Patryk Gorgol

Wpisy z kategorii Bieżące wydarzenia

ACTA – kilka ważnych pytań…

1 komentarz
źródło: interia.pl
źródło: interia.pl

ACTA. Temat numer jeden od kilku dni. Jak zwykle w takich sytuacjach trudno odróżnić merytoryczne uwagi od bełkotu. W gruncie rzeczy problemy wynikają w dużej mierze z chaosu i niedoinformowania społeczeństwa.  Dziennikarze i politycy, zamiast wyjaśniać, skupiają się raczej na mąceniu i podgrzewaniu nastrojów. Cóż, bardziej to media kreują rzeczywistość niż rzeczywistość media, a jest to zjawisko co najmniej niepokojące.

1. Jaki będzie wpływ ACTA na prawo polskie?

Ten problem można rozpatrywać z dwóch stron – pozycji ACTA w polskim porządku prawnym oraz wpływu na ustawodawstwo. Warto przy tym podkreślić, że zdaniem Ministerstwa oraz Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Komisji Europejskiej, ACTA nie będzie nakładać na Polskę żadnych obowiązków prawnych, ponieważ mowa tutaj o standardach już w Polsce istniejących.

Rozpatrzymy najpierw hierarchię prawa. Jeżeli ACTA zostanie ratyfikowany za zgodą wyrażoną w ustawie (bezwzględna większość głosów) to będziemy mieli sytuację, w której przepisy tego dokumentu będą ważniejsze, aniżeli przepisy rangi ustawowej. Wyobraźmy sobie sytuację, w której przepis A z ACTA jest niezgodny z przepisem A1 z ustawy. Pierwszeństwo stosowania w takim przypadku przypada normie z umowy międzynarodowej. Umowy międzynarodowe – nawet te ratyfikowane za zgoda ustawową – nie mają jednak pierwszeństwa przed Konstytucją, a na jej straży stoi Trybunał Konstytucyjny, który ma możliwość reakcji Jeżeli nie będzie zgody wyrażonej w formie ustawy (chociaż to raczej niedopuszczalne), a np. zatwierdzenie przez Radę Ministrów, to ta umowa międzynarodowa będzie – w kontekście polskiego prawa – warta mniej więcej tyle, co papier służący do jej wyprodukowania, bo pierwszeństwo nad nią będzie przysługiwać ustawom.

Co teraz jest kluczowe? Ustalenie czy ACTA koliduje z polskim prawem. Trzeba zwrócić uwagę na to, że czym innym jest nienakładanie nowych obowiązków, a czym innym to, o czym pisze GIODO w swojej opinii, a mianowicie tworzenie nowej, że to tak nazwę, infrastruktury prawnej, pozwalającej na uzyskanie czy wymianę informacji na temat naruszyciel praw, co może wynikać z umowy i jest przedmiotem krytyki Inspektora. Wszystko rozbija się o brak konkretności umowy, która pozwala na jego różnorodną interpretację. W tym kontekście polecam też Art 4 ust. 1, który zastrzega, że żaden przepis nie nakłada obowiązku ujawniania informacji, których ujawnienie byłoby sprzeczne z prawem. Jeżeli rozumieć by ten przepis tak, że wymiana/uzyskanie danych jest możliwe tylko wtedy, gdy pozwala na to inne polskie prawo (i nie jest to ACTA) to utrzymujemy w 100% obecne prawo.

Całość wymaga analizy – m.in. Kodeksu Postępowania Cywilnego czy Kodeksu Postępowania Karnego w zakresie możliwości organów. Warto przy tym pamiętać o szerokich uprawnieniach przysługujących np. policji (m.in. przeszukania w szczególnych przypadkach czy zabezpieczenia dowodów). Policja może to robić teraz, tak jak sąd zastosować środki tymczasowe. Nic nowego w tym zakresie, ale dowodzi tego, jak niska jest świadomość prawna w naszym społeczeństwie… Tak, jeżeli handlujecie podrobionymi płytami to organy ścigania mogą przyjść i nie potrzebują ACTA do szczęścia.

Podkreślam też, że jak w umowie jest napisane, że “strona może” to oznacza tyle, ze umowa dopuszcza, że państwo może (ale nie musi!) zdecydować się na dane uregulowanie w określony sposób. Ma to niewielką doniosłość, bo już teraz możemy uchwalić prawie wszystko, przy pomocy ustawy, o ile nie będzie to niezgodne z Konstytucją. Konstytucję też możemy zmienić, w dowolnie określony przez siebie sposób, o ile dysponujemy odpowiednią większością. Nawet możemy zamienić płci miejscami tak, że – zgodnie z polskim prawem – kobieta będzie mężczyzną, a mężczyzna kobietą…

Badanie kolizji zostawiam ekspertom w dziedzinie prawa ochrony własności intelektualnej. Ja jestem w niedoczasie z powodu sesji. Prof. Robert Gwiazdowski przedstawił potencjalne kolizje w interesujący sposób.

Chciałbym podkreślić, że nie ze wszystkimi jego uwagami się zgadzam (np. to, że nie ma wymogu nakładania kar na urzędników nie oznacza, że nie ma takiej możliwości! czy “jakiekolwiek zgodne z prawem odszkodowanie” można by przeczytać jako jakiekolwiek zgodne z polskim prawem odszkodowanie i nie kombinować), ale to jest jak najbardziej merytoryczne postawienie sprawy. Istotne jest chociażby pytanie o to, jakie jest ratio legis zaznaczania, że środki tymczasowe sąd może stosować bez wysłuchania drugiej strony…? Nawet post factum?

Co powinien zrobić rząd?
Rząd powinien złożyć zastrzeżenie do umowy, w którym stwierdza, że – napiszę to na skróty – umowa w żaden sposób nie koliduje z polskim prawem ochrony własności intelektualnej, polskim Kodeksem Postępowania Cywilnego, Kodeksem Postępowania Karnego, ustawą o policji etc ad. 2012 i że tak ją będzie interpretował polski rząd. Jednocześnie władze powinny jednoznacznie wyjaśnić, że nie nakłada się żadnych nowych obowiązków na dostawców internetowych (np. sprawdzenia danych dla organów niepaństwowych na podstawie podejrzenia, monitorowania ruchu w internecie itd), a odpowiednie organy już teraz mogą się do nich zwrócić z prośbą o podanie danych osoby naruszającej prawo. Przede wszystkim trzeba zapewnić, ze nic się nie zmienia w kwestii dozwolonego użytku. Słowa klucze – analiza porównawcza.

W skrócie -rząd powinien to wszystko, od początku do końca, wytłumaczyć i nadrobić swoje błędy z okresu przygotowywania się do negocjacji/podpisania umowy, bo ewidentnie zabrakło udziału społeczeństwa w tym projekcie.

Skoro umowa “nic nie zmienia”/niewiele zmienia, to po co się nią wiązać?
Umowa jest podpisana przede wszystkim w interesie państw rozwiniętych i chroni ich interesy. Chodzi o związanie normami na poziomie ochrony Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej innych podmiotów międzynarodowych, zwłaszcza tych naruszających prawo własności intelektualnej. Jeśli zatem nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Przekonywanie/negocjowanie/narzucanie korzystnego pod względem prawnym porozumienia jest naturalnym narzędziem rozszerzania swoich wpływów.

Punkt 2 uzasadnienia:

“Mimo iż ACTA nie zmieni dorobku prawnego UE, ponieważ prawodawstwo UE jest
znacznie bardziej zaawansowane niż bieżące standardy międzynarodowe –
wprowadzi jednak nową międzynarodową normę, w oparciu o porozumienie TRIPS
Światowej Organizacji Handlu (przyjęte w 1994 r.). Umowa ta będzie zatem
korzystna dla unijnych eksportujących posiadaczy praw, działających na światowym
rynku i spotykających się obecnie za granicą z nieustannym i rozpowszechnionym
naruszaniem swoich praw autorskich, praw związanych ze znakami towarowymi,
patentami, projektami i oznaczeniami geograficznymi.”

Należy też podkreślić, że umowa może “coś zmienić” (a może nawet zmienia) w polskim prawie, jeżeli Trybunał Konstytucyjny – na wniosek – stwierdzi, że przepis ACTA (a jest tam przecież masa klauzul generalnych) jest w kolizji w stosunku do polskiej ustawy, a jednocześnie pozostaje w zgodzie z Konstytucją. Wszelkie kolizje – zgodnie z polską Konstytucją – należy czytać na korzyść ACTA i zapewnić pierwszeństwo stosowania przepisom umowy międzynarodowej.

Co jest skandalem?
To, że nikt właściwie nie interesuje się tym, co kryje się pod ACTA, a media zamiast do prawników, idą do polityków. Skandalem jest również, że politycy w Parlamencie Europejskich biorą dziesiątki tysięcy złotych za głosowanie, w które wkładają tyle intelektu, że można by było wyszkolić małpę, aby również bezmyślnie robiła to samo (klikanie przycisku bez czytania).

