Patryk Gorgol

Pojednanie palestyńsko-palestyńskie? Porozumienie Fatahu z Hamasem

Brak komentarzy
źródło: onejerusalem.com

po lewej: Mahmud Abbas, po prawej: Chaled Meszal źródło: onejerusalem.com

Fatah i Hamas zawarły wstępne porozumienie, kończące wojnę palestyńsko-palestyńską. Zakłada ono dymisje rządów na Zachodnim Brzegu Jordanu (Fatahu) oraz Strefie Gazy (Hamas), a następnie powołanie wspólnego gabinetu “bezpartyjnych” “fachowców” (cudzysłów celowy, gdyż zapewne nie będą oni ani bezpartyjni, an nie będą fachowcami). Stanowisko prezydenta zachować ma Mahmud Abbas, a wybory odbędą się w przeciągu roku.. Oczywiście, są to jedynie przecieki. Ostateczny kształt porozumienia poznamy prawdopodobnie w przyszłym tygodniu Oficjalnie zostanie podpisane w środę. Wielką niewiadomą pozostaje jego trwałość.

Egipt wchodzi do gry?
Porozumienie osiągnięto w Egipcie, gdzie doszło do tajnych spotkań, których organizację i przebieg ułatwiały władze tego państwa. Po odejściu Mubaraka nastąpiła modyfikacja polityki zagranicznej Kairu względem Izraela. Nie musi to wcale wynikać ze zmiany priorytetów, co zresztą jest dość wątpliwe, ale z konieczności utrzymania popularności. Oznacza to niekoniecznie otwartą współpracę z Izraelem i wojnę z Hamasem, prowadzoną przecież przez byłego prezydenta w sojuszu ze swoim żydowskim sąsiadem. W kwietniu tego roku Egipcjanie zatrzymali budowę podziemnego muru na granicy ze Strefą Gazy, który miał uniemożliwić przemyt, z którego żyło terytorium kontrolowane przez Hamas. O tym projekcie pisałem szczegółowo w artykule “Kolejny ‘mur’ na Bliskim Wschodzie”.

Mówiąc wprost, nowy egipski rząd nie będzie próbował zatrzymać przemytu i tym samym sprawia Hamasowi uroczy prezent. Nie ostatni jednak, gdyż Egipcjanie zapowiadają, iż na dniach, na stałe, otworzą przejście graniczne w Rafah. W tym momencie żółta lampka ostrzegawcza zapaliła się w Jerozolimie, a swój kolor zmieniła na czerwony po przeciekach w/s porozumienia palestyńsko-palestyńskiego.

Egipt w tym konflikcie popierał umiarkowanego Abbasa. Stąd koncepcja “podziemnego muru” czy zamknięcie granicy. Kair uważał Hamas za zagrożenie z dwóch powodów. Pierwszym z nich są niepodważalne powiązania pomiędzy Hamasem, a nieżyczliwym zarówno wobec Egiptu, jak i Izraela, Iranem. Drugim związki Hamasu z Bractwem Muzułmańskim, uważanym przez ekipę Mubaraka za śmiertelne zagrożenie.

Tymczasowy rząd dokonał modyfikacji polityki, wspierając pojednanie wśród Palestyńczyków oraz przestając postrzegać Hamas jako śmiertelne zagrożenie również dla Egiptu. Decyzje wydają się sensowne, szczególnie ze względów PR-owych. Egipska ulica nie przepada za Izraelem, a jej siła nie będzie teraz lekceważona, nawet przez faktycznie rządzące dalej w Państwie Faraonów wojsko. Kair odzyskuje jednocześnie inicjatywę jako gracz w tamtym regionie.

Jak porozumienie może wpłynąć na bliskowschodni proces pokojowy?
Oczywiście, niebawem może okazać się, iż pojednanie jest kruche, a Fatah i Hamas ponownie mogą pogrążyć się w wojnie, kontynuując tym samym podział Palestyńczyków na Zachodni Brzeg Jordanu i Strefę Gazy nie tylko pod względem geograficznym, ale również politycznym. Trzeba pamiętać, że w tej wojnie domowej ginęli ludzie, zaś wzajemnym oskarżeniom nie było końca. Porównując, można by uznać stosunki Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim za wzorowe. Przyjmijmy jednak, że porozumienie utrzyma się. Cóż to będzie oznaczać?

Bliskowschodni proces pokojowy jest obecnie trupem, a nieżywego przecież nie można zabić, dlatego porozumienie nie wpłynie negatywnie na rozmowy izraelsko-palestyńskie. Ich przecież oficjalnie obecnie nie ma. W sprawie podziału wśród Palestyńczyków zawsze możliwe były tylko trzy możliwości. Albo Fatah pokona ostatecznie Hamas albo Hamas pokona Fatah albo, co wydawało się najbardziej prawdopodobne, dojdzie do porozumienia i podziału władzy. Innego rozstrzygnięcia problemu braku jednolitej reprezentacji wśród Palestyńczyków po prostu nie ma.

Koalicyjne władze nie zostaną jednak uznane przez … Izrael, który uważa – skądinąd słusznie – że ciężko rozmawiać z kimś, kto nawołuje do całkowitego zniszczenia państwa żydowskiego. Premier Netanjahu wyraził już elastyczność izraelskiego stanowiska w tej kwestii stwierdzając, że Fatah będzie miał pokój z Izraelem albo z Hamasem. Radykałowie również nie przebierają nogami do oficjalnych rozmów z ‘reżimem syjonistycznym”. Hamas uznawany jest przez Unię Europejską i Stany Zjednoczone za organizację terrorystyczną. Dopóki nie uzna Izraela oraz nie wyrzeknie się terroryzmu (jak swego czasu, chociaż nie do końca szczerze, Jaser Arafat), nie będzie negocjacji pokojowych. Małym światełkiem w bardzo długim tunelu są deklaracje o możliwym uznaniu granic z 1967 roku.

