Patryk Gorgol

Dzień Niepodległości – pora na brutalną pobudkę

Brak komentarzy

źródło: follow.salon24.pl autor zdjęcia: Jan Słupski miejsce: Plac Konstytucji

Jedenasty listopada, 1918 roku.  Data “rozejmu” (choć w zasadzie to kapitulacji) Niemiec z Ententą oraz czas rozbrojenia Niemców w Warszawie przez Józefa Piłsudskiego i wierne mu oddziały. Pamiętacie, kto pojechał do Francji na negocjacje warunków pokoju w ramach Traktatu Wersalskiego? Ignacy Jan Paderewski i Roman Dmowski. Marszałek nie był z tego tytułu zbyt szczęśliwy, ale rozumiał konieczność historyczną, a przede wszystkim fakt, że to m.in. Roman Dmowski stał na czele Polskiego Komitetu Narodowego, uznawanego przecież przez państwa zwycięskiej koalicji za oficjalnych polskich przedstawicieli.

A teraz co widzimy? Festiwal wyzwisk – jedni mówią o drugich tylko “faszyści”, a drugi o pierwszych, że “lewaki” i “pedały”. Brakuje umiarkowania, a przecież zarówno lewica, jak i prawica, mają w swoim polskim życiorysie piękną kartę niepodległościową. Gdyby Piłsudski z Dmowskim kłócili się w równym stopniu, to dziś pisałbym ten tekst – w zależności od rozwoju wypadków – albo po niemiecku albo po rosyjsku.

Dzień “atrakcji” – kilka założeń wstępnych
Ustalmy kilka rzeczy dla porządku, przed opisaniem przeze mnie tego, co widziałem w dniu 11 listopada, dniu naszego (tak, naszego, a nie waszego, ich, jego, jej itd) Święta Narodowego.

Po pierwsze, mam ograniczony zasięg wzroku – mogę tylko widzieć to, co zaobserwuję. Banał, ale np. dziennikarze “Gazety Wyborczej” czy “Rzeczpospolitej” nie potrafią się do tego zastosować.  Dlatego jak ktoś mi mówi, ze z tyłu marszu było spokojnie i rodzinnie – jestem mu w stanie uwierzyć. Proszę tylko w zamian o jedno – liczę na wiarę w to, że tak jak ja nie mogłem widzieć tego, co było z tyłu, tak ci sami – mówiący o spokojnym marszu – nie mogli widzieć tego, co było z przodu. Myślę, że to dość logiczne rozumowanie i bez jego przyjęcia nie możemy mówić o żadnej dyskusji.

Po drugie, nie mogę się rozpisywać na temat Kolorowej Niepodległej, bo mnie na niej nie było (!!!!). Uważam jednak, że blokowanie legalnego przemarszu jest ewidentną eskalacją konfliktu, a nie próbą pokojowej manifestacji. Nie znaczy to jednak, że można tym usprawiedliwić zachowanie w stylu rzucanie petardami w policję, użycia koktajlów Mołotowa, niszczenie mienia (w tym państwowego – jaki patriota niszczy coś, co należy do jego państwa?!) czy ganianie kamerzystów TVNu-24.

Po trzecie, takie same czyny jednej strony należy ocenić analogicznie z tymi popełnionymi przez drugą stronę. Po jednej i po drugiej stronie ludzie mieli prawo zamanifestować swoje poglądy, w sposób zgodny z prawem.

Po czwarte,  choć niektórym będzie ciężko w to uwierzyć, nie mam interesu w oczernianiu (i wybielaniu) kogokolwiek. Nie jestem członkiem ONR-u, MW, ale też nigdy nie miałem nic wspólnego zarówno z “Krytyką Polityczną”, ale także “Gazetą Wyborczą”.  Podziwiam logikę ludzi, którzy uważają, że jak ktoś krytykuje skutki MN negatywnie, to jest “lewakiem”, a jak skupia się na Niemcach atakujących grupę rekonstrukcyjną czy ludzi z flagami – faszystą.  Świat nie jest dwubiegunowy i pora sobie to uświadomić. O jednym wydarzeniu NIE MOŻNA MÓWIĆ bez pamiętania o drugim. Jeżeli ktoś tak czyni, jest najzwyczajniej nierzetelny. Za swoje teksty nie otrzymuje również pieniędzy.

