
<p>Zostaje inne rozwiązanie. Uznanie. Unia Europejska wysyła już do Abchazji swoje pierwsze misje, bo taktyka wszystko (powrót do Gruzji i współpraca) albo nic (nieuznawanie, stan izolacji) się nie sprawdza. Oczywiście, nikt uznawać Abchazji czy Osetii Południowej nie zamierza za darmo i oddawać walkowera Rosjanom. Dyplomacja w praktyce sprowadza się przecież do handlu. O ile Osetia Południowa jest biednym regionem, mało interesującym z punktu widzenia Europy, a jej mieszkańcy najchętniej połączyliby się z Rosjanami, o tyle Abchazowie mają nie tylko większe ambicje, ale również potencjał. Przy okazji, można by nacisnąć Rosję w Naddniestrzu.</p>
<p>Piękne góry i morze, a wszystko na powierzchni 10 tysięcy kilometrów kwadratowych. Kraina żyjąca z turystyki, która może stać się bogata, o ile będzie dobrze zarządzana. Obecnie jest to państwo kompletnie zdominowane przez Rosjan, co wynika z prostej kalkulacji. <strong>To jedyne, skuteczne ochrona wobec Gruzji, która z kolei, ze względów narodowych i legendarną już kaukaską dumę, zmienić stanowiska nie może. Gdyby zniknęła rosyjska ochrona, byłby to koniec separatystycznej Abchazji. Na miejscu abchaskiego polityka kalkulowalibyśmy w identyczny sposób.<br />
</strong></p>
<p>Skoro odzyskanie republik jest niemożliwe, podobnie jak w przypadku Kosowa, może należy usiąść do rozmów? Najwyżej zakończą się one fiaskiem, ale zyski dla wszystkich mogłyby być olbrzymie.</p>
<p>Byłby to koniec problemu Abchazji i Osetii Południowej, które destabilizują Gruzję.<strong> Tbilisi w zamian za zgodę na niepodległość, mogłoby uzyskać przyspieszenie integracji z Unią Europejską i NATO</strong>. To nawet byłoby logiczne, gdyż podpisanie pokoju w tamtym regionie, wpłynęłoby pozytywnie na równowagę wewnętrzną Gruzji. Abchazowie uzyskaliby niepodległość, Osetyjczycy, jeśli by chcieli, również, zniknąłby element gruzińskiego zagrożenia, co spowodowałoby, że mogłyby otrzymać nierosyjski impuls, na przykład z Unii Europejskiej. Efektem byłoby pojawienie się kapitału i ludzi z Unii Europejskiej. Likwidując przyczynę, likwidujemy skutek. Takie porozumienie nie oznacza zniknięcia stamtąd Rosjan, bo z różnych powodów do tego ich się nie przekona, a nawet jeśli by się to udało, to się tego nie wyegzekwuje, ale umożliwiłoby władzom abchaskim na większą elastyczność. W innym przypadku &#8211; Abchazja jest stracona.</p>
<p>Moje rozważanie są jednak na razie tylko czysto teoretyczne, bo UE dopiero stopniowo dojrzewa do zmiany stanowiska w tej sprawie musi zobaczyć realne korzyści takiej rewolucji,, a taka operacja wymagałby również zgody Rosji, która stabilizacją w tamtym regionie jest obecnie mało zainteresowana (świetne narzędzie wpływania na Tbilisi). Konieczna jest też akceptacja Gruzji, która nie chce pogodzić się z tym, że kontroli nad republikami nie odzyska, a powinna domagać się głownie rekompensat. Również republiki nie są gotowe na tak dalekowzroczne spojrzenie, odwracając się za każdym razem w stronę potężnej Rosji, swojego protektora.</p>
<p>Dlatego na razie nic nie zapowiada przełamania impasu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://patrykgorgol.pl/2010/09/uznac-abchazje-i-osetie-poludniowa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;Tajne&#8221; więzienia CIA w Polsce</title>
		<link>http://patrykgorgol.pl/2010/09/tajne-wiezienia-cia-w-polsce/</link>
		<comments>http://patrykgorgol.pl/2010/09/tajne-wiezienia-cia-w-polsce/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 13 Sep 2010 15:34:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Patryk Gorgol</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bieżące wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Warto przeczytać]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Stany Zjednoczone]]></category>
		<category><![CDATA[terroryzm]]></category>
		<category><![CDATA[torturowanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://patrykgorgol.pl/?p=1055</guid>
		<description><![CDATA[Co łączy premierów: Millera, Belkę, Marcinkiewicza, Kaczyńskiego i Tuska, oraz prezydentów Kwaśniewskiego, Kaczyńskiego oraz Komorowskiego? Przywileje i obowiązki związane z dzierżeniem władzy, a w tym przypadku wiedza na temat &#8220;tajnych&#8221; niczym przewidywanie kto wygra wybory na przewodniczącego w czasie kongresu PO lub PiS,  więzieniach CIA w Polsce. Do tej pory konsekwentnie stosowaną taktykę pt. &#8220;o [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="wp-caption alignleft" style="width: 248px"><img class=" " src="http://news.money.pl/i/h/147/f90259.jpg" alt="źródło: money.pl" width="238" height="140" /><p class="wp-caption-text">źródło: money.pl</p></div>