Na społeczność międzynarodową Palestyńczycy nie mogą liczyć. Rezolucję o osadnictwie izraelskim zawetowali w Radzie Bezpieczeństwa, co nikogo nie dziwi, Amerykanie. Przez Zgromadzenie Ogólne można by przeprowadzić inną rezolucję, nawołującą do uznania Palestyny za niepodległe państwo, ale to będzie tylko zalecenie lub opinia, niewiążące państwa. Na przegłosowanie mocnej rezolucji w Radzie Bezpieczeństwa nie ma żadnych szans – Waszyngton nie pozwoli skrzywdzić Izraela, zwłaszcza w okolicach wyborów prezydenckich za oceanem. Trzeba tez pamiętać o realiach. Izrael panuje militarnie w regionie. Wniosek z tego jest taki, że jeżeli Abbas poważnie myśli o pokoju, może go osiągnąć tylko poprzez porozumienie z Izraelczykami. Ci z kolei na zainteresowanych rozmowami nie wyglądają.

Palestyńczycy z Zachodniego Brzegu Jordanu są też uzależnieni od zagranicznych pieniędzy, w tym z Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, spływających na konto Autonomii Palestyńskiej. Mowa o kilkuset milionach dolarów rocznie. Obama, o czym pisał “Newsweek”, groził odcięciem tej pomocy. Podobne głosy pojawiły się po pojawieniu się informacji o porozumieniu z Hamasem. Pomoc dla Palestyńczyków przyznaje wszakże Kongres. W tym miejscu należy jednak zadać pytanie – skoro nie Fatah, to kogo w Palestynie mają wspierać państwa zachodnie? Z drugiej strony, będzie to wyglądać przekomicznie, jeśli dostęp do pieniędzy unijnych i amerykańskich uzyska, uznawany przez nie za organizację terrorystyczną, Hamas.

Niewiadomą jest również wynik wyborów. Ciekawe, czy obejmą one również urząd prezydenta. Mahmud Abbas, lider Fatahu, piastuje to stanowisko już ponad przewidywany przez prawo czas trwania swojej kadencji. Przypomnijmy też, iż ostatnie, demokratyczne wybory parlamentarne wygrał Hamas. Trudno przewidzieć, czy pompowany zachodnimi pieniędzmi Fatah zdoła tym razem pokonać swoich radykalnych przeciwników. Jeżeli wyniki będą podobne do tych z 2006 roku, oznaczać to będzie, że pokój niekoniecznie jest dla Palestyńczyków najważniejszy.

Jak portal Polscott.com okrada blogerów?

14 komentarzy
źródlo: polskalokalna.pl

źródlo: polskalokalna.pl

Długo się wahałem, czy poruszać ten temat, zwłaszcza w świątecznym okresie, ponieważ na blogu piszę z reguły o rzeczach wznioślejszych, aniżeli kradzież tekstu czy naruszenie moich dóbr osobistych. W historii kilkukrotnie zdarzało się, iż znajdowałem swoje teksty na różnych, zazwyczaj polonijnych, portalach lub gazet(k)ach. Co z tym zrobić? Pisałem do administratorów stron z prośbą o usunięcie i przeznaczenie pieniędzy na jakiś szczytny cel. Raz udało się wywalczyć pieniążki na Fundację św. Alberta, innym razem nie uzyskałem nic, ale zostałem przynajmniej przeproszony. Wiadomo przecież, że nie będę latał do Stanów Zjednoczonych sądzić się o drobne.

Najważniejsze jest jednak, że nikt nie rozumie, iż między kradzieżą tekstu, a palety serków z supermarketu, nie ma żadnej różnicy. Nie Twoje – nie dotykaj, jak to czasem mówią młode dziewczyny na dyskotekach do nazbyt ofensywnie usposobionych chłopców. Niestety, zarówno tak, jak niektórzy chłopcy w rytmie Lady Gagi tego nie rozumieją, taki sam problem mają ich starsi koledzy, administrujący portalem polscott.com. Naprawdę wstyd, że nie stać Was nawet na słowo “przepraszam”, bo zasady publikacji moich tekstów są dokładnie opisane w dziale “Współpraca”.

Zresztą, niech największą karą będzie publikacja korespondencji z administratorem tego serwisu. Najlepiej ona świadczy o poziomie portalu oraz inteligencji jego autorów, którzy nawet nie potrafią się podpisać.

“Szanowni Państwo!

Bez mojej zgody (ani bez podania źródła) naruszyli Państwo moje dobra osobiste publikując jeden z moich artykułów:

http://www.portal.polscott.com/?p=28907

Proszę o wpłacenie przez Państwa kwoty 300 zł na Polski Czerwony Krzyż.

Z poważaniem.
Patryk Gorgol.”

“Szanowny panie niech no ze pan zakreci kolo i mocno walnie sie w czolo ! Podalismy autora i zadnych dobr nie naruszylismy a jesli pan uwaza inaczej to prosze sobie poczytac prawo prasowe w Wielkiej Brytanii a pozniej opowiada glupoty ! ok … Druga sprawa aby sie pan nie blaznil wiecej -jesli nastepnym razem bedzie pan opowiadal o rzekomych ‘’stratach” to prosze je wykazac ! Polecam zmienic lekarza ten pana oszukuje !”

“Szanowny Panie,

widzę, iż emigracja w Wielkiej Brytanii ewidentnie Panu nie służy, gdyż nie tylko ignoruje Pan prawa autorskie, ale również podstawowe elementy pisania listu (formy grzecznościowe, podpisanie się) oraz interpunkcji.

Powtarzam zatem, proszę o wpłacenie kwoty w wspomnianej wysokości na jedną z wymienionych organizacji (Caritas, Polski Czerwony Krzyż). Swoim obecnym postępowaniem okrada mnie Pan i nie sądzę, aby odbywało się to w majestacie prawa. Przede wszystkim nie podał Pan źródła informacji.

Z nieustającym poważaniem.
Patryk Gorgol.”