Tak to leciało – Nowy Świat i anarchiści zabarykadowani w “Nowym Wspaniałym Świecie”
Dzień po imprezie nigdy nie jest prosty i częstokroć sprzyja przygodom. Tak też było tym razem, gdy na porannym spotkaniu z Michałem Kolanko (blog Spin Room, portal “wpolityce.pl”) zaciekawiony jego pójściem na MN, postanowiłem się tam udać wraz z nim. Miałem tylko zjeść zestaw All American w Jeffsie, a skończyło się na Nowym Świecie, potem Placu Konstytucji, a na końcu – na Rozdrożu.

Zacznijmy zatem od Nowego Światu – około godziny 13. Mnóstwo ludzi, w tym rodzice i babcie z dziećmi, kulturalnie przyszli obejrzeć defiladę. Zresztą – przyznać muszę, iż bardzo interesującą. Budujące widoki starszych pań proszących by przepuścić do barierki ich wnuki, aby mogły zobaczyć samochody wojskowe czy przemarsz żołnierzy. Ludzie byli do siebie przyjaźnie nastawieni. Tak powinien wyglądać cały dzień.

Jedno wydarzenie zakłóciło przebieg – niemieccy anarchiści zabarykadowani w “Nowym Wspaniałym Świecie”. Cokolwiek by nie mówić – naprawdę byłby to nadzwyczajny zbieg okoliczności, gdyby się okazało, iż znaleźli się tam przez przypadek, bo na całym Nowym Świecie jest kilkadziesiąt kawiarni, restauracji itd. Średnio mi się w to chce wierzyć. Efektem była zmiana przemarszu defilady i kordon policji pod “NWŚ”.


(filmik nagrany przez “Nowy Ekran”)

Trzeba napisać otwarcie – ich zachowanie to skandal. Atakowanie ludzi za to, że noszą polską flagę czy są grupy rekonstrukcyjną wojsk Księstwa Warszawskiego jest niedopuszczalne. Nie życzę sobie takich gości z Niemiec i najchętniej zapoznałbym ich z instytucją trzymiesięcznego tymczasowego aresztowania, a także zarzutami, nie z Kodeksu Wykroczeń, a z Kodeksu Karnego. Zresztą – wyraziłem to w sarkastycznym komentarzu na miejscu, że to miło ze strony Niemców, że znowu zostaną przez Polaków rozbrojeni w dniu 11 listopada.

Lewica nie ma prawo pouczać prawicy, dopóki sama nie upora się z takimi przypadkami. Jak można pozwolić na to, aby Polacy w Dniu Niepodległości byli bici za to, że wyszli z flagami? Ktoś przecież też zapraszał tych ludzi – nawet w sposób otwarty na stronie internetowej. Jeżeli lewica nie uderzy się w pierś – powinna się zamknąć.

Niemców jednak na Placu na Rozdrożu i na Placu Konstytucji nie było…

Plac Konstytucji i bitwa z policją
Cóż, po Nowym Świecie i budującym widoku polskich patriotów, w tym rodzin z dziećmi, przeniosłem się – wraz z Michałem, Rybitzkim oraz Followem na Plac Konstytucji. Po drodze mijaliśmy wielu “młodych chłopców w sportowym stroju” – część z flagami, część nie.

Przebiliśmy się – chyba nieświadomie – na stronę marszu, tuż przy kordonie policji, która postanowiła odgrodzić Marsz Niepodległości od Kolorowej Niepodległej. Dla zorientowanych – znajdowaliśmy się w okolicach salonu Play’a,, więc w centrum przyszłej bitwy. Zawinęliśmy się jednak stamtąd – ja zresztą bardzo szczęśliwie, bo Michał i Rybitzky pokazali legitymację prasową, a mnie policjant nie chciał przepuścić ze względu na brak tego dokumentu (nota bene – o niemal zerowej doniosłości prawnej). Ostatecznie udało się przedostać (”zapomniałem legitymacji, koledzy mogą potwierdzić”) w okolice KFC – zaraz obok miejsca, w którym rozegra się bitwa.

