Catherine Ashton a granica dobrego smaku
2 komentarzyLudzie uczą się przez całe życie. Jeżeli jesteś młody i zdolny, to prawdopodobnie zostaniesz wysłany na szkolenie lub staż (czasem nawet coś zapłacą). Jeżeli masz znajomości (np. z Tonym Blairem), to możesz kompletnie nie wiedzieć, czym się będziesz zajmował(a), a i tak otrzymasz prestiżową posadę. Kto za to zapłaci? Obywatele UE. Gorzej, jeśli ta nauka okaże się dla nas zbyt kosztowna.
Jednym z zarzutów wobec pani Ashton jest fakt, iż jest, cytując Nigela Farrage, „politycznym pigmejem”. Można polemizować z poglądami Brytyjczyka i mówić, że co z tego, ze ktoś jest rozpoznawalny, jeśli nie ma kompetencji? Ponadto, historia zna wielu wspaniałych polityków, którzy wzięli się znikąd, a później osiągnęli sukces. Był jednak jeden warunek: znali się na tym, czym się mieli zajmować. Brak rozpoznawalności nie dyskwalifikuje kandydatury (chociaż mocno w nią uderza) pod warunkiem, ze ma się wysokie kwalifikacje. W omawianym przypadku, niestety, pani Ashton równie dobrze mogłaby zostać prezesem PZPN i jej kompetencje byłyby na podobnym poziomie
Trzeba pamiętać, iż mówimy o superstanowisku, w którym zawiera się posada Komisarza ds. Stosunków Zewnętrznych, Wspólnego Przedstawiciela do Spraw Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa oraz wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej. Zakładając, iż stanowiska powinni otrzymywać fachowcy, musimy dwukrotnie się zastanowić, zanim ktoś niewykwalifikowany otrzyma tak odpowiedzialne zadanie.
To takie proste. Gdyby ktoś zapytałby się mnie, kto powinien zajmować się zawodowo śpiewaniem, odpowiedziałbym, że piosenkarze. Tańczeniem – tancerze, Z kolei dyplomacją na najwyższym poziomie – dyplomaci lub przynajmniej osoby doświadczone w tej sferze. Stanowisko dla Catherine Ashton to jakaś paranoja, a nominację sklasyfikować można bardziej jako nepotyzm niż wybór wynikający ze zdrowego konkursu kandydatur. Być może zakończenie procesu ratyfikacyjnego dla Traktatu Lizbońskiego łączyło się z potężna libacją, na której poszczególni szefowie rządów lub państw wybrali kandydaturę w nietypowy sposób….
- Nie zrobicie tego, wymięknięcie, założę się o pół litra bananowej wódki!
- Jak to, my jej nie nominujemy? My nie damy rady?! Szykuj flaszkę.
I tak zrealizować można każdą głupotę.
Można bronić powołania na stanowisko osoby nieznanej. Powody takiej nominacji mogą być różne – chociażby faktyczne ograniczenie niezależności posady. Na nieznaną wcześniej publicznie Ashton łatwiej wpływać i zobowiązać, by konsultowała się z najważniejszymi przywódcami państw UE. To nie musi być wada, takie mogło być założenie przy opracowywaniu tej posady. Niepokojące jest jednak, że na to stanowisko powołano kogoś, kto nie ma za sobą kariery dyplomatycznej, ani sukcesów na arenie międzynarodowej.
O braku kwalifikacji przekonało nas przesłuchanie przed Parlamentem Europejskim. Do tej pory łudzić się można było, iż nie jest to tylko i wyłącznie czysta formalność i w czasie takiego posiedzenia należy wypaść przynajmniej poprawnie. A jednak…
Okazało się, że North Sttream to dla pani Astton „nowe zagadnienie”, a wojną rosyjsko-gruzińską też się pani minsiter nie interesowała. W ogóle jakaś była? Zresztą, czy to ciekawe tematy dla kobiety w średnim wieku? Partnerstwo wschodnie? To chyba daleko od Wielkiej Brytanii. Pani baronessa zaapelowała o czas do nauki i posługiwała się pustymi hasłami, które zamiast maskować niewiedzę, jeszcze bardziej ją ukazywały. Brak wizji polityki zagranicznej UE można zrozumieć, bo przecież ona będzie dopiero wypracowywana. Nie da się jednak zaakceptować braku kwalifikacji i wiedzy z zakresu stosunków międzynarodowych. Na pocieszenie dostaliśmy deklarację, iż pani Ashton będzie się spotykać z europosłami. Miło z jej strony, ale chyba za to dostaje pieniądze?
Normalnie nowa szefowa unijnej dyplomacji, po takim pokazie kompetencji, powinna zostać już eks-szefową. Prawnie rzecz biorąc, jeszcze nie została zatwierdzona przez Parlament Europejski. Nic nie zapowiada, by szykowały się w tej kwestii jakieś komplikacje. Równie dobrze powołać można by Chucka Norrisa – też mógłby trochę porzucać hasłami, a na końcu poprosiłby o czas na naukę, bo „jeszcze nie wypracował stanowiska w kilku sprawach”. A dlaczego nie Robert Górski z Kabaretu Moralnego Niepokoju? Może nawet niektórych posłów by rozśmieszył?