“CZLOWIEKU
Powinienes byc szczesliwy ,ze te twoje ochlapy ktos chce wogole gdzies publikowac ! I ladnie oraz grzecznie podziekowac ! Straszyc sobie mozesz ciotke ,wojka i kogo tam masz jeszcze . Po 1 nasz portal nie podlega pod zadne zwyrodniale ”polskie” prawo , po drugie polecam poczytac prawo prasowe UK i zauwazyc tam jedna taka sekcje : Która mówi o tym ,ze materialy publikowane na ogolnodostepnych stronach www bez zaznaczenia -tylko za zgoda autora- mozna powielac i publikowac bez zadnych oplat ! Polecam tez zasiegnac wiedzy na temat prawa autorskiego bo widze ze cos slabiutko ! I przestan mnie straszyc bo ja sie nie boje … ja juz nie zyje w bagnie – wyjechalem z niego ! Bardzo dawno temu i wasze udziwnienia i dziwactwa mnie juz mao interesuja . Teraz tak : Jesli raz jeszcze wyslesz mi maila ( a nie zycze sobie tego i cie informuje teraz ) to zglosze stalking ! Co to jest stalking poczytaj i zobacz ile za to grozi . Ponial ? Zegnam Niewdziecznika !

ps- Material  byl kiepski a zostal potraktowany jako tzw  – zapchaj dziura !”

“Czy pana uczelnia toleruje pisanie plagiatow przez jej studentow ? Do wtorku sprawdzimy pana publikacje jesli sie okaze ,ze wiekszosc to rzniete z innych a podpisane pana nazwiskiem -powiadomimy pana uczelnie ! I zrobimy netowy raban przy pana nazwisku .

Wesolych Swiat !”

“Szanowny Panie,

po pierwsze, nie przypominam sobie, abyśmy przeszli na Ty. Czy elementarne zasady kultury również wyjechały z Panem na emigrację do Wielkiej Brytanii?

>>> po drugie polecam poczytac prawo
prasowe UK i zauwazyc tam jedna taka sekcje : Która mówi o tym ,ze materialy publikowane na ogolnodostepnych stronach www bez zaznaczenia -tylko za zgoda autora- mozna powielac i publikowac bez zadnych oplat !

Dziękuję za tę uwagę, w której przyznaje się Pan do winy. Na mojej stronie głównej (http://patrykgorgol.pl) od ponad 2 lat istnieje sekcja “Współpraca” na której określam zasady, na jakich można korzystać z moich tekstów(http://patrykgorgol.pl/wspolpraca/). Jak Pan zatem pewnie zauważa w tym momencie, brytyjskie prawo prasowe nie jest z Panem.

Stalking proszę sobie zgłaszać, istnieją jednak dwa problemy. Pierwszy taki, że dochodzenie swoich dóbr osobistych nie da się nazwać stalkingiem, a drugi taki, właściwy jest sąd pozwanego także zapraszam serdecznie do znienawidzonej przez Pana Polski.

Odnosząc się do plagiatu. Zapraszam do poszukiwań. Czy podać Panu adres uczelni i numery telefoniczne do dziekanatów?

A jeżeli materiał był kiepski to gratuluję serdecznie, że Pański portal musi wstawiać słabej jakości teksty (żeby było śmieszniej – napisane w lipcu, a wrzucone u Pana w kwietniu!). Sam Pan wystawia mu najlepszą ocenę.

Z nieustającym poważaniem.
Patryk Gorgol.”

“Pan jest plagiatorem … po swietach powiadomimy pana uczelnie ! Nie ladnie tak brac cudze i podpisywac swoim nazwiskiem cio ..oj nie ladnie .. i po co to panu bylo ? Przyszly prawnik – wstyd ! Bedzie wstyd !”

“Szanowny Panie,

wstyd to powinno być Panu, gdyż kradnie Pan teksty z internetu. Poza tym, nie traktuje tej korespondencji jako prywatnej i zamierzam ją opublikować.

Z nieustającym, ale już coraz mniejszym, poważaniem.
Patryk Gorgol.”

A tymczasem chciałem życzyć wszystkim jak najspokojniejszych świąt,  najdalej od tego typu przygód. W przypadku tego Pana mimo wszystko cieszę się, że nie ma go już w Polsce.

P.S. Jakby mnie zamknęli do więzienia za stalking lub relegowano z uczelni za plagiat, to liczę na jakieś paczki żywnościowe od czytelników.

Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, a samostanowienie Kosowa

1 komentarz

źródło: crossed-flag-pins

źródło: crossed-flag-pins

Nieubłaganie mijają kolejne miesiące od opinii doradczej Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie Kosowa.  Co trzeba zauważyć przede wszystkim, orzeczenie Trybunału, jak dotąd, nie przysłużyło się w żaden sposób do rozwiązania konfliktu. Pomimo niewątpliwego autorytetu MTS-u znowu okazało się – i nie ma co się temu dziwić – iż ważniejsze są po prostu interesy poszczególnych państw i to one decydują o uznawaniu lub nieuznawaniu Kosowa.  Po 22 lipca 2010, czyli dacie wydania opinii doradczej, Kosowo zostało uznane tylko przez państwa, które nie odgrywają poważniejszej roli w polityce międzynarodowej, mianowicie  Honduras (2 września 2010), Kirbati (21 październik 2010r) ,Tuwalu (18 listopad 2010r), Katar (7 styczeń 2011r), Gwinea-Bissau (10 styczeń 2011r), Oman (4 luty 2011r).  Wątpliwe jest również, aby to działalność Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości miała rozstrzygający wpływ na decyzje z zakresu uznania podejmowane przez w/w państwa. Ogółem Kosowo uznaje 75 ze 192 państw należących do Organizacji Narodów Zjednoczonych i 22 z 27 państw Unii Europejskiej.

Opinia doradcza
Co warto podkreślić, zgodność deklaracji niepodległości z 17 lutego 2008 z prawem międzynarodowym była przedmiotem badania Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, zakończonego opinią doradczą, a nie wyrokiem. Różnica jest olbrzymia, ponieważ opinia doradcza to autorytarna wykładania prawa międzynarodowego dokonana przez Trybunału, ale o charakterze niewiążącym. W efekcie orzeczenie należy traktować jako wypowiedzenie (choć niektórzy uważają, iż niewypowiedzenie się) w tej kwestii autorytetu, lecz nienakładającą na państwo obowiązki prawne możliwe do wyegzekwowania. Identycznie skutek przyniosło postępowanie dotyczące izraelskiego muru bezpieczeństwa. Orzeczenie, pomimo tego że jednoznaczne, zostało przez władze izraelskie zignorowane, do czego zresztą państwo żydowskie miało pełne prawo.