Nagrania Rybitzkiego. Stałem metr obok niego – na niektórych ujęciach mnie widać

Więc tak:
1) policja, zanim wkroczyła, wzywała do zachowania porządku i przestrzegania prawa – mniej więcej około 10 minut;
2) to demonstranci rozpoczęli zadymę – rzucając petardy, koktajle Mołotowa (tutaj nie jestem na 100% pewien), race i płyty chodnikowe – na filmikach zresztą słychać było, jak jest głośno i ile sprzętu dla ilu ludzi trzeba było mieć “w magazynie”, aby przez prawie pół godziny toczyć bitwę z policją;
3) walce z policją towarzyszył – na początku – krzyk, proszę mi wierzyć, nie kilku małych grup, “precz z komuną”;
4) policja użyła armatek wodnych oraz gazu łzawiącego, z którym – przy okazji – zapoznałem się też ja – można powiedzieć, że aż się wzruszyłem…;
5) podsumowując – policja według mnie nie nadużyła prawa i co więcej, spokojni uczestnicy tego “spotkania”, stojący przy KFC, nie zostali nawet potraktowani armatką, czego się mocno obawialiśmy ;) (nawiasem mówiąc – na “gorąco” myślałem, że jeżeli mnie poleją, to “będę miał za swoje”)

Mam nadzieję, że nikt nie będzie mi teraz tłumaczył, że policji tam być nie powinno, bo gdyby jej tam nie było, mielibyśmy regularną bitwę, pewnie z ofiarami. Zresztą – uciekający ludzie, bojące się dzieci i ludzie chowający się w restauracjach dowodzą, jakie uczucia panowały na Placu Konstytucji w tamtym czasie. Ktoś powie – to nie organizatorzy Marszu Niepodległości.

Zapewne to prawda, ale trzeba zaznaczyć, że przecież zaproszeni – jak w przypadku niemieckich anarchistów – byli wszyscy, a “kibole” czy też skrajnie prawicowe organizacje to integralna część ich środowiska. Pamięta ktoś poręczenia Kempy? A rzecznika kibiców, Przemysława Wiplera? A Kaczyńskiego broniącego “kontekstu zatrzymania” jednego z kibiców – przy okazji Święta Narodowego? Intelektualnie trzeba być konsekwentnym – jeżeli za niemieckich anarchistów winimy Kolorową Niepodległą i “Krytykę Polityczną”, to za bojówki i bandy agresywnych dresiarzy z patriotycznymi hasłami “jebać policję” i “ITI spierdalaj” na ustach również odpowiada organizator.

Marsz
W końcu jednak Marsz ruszył, a my w pogoni – na skróty – za nim. Najpierw kawałek w nim przeszliśmy. W końcu udało się wyjść przed niego i tą pozycję utrzymaliśmy do końca. Aż do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów nie działo się nic szczególnego, naturalnie poza kontrowersyjnymi hasłami dotyczącymi czystości narodowej polskiego społeczeństwa Pod KPRM poleciały petardy, bo przecież tam również pojawiła się policja. Marszowi – tj. jego czołówce – towarzyszył patriotyczny śpiew “Donald matole, twój rząd obalą kibole”. Znowu – nie w wykonaniu małych grup kibicowskich, a Marszu. “Czuję się jak w tuskobusie” – zripostował jeden z moich towarzyszy.

Niezależna TV dobrze oddała atmosferę marszu, w jego najspokojniejszej części.

Gdyby tak wyglądał cały marsz, słowa bym o nim nie napisał…

Im bliżej jednak Placu na Rozdrożu, tym więcej ludzi z zakrytymi twarzami, dresiarzy, bojówek kibicowskich, które zaczęły podbiegać, wyprzedzając czołówkę Marszu Niepodległości. Aż do Rozdroża…

Impreza na Rozdrożu
“Tak, czekamy, jesteśmy z (tu pada nazwa klubu piłkarskiego” – usłyszałem rozmowę rezolutnego młodzieńca. Widząc jednak przemieszczające się grupy paramilitarne czułem się coraz mniej pewnie. Jak już wyżej wspomniałem – dużo z zakrytymi twarzami, a to nie zwiastowało dobrze. Ja coraz aktywniej zacząłem się zastanawiać, w którą stronę biec w razie problemów. Mam około 7 sekund na 60 metrów, więc dałbym radę.