<p>Co łączy premierów: Millera, Belkę, Marcinkiewicza, Kaczyńskiego i Tuska, oraz prezydentów Kwaśniewskiego, Kaczyńskiego oraz Komorowskiego? Przywileje i obowiązki związane z dzierżeniem władzy, a w tym przypadku wiedza na temat &#8220;tajnych&#8221; niczym przewidywanie kto wygra wybory na przewodniczącego w czasie kongresu PO lub PiS,  więzieniach CIA w Polsce. Do tej pory konsekwentnie stosowaną taktykę pt. &#8220;o czym nie powinno się mówić, o tym powinno się milczeć&#8221;. <strong>To niebywałe, że więzienie CIA w Polsce jest bardziej ekscytujące dla zagranicznej prasy, niż dla Polaków i naszych mediów,  które wolą &#8220;analizować&#8221;, kto, gdzie i po co został zawieszony lub kto, do kogo i po co wysłał list</strong>. Tak, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie.</p>
<p>Temat zatem po jednym dniu zmarł śmiercią naturalną, a sami politycy &#8220;pożywki&#8221; również nie dawali. Zbigniew Siemiątkowski, ówczesny szef wywiadu, powiedział, że nic mu o żadnym więzieniu CIA nie wiadomo, czym mógł rozśmieszyć słuchaczy RMF FM z rana, a może w przyszłości również prokuratora. Przebił go jednak premier Tusk, który zgłosił sprawę do prokuratury (tak, jakby o tym zagadnieniu nie wiedziała) i poprosił o dyskrecję. Czy jednak niespotykana solidarność klasy politycznej jest w tym przypadku zaskakująca?</p>
<p>Zupełnie nie, bo jak zobaczymy &#8211; o tychże więzieniach wiedzieli liderzy wszystkich formacji parlamentarnych, być może z wyjątkiem Polskiego Stronnictwa Ludowego, którego co prawda nie miało premiera, ani prezydenta, ale dwukrotnie było w koalicji rządzącej w latach 2001-2010 i również taką wiedzę mogło posiadać.</p>
<p>Ocena samej sprawy jest niesamowicie skomplikowana. <strong>Z prawdopodobieństwem 99% można powiedzieć, iż CIA przetrzymywała więźniów na terenie Polski. Nasi politycy nawet już nie próbują zaprzeczać, ale tę bombę udało się rozbroić, gdyż rodacy wolą się ekscytować krzyżem na Krakowskim Przedmieściu niż interesować, jak sprawa więzień, przecież &#8220;tajnych&#8221;, będzie się miała do naszej racji stanu.</strong></p>
<p>Najłatwiej spojrzeć na to pod kątem prawnym. Zadajmy sobie podstawowe pytanie &#8211; po co Amerykanie przetrzymywali więźniów na terenie RP? Ładne krajobrazy, czyste powietrze, śliczne dziewczyny? Nie. Robili to dlatego, iż na terenie Polski nie obowiązuje amerykańskie prawo, które podobnie jak polskie (polecam lekturę Konstytucji) zabrania torturowania ludzi oraz zbyt długiego przetrzymywania bez zgody sądu.</p>
<p>Nie zmienia to faktu,<strong> że obcokrajowców w Polsce, w tym Amerykanów i przetrzymywanych więźniów, obowiązuje polskie prawo. </strong>Teoretycznie moglibyśmy podpisać z Amerykanami umowę, które tworzyłaby jakąś strefę eksterytorialną, co dałoby nam wytłumaczenie, że my przecież o niczym nie wiedzieliśmy, ale &#8230; taka umowa wymagałaby przeprowadzenia jej przez parlament, ze względu na rangę jej postanowień i sprawa niemal natychmiast by wyciekła.</p>
<p>Istnieje jeszcze jedno rozwiązania. Polska podpisała porozumienie o np. możliwości przewozu z chwilowym postojem, lub niejako doszło do umowy polsko-amerykańskiej &#8220;obok prawa&#8221;. W pierwszym przypadku, Polska powinna wysłać za agentami CIA listy gończe, bo nie dotrzymali umowy, a w drugim szefowie służb wywiadowczych powinni mieć wyraźne problemy z prokuraturą. Prawna ocena wydaje się zatem oczywista.</p>
<p><strong>Zaznaczyć trzeba, że jak do tej pory, wszelkie przecieki są efektem działania strony amerykańskiej, a nie polskiej, więc Amerykanie nie dość, że zajmowali się działalnością o wątpliwej moralności, to jeszcze w dodatku ich urzędnicy są wobec nas nielojalni. </strong>Politycy i media w Polsce nie robią z tej sprawy afery, chociaż ma gigantyczny potencjał, ale dużo racji jest w tezie, że im mniej przecieków w tej sprawie do prestiżowych agencji prasowych za granicą, tym lepiej. Wszakże nie chcemy chyba, by talibowie mścili się w Afganistanie? Dziwi zachowanie mediów, ale solidarność polityków w tym przypadku jest korzystna dla polskiej racji stanu.  Jeżeli prokuratura udowodni politykom i urzędnikom polskim przestępstwa, to nikt i nic ich nie wybroni. Więzienie i to długoletnie.</p>
<p>Samej dyskusji na ten temat jednak zdecydowanie brakuje. Wyobraźmy sobie sytuację, że w Afganistanie złapany został polski agent. Jak myślicie, w jaki sposób zostanie potraktowany i na ile będzie to zgodne z konwencjami międzynarodowymi? Z drugiej strony, udaje nam się złapać terrorystę i mamy niemal pewność, że planowany jest zamach w Warszawie/Paryżu/Berlinie mogący kosztować życie kilkudziesięciu/kilkuset ludzi. Co robimy? Prosimy pana Ahmeda, czy nawet Johna, który przeszedł na islam i jego idolem jest bin Laden, by nam wyjawił swoje sekrety przy pomocy herbatki i ciastka? A jeśli dojdzie do zamachu właśnie dlatego, że nie przycisnęliśmy?</p>
<p>Medal można też odwrócić. Zdecydowaliśmy się wyciągnąć coś z &#8220;terrorysty&#8221; siłą, a okazało się, że złapaliśmy np. nie tego człowieka albo że po prostu jest niewinny. Facet ma zniszczoną psychikę do końca życia. Przecież takie wypadki się zdarzały.</p>