Artykuł 96.1 Karty Narodów Zjednoczonych stanowi, że Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych może zwrócić się do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości o opinię doradczą i właśnie tę drogę zdecydowano się wykorzystać. Wniosek o uchwalenie stosownej rezolucji zgłosiła Serbia, co jest kwestią istotną, gdyż Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości badał sprawę ogłoszenia niepodległości przez Kosowo na prośbę ZO ONZ, a nie Serbii, jak sugerowało część mediów w Polsce i na świecie. Serbscy politycy byliby wyjątkowo mało przenikliwi, gdyby dopuścili do sytuacji, w której orzeczenie Trybunału miałoby dla nich wiążący skutek z punktu widzenia prawnomiędzynarodowego.

Stosowna rezolucja ZO ONZ została przyjęta 8 października 2009 roku. Kluczowe pytanie, zadane na końcu brzmiało: ““Is the unilateral declaration of independence by the Provisional Institutions of Self-Government of Kosovo in accordance with international law?”, co należy tłumaczyć jako: czy jednostronna deklaracja niepodległości ogłoszona przez Tymczasowe Władze Samorządowe Kosowa jest zgodna z prawem międzynarodowym?

Deklaracja niepodległości nie jest naruszeniem
Opinia doradcza została wydana 22 lipca 2010 roku i opierała się na wyjaśnieniu dwóch głównych zagadnień. Po pierwsze, czy deklaracja niepodległości była zgodna z powszechnymi normami prawa międzynarodowego (lex generalis) oraz czy była zgodna z rezolucją Rady Bezpieczeństwa nr 1244 z 1999 roku, którą należałoby traktować jako lex specialis. Zanim przytoczę argumentację Trybunału i się do niej odniosę koniecznie należy pamiętać, iż nie był on w swoim orzeczeniu jednomyślny (10:4).

Trybunał orzekł, iż prawo międzynarodowe nie zawiera w sobie generalnego zakazu do samostanowienia, w tym również deklaracji niepodległości zaznaczając, iż część z państw uczestniczących z postępowaniu również powstała w wyniku deklaracji niepodległości i przy wykorzystaniu prawo do samostanowienia Prawo międzynarodowe nie zakazuje ogłaszania niepodległości, zatem nie można mówić w tym przypadku o jego naruszeniu i identycznie jest w tym przypadku. Trybunał zaznaczył również – powołując się jednocześnie na swoje poprzednie orzeczenia – iż w II połowie XX wieku mamy do czynienia z rozwinięciem prawa do samostanowienia i powstania prawa do niepodległości dla ludów pozbawionych własnej ziemi, ujarzmionych, zdominowanych i wykorzystywanych przez obcych.

Następnie MTS zajął się kwestią ewentualnego naruszenia zasady nienaruszalności integralności terytorialnej Serbii. W postępowaniu podnoszono, że zakaz jednostronnego ogłaszania niepodległości zawiera się w w/w zasadzie. Zdaniem Trybunału, nienaruszalność integralności terytorialnej jak najbardziej istnieje i jest ważną częścią prawa międzynarodowego skodyfikowaną m.in. w Karcie Narodów Zjednoczonych czy Akcie Końcowym Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Odnosi się jednak jedynie do sfery stosunków pomiędzy państwami, a w tym przypadku nie można mówić o żadnym naruszeniu integralności terytorialnej Serbii przez inne państwa. Upraszczając, nie ma naruszającego, nie ma naruszenia, a zakaz jednostronnego ogłaszania niepodległości nie zawiera się w zasadzie nienaruszalności integralności terytorialnej.

Trybunał podkreślił również, iż zdarzało się, iż Rada Bezpieczeństwa ONZ potępiała deklaracje niepodległości (Rodezja Południowa, Cypr Północny, Republika Serbska). Potępienie nie wynikało jednak z faktu, iż te deklaracje były jednostronne, ale w związku z użyciem siły i łamaniem innych, powszechnych norm prawa międzynarodowego przez ogłaszających.

W ramach wyjaśnienia pierwszego zagadnienia Trybunał odniósł się do kwestii tzw. remedial secession, czyli samostanowienia połączonego z secesją, w przypadku jednak, gdy nie możemy mówić o kolonializmie. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości uznał, iż to zagadnienie nie jest objęte zakresem pytania zadanego przez Zgromadzenie Ogólne ONZ i wykręcił się tym samym od odpowiedzi na pytanie o zgodność takiej formy secesji z prawem międzynarodowym. To o tyle istotne, iż w przypadku Kosowa nie możemy mówić o istnieniu narodu bez państwa, ponieważ mieszkańcy Kosowa deklarują się, w zdecydowanej większości, jako Albańczycy. Jednocześnie, z powodów politycznych, połączenie Kosowa z Albanią jest obecnie niemożliwe.

Podsumowując, MTS stwierdził, iż jednostronna deklaracja niepodległości nie narusza prawa międzynarodowego.

Czy ogłoszenie niepodległości było niezgodne z rezolucją 1244?
Prawdziwe kontrowersje budzić może wyjaśnianie kwestii zgodności jednostronnej deklaracji niepodległości z rezolucją 1244 z 1999 roku. Przypomnijmy, iż pytanie ZO ONZ brzmiało, czy jednostronne deklaracja niepodległości ogłoszona przez Tymczasowe Władze Samorządowe Kosowa jest zgodna z prawem międzynarodowym? Pierwszą rzeczą, od której rozpoczął Trybunał, było wyjaśnienie, czy deklaracja została ogłoszona przez Tymczasowe Władze Samorządowe Kosowa, działające na podstawie wyżej wspomnianej rezolucji RB ONZ, a ściślej mówiąc, Parlament Kosowa powstały po nadaniu podstawy konstytucyjnej w 2001 roku.

Trzymając się faktów, deklaracja niepodległości została ogłoszona w siedzibie parlamentu Kosowa, przegłosowana przez większość jego członków (+ prezydenta) oraz m.in. opublikowana na jego stronie. Na pierwszy rzut oka trudno byłoby stwierdzić, że dokument ten nie został wydany przez władzę ustawodawczą. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości tak właśnie jednak stwierdził interpretując, iż sami autorzy chcieli działać poza uregulowaniami podstawy konstytucyjnej, dlatego nie można mówić o niezgodności deklaracji niepodległości z tym dokumentem.