Niepokojące jest też to, jak wiele klauzul generalnych zostało wprowadzonych do tekstu. Nawet jeżeli jego autorzy nie chcieli naruszać prawa żadnych z państw wysoko rozwiniętych, zrobili to mimochodem, ponieważ znaczenie dokumentu zależy właśnie od sposobu operowania klauzulami generalnymi, a te można interpretować na różne sposoby. Z drugiej strony ma to też pewien sens, bo niektóre instytucje – oczywiste w naszym prawie – już takie w ustawodawstwie np. Maroka być nie muszą.


Czy na podstawie ACTA można będzie wprowadzić cenzurę lub utrudnienie obiegu informacji?

Nie, nie można będzie. Jeżeli jakimś cudem ktoś by to jakoś wyinterpretował (w co nie wierzę) to jest jeszcze polska Konstytucja i prawo europejskie, myślę że dość jednoznaczne w tej dziedzinie.

Czy protestujący ludzie dobrze robią?
Protesty są trochę na wyrost, ale bardzo dobrze, że mają miejsce, ponieważ młodzi ludzie podkreślają prawo do wolności w Internecie. Należy bardzo uważnie monitorować ustawodawstwo w kwestii przepływu informacji i wolności słowa w sieci. Jednocześnie rozumiem i podzielam oburzenie na temat braku przejrzystości w uchwalaniu tego dokumentu. Cóż, technika legislacyjna w naszym kraju nigdy nie rzucała na kolana i teraz zostały obnażone jej słabści.

Czy popieram hakowanie polskich stron rządowych?
Naprawdę urocza jest wojna między ministrem Sikorskim, a hakerami z Anomynous, ale to odbywa się na nasz koszt. Nieaktywność strony internetowej nie jest niedogodnością dla urzędników, a dla obywateli i dostępu do informacji publicznej. W dodatku za mało patriotyczne uważam cieszenie się z tego, że ktoś łamie polskie prawo i naraża państwo na kolejne koszty, bo jak państwo ponosi wydatki, to zgadnijcie kto za to płaci?

Daleko od pokoju na Bliskim Wschodzie

Brak komentarzy
źródło: topnews.in

źródło: topnews.in

W dniu dzisiejszym zapraszam do lektury kolejnego tekstu. Tym razem jest to esej poświęcony sytuacji na Bliskim Wschodzie, wskazujący główne problemy oraz proponujący sposób ich rozwiązania. Tekst będzie zamieszczony w publikacji z okazji pięciolecia istnienia Interdyscyplinarnego Koła Naukowego Dyplomacji i Prawa. Redaktorami tej książki są Piotr Sosnowski oraz Aleksandra Surma.

Tekst można przeczytać w pdf-ie tutaj. Miłej lektury!

P.S. Sesja i zima zaskoczyły mnie równocześnie, dlatego w najbliższych dwóch tygodniach mogę mieć problem z aktualizacją bloga, aczkolwiek pamiętam o nim! Szykuję coś na temat rosyjskich działań na Bliskim Wschodzie oraz o polskiej prezydencji. Tymczasem zapraszam również do śledzenia mnie na Twitterze oraz śledzenia bloga i komentowania na Facebooku.

Ile kosztuje atak na Iran?

3 komentarzy
źródło: topnews.in

źródło: topnews.in

Jeżeli Unia Europejska nałoży embargo na dostawy irańskiej ropy, to Iran zablokuje cieśninę Ormuz, a wtedy Amerykanie – używając słów amerykańskiego Sekretarza Obrony, Leona Panetty – ponownie ją otworzą. Tak wygląda najczarniejszy scenariusz na następne dni/tygodnie, równający się bezpośredniej konfrontacji  Oznacza to, że gdy ajatallahowie zechcą zamknąć cieśninę Ormuz, spotkają się z amerykańskim (i zapewne nie tylko) wojskiem, z którym nie mają większych szans.  Amerykanie na wojsko wydają najwięcej, są najsilniejsi militarnie, a także dysponują najnowocześniejszymi technologiami  O ile świat może pieścić się – i robi to od kilku ładnych lat – w sprawie programu atomowego, o tyle zatamowanie transportu przez Ormuz (a idzie tamtędy ok. 40% morskiego transportu ropy) musi spotkać się ze zdecydowaną reakcją i brakiem aprobaty przez niemal wszystkich uczestników życia międzynarodowego. To zresztą, ze strony Teheranu,  krok w rodzaju ataku Kamikaze – taktyka pt. utopić siebie i innych, bo irańskie okręty też tamtędy pływają. Prafrazując Talleyranda, zamknięcie cieśniny to gorzej niż zbrodnia – to błąd.

Kompletnie jednak zmienia się kontekst sytuacji. Czym innym jest tzw. atak prewencyjny, wymierzony w irańskie ośrodki nuklearne, niezgodny z prawem międzynarodowym, a czym innym odpowiedź na zamknięcie cieśniny Ormuz. Inna byłaby ocena społeczności międzynarodowej, sąsiadów Iranu, ludności muzułmańskiej, a także mediów. Kto wie, może nawet udałoby się uchwalić rezolucję RB ONZ? Wszakże taka blokada uderzyłaby również w Chińczyków, a i nawet Rosjanom ciężko byłoby tłumaczyć Persów. Amerykanie naturalnie wtedy mogliby zdecydować się na przekroczenie mandatu i zaatakowali również z powietrza, ale odbiór tego wydarzenia – ze strony świata – byłby już zupełnie inny. Irańczycy sami podają się na tacy, bo w przypadku konfrontacji morskiej są skazani na porażkę (ale mogą na jakiś czas zablokować ruch w cieśninie – starcia, miny, zatapianie statków etc), a jeżeli blefują – tym gorzej dla nich, gdyż tym razem prezydent Obama może powiedzieć “sprawdzam”. Irańczycy zagrali od początku swoją najmocniejszą kartą, zostawiając sobie ograniczone możliwości na przyszłość.

Iracka eskapada kosztowała Amerykanów około biliona dolarów. Kosztowna decyzja. Zastanówmy się jednak, “ile” kosztować (w znaczeniu bardzo szerokim) może atak na Iran. Mówiąc inaczej – czemu Amerykanie od tylu lat zastanawiają się nad atakiem na irańskie ośrodki nuklearne? Czym to grozi? Różnie można oceniać prawdopodobieństwo i skalę tych negatywnych skutków, ale analizując sytuację – niewątpliwie nie można od nich abstrahować i Biały Dom powinien zrobić wszystko, aby zminimalizować ryzyko pojawienia się poniższych problemów.

1. A co, jeśli się nie uda?
O to, że amerykańskie i/albo izraelskie samoloty poradzą sobie z lotnictwem irańskim można być spokojnym. Iran ma czym odpowiedzieć, ale nie będzie w stanie skutecznie się obronić.

Tylko że atak może okazać się nieskuteczny. Irańczycy porozrzucali po kraju około pięciu razy większym niż Polska, a część instalacji znajduje się głęboko pod ziemią. Ewentualny nalot może po prostu nie objąć wszystkich obiektów, co spowoduje jedynie kupienie krótkiego okresu czasu.

Inne pytanie brzmi – czy Irańczycy nie są na takim poziomie technologicznym, że będą w stanie szybko wyleczyć rany i wrócić do poziomu wyjścia? A jeśli okaże się – tak jak w przypadku Iraku – ze było to więcej hałasu niż zagrożenia?

Obama decydując się na atak z powietrza wie, że ewentualne niepowodzenia będzie niezwykle kosztowne w kampanii wyborczej. Starcia na morzu – w słusznym celu jakim może być odblokowanie cieśniny – to zupełnie inna piłka, którą trzeba będzie kopnąć, jeżeli Iran się nie cofnie.

2. Umocnienie władzy w Iranie
Pamiętacie protestujący Teheran po wyborach prezydenckich z 2009 roku? Władza bez większych problemów uporała się z rozbitą opozycją, ale mieliśmy do czynienia z kiełkowaniem społeczeństwa obywatelskiego, Bombardowanie może zatrzymać ten proces, ponieważ nuklearne ambicje nie są wymysłem tylko Chamaneia czy Ahmadineżada. Pierwsze prace – m.in. z pomocą francuską – przeprowadzał szach Reza Pahlavi. Ludność – ta sama, która nie ma perspektyw, musi walczyć z olbrzymią inflacją oraz bezrobociem – nie będzie przecież popierać bombardowania własnego kraju. Przy okazji władze znajdą sobie winnego swoich niepowodzeń gospodarczych..

Zmiana władzy mogłaby nastąpić tylko w przypadku operacji a’la w Libii (tylko kogo popierać w Iranie? Kurdów? Fundamentalistów?) albo w przypadku interwencji lądowej. Nie wiem, po jakiej wódce musieliby być Władimir Putin z Hu Jintao, aby dopuścić do takiej sytuacji. Interwencja lądowa oznacza problemy z poparciem międzynarodowym, ale również kolejną drogą eskapadę, na którą Amerykanów nie bardzo stać.