<p><strong>Tak naprawdę nie ma mądrej odpowiedzi na to pytanie.  To, co robili w Polsce Amerykanie jest złamaniem prawa i delikatnie mówiąc, nasi sojusznicy nie powinni mieć prawa przetrzymywać bez żadnych dowodów i zgody sądu różnych ludzi w różnych miejscach świata. Wielokrotnie sytuacja nie wymagała podjęcia takich kroków. Tylko, czy służby specjalne są w stanie działać skutecznie, gdy zawsze postępują zgodnie z prawem?</strong> Znowu druga strona &#8211; kiedy dochodzi do takiego przekroczenia prawa, gdy nie można tego uzasadnić żadnymi okolicznościami? Nie wyobrażam sobie zabijania cywilów po to, by dopaść jednego terrorystę, a różne służby specjalne &#8211; owszem.</p>
<p>Więcej pytań niż odpowiedzi. Świat nie jest czarno-biały, podobnie jak kwestia więzień CIA w Polsce. Dopiero za kilkadziesiąt lat będziemy wiedzieć, jak rzetelnie ocenić tę sprawę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://patrykgorgol.pl/2010/09/tajne-wiezienia-cia-w-polsce/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bliskowschodnie rozmowy pokojowe &#8211; krok do przodu czy PRowa zagrywka?</title>
		<link>http://patrykgorgol.pl/2010/08/bliskowschodnie-rozmowy-pokojowe-krok-do-przodu-czy-prowa-zagrywka/</link>
		<comments>http://patrykgorgol.pl/2010/08/bliskowschodnie-rozmowy-pokojowe-krok-do-przodu-czy-prowa-zagrywka/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Aug 2010 18:27:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Patryk Gorgol</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bieżące wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Warto przeczytać]]></category>
		<category><![CDATA[Bliski Wschód]]></category>
		<category><![CDATA[Izrael]]></category>
		<category><![CDATA[osadnicy]]></category>
		<category><![CDATA[Palestyna]]></category>
		<category><![CDATA[Strefa Gazy]]></category>
		<category><![CDATA[Zachodni Brzeg Jordanu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://patrykgorgol.pl/?p=1044</guid>
		<description><![CDATA[Od początku września wznowione zostaną bezpośrednie rozmowy pomiędzy Izraelczykami, a Palestyńczykami. Poza Amerykanami oraz tzw. Kwartetem Bliskowschodnim, w osiągnięciu pokoju pomóc mają król Jordanii oraz prezydent Egiptu, Hosni Mubarak.  Z izraelskiej strony, premier Netanjahu, a z palestyńskiej, Mahmud Abbas, pozytywnie odnieśli się do propozycji rozmów, które mają doprowadzić do powstania niepodległej Palestyny
PRowo zwycięzcą na dziś [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="wp-caption alignleft" style="width: 260px"><img class=" " src="http://libsyn.com/images/ctl/Israel-Palestine_flags.png" alt="źródło: libsyn.com" width="250" height="188" /><p class="wp-caption-text">źródło: libsyn.com</p></div>
<p>Od początku września wznowione zostaną bezpośrednie rozmowy pomiędzy Izraelczykami, a Palestyńczykami. Poza Amerykanami oraz tzw. Kwartetem Bliskowschodnim, w osiągnięciu pokoju pomóc mają król Jordanii oraz prezydent Egiptu, Hosni Mubarak.  Z izraelskiej strony, premier Netanjahu, a z palestyńskiej, Mahmud Abbas, pozytywnie odnieśli się do propozycji rozmów, które mają doprowadzić do powstania niepodległej Palestyny</p>
<p>PRowo zwycięzcą na dziś są Barack Obama i Hillary Clinton, którzy włożyli dużo energii w namowy do wznowienia rozmów pokojowych. Trzeba uczciwie przyznać, iż obecna administracja amerykańska, mające poważne problemy wewnętrzne, robi dużo więcej niż poprzednia, aby rozwiązać ten kilkudziesięcioletni konflikt. Mówienie jednak o sukcesie, w momencie gdy do zawarcia pokoju jest równie daleko, jak wcześniej, byłoby naginaniem rzeczywistości &#8211; Obama go osiągnie dopiero, gdy obie strony podpiszą układ pokojowy. Na razie nie ma się czym ekscytować, bo to tylko słowa.</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Problem z osiedlami</strong></span><br />
Negocjacje mają rozpocząć się bez warunków wstępnych, czyli w formule, jaką proponowali wcześniej Izraelczycy. Oznacza to, iż Palestyńczycy ulegli naciskom ze strony Stanów Zjednoczonych i zrezygnowali ze swojego sztandarowego żądania &#8211; złożenia przez Izrael deklaracji, że nie będzie tworzył nowych osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu, w tym we wschodniej Jerozolimie. Obecne moratorium na rozbudowę osiedli kończy się pod koniec września, Izraelczycy nie chcą się zobowiązać do jego przedłużenia, a w dodatku nie dotyczy ono właśnie osiedli we wschodniej Jerozolimie i okolicach. <a href="http://www.wprost.pl/ar/206693/Palestyna-Nie-dla-zydowskich-kolonizatorow/">Jednocześnie palestyńska strona deklaruje, ze jeżeli po upływie moratorium, Izrael ponownie zacznie budować nowe osiedla, Palestyńczycy zerwą rozmowy.</a></p>