Sędziowie argumentowali to w różny sposób, m.in. wskazując, iż autorzy deklaracji nie mieli intencji by działać w ramach podstawy konstytucyjnej, gdyż w tym akcie wspominają o niepodległości i suwerenności, a także zgłaszają gotowość do wypełnienia zadań, za które odpowiedzialny był wcześniej Specjalny Przedstawiciel Sekretarza Generalnego ONZ (np. zawieranie umów międzynarodowych).

Trybunał uważa również, iż deklaracja nie jest aktem wydanym przez Parlament, gdyż w głosowaniu brał udział prezydent, który nie był członkiem tego organu ustawodawczego, w albańskiej wersji językowej na dokumencie nie ma informacji, aby jego autorem był Parlament, a także ze względu na użycie pierwszej osoby liczby mnogiej w deklaracji, zamiast trzeciej osoby pojedynczej, co było zwyczajem. MTS podniósł też kwestie braku reakcji specjalnego przedstawiciela oraz nieumieszczenia przez niego deklaracji niepodległości w oficjalnym biuletynie publikującym dokumenty.

Krótko mówiąc, Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości próbuje tłumaczyć, iż Parlament Kosowa nie był wtedy Parlamentem Kosowa, a deklaracji niepodległości nie składali jego członkowie, a przedstawiciele Kosowianinów.

Może to o tyle dziwić, iż sama deklaracja zaczyna się od słów “My, demokratycznie wybrani (…)”, a jak łatwo można się domyśleć, jedynym demokratycznie wybranym organem ustawodawczym był przecież parlament. Zaskakujące wydaje się również, że wszelkie naruszenia proceduralne czy przekroczenia kompetencji potraktowano w tym przypadku jako dowód świadczący, że autorzy nie działali w ramach podstawy konstytucyjnej i dlatego kwestii zgodności deklaracji niepodległości z podstawą konstytucyjną nie należy rozstrzygać.

Do omówienia pozostała jeszcze kwestia samej zgodności deklaracji niepodległości z treścią rezolucji RB ONZ  numer 1244.

Trybunał orzekł, iż rezolucja ustanawia tymczasowy reżim prawny stosowany na tamtym terytorium i zawiesza tym samym władzę serbską. Jednocześnie nie przesądza kształtu ostatecznego rozwiązania ani jego warunków. Jeśli  Rada Bezpieczeństwa ONZ chciałaby nałożyć warunki porozumienia, zrobiłaby tak, jak w przypadku konfliktu cypryjskiego, gdzie zostało precyzyjnie określone, w jaki sposób spór powinien zostać uregulowany. Rezolucja numer 1244 nie zakazuje również w żadnym miejscu wydania deklaracji niepodległości.

W rezolucji obowiązki i uprawnienia nadaje się np. Sekretarzowi Generalnemu i jego reprezentantowi, państwom członkowskim ONZ, a jedynym fragmentem,  gdzie pojawiają się mieszkańcy Kosowa jest nakaz rozbrojenia się przez Armię Wyzwolenia Kosowa i inne grupy albańskie. Poza tym, nie ma żadnych innych obowiązków lub zakazów działania, w związku z czym nie można stwierdzić, aby rezolucja zakazywała deklarowania niepodległości.

Sędziowie wyjaśnili również pojawiające się w tekście „political settlement” (porozumienie polityncze)  Znajduje się we fragmencie poświęconym kompetencjom wysłannika SG, poza tym MTS stwierdza, że nie może on być uznany – pomimo różnych interpretacji, za zakaz ogłaszania niepodległości.

Konkluzja Trybunału brzmi zatem: deklaracja niepodległości nie narusza w żaden sposób rezolucji numer 1244.

Unik?
Opinia doradcza Trybunału w żaden sposób nie zamyka jednak dyskusji nad prawem mieszkańców Kosowa do samostanowienia. Warto równocześnie zauważyć, że sędziowie próbowali podejść do sprawy jak najbardziej abstrakcyjnie.  Albańczycy przyjęli opinię doradczą z radością, a Serbowie ją naturalnie odrzucili.

Kwestia prawnego uznania państwa jest po prostu determinowana przez politykę zagraniczną. Nie istnieje żadna kodyfikacja w tym względzie, a zatem o uznaniu, bądź też nie, zawsze decydować będą partykularne interesy. Doskonale widać to, gdy porównuje się sprawy Kosowa oraz Abchazji i Osetii Południowej.

Nie wyjaśniono również innej kwestii. Jak wspomniałem wyżej, istnieje jedynie naród albański, posiadający własne państwo. Czy zatem prawo do samostanowienia należy się również mniejszościom narodowym?

Pytam nie przez przypadek. Przyjmując kryteria przyjęte przez Trybunał, łatwo można wyobrazić sobie sytuację, gdy np. parlament kataloński uchwala deklarację niepodległości, łamiąc po drodze procedury i przekraczając kompetencje. W myśl orzeczenia Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, nie będzie to naruszenie prawa międzynarodowego, a samo działanie “poza prawem” będzie jeszcze argumentem za tym przemawiającym. Inna sprawa, czy taka niepodległość “utrzymałaby się”. Byłoby wątpliwe, ale naturalnie powyższy przykład miał tylko zilustrować sytuację.

Bitwa o Libię

Brak komentarzy
źródło: faz.net

źródło: faz.net

Jednym z ostatnich liderów, oficjalnie którzy głosili poparcie dla prezydenta Hosniego Mubaraka, był pułkownik Muammar Kaddafi, rządzący od ponad 40 lat przywódca Libii. Tymczasem również w jego państwie wybuchły protesty (tzw. „rewolucja 17 lutego”) i dyktator znalazł się w poważnych opałach, opuszczony przez część wojska oraz powszechnie krytykowany przez społeczność międzynarodową za atakowanie nieuzbrojonych cywilów. Kaddafi przetrwał pierwszą falę uderzeniową, a gdy stracił kontrolę nad częścią miast, skonsolidował siły. Aktualnie nic nie wskazuje na jego rychłą porażkę na froncie. Przynajmniej do czasu, gdy będzie miał jak opłacać najemników oraz swoich żołnierzy. Jedynym sensownym wyjściem wydają się w tej sytuacji negocjacje pokojowe, które rozbijają się o jedną niezwykle istotną kwestię – władzę pułkownika Kaddafiego, której straty on sam sobie nie wyobraża, a której zachowania nie są w stanie zaakceptować powstańcy urzędujący w Bengazi.