3. Problemy w Iraku i Afganistanie
W Iranie szyici stanowią 98% społeczeństwa, w Iraku – około 60%. W Iraku – po wycofaniu Amerykanów – mamy do czynienia z festiwalem fajerwerków, zamachami i wielką kłótnią polityczna, w ramach której wiceprezydentowi, sunnicie zarzuca się wspieranie terroryzmu, a on sam … ukrywa się u Kurdów. Iran posiada możliwość oddziaływania na sytuację w Iraku – przecież niestabilność Iraku była w dużej mierze sponsorowana przez Iran. Dochodziło nawet do bezpośrednich, amerykańsko-irańskich walk. Podsumowując – Iran może odpowiedzieć w Iraku, pogarszając niestabilną sytuację i wykorzystując część niechętnych Ameryce szyitów (i nie tylko) do zwalczania nowych władz, pozbawionych amerykańskiego oparcia militarnego. Pomijając już zupełnie inny aspekt – Iran był od zawsze mocno zaangażowany w psuciu Waszyngtonowi w Iraku (np. przerzucanie broni), ponieważ słaby Irak nie będzie zagrożeniem dla Teheranu.

Cóż, w Afganistanie są z kolei żołnierze NATO, głównie amerykańscy, i co prawda pomimo tego, że między Irańczykami, a talibami nie ma miłości, to zastosowanie znajduje zasada “wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. W Afganistanie jednak Teheran może mniej niż w Iraku. Amerykanie mogliby osłabić argument afgański, gdyby porozumieli się z talibami.

4. Bezpośrednia i pośrednia odpowiedź Iranu
Iran dysponuje zapleczem technologicznym, aby spróbować bezpośrednio odpowiedzieć. Tak, spróbować to odpowiednie sformułowanie, bo o ile nikt nie zarzuca rakietom irańskim, że daleko nie dolecą (np. do Turcji, do Izraela czy do baz amerykańskich na Bliskim Wschodzie), o tyle problemem może okazać się ich precyzyjność. Trochę mogliby się rozczarować, gdyby celowali w Tel Awiw, a trafili w Ramallah. W każdym razie Iran środki do odpowiedzi ma, w postaci m.in. rakiet Shabab.

Zupełnie innym problemem są możliwości pośredniego wspierania ataków – na przykład na Izrael. Przecież to Rada Strażników Rewolucji założyła i wyszkoliła w latach 80-tych, współrządzący obecnie w Libanie, Hezbollah. Oczywiście w bezpośredniej konfrontacji z Izraelem byłby bez szans, ale z pewnością udałoby się napsuć dużo krwi Izraelczykom na północy.

Iran dysponuje również wpływami w Hamasie, ale radykałowie – przynajmniej na tę chwilę – zmienili strategię i ogłosili, że są gotowi uznać granice z 1967 roku. Nietrudno jednak zgadnąć, że ewentualny atak na Iran – jednego ze sponsorów Hamasu – nie spotkałby się z aprobatą w dowództwie, o dołach już nie mówiąc.

5. Niezadowolenie i gniew ludzi na Bliskim Wschodzie
Amerykanie – łagodnie mówiąc – dobrego PR-u na Bliskim Wschodzie nie mają, a ewentualny atak lotniczy na Iran tylko pogorszyłby te notowania. To z kolei może grozić wzrostem poparcia dla ekstremistów i napędzaniem rekrutów do organizacji terrorystycznych działających w świecie muzułmańskim. Efektem byłby wzrost zagrożenia i kolejne osłabienie amerykańskiego “soft power”.

Tym ryzykują Stany Zjednoczone decydując się na atak militarny na program atomowy Iranu lub popierając takowy ze strony Izraela. Ryzyko jest olbrzymie, a zyski niepewne.  Inaczej będzie w przypadku blokady cieśniny Ormuz – wtedy Waszyngton będzie zmuszony do błyskawicznej reakcji, a świat usprawiedliwi starcie.

Opinia doradcza Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w/s Kosowa – glosa

Brak komentarzy
źródło: crossed-flag-pins.com

źródło: crossed-flag-pins.com

Zapraszam serdecznie do lektury mojej glosy poświęconej opinii doradczej Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie deklaracji niepodległości Kosowa. Jest to tekst naukowy, umieszczony w publikacji pokonferencyjnej “Rola Trybunału i Doktryny w prawie międzynarodowym” wydanej przez Interdyscyplinarne Koło Naukowe Dyplomacji i Prawa pod redakcją Piotra Sosnowskiego i Anity Garnuszek  Ten temat – w wersji publicystycznej – poruszałem też w artykule “Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości a samostanowienie Kosowa”.

Co stwierdził Trybunał? Jakimi argumentami się posłużył? Co to oznacza dla innych państw?

Artykuł naukowy “Opinia doradcza Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w/s Kosowa – treść, kontekst prawnomiędzynarodowy”   można przeczytać tutaj.

Prognozy na 2012 rok

Brak komentarzy
źródło: fakt.pl

źródło: fakt.pl

Z okazji zbliżającego się końca roku, a zatem i początku następnego, postanowiłem pobawić się w prognostyka. Swoje prognozy opublikowali już m.in. korespondenci BBC, tradycyjnie robi to też brytyjski tygodnik “The Economist”.

Zaznaczam jednak, że to raczej zabawa, ponieważ świat zmienia się w przeciągu sekundy i ciężko prognozować na tydzień do przodu, a co dopiero na rok. Kto by przypuszczał rok temu w grudniu, że Mubaraka i Kaddafiego z nami już nie będzie?  Zastrzegam, że w prawie wszystkich sytuacjach ciężko o jednoznaczną odpowiedź, a najlepsza byłaby warunkowa odpowiedź “zależy”, ale zaryzykujmy!  W każdym razie, wzorem mojego idola, wróżbity Macieja, rozpoczynamy prognozowanie.

1. Kto wygra prawybory Republikanów w Stanach Zjednoczonych?
Mitt Romney.

2. Kto wygra przyszłoroczne wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych?
Barack Obama Na dziś wygląda, jakby znajdował się na straconej pozycji i zawiódł swoich wyborców z 2008 roku, ale prezydent Obama dużo lepiej czuje się w kampanii, a jego przeciwnicy lepszy wynik otrzymaliby, gdyby występowali pod imieniem “Nie” i nazwiskiem “Wiadomo”. Pamiętać jednak należy o tym, jak dynamiczna jest amerykańska kampania, więc to ostrożna prognoza.

3. Kto wygra przyszłoroczne wybory w Rosji?
Sensacja. Władimir Putin, ale … jeżeli wybory będą “w miarę” uczciwe to nie uzyska 50% w pierwszej turze.

4. Czy powstanie niepodległa Palestyna?
Nie. Nawet jeżeli dojdzie do rozmów, zakończą się fiaskiem.

5. Czy Stany Zjednoczone i Izrael zaatakują Iran?
Scenariusz niewykluczony, ale raczej nie. Zbyt duże ryzyko, a prezydent Obama ma do przegrania nie tylko stabilność regionu, ale również reelekcję.

Temat zresztą nie jest “świeży”, gdyż przykładowo…

21.09.2004
„Tymczasem izraelskie media informowały wczoraj, że Ameryka sprzedaje Izraelczykom 500 “bunker bursters”, czyli ważących 2,2 tys. kg bomb, które niszczą podziemne cele, przebijając się przez nawet dwumetrowe ściany bunkrów. – Te pociski są nam potrzebne tylko przeciw irańskim fabrykom broni. W Syrii czy Strefie Gazy nie ma dla nich celów – pisali eksperci..(…)
Choć zatrzymanie irańskiego programu atomowego za pomocą bombardowań jest o wiele trudniejsze, to nie można wykluczyć, że i tym razem Izrael ucieknie się do ataku wyprzedzającego – mówi “Gazecie” prof. Gerald Steinberg z Centrum Studiów Strategicznych Begin-Sadat w Tel Awiwie” – wyborcza.pl,

1.07.2008
„Amerykański Departament Obrony poważnie obawia się, że Izrael może przed końcem tego roku zaatakować z powietrza irańskie instalacje nuklearne, co miałoby ogromne, groźne konsekwencje dla USA i całego świata – podała telewizja ABC News. (…)

Jak podaje telewizja ABC News, niektórzy przedstawiciele Pentagonu obawiają się również, że Izrael może zaatakować, zanim władzę w USA obejmie nowy prezydent, który może w mniejszym stopniu popierać Izrael..(…)” – wp.pl za PAP

21.09.2009
„Szef armii Izraela gen. Gabi Aszkenazi powiedział w poniedziałek, że jego kraj dopuszcza wszelkie możliwości działania w sprawie irańskiego programu nuklearnego. Wcześniej wiceszef MSZ Dany Ajalon oznajmił, że Izrael nie zrezygnował z opcji militarnej odpowiedzi na irański program.” – fakty.interia.pl

6  Co z paktem fiskalnym wynegocjowanym na szczycie Rady Europejskiej?
Rozpocznie się procedura ratyfikacyjna i wielka wojna dotycząca drogi dochodzenia do poszczególnych parametrów makroekonomicznych (np. deficytu w wysokości 3% PKB). Niemcy w charakterze złego policjanta.

7. Czy Irak się ustabilizuje?
Nie.

8. Czy stosunki izraelsko-tureckie ulegną poprawie?
Nie.

9. Czy prezydent Assad utrzyma się u władzy w Syrii?
To zależy od tego, czy w pierwszych miesiącach roku stłumi powstanie – jeżeli nie to albo ustąpi albo skończy podobnie jak Kaddafi. W samej Syrii zapowiada się na eskalację konfliktu, a swoje do powiedzenia mają również sąsiedzi i Liga Państw Arabskich.