<p>Jeszcze nie wznowiono rozmów, a sytuacja już jest na ostrzu noża. Możliwości są dwie &#8211; albo amerykańska dyplomacja jest na tyle naiwna i nie potrafi wyciągać wniosków z historii tego konfliktu, iż nie przewiduje uderzenia  o tę górę, albo istnieje cicha umowa, że Izrael nie będzie robił takich kroków, a jedynie pozostawi sobie oficjalnie taką furtkę. Nie ulega wątpliwości, że jest to podstawowy problem dla samego odbycia rozmów pokojowych, więc bez jego rozwiązania, nie ma mowy o skutecznym dialogu. Należy pamiętać, ze Mahmud Abbas zgodził się na rozmowy bez warunków wstępnych, które nie gwarantują palestyńskich interesów i dalsze jego upokarzanie byłoby fatalne w skutkach.</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Sceptycy czy realiści?</strong></span><br />
Premier Netanjahu zapowiada, że <a href="http://wyborcza.pl/1,91446,8279783,Izrael_Netanjahu__Pokoj_jest_trudny__ale_mozliwy.html">zadziwi wszystkich sceptyków</a>. Historia rozmów uczy jednak, że to, co lider Likudu nazywa sceptycyzmem, jest najzwyklejszym realizmem.</p>
<p>Nie rozwiązano przecież problemu rozbudowy osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu, a także obecności tam izraelskich osadników. Około 280 tysięcy Izraelczyków żyje w 121 legalnych osiedlach na Zachodnim Brzegu Jordanu (dane: BBC)‏, kolejne 190 tysięcy Izraelczyków żyje w osiedlach we wschodniej Jerozolimie (dane: UE)‏, a ponadto istnieje ponad 100 „dzikich” osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu Jordanu (dane: BBC)‏. Bez rozstrzygnięcia tego problemu rozmowy nie pójdą naprzód, a obie strony mają małe pole manewru &#8211; rządząca koalicja nie może zostawić osadników, bo to naturalny elektorat nie tylko Likudu, ale przede wszystkim religijnej partii Szas oraz Naszego Domu Izrael, które są uczestnikami rządzącej koalicji. Rządowi partnerzy Netanjahu wcale nie potrzebują pokoju, bo nie na nim zbijają polityczny kapitał. Analogicznie jak Hamas.</p>
<p>Oczywiście, przyznać trzeba, że to właśnie prawicowi politycy, Menachim Begin (pokój z Egiptem) oraz Ariel Szaron (jednostronne wycofanie się Izraelczyków ze Strefy Gazy) potrafili przejść od słów do czynów, ale w obecnej konfiguracji politycznej będzie to niezwykle trudne. Życie podpowiada jedno rozwiązanie, które mogłoby uwiarygodnić Netanjahu &#8211; zerwanie koalicji z partią Szas i Nasz Dom Izrael oraz zawarcie jej z Kadimą, przy jednoczesnym utrzymaniu w rządzie Partii Pracy.</p>
<p>Zawracie pokoju wymaga bolesnych kompromistów zarówno od Palestyńczyków, jak i Izraelczyków. Palestyńczycy muszą się pogodzić z faktem, że nie otrzymają całego Zachodniego Brzegu Jordanu, a Izraelczycy z sytuacją, że nie będzie tam kilkuset tysięcy osadników. To elementarz.</p>
<p>Nie słychać też o możliwościach rozwiązania innych problemów, takich jak status Jerozolimy &#8211; kompromis, na dzień dzisiejszy, byłby bolesny politycznie dla obu stron. To samo tyczy się innych aspektów, takich jak połączenie Strefy Gazy z Zachodnim Brzegiem Jordanu, którego braku nie wyobrażają sobie Palestyńczycy, a który byłby ograniczeniem suwerenności Izraela (np. autostrada eksterytorialna). Co z wodą na Zachodnim Brzegu Jordanu? Izraelczycy, cierpiący na jej brak, po prostu ją odpuszczą? I jak rozwiązać kolejny &#8220;drobiazg&#8221; &#8211; Hamas w Strefie Gazy? Przecież hamasowcy nie zaakceptują porozumienia i nazwą go zdradą, a negocjujących Palestyńczyków &#8211; &#8220;syjonistycznymi pachołkami&#8221;. A co z prawem do powrotu, którego domagają się Palestyńczycy, a który byłby bombą, która wykończyłaby Izrael i właśnie dlatego nie będzie zgody na ten postulat? Jeśli odszkodowania, to jak wysokie?</p>
<p>To wszystko? Niestety nie. Pozostaje jeszcze kwestia neutralizacji Palestyny, bo potencjalni terroryści mogliby bez problemu ostrzeliwać z nowego państwa cały Izrael, a z drugiej strony, trudno wyobrazić sobie zgodę Palestyńczyków na to, by w ich nowym kraju nie było broni ciężkiej. Wątpliwe też, by Izraelczycy nie chcieli wpływać na system polityczny nowego państwa &#8211; woleliby coś w rodzaju oświeconej dyktatury niż demokracji, w której szybko popularność mogłyby zdobyć skrajne ugrupowania.</p>
<p>Przy determinacji stron, powyżej przedstawione problemy są do przeskoczenia, przede wszystkim jednak wymagają niesamowitego politycznego poświęcenia, na które politycy &#8211; z jednej i drugiej strony &#8211; mogą nie być gotowi. Tylko sprawiedliwe porozumienie doprowadzi do pokoju i jeżeli uda się je zawrzeć &#8211; mieszkańcy Izraela i Palestyny będą mieli wątpliwości, czy drugiej stronie nie oddano za dużo. Przy części problemów negocjujące strony cechuje niemal zerowa manewrowość. Sceptycyzm jest zwyczajnym realizmem, a &#8211; jak powszechnie wiadomo &#8211; lepiej się mile zaskoczyć niż nieprzyjemnie rozczarować.</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>PRowa zagrywka?</strong></span><br />
