Patryk Gorgol

Dysonans poznawczy a zabicie Kaddafiego

2 komentarzy
źródło: wikipedia.pl

źródło: wikipedia.pl

Nie płaczę po Kaddafim. Podobnie po Saddamie Hussajnie i Osamie bin Ladenie trudno uronić łezkę . Każdy z nich miał za nic życie ludzkie i bez zbędnego obciążenia moralnego mordował cywilów. Pułkownik Kaddafi odpowiedzialny jest m.in. za śmierć pasażerów samolotu strąconego przez agentów libijskiego wywiadu nad Lockerbe przy pomocy bomby umieszczonej w bagażu. Wspomniani dżentelmeni mają jeszcze jedną wspólną cechę – kontakty z amerykańskim wywiadem – CIA. Osama bin Laden i Saddam Hussajn byli wspierani przez Amerykanów w latach 80-tych – bin Laden przeciwko Związkowi Radzieckiemu, a Hussajn przeciwko Iranowi. Na początku XXI wieku Muammar Kaddafi zmienił zdanie i postanowił zwrócić się w kierunku Zachodu. Dla Amerykanów stał się nawet pomocny w wojnie z terroryzmem, a ofiarom zamachu nad Lockerbe wypłacił wysokie odszkodowania.


Poszukiwany nieżywy albo martwy

W lutym w Libii – wzorem sąsiedniego Egiptu – wybuchły rozruchy antyreżimowe. Kaddafi zastosował podobną strategię jak później prezydent Assad z Syrii – krwawego tłumienia. Oburzony świat zareagował, a przeciwko Kaddafiemu wystąpili nawet jego niegdysiejsi przyjaciele z Moskwy i Pekinu (czego chyba później żałowali). Dziesiątki miliardów dolarów Kaddafiego zostało zamrożonych, a politycy zachodni krzyczeli o konieczności ratowania najwyższej wartości – życia ludzkiego. To właśnie miał być cel ustanowienia strefy zakazu lotów. Gdyby nie “Świt Odysei” Kaddafi wygrałby z niedozbrojonymi i niewyszkolonymi powstańcami, zapewne urządzając kolejną masakrę w Benghazi.

Czy zachodni koalicjanci, jak również, byli współpracownicy Kaddafiego, będący w czasie wojny domowej jego wrogami z Narodowej Rady Tymczasowej, mieli interes w tym, aby nie złapać żywego Kaddafiego? Pytanie raczej retoryczne, zwłaszcza gdy przypomnimy sobie o bombach NATO “przypadkowo” spadających na rezydencje Pułkownika, a także nieróżowej przeszłości kilku z członków Narodowej Rady Tymczasowej u boku Kaddafiego. Pułkownik Kaddafi znał dużo ciekawych faktów i lepiej – dla niemal wszystkich – żeby zabrał swoją wiedzę do grobu – to też się stało. Uniknięto też tym samym dyskusji o postawieniu Kaddafiego przed jakimkolwiek sądem, w tym Międzynarodowym Trybunałem Karnym.

Czy wrodzy Kaddafiego różnią się czymkolwiek od niego samego? Okazuje się, że głównie tym, iż są popierani przez “cywilizowany świat”. Ten sam, który po zabiciu człowieka przesyła gratulacje (np. polski MSZ). To w końcu życie ludzkie ma dla nas jakiekolwiek znaczenie, czy nie? Czym się różni lutowy ostrzał artyleryjski Kaddafiego przeciwko protestującym w Trypolis od bombardowań Syrty przez NATO, jeżeli tu i tu giną cywile? Czy można inaczej oceniać zabijanie czarnoskórych mieszkańców Libii przez powstańców, za to, iż wyglądają, jakby mogli być najemnikami Kaddafiego? A co z nieudzielaniem pomocy rannym,  praktykowanym przez obie strony?  Na wojnie nie ma niewinnych, bo ten, który ma skrupuły – przegrywa. Pora w końcu w to uwierzyć, a nie wmawiać wszystkim, że mamy do czynienia z dobrymi powstańcami i złym reżimem. Świat nie jest czarno-biały, a szary, w mocnym odcieniu hipokryzji. Ulubionym kolorze polityków.