Kaddafi to nie Mubarak
To co udało się w Egipcie, nie wyszło w Libii. Okazało się, iż pułkownik Kaddafi, świadomy wydarzeń na placu Tahrir, od początku zdecydował się na konfrontację, a protestującym zarzucał współpracę z al-Kaida.

Przede wszystkim jednak między Kaddafim, a Mubarakiem istnieje szereg różnic, które spowodowały, iż w Egipcie udało się uniknąć wojny domowej, zaś w Libii już nie. Kaddafi dzierży(ł?) swoją władzę niepodzielnie, będąc w Libii panem życia i śmierci, nie dopuszczając istnienia żadnych przejawów społeczeństwa obywatelskiego, zaś Mubarak utrzymywanie się u władzy zawdzięczał poparciu może nie wyborców, których głosy fałszowano, ale wojska, państwa w państwie, które miało, ma i będzie mieć wpływy, ale także autorytet wśród Egipcjan. Jednocześnie, choć w ograniczonym zakresie, działała opozycja – m.in. Bractwo Muzułmańskie czy były dyrektor Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej – Mohammad el-Baradei. Kiedy zatem część dotychczasowych sojuszników opuściło przywódcę Libii, ten był gotowy na wojnę domową,. W Egipcie kwestie prezydentury Mubaraka rozstrzygnęli wojskowi, powiadamiając jedynie swojego byłego towarzysza broni o decyzji.

Inaczej wygląda również kwestia możliwej zakulisowej gry państw Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Wywieranie presji na Mubaraku i egipskim wojsku nie było trudne. Sami wojskowi byli na tyle odpowiedzialni, iż wiedzieli, że niepohamowany rozlew krwi nie będzie w ich interesie. Od początku było wiadomo, iż Kaddafi równie elastyczny nie będzie i nawet dwie rezolucje Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych niewiele zmieniły w tym zakresie. Kiedy pułkownik zobaczył protestujących, nakazał ich rozgonić przy pomocy wszelkich dostępnych środków – w tym, jak donoszą „Human Rights Watch” oraz amerykańska telewizja CNN – ostrej amunicji oraz bombardowań. O ile więc Mubarak był skłonny pogodzić się z utratą władzy oraz jednoczesnym poświęceniem politycznej przyszłości swojego niepopularnego syna, Gamala, o tyle Kaddafi na emeryturę się nie wybiera, a jego rzecznikiem prasowym stał się, uznawany za prozachodniego, syn Saif.

Reakcja społeczności międzynarodowej
Pomimo pięknego albumu zdjęć, z premierem Berlusconim, prezydentem Sarkozym czy przewodniczącym Rady Europejskiej, Hermanem von Rompuy’em, Muammar Kaddafi nie był nazbyt lubianym przywódcą, więc nikt nie zamierzał za niego umierać. Rada Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych błyskawicznie nałożyła na libijski reżim embargo na dostawę broni, zakazy wyjazdowe dla najważniejszych jego funkcjonariuszy oraz zdecydowała o zamrożeniu aktywów libijskiego przywódcy. Warto wspomnieć, iż tylko sami Amerykanie zamrozili 34 miliardy dolarów należące do libijskiego przywódcy. Przyjęcie rezolucji nr 1970 poparły Chiny z Rosją. Pekin ewakuował 30 tysięcy swoich rodaków, na czym skorzystała branża turystyczna w Grecji, gdzie nagle wypełniły się hotele. Moskwa z kolei poświęciła szacowany na półtora miliarda dolarów kontrakt wojskowy, z niecierpliwością czekając na wzrost cen ropy oraz wyrazy uznania od Zachodu.

Jednocześnie okazało się, że rezolucja nie wpłynęła w istotny sposób na sytuację w Libii. Pułkownik Kaddafi wręcz odzyskał inicjatywę i szykował się do zajęcia Bengazi, zakończenia wojny domowej i prawdopodobnie rozliczenia swoich byłych przyjaciół z sił powstańczych, z byłym ministrem sprawiedliwości (!) na czele Oczywiste stało się, że powstanie – bez pomocy z zewnątrz – upadnie, gdyż Kaddafi dysponuje konkretnymi i karnymi siłami, a opozycja jest nie tylko niewyszkolona, ale również niedozbrojona.

Tymczasem Amerykanie wiedzieli, iż mają co najmniej kilka powodów, by nie angażować się w Libii. Pierwszym były miliardy dolarów pochłaniane już corocznie w Iraku i Afganistanie, drugim możliwe zaangażowanie Waszyngtonu w kolejną wojnę. Trzecim, zarzut o prowadzenie polityki neokolonialnej, a czwartym – być może najważniejszym – przyszłoroczne wybory prezydenckie. Gdyby prezydent Obama zdecydował się np. na operację lądową, śmiało można by go nazwać politycznym samobójcą. Również Europa niechętnie podchodziła do wszelkich zdecydowanych reakcji. Oczywiście, potępiono naruszenia praw człowieka, ale znowu okazało się, iż owszem, Wspólna Polityka Zagraniczna i Bezpieczeństwa istnieje, ale na papierze w traktacie, a w praktyce liczą się partykularne interesy poszczególnych państw.

Przerzucanie tego gorącego kartofla prawdopodobnie trwałoby do dziś, gdyby nie inicjatywa prezydenta Sarkozy’ego, który uznał powstańców, przy okazji tej decyzji zaskakując nawet własny rząd.. W końcu udało się porozumieć sojusznikom co do ograniczonego zasięgu operacji, a także przegłosować kolejną rezolucję w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, która nałożyła na Libię strefę zakazu lotów i upoważniła do podjęcia wszelkich niezbędnych kroków w celu obrony cywilów. Pierwsze poleciały samoloty wysłane przez prezydenta Francji, także widzącego na horyzoncie wybory.