Przywódcy unijni, wystawiając takie kandydatury, sami narażają się na ataki. Czemu nie nominowali zawodowego dyplomaty lub jakiegoś byłego ministra spraw zagranicznych, których pełno w PE? Mniejszej rozpoznawalności od Catherine Ashton by taki polityk nie miał, a niewątpliwie byłby bardziej kompetentny. Ciężko nawet dyskutować z nową szefową dyplomacji europejskiej, bo jak przekonać kogoś do poglądu w określonym temacie, jeśli baronessa nie zdaje sobie sprawy, o czym toczy się rozmowa? Jak już pisałem, okazją do nauki są staże i szkolenia, a nie np. szczyt G-8. Kontrowersje również wzbudza życiorys pani Ashton.
Następne przesłuchanie odbędzie się w styczniu. To czas dla baronessy na nadrobienie jej zaległości. Wszakże w święta jest czas, by poczytać. Nie potrafię zrozumieć filozofii powołania na tak poważne stanowisko kogoś kompletnie nieobeznanego w kwestiach międzynarodowych, zarówno jeśli chodzi o wiedzę teoretyczną, jak i praktyczną. To wbrew wszelkiemu zdrowemu rozsądkowi.

Komentarze
Wiem, ze to brzmi jak ze Szwejka ale faktem jest ze Pan mnie nie zna a ja znam ! Jesli nie Pana osobiscie, to przynajmmniej Panskie atykuly
Na Kacik Dyplomatyczny wpadlem przypadkiem, na Salonie 24. O tej ostatniej instytucji mozna rozprawe doktorska napisac ale nie czas i miejsce na takie rzeczy.
Przyznaje, Panskie pisanie przypadlo mi do gustu. Nie zawsze sie zgadzam na 100% ale przeciez nie o taka zgode w publicystyce chodzi. W przeciwienstwie do “nawiedzonych salonowcow” pisze Pan w miare rzeczowo, spokojnie . Ja juz od ponad 20 lat mieszkam w USA i coraz gorzej znosze napady polskiego mesjanizmu. Owszem, “salonowcy”moga czlowieka rozsmieszyc ale czasmi jest o smiech przez lzy. Komentuje malo lub wcale bo patrzac na Polske z daleka ma sie nieco inna perspektywe a to nie jest w Polsce mile widziane.
Po artykule o Pani Asthon postanowilem jednak zamiesciec swoje “co nieco”.
Otoz pisze Pan:”To takie proste. Gdyby ktoś zapytałby się mnie, kto powinien zajmować się zawodowo śpiewaniem, odpowiedziałbym, że piosenkarze. Tańczeniem – tancerze, Z kolei dyplomacją na najwyższym poziomie – dyplomaci lub przynajmniej osoby doświadczone w tej sferze.” i pod koniec “ Nie potrafię zrozumieć filozofii powołania na tak poważne stanowisko kogoś kompletnie nieobeznanego w kwestiach międzynarodowych, zarówno jeśli chodzi o wiedzę teoretyczną, jak i praktyczną. To wbrew wszelkiemu zdrowemu rozsądkowi.”
Szczerze mowiac Panskie stanowisko mnie wzruszylo. W Pana wieku tez tak myslalem .Widac ze jest Pan czlowiekiem mlodym, logicznym, pelnym dobrych checi. Niestety brakuje Panu cynizmu. Ja mam go az w nadmiarze a wiec chetnie sie z Panem podziele. Ja rozumiem dlaczego Pani Asthon dostala to stanowisko. W czasach PRL to sie nazywalo Bierny, Mierny ale Wierny. Takie BMW czytalo z kartki na akademiach z”ku czci i z okazji” i zajmowalo eksponowane stanowisko rzadowe. Decyzji zadnych podejmowac nie musialo bo robil to kto inny. Robota lekka, latwa przyjemna a co najwazniejsze dobrze platna. Kto w takim razie podejmowal decyzje ? Od decyzji bylo biuro polityczne KC PZPR. Od rzadzenia byl rzad. Tym prostym sposobem kazdy wiedzial gdzie jego miejsce. Nasza Unia kochana ma dobre , wyprobowane wzorce. Moim zdaniem wspolna polityka zagraniczna na codzien bedzie fikcja. Bedzie natomiast uzywana instrumentalnie w sparawch niepopularnych a koniecznych do przepchniecia. Jak trzeba ruszyc na wojne, oblozyc kogos sankcjami to wtedy wspolna polityka przyda sie jak znalazl. Do takich celow Pani Asthon nadaje sie jak znalazl. Czytac z kartki potrafi a to w zupelnosci wystarcza.
Pozdrowienia !
Panie Piotrze!
Bardzo dziękuję za interesujący komentarz. Być może moje wymagania wobec UE są zbyt idealistyczne, ale według mnie takie właśnie powinny być kryteria doboru kandydatów.
Praktyka jednak przemawia za Panem
.
Pozdrawiam.
Dodaj komentarz