Kaddafi na taki los sobie sam zapracował. Tłum, który prawdopodobnie go zabił, nienawidził przecież byłego dyktatora za to, jak rządził, z jaką pogardą traktował innych i zabijał swoich wrogów. Sam wychował swoich katów. Jednocześnie jednak – od tych “dobrych szeryfów” – powinno wymagać się więcej, aniżeli pozwolenia na pozasądowy mord i wysyłanie – z tego tytułu – gratulacji. Gratulacje z powodu łamania praw człowieka to przynajmniej szczera hipokryzja, w momencie, gdy mamy do czynienia z “interwencją humanitarną”. Dla samego Kaddafiego proces i dożywotnie więzienie byłyby bardziej upokarzające niż śmierć w takich okolicznościach.

“Dziwne” okoliczności śmierci
ONZ będzie domagać się śledztwa w/s okoliczności śmierci Kaddafiego Opublikowane w sieci filmiki są niezwykle dramatyczne. Na jednym z nich Kaddafi wygląda na zszokowanego, ale jeszcze chodzi, na drugim już jest ciągnięty po ziemi. Niesamowite, w 2011 roku nawet śmierć dyktatora można już obejrzeć na żywo, a potem nawet przejść do chłodni i zrobić zdjęcie z nieżywym postrachem. To jest prawdziwe Reality TV.

Czekamy na wyniki badania lekarzy, jednak – według różnych doniesień – w ciele Kaddafiego znajdują się dwie kule. W klatce piersiowej i głowie. Trudno przesądzać sprawę bez znajomości wyników sekcji, zeznań świadków itd, ale wiele wskazuje na to, iż na Kaddafim wykonano zwykłego linczu. Ujęto Kaddafiego, a potem rozemocjonowany tłum pozwolił na jego egzekucję.

Oficjalna wersja mówi o śmierci w drodze do szpitala “w wyniku ran odniesionych podczas walki”, jednakże Kaddafi – na filmiku – nie wygląda na człowieka, który zaraz ma umrzeć, jak również nie widać postrzału w klatkę piersiową.

Druga wersja – tez nazwijmy ją oficjalną – przedstawia się następująco. Pochwycono rannego Kaddafiego, a potem jego ochroniarze próbowali go odbić. W strzelaninie zginął Kaddafi. Latało tyle kul, ale nikt nie został ranny, a tylko Kaddafi dostał akurat dwie kulki. W głowę i klatkę piersiową. Niebywały zbieg okoliczności.

Powstańcy postąpili wobec Kaddafiego tak samo okrutnie, jak postąpiłby Kaddafi wobec nich w analogicznej sytuacji. Nie łudźmy się jednak, że w Libii chodzi o demokratyzację i ochronę praw człowieka. Piękne hasła zazwyczaj kryją się za realnymi interesami i hipokryzją wielkości Mount Everestu. Witamy w świecie rzeczywistym.

Na marginesie o uwolnieniu Gilada Szalita

Brak komentarzy
źródło: wiadomosci.gazeta.pl

źródło: wiadomosci.gazeta.pl

Gilad Szalit spędził 5 lat na terytorium Strefy Gazy – jego stan zdrowia po szczęśliwym powrocie uznany został za stabilny, lecz – jak można się domyślać – “więzień” siedział w zamkniętych pomieszczeniach i promienie słońca nie docierały do niego zbyt często. Uwolnienie sierżanta (a w chwili porwania – kaprala) Szalita kosztowało jednak bardzo drogo – uwolnienie 1027 więźniów.

Pozwolę sobie na kilka uwag związanych  z tym wydarzeniem.

1. Cena za wolność Szalita jest olbrzymia, bo premier Netanjahu nie tylko zmniejsza bezpieczeństwo Izraela w sposób bezpośredni, ale również – w rozgrywce palestyńsko-palestyńskiej – wzmacnia Hamas

Jak Mahmud Abbas ma się przebić ze swoimi pokojowymi pomysłami, gdy Izrael ustępuje tylko pod wpływem argumentu siły? Hamas znowu będzie królował na tzw. palestyńskiej ulicy. Rachunek na przyszłość te jest nieprzyjemny. Skoro tyle można uzyskać poprzez porwania to dlaczego Hamas miałby nie ponowić takiej operacji?

2. Jednocześnie trzeba pamiętać o drugim aspekcie tej sprawy. Jeżeli politycy izraelscy myślą o pokoju to więźniów palestyńskich, w tym część skazaną za terroryzm, musieliby i tak wypuścić. O tyle szkoda, że “wynegocjował” to Hamas, a nie Fatah. Znowu potwierdziła się teza, że obecny rząd Izraela potrzebuje Hamasu, a Hamas rządu izraelskiego. W tym duecie obie strony są w stanie nie tylko utrzymać, ale nawet umocnić swój stan posiadania.