10. Czy strefa euro wytrzyma 2012 rok?
Tak, ale przyszły rok okaże się przełomowy. Zadecyduje o tym, czy wspólna waluta się utrzyma czy nie…

Jednocześnie chciałbym życzyć wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku i udanej imprezy sylwestrowej! Dziękuję za kolejny rok czytania mojego bloga, komentowania i merytorycznej dyskusji.

O tym, co rządzi polityką międzynarodową – pragmatyzm, handel, kalkulacja…

4 komentarzy
źródło: polskieradio.pl

źródło: polskieradio.pl

Od dawna trwa dyskusja o tym, jakie wartości powinny kierować polityką zagraniczną państwa. W Europie i Stanach Zjednoczonych przekonuje nas się, że powinny być nimi m.in. solidarność i krzewienie idei praw człowieka a wręcz, naprawianie świata. Przeciętny Amerykanin naprawdę wierzy w to, że jego kraj jest policjantem stojącym na straży globalnego porządku, reagującym w razie potrzeby, równocześnie zapominając o cywilnych ofiarach różnorodnych “sprawiedliwych wojen”.  Pomyłka – zarówno Amerykanie jak i Europejczycy angażują się tylko wtedy, gdy mają w tym interes. Prawa człowieka, zbawianie świata służą jedynie za narrację – niezwykle wygodną, bo łatwą do zaakceptowania z punktu widzenia demokratycznych społeczeństw. To lekcja dla polskich polityków, którym niekiedy nadal zapominają, że koncepcja Mesjasza Narodów jest stworzona przez polską literaturę, a nie myśl polityczną.  Spójrzmy na Koreę Północną po śmierci Kima. Politycy rosyjscy, amerykańscy, południowokoreańscy i chińscy wręcz z radością przyjmują informację, że sytuacja wydaje się pod kontrolą i wojsko wraz z Kim Dzong Unem powinno utrzymać w ryzach ten jeden, wielki obóz koncentracyjny.

Pragmatyzm, pragmatyzm…
Dyskutować powinniśmy o tym, co jest w naszym interesie narodowym, a niekoniecznie o słuszności danych rozwiązań. Interwencja w Iraku – czy to z udziałem Polski czy bez – i tak by się odbyła. Identycznie sytuacja przedstawia się w Afganistanie. Wygląda na to, że nasi żołnierze pojechali na wojnę w zamian za obietnice bez pokrycia, a nie weksel in blanco. Trudno mi zatem zdobyć się na krytykę polskiego rządu za brak udziału w “Świcie Odysei”, bo i tak to nie my będziemy rozdawać tam karty. Jednocześnie – na przykład – trzeba pamiętać o tym, że kompletnym nonsensem byłoby natychmiastowe wycofanie wojsk z Afganistanu, w wypadku, gdy mamy już przygotowany harmonogram wyjścia.

Nie dlatego, że Polacy mają misję, obowiązek itd, bo to argumentacja aksjologiczna, którą można jedynie się podeprzeć. Chodzi o maksymalizację zysków z tej inwestycji. Pragmatyczne i brutalne, ale szczere. Wysyłanie wojsk w ramach NATO ma jedną zaletę – buduje naszą pozycję w organizacji. Ustaliliśmy już, że Polska nie zyskała na amerykańskich interwencjach, a zwłaszcza nie wzbogacił się polski podatnik płacący za to wszystko miliardy złotych. Jednakże – nie ma sensu w tym momencie pogarszać wypracowanej pozycji w NATO, a misja może posłużyć jako świetny argument przy następnych negocjacjach, pokazujących polską gotowość do poświęceń, oddanie i doświadczenie.

Identycznie sytuacja przedstawia się z pogrzebem byłego prezydenta Czech, męża stanu, bohatera historycznego, Vaclava Havla. Havel zasłużenie posiada własne miejsce w podręcznikach historii Polski, Europy i Świata. Nie mam słów, aby oddać to, jak odważnym był człowiekiem, gdy wielu bało się odezwać. Problem pojawia się jednak inny – polski prezydent po raz pierwszy, w czasie swojej kadencji, poleciał do Chin. Czy teraz powinien przerywać swoją wizytę, rzucić wszystko i przylecieć na pogrzeb? Oczywiście – prezydent Havel na to zasłużył, ale … nie jest to w polskim interesie. Polacy muszą się zastanawiać, w jaki sposób zmaksymalizować zyski z handlu z Chinami, bo obecny bilans handlowy jest tragiczny. Z punktu widzenia polskiej racji stanu dużo ważniejsze są potencjalne pieniądze, które będzie można zarobić, aniżeli udział w pogrzebie bohatera, niebędącego już czynnym politykiem. Smutne, ale taka jest polityka międzynarodowa i trzeba wybrać, co jest ważniejsze. Wysłanie Lecha Wałęsy – przynajmniej pod względem PR-owym – pozwoli zminimalizować straty na polu środkowoeuropejskim, na którym również potrzebujemy sojuszników z powodu turbulencji w Unii Europejskiej.

Uczyć się od najlepszych
Słusznie zauważa Andrzej Szczęśniak w artykule napisanym na łamach bloga “Dyplomacja” na temat polskiej porażki w kwestii “Nord Streamu”:

“(…)Więc cóż, nasi politycy, co to nie wiedzą, że polityka to jeden wielki handel, i żeby cię szanowali, musisz się drogo wycenić, nic nie dostali (bo nie chcieli), i zostali sami na polu walki.(…)”

Dokładnie. Polityka to jeden, wielki handel i – dodałbym – kalkulacja. Nie dlatego powinniśmy ratować strefę euro, bo jesteśmy tak wspaniałomyślni, ale ze względu na powiązanie sytuacji w np. Niemczech czy Francji, z polskim rozwojem gospodarczym i modernizacją kraju. Pisałem o tym w ostatnim artykule pt. “Refleksje na temat szczytu Rady Europejskiej”. Identycznie z “Nord Streamem” – skoro nie byliśmy w stanie się przeciwstawić, trzeba było się do niego podłączyć.

Najwygodniej byłoby uczyć się na błędach cudzych, a nie własnych, lecz jest już niestety za późno. Pamiętacie historię z kandydaturą ministra Sikorskiego na Sekretarza Generalnego NATO? Komedia. Polska nie decyduje się wystawić kandydata, ale chce, aby o nim mówiono jako o kandydacie, rząd wydaje dziecinne instrukcje negocjacyjne, a prezydent i tak robi według własnego uznania, czyniąc słaby plan beznadziejnym. Wykluczyliśmy się z rozgrywki, zanim jeszcze do niej doszło.

Reorientacje w polityce są bardzo ważne. Turecki przykład uczy, że zawsze jest wybór. Skoro Unia Europejska nie chce Ankary, to Ankara może w odczuwalny ochłodzić stosunki nie tylko z Brukselą, ale również ze Stanami Zjednoczonymi i czekać na dalsze propozycje (pieniądze za …).  Jednocześnie dyplomatycznie kopiąc się z Izraelem oraz układając z Iranem, budując tym samym alternatywę. Premier Erdogan może śmiało swoim zachodnim partnerom przedstawiać różne alternatywy, a sam ma swoje atuty w postaci położenia geograficznego. My z kolei mamy reorientację – w kwestii białoruskiej – co pół roku. Raz chcemy nakładać zakazy wyjazdowe i izolować gospodarczo Białoruś, a chwilę potem nasza prokuratura udziela pomocy prawnej w sprawie Alesia Bialackiego, a nasi politycy oferują wielomiliardową pomoc. Cóż zrobi prezydent Łukaszenka? Pobiegnie do sklepiku w Moskwie i spyta, ile dają Rosjanie. bo Europa tyle i tyle… Trzeba się zdecydować – czy zwalczamy Mińsk jako Unia Europejska z pełną mocą i czekamy aż to oni do nas przyjdą, albo akceptujemy Mińsk ze wszystkimi patologiami, jakie są i próbujemy przeciągać ich na naszą stronę, powoli szykując grunt do pozbycia się prezydenta Łukaszenki.

Element historyczny powinien pełnić funkcję pomocniczą w polityce zagranicznej. Wiemy, co się działo w przeszłości, walczymy o pamięć, zachęcamy do wspólnych inicjatyw, badamy historię i wyciągamy z niej wnioski, ale to nie jest najważniejsze. Dużo bardziej cenię wzrost obrotów handlowych w stosunkach polsko-rosyjskich niż kolejne kilka tomów akt przekazanych Polakom w/s Katynia. Oczywiście – Rosjanie powinni nam je oddać, ale ważniejszy jest interes – w tym gospodarczy – tu, teraz i w przyszłości, aniżeli długie zużywanie sił na walkę o historię, której przebieg akceptujemy zarówno my (uchwała Sejmu RP), jak i Rosjanie (uchwały Dumy) oraz awantura w Polsce – czy mamy do czynienia ze zbrodnią wojenną czy ludobójstwem.