Ocalone Bengazi – co dalej?
Po ogłoszeniu strefy zakazu lotów koalicja, w tym głównie Amerykanie, Francuzi i Brytyjczycy, przystąpili do likwidowania libijskiego lotnictwa i obrony przeciwlotnicznej w ramach operacji „Świt Odysei”. Może to budzić kontrowersje prawne, bo rezolucja RB ONZ nr 1973 ustanawia strefę zakazu lotów, a nie strefę zakazu posiadania środków do latania. Założony cel osiągnięto błyskawicznie, koalicja uzyskała pełne i niezagrożone panowanie w powietrzu. Równocześnie udało się uniknąć zajęcia Bengazi przez siły Kaddafiego. Na tym plan państw zachodnich się prawdopodobnie skończył. Rezolucja wprost wyklucza możliwość okupacji libijskiego terytorium

Powstańcy są jednocześni zbyt słabi, aby wygrać wojnę domową, ale też zbyt silni, aby ją przegrać. Dysponując wsparciem z powietrza, nie mają wystarczających sił na lądzie. Jedynym wyjściem ,jakie pozostaje państwom zachodnim, jest wspieranie powstańców poprzez dostarczanie sprzętu, wysyłanie instruktorów oraz udział sił specjalnych. Proces tworzenia nowej armii jest jednak długotrwały i pokonanie Kaddafiego siłami libijskich powstańców nie wydaje się być celem osiągalnym w krótkim czasie. Na interwencję lądową, która mogłaby zakończyć wojnę domową, ochoty nie mają ani Europejczycy, ani Amerykanie, a ci drudzy nawet wycofali swoje samoloty bojowe z operacji. Obecnie dowodzenie znajduje się w rękach NATO.

Z uwagi na impas pojawiają się różne pomysły rozwiązania konfliktu, zazwyczaj zakładające rozmowy. Autorem jednego z ostatnich planów jest Unia Afrykańska – został on jednak odrzucony przez powstańców ze względu na brak spełnienia ich warunku wstępnego, jakim był i jest ustąpienie pułkownika Kaddafiego. Warto zwrócić uwagę na jedną rzecz – utrzymanie się pułkownika będzie również potężnym ciosem w prestiż prezydenta Obamy, który wielokrotnie podkreślał, iż dyktator musi odejść i to jest podstawowy cel działań koalicji, a także prezydenta Sarkozego, pierwszego polityka, który uznał powstańców z Bengazi.

Należy także wyciągnąć wnioski dla Polski z całej sytuacji Polska, ze względu na brak istotnych interesów w Libii, nie powinna w żaden sposób angażować się militarnie, ponieważ na ewentualnym swoim udziale nic nie uzyskamy. Trzeba też dobrze zanotować, iż Unia Europejska nie była w stanie zareagować na kryzys w jej bezpośrednim sąsiedztwie i wątpliwe, by stan ten zmienił się w przyszłości.

Artykuł ukaże się również w czasopiśmie “Notabene”

Katastrofa smoleńska – a Wy jak się dowiedzieliście?

Brak komentarzy

Jako że katastrofa smoleńska jest wydarzeniem, który dotyczy – bez wyjątku – wszystkich Polaków (a nie tylko tych wybranych) uznałem, iż warto wspomnieć o tym, jak każdy z nas dowiedział się o tym wydarzeniu i jak zareagował. Piszę o tym nie przez przypadek dziś, bo tamten dzień to była właśnie sobota.

Sobotni poranek, po dziewiątej, dzwoni mój telefon komórkowy. Patrzę, Michał. Dziwne, że dzwoni tak rano, przecież jesteśmy umówieni wieczorem. Rozmowę pamiętam mniej więcej tak.
- Patryk, Patryk. O co chodzi z tym samolotem?
- Jakim samolotem?
- Spadł jakiś samolot lecący do Smoleńska. Kto nim leciał?
- Czekaj – nadal odpowiadałem zaspanym głosem – przecież tam są obchody katyńskie, pewnie lecieli kombatanci, ale ty mnie wkręcasz, prawda?
- Nie wkręcam, wkręcałbym cię w swoje urodziny?
- Rzeczywiście – przekonał mnie – ale zaraz, zaraz kombatanci to mieli jechać pociągiem. Na pewno główna delegacja leciała samolotem, z prezydentem, ale to niemożliwe, żeby oni mieli wypadek – gdy to mówiłem, byłem już na nogach i włączałem komputer… Umówiliśmy się, że jak czegoś więcej się dowiem, to oddzwonię.

Na razie sprawdziłem informacje z agencji Reuters, że rozbił się samolot i ponad połowa delegacji nie żyje. Nie wiedziałem wtedy, kto był na pokładzie poza prezydentem i jego najbliższymi współpracownikami. Kilka minut później kolejny telefon.
- Wstawaj, wstawaj!
- Ale ja nie śpię. Słyszałem już o samolocie.
- Wiesz co się dzieje?! Nie żyje prezydent, szef sztabu generalnego, szef BBN, prezes NBP, prezes IPN, wicemarszałkowie Sejmu, posłowie…
- O kur**, to oni wszyscy tam byli?!?!?

Chwilę później odpaliłem już TVN24 i zająłem się wyszukiwaniem informacji, wrzucając na bloga kolejne dramatyczne doniesienia (m.in. listę ofiar). Momentalnie również wyprostowano informacje i poinformowano, że nikt nie przeżył. To już rok.

A Wy jak się dowiedzieliście?

Libia a prawo międzynarodowe w praktyce

1 komentarz
źródło: navytimes.com

źródło: navytimes.com

Wydarzenia w Libii są doskonałą okazją do ukazania, jak (nie) działa prawo międzynarodowe w praktyce, gdy chodzi o żywotne interesy państw. Skupmy się na dwóch kwestiach, strefie zakazu lotu oraz wspieraniu opozycji.