Pierwszych uwolnionych więźniów witało – według szacunków BBC – około 100 tysięcy mieszkańców Strefy Gazy. Bohaterowie wracają z wojny dzięki negocjacjom Hamasu. Taki będzie przekaz.

3. Należy bezwzględnie potępić wszelkie akty terroryzmu, a zwłaszcza te, których wynikiem jest śmierć cywilów.

Nie wolno jednak zapominać, że ta zasada musi działać w dwie strony. Palestyński bojownik z Brygad al-Kassam zabijający izraelską 9-letnią dziewczynkę powinien zostać oceniany tak samo jak izraelski żołnierz zabijający 9-letniego chłopca. Taki żołnierz, podobnie jak bojownik, powinni znaleźć się w więzieniu, a czy tak jest – pozostawiam swobodę oceny Czytelnikowi.

Do czego jednak zmierzam – tak, na liście ponad 1000 więźniów znajdują się terroryści odpowiedzialni za śmierć cywilów – to prawda. Zachęcam jednak do obejrzenia listy osób przeznaczonych do zwolnienia w wyniku umowy na stronie Al-Jazeery.

Uwagę zwraca, że niczym szczególnym nie było otrzymać wyrok dożywocia (czy nawet kilkukrotnego dożywocia) mając około 20 lat Wyroki były niezwykle surowe, a wina części skazanych – wcale nie taka oczywista.

4. Premier Netanjahu uznał, że uwolnienie Szalita jest mu teraz potrzebne dla celów swojej polityki. Postawa izraelskiego rządu bardzo ewoluowała – od “żadnych rozmów z terrorystami” do pragmatycznego dealu, który obserwujemy.

Jeżeli jednak Netanjahu chciałby go wcześniej uwolnić to z pewnością na takich samych warunkach mógł to uczynić około 2 lat temu.

Izraelski rząd zademonstrował jednak coś innego – dla niego liczy się życie każdego swojego człowieka i uwolnienie Szalita może podbudować Izraelczyków i ich wiarę w państwo, które nie zostawia swoich obywateli w potrzebie. Czy będzie to trochę przerysowana wizja? Być może, ale tak ludzie będą to odbierać. W obecnej sytuacji jest to społeczeństwu potrzebne – wokół Arabska Wiosna, w Egipcie zmiana władzy,  zimna wojna z Turcją itd.

5. Wymiana Szalita na 1027 palestyńskich więźniów była również jednym pytań w debacie Republikanów w Stanach Zjednoczonych. Michele Bachmann została zapytana czy Amerykanie postąpiliby podobnie?. Odpowiedziała, że “żadnych negocjacji z terrorystami”.

Skazanie Tymoszenko – o jeden krok za daleko

Brak komentarzy
źródło: fakty.interia.pl

źródło: fakty.interia.pl

Wiktor Janukowycz zapewnia, iż najważniejszym celem polityki zagranicznej Ukrainy jest integracja z Unią Europejską. Polska dyplomacja stara się pomóc swojemu sąsiadowi, gdyż wie, że ewentualne rozszerzenie będzie korzystne dla Warszawy. Przede wszystkim jednak Kijów musi pomóc sobie sam, jeżeli ma aspiracje europejskie, bo wyrok wydany na Tymoszenko na Zachodzie się “nie przyjmie”. Demokratyczny ustrój, wolnorynkowa gospodarka, przestrzeganie praw człowieka, a także przyjęcie dorobku prawnego UE (tzw. Acquis Communautaire). To warunki, jakie musi spełnić państwo mające aspiracje europejskie. Czy po skazaniu Julii Tymoszenko na 7 lat więzienia, 3 lata pozbawienia prawa piastowania stanowisk publicznych oraz 1,5 mld hrywien odszkodowania dla Naftohazu, ktoś w Berlinie, Paryżu i Londynie uzna, że te warunki zostały spełnione?

Zacznijmy od najważniejszego. Nie znam akt sprawy, ani ukraińskiego prawa, dlatego nie jestem w stanie wydać jednoznacznej opinii na temat winy lub niewinności Julii Tymoszenko. Była ukraińska premier nie należy również do aniołków – różnego rodzaju zarzuty, głównie korupcyjne, towarzyszą jej niemal od zawsze, a swojego majątku – wraz z byłym mężem – dorobiła się w podejrzanych okolicznościach.