Być może odbywają się jakieś tajne rozmowy, a think tanki wymyśliły rozwiązania do problemów, które nakreśliłem powyżej, ale brakuje na ten temat informacji. Wznowienie rozmów można porównać do tego dowcipu o ślepym koniu, który pytany o swój udział w następnych zawodach odpowiada, że nie widzi przeszkód. Podobnie Abbas i Netanjahu, nie widzą przeszkód, by negocjatorzy się spotykali. Plus z tego taki, że zmniejszy się międzynarodowa krytyka, a i George Mitchell, wysłannik Obamy na Bliski Wschód, da im trochę spokoju. Tymczasem nie ma żadnej gwarancji, że te rozmowy przyniosą efekty, a strony konfliktu nie cierpią na nadmiar determinacji.</p>
<p>Ciekawa jest <a href="http://konflikty.wp.pl/kat,1020351,title,Rozmowy-pokojowe-to-farsa-zaaranzowana-przez-USA,wid,12595086,wiadomosc.html?ticaid=1ac1c&amp;_ticrsn=3">teza postawiona przez &#8220;Financial Timesa&#8221;</a>, który twierdzi, ze te rozmowy to polityczna farsa, potrzebna Demokratom ze względu na zbliżające się wybory, a cała operacja zakończy się fiaskiem, bo obie strony nie są w stanie lub nie chcą osiągnąć porozumienia. Rzeczywiście, informacje, jakie posiadamy, raczej nie skłaniają do przesadnego optymizmu, jednak przyszłoroczna porażka rozmów również sprowadziłaby na administrację amerykańską krytykę, a więc na jedno wyjdzie.</p>
<p>Postęp jest tylko techniczny i polega na tym, że dojdzie do bezpośrednich rozmów. Merytorycznie, konflikt znajduje się w tym samym miejscu. Obama stoi przed wyzwaniem doprowadzenia do sukcesu rozmów i ma na to rok czasu. Gdyby to mu się udało, być może dostałby następną nagrodę Nobla &#8211; tym razem zasłużenie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://patrykgorgol.pl/2010/08/bliskowschodnie-rozmowy-pokojowe-krok-do-przodu-czy-prowa-zagrywka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rosja a białoruska gospodarka &#8211; czy to sponsoring?</title>
		<link>http://patrykgorgol.pl/2010/08/rosja-a-bialoruska-gospodarka-czy-to-sponsoring/</link>
		<comments>http://patrykgorgol.pl/2010/08/rosja-a-bialoruska-gospodarka-czy-to-sponsoring/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Aug 2010 18:11:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Patryk Gorgol</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bieżące wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Warto przeczytać]]></category>
		<category><![CDATA[Białoruś]]></category>
		<category><![CDATA[gospodarka]]></category>
		<category><![CDATA[Miedwiediew]]></category>
		<category><![CDATA[Putin]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja-Białoruś]]></category>
		<category><![CDATA[stosunki białorusko-rosyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Łukaszenka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://patrykgorgol.pl/?p=1025</guid>
		<description><![CDATA[Zgodnie z zapowiedzią, dzisiaj zmierzymy się z drugą tezą dotyczącą Białorusi i chciałbym się nią rozprawić.  Brzmi ona banalnie &#8211; Białoruś jest niezależna gospodarczo od Rosji, co jest wynikiem skutecznej i dalekowzrocznej polityce gospodarczej światłego i genialnego prezydenta Aleksandra Łukaszenki.
Zacznijmy zatem od podstaw. Nie można porównywać gospodarki rosyjskiej do białoruskiej, bo to zupełnie inna skala, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="wp-caption alignleft" style="width: 279px"><img class="  " src="http://1.2.3.11/bmi/bi.gazeta.pl/im/1/4764/z4764711X.jpg" alt="źródło: gazeta.pl" width="269" height="160" /><p class="wp-caption-text">źródło: gazeta.pl</p></div>
<p><a href="http://patrykgorgol.pl/2010/08/bialoruska-gospodarka-cud-gospodarczy-ktorego-nie-ma/">Zgodnie z zapowiedzią,</a> dzisiaj zmierzymy się z drugą tezą dotyczącą Białorusi i chciałbym się nią rozprawić.  Brzmi ona banalnie &#8211; Białoruś jest niezależna gospodarczo od Rosji, co jest wynikiem skutecznej i dalekowzrocznej polityce gospodarczej światłego i genialnego prezydenta Aleksandra Łukaszenki.</p>
<p>Zacznijmy zatem od podstaw. Nie można porównywać gospodarki rosyjskiej do białoruskiej, bo to zupełnie inna skala, jeśli chodzi o wielkość. Widać to chociażby zestawiając szacunkowe PKB tych krajów.</p>
<p><strong>PKB Federacji Rosyjskiej:</strong> $ 2,116,000,000,000<br />
<strong>PKB Białorusi</strong>: $ 116,000,000,000</p>
<p>źródło: CIA Factbook.</p>
<p>Różnicę jak widać robi ta dwójeczka z przodu. Gospodarka białoruska jest więc około 20-stokrotnie mniejsza, więc do opowieści fantasy można wsadzić tezę, że Białoruś jest w stanie szantażować Rosję gospodarczo. <strong>Pytanie, czy Rosja byłaby w stanie szantażować Białoruś?</strong></p>
<p>Import, eksport i te sprawy. Panu Piotrowi Badurze dziękuję za udostępnienie danych dotyczących importu i eksportu na rok 2009. Wykorzystam je, gdyż mniej więcej pokrywają się z tymi, które sam odnalazłem <a href="http://www.economywatch.com/world_economy/belarus/export-import.html">w innym źródle.</a></p>
<p><strong>Eksport towarów do Rosji</strong>: 31,5% całego eksportu<br />
<strong>Import towarów z Rosji</strong>: 58,5% całego importu</p>
<p>źródło: Wydział Promocji i Handlu ambasady Polski w Mińsku</p>
<p>Rzeczywiście, zauważyć należy znaczne zmniejszenie eksportu i nieznaczne zmniejszenie importu w porównaniu z początkiem dekady. Czy jednak Białoruś jest niezależna?</p>