Dlatego polityką zagraniczną rządzą interesy poszczególnych graczy, a celem dobrej dyplomacji jest ich określenie i realizacja. Mechanizmy działania nie są zbyt skomplikowane – można przekonywać (w tym przekupywać), można też straszyć, należy szukać (i pozyskiwać) partnerów z podobnymi problemami lub celami. Sojusze są często bardzo dynamiczne, ze względu na względu na dużą liczbę zmiennych i kalkulacje polityczne. Konfrontacja militarna w XXI wieku jest w Europie nieopłacalna, ale gospodarcza – jak najbardziej.

Polityka zagraniczna to pragmatyzm, handel i kalkulacja polityczna, połączone z elementami słuszności w charakterze narracji, a nie na odwrót. Akceptują to Amerykanie, Rosjanie, Chińczycy, Niemcy, Rosjanie, Irańczycy i Turcy. Pora, aby zrozumieli też to Polacy.

Flobens Saraci: Albanian paradox in politics

Brak komentarzy
źródło: wikipedia.org

źródło: wikipedia.org

Zapraszam do lektury gościnnego tekstu poświęconego Albanii, a w szczególności jej historii oraz teraźniejszości. Autorem jest albański dziennikarz, Flobens Saraci.

————————————–

Albania is a southeastern post communist country which had its challenges and difficulties in its long transition to become e democratic one , and become part of European and western organizations and alliances . There has been of course a great progress in many fields and Albania had the fastest economical growth after China while the western countries where struggling with the enormous crisis . Still there is a lot to do . After becoming a member of Nato Albanian application to become a candidate for the membership into the UE was denied from the European family cause Albania didn’t furfill the UE’s expectations . The main cause was the political climate in general and especially the political two years lasting crisis which recently ended up with an agreement .

Albania was occupied for more than four hundred years from the Ottoman Empire , then had a period between two World Wars ruled by king Zogu I , wich in reality were the first democratic years to a certain degree. After the World War II communists came into power and in few years they isolated the country from all the world . Albania after the invasion of Czechoslovakia by the Soviet Union , stopped being a member of the Warsaw Pact and isolated itself totally . Massive prisons were built and a regime of terror was applied in the whole country . The main goal of the communists who later changed the name of their party into “The Working Party of Albania “ (PPSH in original) , were focused mostly into building a strong and resistant army , especially after the four day war with Russia in the strategic peninsula of Karaburun .

After the death of Enver Hoxha , the Albanian dictator for four decades , a wind of changes started to take place , of course helped by changes in the eastern Europe , starting from Poland. The Albanian rulers of those five left years till the falling of communism felt that they could not hold on any more , taking in consideration that the long isolation and the huge investments in the military had left the country almost bankrupt and the nation in a very poor situation . There were riots in every city , and with less blood than in Romania, communism finally fell.

Albanians being enthusiastic that are finally free , massively joined under the new born party “The Democratic Party “ (PD ), which took power in 1992 after the contested election of 1991 which communists manipulated . “The Working Party of Albania “ very rapidly changed its name into “ The Albanian Socialist Party “ (PS) in order to restore its reputation and to have another image . In reality nothing changed . Communists were not only members of the now reformed Socialist Party but some of them even joined the Democratic Party with the hope that they wouldn’t be judged for their crimes . In fact they were right , none of them faced a court .
The now supposed democratic regime of Albania was a hope in the first years . The President of that time Sali Berisha (who now is the actual Prime Minister of Albania) started to build a strong regime , based on almost the same tactics of the communist era but with a western orientation in his philosophy. Anyway his rivals were arrested and sometimes even violated by the Intelligent Service(SH.I.K) or the police. He allowed pyramid schemes to take place and a lot of other frauds which made possible the collapse of the Albanian economy and led to a revolution , (which by nowadays informations was helped as well by the intelligent services of neighbouring countries ) which made possible overthrowing him from the power . Elections were held and the Socialist Party won.

People were aware that the same figures who they voted were the same ones who in the 90’ threatened them , sent the army and the police to kill them and hold on communism regime . Still they seemed to not care . The Socialist Party started to change things , but implemented a massive corrupted sytem in politics and in every other dimension of the the government and social life . Many exponents who had had in the past connections with the organized crime were becoming important political exponents within the party . Big companies and wealthy individuals started to get strong support from the party in power wich isn’t the philosophy of a left wing political force . The Democratic Party felt the unrest which was taking place in the common ordinary people , and very fast , even why a self-proclaimed as a right wing conservative party changed its programme into a social one . The balance was broken . Albania got a conservative party which was being socialist and liberal , and a liberal-left wing which was in power and had built an oligarchy were the rich were getting even richer .
As if it wasn’t enough , the people who were working in high ranks were actually mediocre in every possible meaning .

In 2005 elections the citiziens of Albania went out to vote in large numbers . The Democratic Party had based its campaign on the fact that they had reformed and admit the mistakes they made in their four years rule and they wouldn’t repeat any of them . People were skeptical but still tired of the communism which the ex-communists had implanted for eight long years .
The Democrats won . With a lot of energy and will to change things as soon as possible in the first two years their electorate grew in a considerable way . Progress was really visible .
In the years to come though , The right wing Democratic Party of Albania which promised in its campaign to have a social philosophy , started to be conservative again .

Meanwhile the leader of the Socialist Party Fatos Nano , who actually was a prime minister even in the last years of communism , retired from his post after loosing the elections of 2005. His place was taken by the Mayor of Tirana at that time Edi Rama . With a very charismatic character and popularity among people , he was seen as the hope of the Socialists. The Democrats started to loose some of their supporters due to the new leadership of the socialists who among all was chosen two times in a row as the best mayor of the world.

However , in the elections of 2009 the Democrats won again . The Socialist Party of Albania went into massive protests, boycotting of the Parlament , hunger strikes and so on . Their point was that the Democrats had massively manipulated the elections. The European Council sent several negotiators of the highest rank but with no result at all . The gap between two camps grew more . The socialists even why still have among them the same wealthy people who used to rule before 2005 , turned back again into a left wing philosophy . Most probably in order to grow their electorate seeing that the unrest is growing again between the people . It still didn’t give the expected result they were willing to have . No extraordinary elections were held.
After two years , in order to get the Candidate Status to join the UE , both sides sat down and wrote an agreement .Socialists turned back to the Parlament of Albania in order to vote the laws which need three-fifths ratio ,which are very vital in the road to reforms in many fields and , which would open a door to the UE.
Still the climate doesn’t seem to be perfect. The Albanian philosopher Artan Fuga explains the situation by analyzing a very old Albanian myth .

Three brothers used to build a castle by day , which would be destroyed by itself at night , and this was going for years and years and they didn’t know what to do . Finally one morning as they were rebuilding the castle again an old man from far away comes and tells them the solution. The solution was harsh . One of their wives had to be in the column of the castle cause mythological gods wanted a sacrifice . They started to argue and promised that the wife that will bring the lunch to them would be the sacrifice and they wouldn’t tell them in the evening .So one of the wives would be chosen by destiny so it would not be a conflict between brothers. The two eldest brothers could not handle it and told their wives . The young one kept his promise. So his wife became the sacrifice cause the two others knowing what is going on sent her to the castle . The castle stands nowadays , and its called Rozafa Castle who according to the myth was the name of the youngest brother’ wife. According to Fuga the old man in the story are the foreigners , the two eldest brothers are the politicians and the rulers , and the one who is doing the sacrifice is the symbol of the people and citiziens .
And I can not agree more .

Flobens Saraci has worked as a journalist , reporter and writter for several years . He has been reporting from Iraq in 2006 and later on from Georgia . He has studied journalism in the Tirana University for one year and then in Warsaw University, for another 2 years , where is now studying International Relations . He speaks fluently in six languages and still writes for different newspapers abroad.

Refleksje po szczycie Rady Europejskiej

5 komentarzy
źródło: tokfm.pl

źródło: tokfm.pl

Problem został “ruszony”, ale nadal nie jest rozwiązany. Szczyt Rady Europejskiej pokazał, iż państwa UE są zdeterminowane, aby ratować euro, ale brukselskie ustalenia to nie cudowny lek na całe zło, a co najwyżej wypisana recepta, być może niewystarczająca, którą trzeba będzie zastosować. Zagotowało się w Wielkiej Brytanii, bo Dawid Cameron postanowił nie wchodzić w tzw. pakt fiskalny, co spotkało się z krytyką niektórych mediów oraz jego koalicyjnego partnera, liberalnego Nicka Clegga. W poniedziałek premier Cameron tłumaczył się przed Izbą Gmin.

Polska to nie Wielka Brytania
Politycy i media oceniając szczyt zapominają o tym, że Warszawa to nie Londyn i mamy kompletnie inną perspektywę. Mówiąc brutalnie – Wielka Brytania poradziłaby sobie bez Unii Europejskiej, ale Polska – ad. 2011 – już nie. Powtórzę teraz banał, ale Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej jest państwem bogatym, chroniącym swoje posiadanie, stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ a Polska to kraj na dorobku, którego celem jest wzbogacenie się, rozbudowa infrastruktury, podwyższenie średniego poziomu życia, likwidacja biedy itd, ale jednocześnie niemający się czego wstydzić.