Za co wyrok?
Potocznie mówi się, iż Julia Tymoszenko została skazana za ukraińsko-rosyjską umowę gazową. Jest to jednak tzw. skrót myślowy. Tak jak polsko-rosyjskie negocjacje gazowe. Prowadzą je – w przypadku Ukrainy i Rosji – Naftohaz oraz Gazprom, a Polski i Rosji – PGNiG i Gazprom. W praktyce każda z tych spółek działa de facto w związku z potrzebami państwa, a politycy mają olbrzymi wpływ na jej funkcjonowanie. To spółki są jednak stronami umowy, a nie premierzy czy prezydenci, zatem to ich szefostwo powinno być odpowiedzialne za finał rozmów i np. zawyżone stawki za gaz). Wyobraża ktoś sobie, aby za kontrakt Gazpromu odpowiadał premier Putin? Politycznie – owszem, Tymoszenko podlega ocenie, ale czy karnie? Szefowie spółek podpisali umowy według życzeń Tymoszenko i Putina, ale przecież nie mieli takiego obowiązku prawnego, a ewentualny błąd proceduralny w wydawaniu np. instrukcji negocjacyjnych powoduje ich nieważność.

Ocena polityczna jest prosta – 450 dolarów za tysiąc metrów sześciennych to bardzo wysoka stawka, bo w 2008 roku Ukraina płaciła trochę ponad 170. Dla ukraińskiej gospodarki to musiał być szok. Jednocześnie jednak trzeba pamiętać o tym, iż udało się jej ocalić Naftohaz przed wpływami rosyjskimi. Julia Tymoszenko znajdowała się pod ścianą, bo wybór miała prosty (i propozycja taka ciągle przedstawiana jest przez Moskwie rządzącym na Ukrainie) – tańszy gaz i podział Naftohazu albo gaz po “cenie rynkowej” albo brak gazu. Rosja wygrała, a Tymoszenko przegrała nie tylko negocjacje, ale i wybory prezydenckie (mimo neutralności Moskwy). Tylko czy w demokratycznym państwie konsekwencją tego powinno być 7 lat w więzieniu? Powodzenia dla prezydenta Janukowycza w przekonywaniu o tym najważniejszych polityków Unii Europejskiej.

Jak słusznie zauważa Ośrodek Studiów Wschodnich w swojej interesującej analizie motywy “wewnętrzne” przeważyły nad tymi “zewnętrznymi”. Celem jest wyeliminowanie Julii Tymoszenko z życie politycznego przy pomocy środków prawnokarnych.

Ukraino – wybieraj
Teraz to rządzący Ukrainą stoją przed zero-jedynkowym wyborem. Unia Europejska nie podpisze umowy stowarzyszeniowej z Kijowem bez rozstrzygnięcia problemu Tymoszenko. Jeżeli uznać to, co zrobiła za zdradę, to Janukowycz rozegrał to w ten sposób, iż trudno użyć innego słowa jak “zemsta” i “niedemokratyczne metody”.

Wyrok nie jest prawomocny – Julia Tymoszenko dysponuje prawem do apelacji i niewątpliwie z niego skorzysta, ale Ukraina – ku rozpaczy Warszawy – straci kolejne miesiące, jak również zatrzyma się, na ten czas, w maratonie do Unii Europejskiej.

Scenariusze są trzy. W pierwszym z nich władze ukraińskie “nie odpuszczają” Tymoszenko, odwołanie nie zmienia wyroku albo cała sprawa ma się ciągnąć miesiącami albo latami. Tymoszenko zaś ma dużo czasu do zapoznania się ze współwięźniami. Już samo zastosowanie aresztu należy uznać za decyzję polityczną.

W drugim scenariuszu Julia Tymoszenko wychodzi, ale upokorzona. Byłoby to możliwe, gdyby ukraińskie prawo przewidywało prawo łaski dla prezydenta. Liderka opozycja wyszłaby na mocy bezpośredniej decyzji prezydenta Janukowycza. To by była dopiero farsa.

Trzeci scenariusz zakłada uniewinnienie w ramach apelacji lub zmianę Kodeksu Karnego przez Radę Najwyższą Ukrainy w taki sposób, aby usunąć przepis na podstawie którego sądzona jest Julia Tymoszenko. Zgrabnie można to ując w ten sposób, iż Ukraina zaczyna dostosowywać swoje prawo do minimum, które musi być przyjęte w związku z umową stowarzyszeniową.