<p>Zacytujmy pana Piotra:</p>
<blockquote><p>&#8220;(&#8230;)W 2009 Białoruś kupiła w Rosji 22 mld metrów sześciennych gazu w cenie po 150 dolarów za 1000 metrów sześciennych. Łatwo policzyć, że ten gaz to 3,3 mld dolarów. W 2009 Białoruś sprowadziła też z Rosji 23 mln ton ropy, prawdopodobnie za ponad 10 mld dolarów. To oznacza, że większość importu to ropa, istotne znaczenie ma też gaz, a pozostałe towary to już drugorzędna sprawa. W tym roku Białoruś planuje sprowadzić 4 mln ton ropy z Wenezueli. Import z Rosji ucierpi na tym. Jeśli w przyszłym roku z Wenezueli będzie 10 mln ton ropy, to import z Rosji poważnie stopnieje.&#8221;(..)</p></blockquote>
<p>Zaczynamy więc zabawę.</p>
<p>Rosja traktuje Białoruś oraz Ukrainę jako tzw. bliską zagranicę i mówiąc wprost, surowce naturalne, głównie gaz i ropa, służą jej jako instrument polityki zagranicznej. Na zasadzie dealera &#8211; dostarcza narkotyki po dobrej, niskiej cenie. Białoruś nie tylko nie ma innego dealera (jedynie próbuje używać substytutów z Wenezueli), ale też wie, że jeśli dealer zacznie brać za działkę tyle, ile od reszty klientów, Mińsk wpadnie w poważne tarapaty finansowe.</p>
<p>Jak wyglądają &#8220;kontrakty gazowe&#8221; pomiędzy Rosją i Białorusią, opowiada Andrzej Szczęśniak na poniższym filmiku</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="480" height="385" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/lSHRlqeAKf8?fs=1&amp;hl=pl_PL" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="385" src="http://www.youtube.com/v/lSHRlqeAKf8?fs=1&amp;hl=pl_PL" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p>Obecnie zatem Białoruś płaci około 185-186 dolarów za tysiąc m3. W 2009 roku płaciła 150 dolarów za tysiąc m3. Są to stawki preferencyjne, czy jakby to ujęli Rosjanie &#8211; nierynkowe. Kalkulacje Moskwy wobec &#8220;bliskiej zagranicy&#8221; są proste.<strong> Sponsorować będą Mińsk i Kijów wtedy, gdy będzie im się to opłacać politycznie. Zaufanie i kontrola &#8211; w razie problemów cenę gazu można momentalnie zwiększyć tak, by nawet Łukaszenka nie miał odwagi mówić o sukcesie gospodarczym. Polska płaci za gaz &#8211; według Andrzeja Szczęśniaka &#8211; około dwukrotnie więcej. Łatwo wyobrazić sobie, co stałoby się z gospodarką białoruską, gdyby Gazprom podyktował stawki &#8220;rynkowe&#8221;. </strong>To są miliardy dolarów, w porównaniu z rokiem 2009, a nie jestem przekonany o tym, że Mińsk nimi dysponuje.</p>
<p>Z ropą kwestia jest jeszcze inna. Czytelnicy, którzy obejrzeli zamieszczony filmik, już wiedzą, o co chodzi. Białoruś do tej pory kupowała nie tylko tanią, bo bezcłową, ropę z Rosji, ale jednocześnie jej rafinerie ją przerabiały, a następnie reeksportowały. <strong>Kolejne setki milionów dolarów nie tylko oszczędności, ale również łatwy zysk, za który płacili do tej pory Rosjanie.</strong></p>
<p>&#8220;Piękna bajka kończy się straconym hajsem&#8230;&#8221; &#8211; jak to śpiewa zespół Ascetoholix w swojej romantycznej balladzie pt. &#8220;Suczki&#8221;. Podobnie tutaj, Rosjanie postanowili zakręcić kurek i nałożyli stosowne cło na ropę, przyznając jednocześnie Białorusinom 6 milionów ton &#8220;na własne potrzeby&#8221;. Sponsoring, ale ograniczony. <a href="http://www.wprost.pl/ar/202098/Bialorus-kupi-rope-od-Wenezueli-Zaplaci-jej-dwa-razy-wiecej-niz-Rosji/">Białorusini sprowadzają bezcłową ropę za 398 dolarów, a ocloną &#8211; za 680 dolarów</a>.  Cło robi różnicę w cenie, a potencjalnie mogłoby dotyczyć 15 milionów ton ropy.</p>
<p>Białoruska gospodarka odczuje więc nowe cła, które zastrzegła sobie Rosja w umowie o strefie celnej z Białorusią i Kazachstanem. Śmiesznie to dopiero będzie ze wspomnianymi preferencjami, jeśli Rosja i Białoruś wejdą do Światowej Organizacji Handlu (WTO).</p>
<p>Wenezuelska ropa sprowadzana jest za 656 dolarów za tonę, a koszt jej transportu wynosi 60 dolarów.  Opłacalne jest to o tyle, że Łukaszenka zdobywa tym sposobem &#8220;własną ropę&#8221;. Na razie transportów jest niewiele, a jak jest napisane w linkowanym przeze mnie źródle &#8211; pojawiają się pierwsze kłopoty z portami, które mogłyby obsłużyć tankowce. Utrzymując dotychczasowe tempo, w 2010 Białoruś sprowadziłaby ułamek tego, co kupuje od Rosji w ramach bezcłowego kontyngentu (przypomnę, 6 milionów ton). Nie twierdzę, że transportu nie przyspieszą, ale panie Piotrze, odważny ten Pana optymizm mówiący o 10 milionach ton. <strong>Sam kontrakt opiewa na 4 miliony ton, a sami Białorusini uważają, że od września będą w stanie przerabiać 240 tysięcy ton miesięcznie.</strong></p>
<p>Wyobraźmy sobie więc sytuację, w której Moskwa tylko zabiera bezcłowy kontyngent i znacząco podwyższa ceny gazu. Ograniczony zostaje import produktów z Rosji, poprzez np. embargo z popularnym tłumaczeniem o nieprzebadanych zwierzętach. Eksportu nie trzeba ograniczać, bo jest dla Rosji bardzo opłacalny. <strong>Kto pierwszy zmięknie w  takiej sytuacji &#8211; Moskwa czy Mińsk?</strong></p>