Na początku odrzućmy wiarę w to, że ktokolwiek podejmuje działania w Unii Europejskiej z miłości i braterstwa. Propagandowo to interesujące argumenty, ale zarówno Niemcy, Polacy, Brytyjczycy, Francuzi, Czesi, Hiszpanie, Włosi, Grecy etc kierują się kalkulacjami politycznymi. Jesteśmy solidarni, gdy jest to korzystne z naszego punktu widzenia – np. daje nam to gwarancję, że jak nam się powinie noga, to inni również wyciągną do nas rękę. Gdyby bankructwo zabolało tylko upadającego to nie chciałbym być premierem Grecji, Hiszpanii czy Włoch.

Postawę premiera Camerona można rozpatrywać z dwóch pozycji. Jedna z nich, ta zastosowana przez konserwatystę, zakłada iż Zjednoczone Królestwo jest państwem w 100% suwerennym i Londynowi nie zależy na silnej Unii i wykraczaniu poza jednolity rynek. To stanowisko postuluje nieoddawanie poszczególnych kompetencji – zwłaszcza tych związanych z budżetem i podatkami – na poziom ponadnarodowy. Zgoda na ingerencję oznacza, przynajmniej częściową, dobrowolną utratę kontroli, a to z kolei nie jest w interesie Wielkiej Brytanii – przekonuje premier Zjednoczonego Królestwa. Jest to nielogiczne? Absolutnie nie.

Można też przekonywać w drugą stronę – Brytyjczycy sami skazują się na izolację, bo 26-stka będzie szła do przodu bez oglądania się na Londyn i jego City. Jeżeli Londyn nie chce być w silnej Europie, to Europa będzie próbowała stać się silna bez udziału Londynu. Cameron zamiast zyskać na znaczeniu w Unii, doprowadził do marginalizacji swojego państwa – i to w momencie, w którym Zjednoczone Królestwo nie jest wszechpotężnym imperium rządzącym na morzach i oceanach. Ciekawe, kiedy powróci kwestia rabatu brytyjskiego, wartego kilka miliardów euro rocznie? Czy ta argumentacja również nie brzmi sensownie? Brzmi. Cameron ma więc swoją rzeczywistość i dwie ścieżki, którymi może podążyć. W Wielkiej Brytanii wrze…

Jako iż nie sposób porównać interesów brytyjskich, położonych w części “poza Europą”, oraz polskich, będących głównie w Unii Europejskiej, bezpośrednie zestawianie Camerona z Tuskiem jest upraszczające i populistyczne, bo to tak jakby rozważać, czy lepszy jest LeBron James (koszykarz), czy piłkarz Leo Messi (piłkarz). Obaj mają inne warunki do gry, inne zasady rządzą ich dyscyplinami i posiadają kompletnie odmienne ograniczenia. W zależności od okoliczności – interes narodowy Polski może być zbieżny, sprzeczny albo neutralny w stosunku do interesu narodowego brytyjskiego, ale nie można stawiać między nimi znaku równości, a taką optykę proponują nam niektórzy uczestnicy życia publicznego. Dyskutujmy o decyzji Polski pod kątem polskich realiów, nie brytyjskich.

Polskie realia
Skoro Brytyjczycy się zastanawiają, czy mogą sobie pozwolić izolacjonizm, to wiem jedno – na pewno nie stać na niego Polaków. Podpisując Traktat Akcesyjny zawarliśmy małżeństwo, trochę z miłości, trochę z rozsądku. Jego istotą jest zasada, że Polska otwiera swój – największy z państw nowej UE – rynek dla państw zachodnich, dzięki czemu mogą zwiększyć eksport i inwestować nad Wisłą, a w zamian Polacy otrzymują otwarte granice, miejsca pracy i miliardy złotych na modernizację kraju, co jest korzystne dla bogatych państw z dwóch powodów. Po pierwsze – infrastrukturę buduje się także dla nich, a po drugie, jak podkreśla minister Bieńkowska, duża część z każdego wydanego euro wraca na Zachód. Układ biznesowy.

Ze względu na nasze położenie geograficzne nie mamy również gdzie uciekać w przypadku izolacjonizmu. Polska granica wschodnia jest przecież granicą zewnętrzną UE. Rosyjsko-niemiecki uścisk byłby dopiero wtedy mocno odczuwalny, gdyby Republika Federalna Niemiec była poza Unią Europejską i na kontrze do nas (prawdopodobnie też Francuzów) próbowała odbudowywać swoją pozycję. Jest to możliwe i niebezpieczne dla nas tylko w przypadku jednego scenariusza – rozpadu Unii Europejskiej. Polskie postulaty wewnątrz UE to nie przypadek – rozszerzenie na wschód ma spowodować przesunięcie Polski bliżej centrum, a wspólna polityka energetyczna – na razie ledwie sen – służyłaby jako gwarant bezpieczeństwa. W perspektywie kilkudziesięciu lat do Unii powinna dołączyć również Rosja – wtedy oprócz zaplecza technologicznego, mielibyśmy również zaplecze surowcowe. Na dziś to oczywiście fantastyka.

Polska nie jest wyspą, więc nie może się zachowywać, jakby była schowana za Kanałem La Manche. Jako jednak, że nasza gospodarka jest mocno związana z euro, możemy oberwać rykoszetem. Czy to w wyniku kryzysu, czy też gdy padnie propozycja “oszczędzajmy na funduszach”…. Parafrazując jednego z bohaterów filmu “Chłopaki nie płaczą”, zapytamy wtedy, gdzie jest nasze 300 miliardów?

Niewielki koszt dla Polski
Pakt fiskalny nie rozwiązuje problemu zadłużenia, sięgającego bilionów euro. Nie obudzimy się w kwietniu w innej rzeczywistości. To jednak krok naprzód, jeden z kilku, które należy uczynić. Rozwiązanie ma spowodować, że państwa nie będą miały możliwości życia ponad stan połączonego z bezmyślnym zadłużaniem się.

Jakie mieliśmy alternatywy? Mogliśmy nie przystąpić, oszczędzić – do 10 miliardów euro – rezerw walutowych, zabezpieczających w pewnej części naszą walutę, wyizolować Polskę i nie gwarantować spełnienia kryteriów fiskalnych (przy czym 60% relacji dług publiczny-PKB jest u nas konstytucyjnie zapisany, więc zostalibyśmy z tym przepisem jak Jan Himilsbach z językiem angielskim).

Podpisanie paktu fiskalnego dużo Polskę nie kosztuje, ponieważ pieniądze z NBP idą jako pożyczka (nie mylić z bezzwrotną pomocą) do Międzynarodowego Funduszu Walutowego, a przecież tych środków i tak nie wrzucilibyśmy do budżetu (np. na drogi), bo nie takie byłoby ich zastosowanie. Tracimy część środków do interwencji walutowej, co oczywiście może osłabić złotego. Należy też przypomnieć, iż obniżenie deficytu poniżej 3% jest planem na najbliższe lata rządu, który chwali się, że do 2015 doprowadzi “dziurę budżetową” do poziomu 0% (chciałbym to zobaczyć).

Zaboleć by nas mogło, gdyby Unia chciała ujednolicić na całym swoim terytorium wszystkie podatki. O tym się wspomina, lecz na to na pewno nie będzie zgody wśród państw UE. A tak to możemy tylko współczuć tym państwom, które 60% długo do wartości PKB minęły jakieś 20-30% temu, bo to one, a w szczególności ich mieszkańcy, najmocniej odczują doprowadzenie do stanu spełniania w/w kryteriów. W tym przypadku to nie Polska musi się dostosowywać do wymogów, a inne państwa członkowskie Unii Europejskiej.

Nie ma róży bez kolców
Tymczasem jednak państwa optujące za paktem fiskalnym będą miały do rozgryzienia kilka niecierpiących zwłoki problemów.

Po pierwsze, rację ma Cameron, kiedy mówi, że zadaniem Komisji Europejskiej nie może być nadzór i poprawianie budżetów, ponieważ to instytucja unijna (a więc po części też brytyjska), której – bez zmiany traktatów – nie sposób nadać takiej władzy. Państwa-sygnatariusze powinny sobie do tego powołać nowy organ, a jaki nowy organ, to zaraz pytanie o jego skład i niezależność.

Po drugie, należy być sceptycznym, co do okresu, w którym państwa dostosują się do wymogów. To ponownie będzie przedmiotem targów. Włosi? Grecy? Irlandczycy? Hiszpanie?

Po trzecie, na spłatę długów brakuje po prostu pieniędzy i 200 miliardów euro poprawi sytuację, ale jej nie naprawi. Ten parasol starzy na lekki deszcz, ale już nie na ulewę.

Po czwarte – prawdopodobnie najważniejsze – znamy tylko parę szczegółów i musimy wykazać cierpliwość, bo wiemy obecnie niewiele. Trudno wypowiedzieć się na temat skuteczności ustaleń, których nie znamy. Kto i jaką karę nałoży? Jaki mechanizm powstrzymujący? Czy ten ponadnarodowy organ będzie miał tylko kompetencje do kontroli, czy też będzie mógł wprowadzać poprawki do budżetów? Dużo pytań.