Wybrany scenariusz pokaże nam, w którym kierunku podąża Ukraina. Kijów, chcąc do UE, musi przestrzegać europejskich standardów. Inne wyjście to stagnacja i mocniejszy zwrot w kierunku wschodnim. Ukraino, wybieraj!

Przegląd Międzynarodowych Absurdów – IV

Brak komentarzy

Dzisiaj dzień wyborów, a my przenieśmy się poza granice naszego państwa i zobaczmy, czym nasi ukochani politycy uraczyli nas w ostatnich tygodniach. Trochę to przykre, że cały czas powtarzają się same osoby, ale taki Władimir Putin czy Silvio Berlusconi, w kwestii międzynarodowych absurdów, to po prostu klasa sama dla siebie.

5. Amerykańscy spadochroniarze niedaleko Ratyzbony (propozycja do notowania!)
Wspólne ćwiczenia amerykańskich i polskich spadochroniarzy w okolicy Ratyzbony. Co ciekawe, ranni zostali tylko amerykańscy żołnierze. Ćwiczono desant z powietrza na okazję misji w Afganistanie. Może lepiej przełożyć wylot?

Rannym życzymy szybkiego powrotu do zdrowia. Polscy internauci mają jednak już swoją opinię na temat potencjalnej przyczyny…

źródło: mistrzowie.org

źródło: mistrzowie.org

4. Dobijanie Kaddafiego w Libii
Już od kilku tygodni czytamy, że godziny dzielą Kaddafiego od poznania się z Allahem, jego ludzie pouciekali, a on sam kontroluje co najwyżej swoje podziemne tunele. Okazuje się jednak, że aż tak kolorowo dla sił rebeliantów i NATO wcale nie jest. Klęska pułkownika rzeczywiście jest kwestią czasu, ale na razie trwają walki o Syrtę. Udało się zdobyć uniwersytet – takie są oficjalne doniesienia.

Inne są mniej korzystne dla sił koalicji. “The Australian” zarzuca przeciwnikom Kaddafiego nawet ludobójstwo. O ile sam zarzut ludobójstwa to prawdopodobnie przesada, o tyle powstaje poważny dysonans poznawczy. Czy siły NATO nie miały przypadkiem chronić cywilów, a nie przyczyniać się do ich śmierci? Czy taki miał być efekt według twórców rezolucji RB ONZ w/s Libii?

Aksjologia jest piękna w dokumentach, ale w rzeczywistości wychodzą interesy. Obie strony konfliktu mają dużo za uszami. Siły Kaddafiego prawdopodobnie dużo więcej, ale czy to oznacza, że Narodowa Rada Przejściowa ma prawo do decydowania, kto może żyć, a kto nie?

3. Irańskie okręty u wybrzeży Stanów Zjednoczonych
Irańczyków należy cenić za konsekwencję. Wiedzą, iż nie wystarczy byle wyskok czy wypowiedź Ahmadineżada, aby wylądować w Przeglądzie Międzynarodowych Absurdów. Tym razem podnieśli poprzeczkę wysoko.

Cytuję za zaprzyjaźnionym blogiem “Dyplomacja”

Marynarka wojenna Islamskiej Republiki Iranu zamierza wysłać okręty wojenne w pobliże atlantyckiego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Państwowa agencja prasowa IRNA donosi, iż potrzebna jest widoczna obecność militarna w pobliżu morskich granic „światowej aroganckiej potęgi”, jak określa się w Iranie Stany Zjednoczone.

O tak. Niemalże staje przed oczami kryzys kubański. Tutaj oczywiście nic takiego nie będzie miało miejsca. Ponadto – co wyraźnie zauważa Piotrek u siebie na blogu – za “wysłaniem delegacji” może stać bardziej prozaiczna przyczyna, taka jak przemyt broni czy technologii wojskowych, ale za rozmach Irańczykom należy się miejsce na podium. Podobnie jak wtedy, gdy zaproponowali wysłanie misji Peacekeeping do Wielkiej Brytanii.

A dla Amerykanów? Ewentualna obecność Irańczyków będzie irytująca. Jak brzęczenie muchy, gdy chcemy usnąć.

2. “Nieoczekiwana zamiana miejsc” w Rosji.
W układzie Putin-Miedwiediew wszystko wraca do normy. Putinowi znudziło się premierowanie, a Miedwiediewowi bycie prezydentem. W związku z czym każdy z nich chciałby sobie zmienić swój wpis w CV – Władimir będzie prezydentem, a premierem zostanie Dmitrij.