<p>Putin z Miedwiediewem mają więc ogromne potencjalne sposoby wpływu na gospodarkę Białorusi. S<a href="http://szczesniak.pl/node/1338">ami Rosjanie szacują, iż ich pomoc wynosi kilkanaście procent białoruskiego PKB</a> Czy to sponsoring? Na pewno jest to pomoc, bez której Białorusini znaleźliby się w niezwykle trudnym położeniu i nie można o powiązaniach rosyjsko-białoruskich zapominać, gdy dywaguje się na temat tego kraju.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://patrykgorgol.pl/2010/08/rosja-a-bialoruska-gospodarka-czy-to-sponsoring/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;im polnischen Vernichtungslager&#8221; &#8211; prawda leży po środku</title>
		<link>http://patrykgorgol.pl/2010/07/im-polnischen-vernischtunglager-prawda-lezy-po-srodku/</link>
		<comments>http://patrykgorgol.pl/2010/07/im-polnischen-vernischtunglager-prawda-lezy-po-srodku/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 31 Jul 2010 19:34:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Patryk Gorgol</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bieżące wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Warto przeczytać]]></category>
		<category><![CDATA[Belżec]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[polityka międzynarodowa]]></category>
		<category><![CDATA[polnische]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[polskie obozy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://patrykgorgol.pl/?p=994</guid>
		<description><![CDATA[Z mocnym akcentem polskie media poinformowały o tym, iż Niemcy z tygodnika &#8220;FOCUS&#8221; fałszują historię i ogłaszają, że obóz zagłady w Bełżcu, był &#8220;polskim obozem&#8221;.  Redakcja ponadto podtrzymuje to kłamstwo, gdyż nie chce sprostować błędu oraz zgadza się jedynie &#8220;ubolewać&#8221; i wydrukować list od czytelników.  O tym wszystkim informują kolejno: Gazeta.pl, Gadu-gadu.pl, Newsweek.pl, Wprost.pl, Onet.pl, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="wp-caption alignleft" style="width: 192px"><img src="http://1.2.3.12/bmi/bi.gazeta.pl/im/7/8199/z8199237N,Wersja-internetowa-artykulu-o-Kunzu.jpg" alt="źródło: gazeta.pl" width="182" height="137" /><p class="wp-caption-text">źródło: gazeta.pl</p></div>
<p>Z mocnym akcentem polskie media poinformowały o tym, iż Niemcy z tygodnika &#8220;FOCUS&#8221; fałszują historię i ogłaszają, że obóz zagłady w Bełżcu, był &#8220;polskim obozem&#8221;.  Redakcja ponadto podtrzymuje to kłamstwo, gdyż nie chce sprostować błędu oraz zgadza się jedynie &#8220;ubolewać&#8221; i wydrukować list od czytelników.  O tym wszystkim informują kolejno: <a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,8199182,_Focus__nie_chcial_sprostowac_slow__polski_oboz_zaglady_.html">Gazeta.pl</a>, <a href="http://www.gadu-gadu.pl/5499941763523040294/focus-nie-sprostuje-polskiego-obozu-zaglady">Gadu-gadu.pl</a>, <a href="http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/swiat/polskie-obozy-zaglady--focus-nie-chcial-sprostowac,62631,1">Newsweek.pl</a>, <a href="http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/swiat/polskie-obozy-zaglady--focus-nie-chcial-sprostowac,62631,1">Wprost.pl</a>, <a href="http://wiadomosci.onet.pl/2204654,12,polski_oboz_zaglady_w_gazecie_odmowa_sprostowania,item.html">Onet.pl</a>,<a href="http://fakty.interia.pl/swiat/news/focus-nie-chcial-sprostowac-slow-polski-oboz-zaglady,1513105,4"> Interia.pl</a> i zapewne wiele innych mediów, których nie sprawdziłem. Ton pod tytułem: rewizjoniści z RFN atakują, niemal jak za czasów PRL-u. &#8220;Najinteligentniej do tematu podszedł serwis &#8220;wpolityce.pl&#8221;, który w tytule pyta, <a href="http://wpolityce.pl/frontend/view/747/">&#8220;czy to już kolejny etap?&#8221;</a>. Do połowy sierpnia jestem w Berlinie, ale po tej lekturze mogę tylko ze zdenerwowaniem rozglądać się po ulicy, czy w kierunku granicy polskiej nie wyjeżdżają jakieś czołgi,a na ulicach nie rozpoczęły się już pierwsze łapanki skierowane przeciwko polskim pracownikom.</p>
<p>W ciekawy sposób na temat &#8220;polskich obozów zagłady&#8221; pisał Thomas Urban w &#8220;Forum&#8221; Zacytuję (za portalem <a href="http://www.polityka.pl/swiat/tygodnikforum/1507334,1,polska-niemcy-nowi-prezydenci-czy-nowy-poczatek.read">Polityka.pl</a>) fragment z jego niezwykle interesującego artykułu:</p>
<blockquote><p>&#8220;Niewiele skuteczniejsza była do tej pory akcja „przeciwko polskim obozom”, którą polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zainicjowało w 2004 r. i którą sążnistymi artykułami wspiera „Rzeczpospolita”. Akcja polega na monitorowaniu całej prasy światowej w poszukiwaniu sformułowania „polskie obozy” na określenie obozów założonych przez Niemców w okupowanej Polsce. Jeśli taka fraza zostanie znaleziona, redakcja otrzymuje od polskiej ambasady list protestacyjny i jest piętnowana przez „Rzeczpospolitą” jako „fałszerz historii”, bo sformułowanie „polskie obozy” sugeruje podobno, że Polacy są odpowiedzialni za Holocaust. Jednak w wielu językach, także w niemieckim, pojęcie to można rozumieć w kategoriach wyłącznie geograficznych. W rzeczywistości nie ma ani jednego przykładu w prasie światowej i mediach niemieckich, aby na Polaków zrzucano odpowiedzialność za obozy zagłady.</p>