Ewidentnie zaczął się proces, dostrzegalny u pewnego typu osobników, szukania sobie wrogów. Wyzwiska zostały skierowane do policji, ale wiadomo – “powyżej” armatek wodnych i gazu łzawiącego raczej by nie przeskoczyli.

Nagle nadzieje odżyły – z dołu nadbiega grupka osób i już szykuje się na nich komitet powitalny. Niestety – rozczarowanie i żal, bo to narodowcy z Częstochowy.

Skoro więc nie ma anarchistów, bo ci bardziej bojowi zostali zatrzymani dużo wcześniej, to trzeba było zaatakować media. Ja widziałem, w jaki sposób został potraktowany wóz transmisyjny TVN24 oraz uciekającego ze skarpy, przed kilkoma “patriotami”, kamerzystę. Według informacji, jakie uzyskałem później – na całe szczęście nic mu się nie stało, a wyglądało to dramatycznie. Rozpoczęło się niszczenie mienia prywatnego i publicznego.

Tymczasem rozpoczęło się “kto nie skacze, ten z policji”, stojąc na uboczu przewijała mi się jedna myśl – może trochę egoistyczna i naiwna – a jeżeli ktoś prawy zauważy, że ja nie podskakuje z radością? Znowu, skakali wszyscy w zasięgu mojego wzroku po prawej stronie. A co, jeżeli proces szukania wrogów się nie zakończył? Grupki – po części zamaskowane – nadal przebiegały, w poszukiwaniu “szczęścia”… Na przodzie były głownie bojówki i dresiarze, które stały się jednocześnie – być może nieuczciwie – wizytówką Marszu Niepodległości.

Po chwili zawinęliśmy się z Marszu.

Jeden podstawowy wniosek
Za zabezpieczenie marszu odpowiadają organizator i policja. Organizator w zakresie jego przebiegu, a policja – zabezpieczenia interesu publicznego. Jeżeli organizator – a nie wątpię w jego dobrą wolę – nie potrafi zabezpieczyć przemarszu, nie powinien go organizować. Chcąc upowszechnić ideę, zaprosił nieodpowiednich ludzi. Albo jesteśmy dorośli i odpowiedzialni za to, co robimy, albo nie. Jeżeli druga możliwość – lepiej zająć się sadzeniem kwiatków w ogródku.

Problem jest jeszcze inny. Zgoda, w Marszu Niepodległości szły – w przeważającej liczbie – osoby normalne, chcące zademonstrować swój patriotyzm i mające do tego pełne prawo. Gdyby tyle tysięcy osób chciało wywołać zadymę – zniszczenia byłyby sto razy większe.

… Ale przecież niszczenie mienia, ataki na dziennikarzy i policję nie było czymś, czego normalni ludzie nie widzieli i nie dlatego się temu nie sprzeciwili. Chwała jednemu z organizatorów, który bronił – zniszczonego już co prawda – auta TVN, ale przecież dziesiątki, jeśli nie setki osób, widziały, co się działo na Placu Konstytucji i na Placu na Rozdrożu i nikt – poza policją – nie zareagował.

Oczywiście, wymaga to olbrzymiej odwagi cywilnej, bo można poważnie ucierpieć, ale tłum dał – poprzez swoją bierność- przyzwolenie na takie działania. Potem łatwo się odciąć, ale co zrobili organizatorzy, aby zapobiec tym incydentom? Czy też uważają – jak część uczestników – że “zawsze i wszędzie, policja jebana będzie”?


(autor: Jan Słupski)

Tak ja to widzę. Nie jestem obiektywny, bo żadna publicystyka taka nie może być, ale starałem się być jak najbardziej bezstronny.

Narodzie, obudź się. Dzień Niepodległość to czas radości, pamięci o bohaterach, a nie walk i nienawiści. Nie o taką Polskę walczyli nasi przodkowie.

—————
Na deser proponuję ten tekst – absolutny hit. Marsz z jeszcze innej perspektywy…

Komentarze

Brak komentarzy!

Dodaj komentarz