Niektórzy już zauważają, iż zanosi się na to, że patronat Putina nad Rosją potrwa dłużej niż rządy Breżniewa. Być może jestem niesprawiedliwy i o zamianie zadecydowały inne względy niż to, że realny przywódca wraca do władzy? Może o wystawieniu Putina zadecydował wyjątkowo niski wynik Miedwiediewa w wyborach prezydenckich (ok. 70%) w porównaniu z prezydentem Łukaszenką (ok. 80%)?

Ofiarą zamiany pozostaje ambitny (w kontekście posady premiera), już były, minister finansów Aleksiej Kudrin.

1. Propozycja nazwy zmiany ugrupowania premiera Berlusconiego
Notowanie, już po raz drugi, wygrywa Silvio Berlusconi, włoski premier. Finanse tego kraju lecą na łeb i szyje. Rzym może stać się drugimi Atenami, a tymczasem?

Jak powinno się nazywać jego ugrupowanie polityczne – według żartu Silvio? Tłumacząc na angielsku – Go Pussy. Czytelnikom pozostawiam tłumaczenie na język polski.

Czego nie można odmówić Berlusconiemu to dystansu do siebie, ale także bezczelności. Włoscy opozycjoniści są naturalnie oburzeni, jednak – tak po prawdzie – Włosi sami wyhodowali sobie takiego premiera i od lat przymykali oczy na różnego rodzaju incydenty z jego udziałem. Czy naprawdę “Go Pussy” jako nazwa ugrupowania jest czymś bardziej oburzającym niż uściski z Kaddafim, traktowanie kobiet na zasadzie zabawki, które się opłaca, imprezy bunga-bunga czy – finalnie – uwolnienie nastoletniej dziewczyny znanej z lekkiego sposobu bycia przy pomocy kłamstwa, że jest ona krewną Mubaraka, a przecież Włochy nie chcą skandalu dyplomatycznego?

Zapraszam również do przeczytania poprzednich notowań:
Przegląd Międzynarodowych Absurdów – cz. II
Przegląd Międzynarodowych Absurdów – cz. II
Przegląd Międzynarodowych Absurdów – cz. I

Szczyt Partnerstwa Wschodniego – inne spojrzenie

Brak komentarzy
źródło: gazetaprawna.pl

źródło: gazetaprawna.pl

Szczyt Partnerstwa Wschodniego w Polsce zakończony umiarkowanym sukcesem. Tak w kilku słowach można by ocenić efekty tego spotkania. Większości problemów nie rozwiązano, ale nie taki był cel tego wydarzenia. Ocenianie szczytu bez wzięcia pod uwagi kontekstu międzynarodowego (wydarzenia w Afryce Północnej, kryzys w strefie euro) byłoby niesprawiedliwe.

Niepodpisana deklaracja
Nikogo nie powinno zaskoczyć, że państwa spoza UE uczestniczące w PW nie podpisały deklaracji potępiającej Białoruś – tak mniej więcej zaraz po szczycie komentował rzecznik polskiego MSZ, Marcin Bosacki. Sensacją – i to niebywałą – byłoby, gdyby te państwa taki dokument podpisały.

PW jest wszakże projektem mającym na celu przybliżenie jego uczestników do wartości europejskich takich jak demokracja i wolny rynek. Problemem programu jest niski budżet (600 milionów euro na lata 2010-2013), ale wiadomo, że nikt pieniędzmi od Unii nie pogardzi.

Po co jednak Janukowyczowi, Allijewowi oraz Saakazwilemu potępianie Białorusi?

Ilham Allijew
:

“Wybory prezydenckie w Azerbejdżanie, w których zwyciężył dotychczasowy prezydent Ilham Alijew, nie spełniły wymogów wyborów “pluralistycznych i demokratycznych” – stwierdzili obserwatorzy OBWE.

Jednocześnie odnotowali “znaczący postęp” – według nich władze starały się stworzyć kandydatom sprawiedliwsze warunki. Jednak “w dniu wyborów zauważono pewne braki, szczególnie w trakcie kluczowej fazy liczenia głosów i robienia zestawień”.”
PAP

Warto dodać, że do bojkotu wyborów wzywała opozycja. Azerski prezydent ma jednak coś, czego nie mają Europejczycy – surowce. Powoduje to, że – pomimo ewidentnych braków – może liczyć na współpracę z Unią Europejską oraz Stanami Zjednoczonymi.