Strefa zakazu lotu
Rezolucja RB ONZ numer 1973 nakłada na Libię strefę zakazu lotu. Nie dotyczy on oczywiście samolotów wykonujących misje humanitarną, ewakuujących np. przedstawicielstwa dyplomatyczne i naturalnie, tych odpowiedzialnych za funkcjonowanie strefy. O wszystkich podjętych krokach mają być informowani Sekretarze – Organizacji Narodów Zjednoczonych i Ligi Państw Arabskich. Formuła działania strefy jest dziecinnie prosta – nikt nie może latać, za wyjątkiem i tutaj następuje wyliczanka.

Wygląda na to, że koalicja zadbała o to – przy chińskim i rosyjskim wstrzymaniu się od głosu – aby wszystko było zgodne z prawem międzynarodowym, a ściślej w tej sytuacji mówiąc, rezolucją.

Do tego zagadnienia odniósł się Piotr Wołejko w tekście “Świt Odysei – dyplomatyczny plan gry”

“(…)Amr Moussa i jego arabscy towarzysze udają, że nie zdawali sobie sprawy z tego, jak w rzeczywistości wygląda strefa zakazu lotów. Nie dajmy się jednak oszukać, że naprawdę o tym nie wiedzieli. Życie to nie gra komputerowa. Zakazu lotów nie wprowadza się za pośrednictwem zrzucenia ulotek o odpowiedniej treści na lotniska Kaddafiego, a poprzez zniszczenie tychże lotnisk, stanowisk obrony przeciwlotniczej oraz stacji radarowych. To zupełnie oczywiste.(…)”

Piotr ma rację i jej nie ma, w zależności czy mówimy o praktyce, czy jednak skupiamy się na prawie i treści rezolucji. Patrząc z punktu widzenia praktyki było oczywiste, że rezolucja będzie “wprowadzana w życie” przy pomocy niszczenia lotnisk, stosownej infrastruktury i sprzętu tak, by Kaddafiemu do latania pozostały tylko paralotnie. Tak to musiało się skończyć. Nikt nie będzie zostawiał dyktatorowi lotnictwa, skoro może je bezkarnie zniszczyć. Operacja przebiegła sprawnie i zamiast do wojny, można by ją lepiej porównać do ćwiczeń lub nawet gry komputerowej.

Zaraz, zaraz, ale czy rezolucja mówiła o wprowadzeniu strefy zakazu lotu czy o niszczeniu infrastruktury? Prawo-prawem, praktyka-praktyką. Rezolucja w żadnym miejscu nie zezwala bezpośrednio na niszczenie lotnisk libijskiego dyktatora. Co innego, gdyby pułkownik poderwał te samoloty i zaatakował wojska koalicji monitorujące przestrzeń powietrzną lub chciał zbombardować Benghazi. Wtedy te byłyby zobowiązane do reakcji, a tak to libijskie siły powietrzne zostały zniszczone niezależnie od tego, czy przestrzegały strefy zakazu lotu. To trochę tak, jakby wprowadzić prawo według którego nie można kraść i na wszelkie wypadek odciąć wszystkim ręce.

Najważniejsze jest jednak to, że żadnemu z zainteresowanych państw nic nie grozi za przekroczenie swojego mandatu. W razie czego powtórzy się pół-prawdę, iż było to działanie niezbędne do zapewnienia prawidłowego funkcjonowania strefy. W praktyce – najkorzystniej było oczywiście raz na zawsze rozstrzygnąć kwestie panowania w powietrzu i miało to dużo wspólnego z taktyką, ale z prawem już niekoniecznie.

A teraz dozbroimy powstańców?
W swoim ostatnim tekście na temat Libii pisałem:

“(…)Na pewno w części to byli koledzy pułkownika, tylko skłóceni z nim, ale czy są oni w stanie pokonać uzbrojone i zdyscyplinowane wojsko Kaddafiego, a także nieźle opłacanych najemników? Na krótką metę – należy w to wątpić. Opozycyjne wojska należałoby przeszkolić i uzbroić, co jest zadaniem na co najmniej kilka miesięcy. Kaddafiego szybciej może pokonać międzynarodowa koalicja, o ile podejmie się interwencji lądowej albo zabije dyktatora, jednocześnie dogadując z jego zapleczem.(…)”

Jak widać wydarzenia postępują błyskawicznie. Al-Jazeera poinformowała o szkoleniu przez Stany Zjednoczone i Egipt libijskich rebeliantów. Nawet jeżeli te informacje nie są w 100% prawdziwe, to nie należy wątpić w to, że stosowne służby z różnych państw są już w Libii i będą wspomagać powstańców radą i bronią – jedni ze względu na prowadzoną przez swoje rządy politykę, a inni, będą chcieli po prostu zarobić.

Tylko znowu pojawia się pytanie – czy rezolucja cokolwiek mówiła o dozbrajaniu którejkolwiek strony? Nie, ale za to o embargu na reżim Kaddafiego – owszem. Oczywiście, zawsze można tłumaczyć, że są to wszelkie niezbędne kroki mające na celu ochronę cywilów, ale to naciągane wyjaśnienia. Tu w grę nie wchodzi międzynarodowe prawo humanitarne, a polityka

Najważniejszy w całym prawie międzynarodowym publicznym jest fakt, iż najpotężniejsze państwa (+część mniejszych, wspieranych przez te duże) może w sposób swobodny do niego podchodzić (a wręcz czasami łamać), gdyż nie grożą im za to żadne konsekwencje. Dotyczy to w równym stopniu Stanów Zjednoczonych, jak i Rosji czy Chin. Czasami warto rozejrzeć się lepiej, czy pod pięknymi hasłami nie kryją się po prostu partykularne interesy. Czy dla zabitego cywila istnieje jakakolwiek różnica między śmiercią poniesioną w wyniku ataku artyleryjskiego ze strony Kaddafiego, a pomyłką przy bombardowaniu NATO?

—————————–
niestety, w kwietniu zapowiadają się rzadsze aktualizacje, czego przyczyną jest popularny “niedoczas” ;) Zapraszam jednocześnie na stronę Interdyscyplinarnego Koła Naukowego Dyplomacji i Prawa, które organizować będzie w tym czasie różne interesujące spotkania!