Po piąte, w Polsce będzie gorąco, bo na dzień dzisiejszy – w związku z nieznajomością tekstu prawnego przedstawionego na szczycie – nie wiadomo, czy będzie tu umowa międzynarodowa, na której ratyfikację należy uchwalić w drodze ustawy, czy umowa międzynarodowa przekazująca część władzy organów państwowych na szczebel ponadnarodowy (np. obligatoryjne poprawianie polskiego budżetu). Różnica jest kolosalna, bo w pierwszej wersji, do ratyfikacji, wystarczą głosy koalicji PO-PSL, a w drugiej – sprzeciw PiS-u i SP powoduje, iż dokument można wyrzucić do kosza. O trybie ratyfikacji zadecyduje .. Sejm bezwzględną większością  głosów. Teoretycznie tutaj jest pole manewru dla rządu, aczkolwiek nie chciałbym być w jego skórze, gdyby traktat rzeczywiście przekazywał część naszej suwerenności, a parlament głosowałby w trybie art. 89 Konstytucji (zgoda wyrażona w ustawie) i zdecydował głosami koalicji.

Po szóste, państwa spoza strefy euro muszą zastrzec w traktacie, że skoro nie mają prawa głosu, to ponadnarodowy organ nie może wydawać wobec nich wiążących decyzji. Inaczej będzie to od początku nierówny układ. Można też umówić się w drugą stronę – zgodzimy się na ponoszenie konsekwencji, jeżeli dostaniemy głos.

Ciąg dalszy nastąpi
Oczywiście, do tematu paktu fiskalnego będę z pewnością jeszcze powracał. Na razie jednak uzbroimy się w cierpliwość, bo jak uczą agencje raitingowe – czasami lepiej powiedzieć dwa słowa za mało niż za dużo. Dyscyplina budżetowa to dobry krok, ale to – przypominając brytyjskiego premiera, Winstona Churchilla – dopiero koniec początku.

Unia Europejska – szukając wyjścia z lasu

4 komentarzy
źródło: gover.pl

źródło: gover.pl

Niewiele jak do tej pory wiadomo o propozycji Angeli Merkel i Nicolasa Sarkozy’ego przedstawionej w ostatnich dniach i mającej na celu uratowanie strefy euro, a może i całej Unii Europejskiej. Generalnie Europa znalazła się, w głównej mierze dzięki włoskim i greckim przewodnikom, w lesie, z którego teraz intensywnie szuka się wyjścia.

Którą drogą iść?
Jeżeli chcemy wyjść z tego niebezpiecznego lasu, musimy zadecydować, którą z dróg chcemy pójść. Problemem Unii Europejskiej jest, że jednocześnie wymaga się od niej skutecznej polityki finansowej czy zagranicznej, dając jej słabe narzędzia, a na wykonawców – zapewne nie przez przypadek – zatrudniając ludzi bez charyzmy i z mało przekonywującą przeszłością (Barroso, von Rompuy, Ashton). Pierwszą rzeczą, nad którą musi się zastanowić Europa jest kwestia ścisłości integracji.

Obecnie Wspólna Polityka Zagraniczna i Bezpieczeństwa to fikcja i ogranicza się do nawoływań, protestów, sugestii etc i ignorowania tego stanowiska przez poszczególnych uczestników międzynarodowego teatru. Jednocześnie nie mogę sobie wyobrazić, aby Niemcy, Francuzi, Brytyjczycy, Włosi, Hiszpanie i Polacy mogli mieć w kwestii np. Libii czy Białorusi, identyczne stanowisko. Kończy się więc na zawieraniu kompromisów, które powodują, iż UE każdy problem próbuje ugryźć jakby z wybitymi zębami i bez pazura. Oddanie spraw zagranicznych w ręce Unii jest więc nie tylko nie w interesie Polaków, ale również pozostałych państw. Równocześnie należy pamiętać o zagrożeniu dla naszej pozycji. Unia Europejska, niebawem, będzie mogła odgrywać poważną rolę w świecie tylko wtedy, jeśli będzie w stanie skutecznie reagować i błyskawicznie podejmować decyzje. W obecnych warunkach traktatowych jest to niewykonalne. Kwestia decyzji – czy zapewniamy sobie prawie 100% suwerenność w zakresie decyzji o polityce zagranicznej, czy część tej suwerenności oddajemy na poziom europejski. O ile teraz dominuje pogląd, iż każdy sobie rzepkę skrobie, o tyle w perspektywie około 10 lat, w zmieniających się okolicznościach, może to ulec modyfikacji.

Inaczej nieco jest ze wspólną walutą i budżetem, ale działa podobny mechanizm. Jeżeli chcemy, żeby to skutecznie funkcjonowało, musimy zapewnić gwarancję wypełnienia kryteriów konwergencji (odpowiednia inflacja, wysokość stóp procentowych, deficytu budżetowego, długu w stosunku do PKB itd) nie tylko wobec kandydatów do strefy, ale także jej członków czy też – jak proponuje kanclerz Merkel – państw spoza strefy. Dotychczas kara spotkać mogła tylko kandydata, który nie spełniał kryteriów – można było mu nie pozwolić na przyjęcie euro. Same największe państwa strefy nie miały jednocześnie problemów z łamaniem zasady 3% deficytu budżetowego czy relacji 60% długu publicznego do wysokości PKB. Jeżeli policjanci łamią prawo, to kto będzie stał na straży jego porządku?

To, co – według mediów – proponują Sarkozy z Merkel to akceptacja maksymalnie 3% deficytu budżetowego, którego przekroczenie łączyło by się z automatycznym nałożeniem kary na takie państwo. Propozycja może być dużo szersza, ale kart nie ma jeszcze na stole. Brzmi to o tyle sensownie, że de facto, państwa strefy euro już do tego się zobowiązały – zmienia się tylko kwestia nieuchronności kary.

Samej propozycji nie rozważałbym autonomiczne, bo rozumiem, iż jest to pakiet. Niemcy i Francuzi wyłożą pieniądze na stół, jeżeli reszta państw zgodzi się na bezwzględną dyscyplinę budżetową. Czy zapisane 3% deficytu budżetowego będzie zagrożeniem dla państw? Nie, jedynie dla rozrzutnych rządów, które będą musiały się liczyć z brakiem możliwości prowadzenia polityki zadłużania i życia ponad miarę. W Polsce nie żyjemy ponad miarę, więc niewiele ryzykujemy, przystępując do paktu. Kluczem jest jednak, aby rozliczać państwa z realnych efektów, a nie narzucać im sposób ich osiągania. Tu z kolei pojawią się kontrola – co zrobić, aby uniknąć sztuczek z liczbami podobnych do tych, które prezentowali nam Węgrzy czy Grecy? A co, jeśli – chociaż to czysta fantazja -państwo przekroczy deficyt nie ze swojej winy (np. padnie ofiarą napaści zbrojnej)?  Po raz kolejny jednak zastrzegam, że nie znam całej oferty i treści tego dokumentu, więc są to wolne rozważania, oparte na ledwie kilku zmiennych.

Trudno też uznać za przypadek, że Niemcy tak szybko odpowiadają na wygłoszone w … Berlinie  wezwanie polskiego ministra Radosława Sikorskiego, a Sikorski z Tuskiem tak szybko wypowiadają się – pozytywnie – w kwestii propozycji duetu prezydent Francji-kanclerz Niemiec. My swoje 60% długu wobec PKB i tak mamy zapisane w Konstytucji RP i teraz proponujemy tę zasadę wszystkim – zdają się mówić polscy politycy. Oznacza to, że Sarkozy, Merkel i Tusk grają w jednej drużynie, chociaż każdy z innego powodu. Sarkozy i Merkel chcą ratować Unię, aby nie stracić tak długo wypracowanej pozycji głównych rozgrywających w Europie, a Polacy – nie chcą się znaleźć w Europie dwóch prędkości, a jeżeli już, to wybierają “pierwszą prędkość”.

Z powodu braku szczegółów swoje rozważania zamknę w tym miejscu, czekając na rezultaty szczytu Rady Europejskiej.

Interes Polski w tym całym bałaganie
Polska, jako jeden z największych beneficjentów funduszy unijnych, ma interes w tym, aby Unia trwała, przynajmniej do 2020 roku, czyli do zakończenia negocjowanej następnej perspektywy budżetowej. Ciekawa jest sytuacja Niemiec, które – co słusznie zauważył minister Sikorski w swoim wystąpieniu – zwielokrotniły swój eksport do “nowej Europy” po rozszerzeniu z 2004 roku i są jego największym beneficjentem. Polski sukces jest jednocześnie sprzężony z niemieckim. Historycznie zabawnie, ale w tej grze jesteśmy po tej samej stronie. Podobne są też nasze poglądy na budżet – Polacy, bo mają całkiem przyzwoite wskaźniki makroekonomiczne, Niemcy, bo nie chcą sponsorować bankrutów po to, aby ci za kilka lat znowu byli bankrutami.

Nie wolno nam jednak zapominać, że przetrwanie strefy i całej UE jest w naszym żywotnym interesie, ale sami do zmiany waluty się wcale nie musimy spieszyć. Nie presja polityczna, a przyczyny ekonomiczne powinny spowodować przyjęcie wspólnej waluty – jeżeli już, to po rozwiązaniu problemów euro. W tym miejscu warto zaznaczyć, że do zmiany waluty w Polsce potrzebna jest poprawa Konstytucji, co w obecnych realiach politycznych byłoby polityczną bombą, której rząd nie będzie chciał zdetonować w najbliższym czasie.