<p>Także pod względem statystycznym temat praktycznie nie istnieje. Kwerenda w elektronicznym archiwum niemieckiej prasy ponadregionalnej wykazała, że w około 10 tysiącach artykułów o obozach koncentracyjnych, opublikowanych w latach 2004-2009, inkryminowane sformułowanie ukazało się sześć razy. Pięć z tych tekstów przedstawia Niemców jako sprawców, a Żydów, Polaków i inne narodowości jako ofiary. Określenie jest więc ewidentnie użyte w znaczeniu geograficznym. Szósty artykuł omawia konflikt na terenie Palestyny. Czyli innymi słowy: tylko 0,01 procent niemieckich publikacji o obozach w ostatnich pięciu latach nie podaje expressis verbis, że założyli je Niemcy. Tymczasem akcja „przeciwko polskim obozom” sugeruje polskiej opinii publicznej, że chodzi o zjawisko masowe. Nawiasem mówiąc, niemieccy redaktorzy naczelni zalecili podwładnym, aby kategorycznie unikali określenia „polskie obozy” ze względu na jego dwuznaczność.(&#8230;)&#8221;</p></blockquote>
<p>Czy jednak można się w 100% zgodzić z niemieckim autorem?</p>
<p>Będąc aktualnie w Berlinie momentalnie udałem się do kiosku i wspomniany numer gazety kupiłem. Przejrzałem i znalazłem jedną, krótką notkę na temat Bełżca. <a href="http://www.focus.de/magazin/kurzfassungen/focus-30-2010-mutmasslicher-belzec-mordgehilfe-angeklagt-_aid_533961.html">Wersja internetowa</a> niewiele różni się od tej papierowej, więc do niej odsyłam. Spójrzmy na fakty.</p>
<p>Redaktor Urban tłumaczy, że przymiotnik &#8220;polski&#8221; ma znaczenie tylko geograficzne, bo w samym tekstach taki jest właśnie kontekst. Zgoda, z punktu widzenia kogoś znającego historię, nie ulega wątpliwości. <strong>Dla kogoś jednak, kto nie zna historii, interpretacja nie jest tak oczywista i może on uznać, że chodzi o &#8220;polskie obozy koncentracyjne&#8221;. Polacy są nadwrażliwi, ale po co wprowadzać dwuznaczność, skoro można napisać wprost, że mowa o obozie położonym w Polsce i żadnych protestów nie będzie?</strong></p>
<p>Sam omawiany tekst również w rzetelny sposób przedstawia historię. Napisane jest, że oskarżony był SS-mannem, co samo w sobie wyklucza jakikolwiek udział Polaków, bo jak wiadomo, Polska nie miała żadnej własnej dywizji SS. Nikt z Niemcami nie chciał kolaborować.  Autor artykułu zauważa też, że 88-letni Samuel K. pochodzi z Prus Wschodnich oraz brał udział w &#8220;Akcji Reinhard&#8221;, w ramach której zabijał i pomagał w zabijaniu Żydów. Dla tych, którym jest jeszcze mało, pojawiła się jeszcze informacja, <strong>że robił to na terytorium Generalnej Guberni, położonej w okupowanej Polsce. Po lekturze tego tekstu nie mam wątpliwości, że nikt winy za ludobójstwo na Polaków zrzucać nie zamierza.</strong></p>
<p>Niemcy powinni jednak powstrzymać się od używania tej konstrukcji, bo nie prowadzi to do niczego dobrego, a osoby zupełnie nieznające historii (np. kilkuletnie dzieci), może rzeczywiście niechcący wprowadzić w błąd. Brakuje mi też w tekście jakiegoś zaznaczenia, że to były niemieckie obozy, a Samuel K. jest obywatelem Republiki Federalnej Niemiec. Owszem, pojawia się informacja, że jest to nazista, pochodzący z Prus Wschodnich, ale wyraz przymiotnik &#8220;niemiecki&#8221; nie pada ani razu w artykule. Nie twierdzę, że to próba zakłamywania historii, bo tak nie jest, ale w tych kilku akapitach brakuje mi typowo niemieckiej precyzyjności. Czemu można napisać, że obóz był położony w Polsce/był polski, a nie można, że w Bełżcu zabijali Niemcy, co w sumie jest oczywiste dla przeciętnego mieszkańca naszego sąsiada, czytającego ze zrozumieniem ten tekst?</p>
<p>Prawda w tym przypadku jest po środku. Polacy mogli się powstrzymać od siania paniki &#8211; np. króluje w tym nowy serwis, wpolityce.pl: <em>&#8220;I do diaska: co niemieccy redaktorzy – a więc nie zwykli przechodnie &#8211; mają w głowach, co wiedzą o wojnie, i co myślą w sercu, skoro coraz częściej piszą „polskie obozy koncentracyjne?”</em> &#8211; to chyba pisało jakieś dziecko. Z drugiej strony, Niemcy widząc naszą wrażliwość, mogliby poważniej podchodzić do tej drażliwej kwestii.</p>
<p>P.S. Te same uwagi odnoszą <a href="http://www.focus.de/panorama/vermischtes/anklage-88-jaehriger-wegen-massenmord-an-430-000-juden-angeklagt_aid_535774.html">się do drugiego tekstu na ten temat</a>, tego z obrazka. W gazecie go nie znalazłem</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://patrykgorgol.pl/2010/07/im-polnischen-vernischtunglager-prawda-lezy-po-srodku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