Wiktor Janukowycz co prawda z OBWE nie ma problemów – wszelkie międzynarodowe organizacje monitorujące ukraińskie wybory prezydenckie uznały je za uczciwe, aczkolwiek Unia Europejska bardzo mocno stawia się za Julią Tymoszenką. Stąd m.in. wizyta Aleksandra Kwaśniewskiego w tym kraju. Ciekawie zarzut sformułował na konferencji prasowej Herman von Rompuy – chodzi o relatywne wykorzystanie prawa – tzn. Unia ma żal do Janukowycza, że w jego kraju raz stosuje się prawo (gdy chodzi o liderkę opozycji), a raz nie (gdy chodzi o swoich urzędników). Prezydent Ukrainy, popierając taką deklarację, sam kręciłby na siebie bicz, dodatkowo zrażając do siebie sąsiada.

Saakaszwili też nie mógł podpisać. Białoruś nie uznała Abchazji i Osetii Południowej, pomimo nacisków ze strony Moskwy. Kontakty na linii Mińsk-Tbilisi są całkiem niezłe. Ponadto Saakaszwili ma podobny problem jak Janukowycz – opozycja stawia mu bardzo mocne zarzuty niedemokratycznego sposobu rządzenia.

Kwestie braku poparcia Armenii i Mołdawii można różnie uzasadnić – na pewno jednak nie było w ich interesie wyłamywanie się na szczycie.

Biorąc pod uwagę powyższe – trudno uznać niepodpisanie takiej deklaracji za porażkę Unii Europejskiej.

Unia Europejska wobec Białorusi
Przy organizacji szczytu wystąpiła pewna niedogodność organizacyjna. Pomimo krytyki jaka spadła na Mińsk po ubiegłorocznych “wyborach” prezydenckich, nikt tego kraju z PW nie usunął, ale za to prezydent Łukaszenka otrzymał zakaz wjazdu. Jako iż na szczyt zaproszeni byli głownie szefowie państw lub rządów – należy uznać to za dość istotny problem. Rozwiązano go w ten sposób, iż pojawić miał się minister spraw zagranicznych, a ostatecznie – ambasador Białorusi w Warszawie. Nie odpaliło to jednak na szczycie, gdyż białoruski ambasador nie uczestniczył w obradach drugiego dnia uznając, iż takie traktowanie dyskryminuje jego państwo. Co ciekawe, Białorusini w samym przygotowaniu do szczytu uczestniczyli.

“Pakiet Tuska” na około 10 miliardów dolarów pokazuje, iż Unia Europejska nie chce problemów w swoim najbliższym sąsiedztwie. Plusem polskiej dyplomacji jest to, iż jakkolwiek by nie oceniać Partnerstwa, Unia w tym przypadku myśli “po polsku” i widać porozumienie na linii Warszawa-Berlin. Donald Tusk, proponując pakiet w obecności przewodniczącego Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej, mówił przecież bardziej jako przedstawiciel unijnej prezydencji niż premier Polski.

W praktyce Unia ma dwie możliwości wpływania na Mińsk – może próbować wykończyć gospodarczo Białoruś i wyizolować politycznie, co jednak ma małe szanse powodzenia albo przekupić dyktatora według modelu afrykańskiego. Wyjdą opozycjoniści, rozpoczniecie rozmowy i przeprowadzicie wybory – będą pieniądze od międzynarodowych instytucji. Łukaszenka pójdzie na taki układ, jeżeli będzie wiedział, że nie ma innego wyjścia, a mówiąc konkretnie – Chińczycy, a jeśli nie oni to Rosjanie, nie będą mieli dla niego lepszej oferty, gdy będzie stał po ścianą. Pekin i Moskwa nie będą przecież się go pytać o prawa człowieka i zasady demokratycznego państwa prawa. Już raz Moskwa przelicytowała ofertę europejską – przy okazji wyborów prezydenckich.