Którą drogą wyjdzie Europe i czy wyjdzie z lasu? To się okaże, ale jedno jest pewne – należy obrać jedną drogą i nią konsekwentnie iść, a nie zawracać w jej połowie i wysyłać część wyprawy jeszcze inną ścieżką Bądźmy też realistami – jeżeli nie dajemy odpowiednich narzędzi – nie wymagajmy.

Syryjskie piekło – Liga Państw Arabskich nakłada sankcje

2 komentarzy
źródło: menic.org

źródło: menic.org

Bashar Assad, prezydent Syrii, otrzymał właśnie poważne ostrzeżenie. Liga Państw Arabskich nałożyła na ten kraj sankcje gospodarcze, a wcześniej, zawiesiła to państwo w prawach członkowskich. Nikt nie glosował “przeciwko” sankcjom, a dwa głosy wstrzymujące się należały do Iraku i Libanu.

Assad, podobnie jak Kaddafi, wyciągnął już lekcję z Arabskiej Wiosny (w zasadzie już Arabskiej Jesieni, a niebawem i Arabskiej Zimy). Albo on pokona demonstrantów albo oni wywiozą jego. Kaddafi z pewnością był na tyle okrutny, że – kosztem rzezi opozycji – poradziłby sobie z buntem, ale sytuację uratowały państwa NATO, dzięki którym Muammar Kaddafi wącha – w zasadzie to nie wiadomo gdzie – kwiatki od spodu.

Dylemat Zachodu
“Zachód łamie prawa człowieka i prawo międzynarodowe”, “Śmierć cywilów w wyniku bombardowań Zachodu”, a z drugiej strony “A gdzie był Zachód?” lub “Czemu społeczność międzynarodowa siedziała cicho, gdy okrutny tyran tłumił powstanie?”. Mniej więcej na takie zarzuty – niezależnie od tego, co się dzieje w kraju ogarniętym Arabską Wiosną – można wysunąć wobec państw zachodnich, w zależności od sytuacji. Zachód staje więc przed niezwykle ciężkim wyborem – która z tych dróg będzie mniej kosztowna?

Syria to nie Libia, a Libia to nie Egipt, Egipt to nie Jemen, a Jemen to nie Tunezja. Nie ma jednej udanej strategii postępowania na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej.

Prezydent Assad znajduje się nie tylko w innym środowisku międzynarodowym aniżeli Kaddafi, ale również dysponuje poparciem stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ – Rosji. Kreml boi się ewentualnej utraty portu oraz sojusznika, płacącego chętnie i często za broń. Wątpliwe również, aby Moskwa chciała ryzykowany manewr, jakim było poparcie rezolucji RB ONZ numer 1970 (m.in. zamrożenie kont Kaddafiego) i wstrzymanie się od głosu przy rezolucji RB ONZ 1973 (m.in. strefa zakazu lotów), co pozwoliło na jej uchwalenie. Rosjanie przestali rozgrywać karty w tamtym regionie, a przypomnijmy,że wcześniej mieli podpisane kontrakty na miliardy dolarów z Trypolisem. Czas pokaże, czy się opłacało, aczkolwiek Rosjanie nie mają żadnej gwarancji, iż sposób ich głosowania w Radzie im się zwróci. Za to taką pewność mają Amerykanie, Francuzi i Brytyjczycy.

W Syrii również Rosjanie maja dużo do stracenia. Na razie Rada Bezpieczeństwa nie jest w stanie uchwalić żadnej twardej rezolucji, a Sekretarz Generalny NATO, Anders Fogh Rasmussen, zapewnia o tym, iż Sojusz nie zamierza interweniować w Syrii. Z jednej strony oznacza to, iż Zachód nie będzie łamał prawa międzynarodowego, ale z drugiej, iż Assad pozostanie bezkarny dopóki, dopóty posiada poparcie wojska i służb specjalnych, opanowanych przez Allawitów.

Dlatego na razie syryjski reżim, odpowiedzialny za śmierć kilku tysięcy ludzi (3,5 tysiąca osób – według ONZ), poddawany jest presji z dwóch stron – wewnętrznej opozycji, w tym armii dezerterów, żądającej ustąpienia prezydenta, oraz państw regionu, które robią wszystko, aby pokazać, że nie popierają Assada. Syryjski prezydent pozostał z poparciem Teheranu, ale utracił Ankarę. Premier Erdogan troskliwie pytał się nawet, czy Assad pamięta, jak skończyli Muammar Kaddafi i Adolf Hitler?

Kto z Assadem?
Prezydent Assad zapowiadał nawet wolne wybory, jednak układ etniczny Syrii świadczy o tym, że takie wydarzenie nie byłyby w jego interesie. Większość mieszkańców Syrii to sunnici i to niechybnie oni przejęliby panowanie nad krajem.

Na rządy sunnitów w Syrii nie chcą się zgodzić także szyiccy Irańczycy, chociażby ze względu na bliskie kontakty Iranu z urzędującym (i współrządzącym) w Libanie Hezbollahem. “Utrata” Syrii to dla ajataollahów krok do tyłu i porażka z Turcją i Arabią Saudyjską w regionie. O sympatii Saudów do Iranu niech świadczą opublikowane materiały przez WikiLeaks według których to Arabia Saudyjska, ustami króla Abdullaha, mocno nakłaniała Amerykanów do ataku na Iran – aby “odciąć głowę wężowi”. Z kolei Teheran jest oskarżony o próbę zorganizowania zamachu na ambasadora Królestwa Arabii Saudyjskiej w Waszyngtonie.

Również Rosjanie – z powodów wskazanych w poprzedniej części tekstu – na razie wspierają Assada.

Promienie nadziei
Trzeba jednocześnie pamiętać, że Assad, w porównaniu z Kaddafim, jest mniej popularny, a w pamięci utkwić może hasło demonstrantów, które przywołuję z pamięci, mogąc nieco zniekształcić – “Assad – jeżeli jesteś taki odważny, aby zabijać bezbronnych protestujących, to zaatakuj Izrael i odbij Wzgórza Golan”. Protesty w Syrii trwają już od 8 miesięcy i ich krwawe tłumienie wymusiło reakcję Ligi Państw Arabskich i Turcji. Plan pokojowy przewidywał np. wysłanie setek obserwatorów, którzy kontrolowaliby przebieg protestów i ich pokojowy charakter. Jak łatwo się można domyśleć – Damaszek taki pomysł odrzucił, proponując poprawkę do projektu, która zakładała wysłanie ich zaledwie kilkudziesięciu.

Tymczasem powoli wobec Assada powstaje opór zbrojny, którego głównym źródłem są syryjscy żołnierze, którzy nie chcą zabijać swoich współbraci. Na razie nie są to duże siły, ale niewątpliwie mają potencjał i – jeżeli nie zostaną brutalnie stłumione – mogą się poważnie rozrastać

Zależy to od kilku czynników, mogących występować oddzielnie lub łącznie. Formowanie się takiego źródła oporu będzie zależeć od upływu czasu (czyli de facto dalszych dezercji), okrucieństwa rozkazów, jakie będą otrzymywali żołnierze, słabnięcia Assada oraz zewnętrznej pomocy (państwa LPA, Turcja, może jednak NATO?) dla nich. Ważne będzie również zorganizowanie i zdyscyplinowanie całej opozycji (podjęto już dawno pierwsze starania), co zazwyczaj w warunkach bliskowschodnich jest arcytrudne, gdyż poglądy bywają skrajnie różne, a jedynym łącznikiem jest nienawiść wobec autorytarnego prezydenta.

Kluczowe pytanie brzmi, jak długo wojsko i służby specjalne będą wierne Assadowi? Na nich opiera się władza prezydent i jeżeli uda się wbić między nich klin, rozpocznie się proces dezintegracji reżimu. Zależeć to znowu będzie od interesów, w tym Allawitów, którzy mogą sobie uświadomić, że w dłuższej perspektywie Assad może się nie utrzymać, a wtedy oni zostaną osądzeni. Wierność żołnierzy zależeć będzie też od tego, czy Assad nie rozkaże im dokonać kilku rzezi, a także od finansowania wojska, czyli sytuacji gospodarczej kraju.

Liga Państw Arabskich zatwierdziła bardzo mocne sankcje:

- zamrożenie kont bankowych;
- zakaz podróżowania dla ludzi rezimu;
- wstrzymanie inwestycji;
- zakaz transakcji z syryjskim bankiem centralnym.

Swoje poparcie dla sankcji – oraz ich wykonanie – zapowiedziała Turcja. Liga Państw Arabskich wchodzi zatem ostro do gry i w olbrzymim stopniu doprowadza do izolacji Assada. Jeżeli członkowie LPA będą solidarni w wykonywaniu sankcji, Assad wpadnie w poważne tarapaty. Demonstranci nie ustąpią, urzędujący prezydent ma na to niemalże ostatnią szansę. Później możliwe są tylko dwa rozwiązania – albo brutalne rozpędzenie tych tysięcy ludzi przy pomocy czołgów i broni ciężkiej w nadziei, iż nikt z zewnątrz nie zainterweniuje, a wojsko pozostanie wierne albo podzielenie losu Muammara Kaddafiego, jeżeli wcześniej nie uda się uciec.

 12345678...262728Starsze artykuły