Taki model jest dużo lepszy dla mieszkańców Białorusi niż alternatywa o której pisałem – liczenie na upadek gospodarczy Białorusi i przejęcie władzy przez opozycję według zasady – im gorzej (na Białorusi) tym lepiej (dla interesów europejskich). Słuszne pytanie stawia w tym temacie Piotr Maciążek – Łukaszenka odejdzie, ale co dalej? Wracając do samej oferty – nietrudno domyśleć się jaka będzie riposta prezydenta Łukaszenki – mamy wolne wybory, w więzieniach siedzą tylko kryminaliści, a rozmawiać z opozycją nie ma o czym…

W każdym razie – niebawem się okaże czy próba UE ma szanse powodzenia – będzie to zależeć od sytuacji gospodarczej Białorusi i możliwości, jakimi będzie dysponował prezydent Łukaszenka.

Umowy stowarzyszeniowe
Tymczasem na horyzoncie pojawia się dobra wiadomość – “niebiescy”, a także wspierający ich oligarchowie, są bardziej proeuropejscy niż proukraińska jest Unia Europejska. Rozmowy o umowie stowarzyszeniowej – a jest to krok w kierunku integracji i akcesji – powinny się zakończyć do końca roku. Byłby to sukces polskiej prezydencji, która w swoich celach bała się zadeklarować takiego celu. Oczywiście – pozostaje kwestia ratyfikacji tego dokumentu w parlamencie ukraińskim (Rosja nie będzie zadowolona, zwłaszcza w perspektywie propozycji wstąpienia dla Kijowa do unii celnej), a także ze “strony europejskiej” (mocne naciski w/s Tymoszenko).

Jak zauważył premier Węgier, Wiktor Orban – Polska odczuwa potrzebę realizacji misji rozszerzenia Unii na wschód. Wynika ona jednak z czystego pragmatyzmu – im bliżej Polska centrum Europy tym lepszą pozycję zajmujemy – przesuwając unijne granice na wschód przesuwamy również centrum w naszą stronę. Również “po naszej myśli” jest walka o ułatwienia wizowe, a nawet ich zniesienie wobec państw PW, jak również rozpoczęcie rozmów stowarzyszeniowych z Mołdawią i Gruzją. Szczyt zakończył się bez fajerwerków, ale jego postanowienia to nasz umiarkowany sukces.

Trzeba pamiętać o tym, że dla Unii Europejskiej, pogrążonej w wielkim kryzysie strefy euro, są teraz ważniejsze kwestie niż integracja europejska, jednakże nie oznacza to, iż Warszawa nie może prowadzić swojej polityki Zamiast milowych kroków, będą one stawiane powoli, ale w dobrym kierunku – aż do końca kryzysu.

Zaproszenie na debatę przedwyborczą – 5.10.2011r

Brak komentarzy

Drodzy Czytelnicy,

serdecznie zapraszam na debatę przedwyborczą dotyczącą polityki zagranicznej, która odbędzie się 5.10.2011r w Auli Uczelni Vistula (Warszawa, ul. Stokłosy 3) od godziny 20:00.

Będzie to świetna okazja, aby przeprowadzić rzetelną dyskusję nad tym, co proponują nam politycy.

Uczestnikami debaty portalu “Polityka Globalna” oraz IKN Dyplomacji i Prawa będą:
- Andrzej Halicki (Platforma Obywatelska, szef komisji spraw zagranicznych);
- Witold Waszczykowski (Prawo i Sprawiedliwość, wiceminister spraw zagranicznych);
- Tadeusz Iwiński (Sojusz Lewicy Demokratycznej, były Sekretarz Stanu w Kancelarii Premiera);
- Krzysztof Iszkowski (Ruch Palikota).

Zapraszamy również do nadsyłania własnych propozycji pytań. “Polityka Globalna” funduje nagrody – pozwolę sobie zacytować.

“Zapraszamy również do nadsyłania swoich propozycji pytań; pytanie można umieścić na Facebooku lub przesłać na następujące adresy: redakcja(wstaw-małpę)politykaglobalna.pl oraz dip.kn(wstaw-małpę)poczta.uw.edu.pl. Trzy najciekawsze pytania nagrodzimy grami PC: osoba, która prześle naszym zdaniem najciekawsze pytanie otrzyma grę „Men of War: Vietnam”, dwa kolejne miejsca otrzymają gry „Europa Universalis III”.”

Będę miał przyjemność poprowadzenia tej debaty. Jeszcze raz serdecznie zachęcam do wybranie się na uczelnię Vistula w środowy wieczór!

Dojazd: przystanek Metro Stokłosy –> około 150 metrów od metra


Wyświetl większą mapę

Wyświetl większą mapę

Zachęcam do przybywania nieco wcześniej – na godzinę 19:45.

Strona wydarzenia na Facebooku

Do zobaczenia!