Tarcza z Izraelem w tle

Bieżące wydarzenia, Warto przeczytać Komentarze (4) » dodajdo

Jesteśmy coraz blizsi odpowiedzi na pytanie – czy to pies (Stany Zjednoczone) kręci ogonem (Izrael), czy ogon psem. Ostatnia zmiana koncepcji tarczy antyrakietowej jest widocznie proizraelska. Szczególnie ciekawie to brzmi, jeśli powołamy się na doniesienia izraelskiej gazety „Maariw”. Według niej autorem całego planu był Szymon Peres, obecny prezydent Izraela. Istota przedsiębzięcia byłaby bardzo prosta. Amerykanie zmieniają swoje plany wobec tarczy, Rosjanie zapowiadają, że nie zainstalują Iskanderów, oraz rozpoczynają nieformalny nacisk na Iran, a nawet głosują „za” zaostrzeniem sankcji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Nie wiemy, czy te doniesienia są prawdziwe, ale jeśli plan wymyślił Szymon Peres, to chyba oczywiste jest, że z dwójki państw Stany Zjednoczone-Rosja najwięcej na tym układzie zyskałby… Izrael.

Tarcza taktycznie skierowana zostałaby przeciwko Teheranowi. Spójrzmy na maksymalny zasięg irańskich rakiet Shabab-3. To około 2000 km. Kogo może zaatakować Iran? Na pewno nie Stany Zjednoczone, które są schowane za oceanami i irańskie rakiety nie dosięgna żadnego z wybrzeży przez najbliższych wiele lat. Z poważnych sojuszników amerykańskich w regionie pozostają Pakistan, Egipt, Irak, Arabia Saudyjska i Izrael.

Atak na Pakistan i Egipt byłby pozbawiony jakiegokolwiek sensu i byłby nie tylko strategicznym, ale też politycznym samobójstwem. Atakowanie rakietami leżącego koło Izraela Egiptu nie przyniosłoby żadnych korzyści, a Pakistan byłby w stanie odpowiedzieć z dużą większą siłą. Więcej racji miałby – w razie wojny – atak na złoża naftowe „psa Ameryki” – Arabii Saudyjskiej. Tylko, czy temu będzie skutecznie przeciwdziałać tarcza antyrakietowa? Przecież złoża saudyjskie można zwyczajnie zbombardować z myśliwców lub wysadzić przy pomocy służb specjalnych. To samo tyczy się Iraku, w którym Iran posiada nadal olbrzymie wpływy. Teheran może również zablokować Cieśninę Ormuz, przez którą przechodzi 30% światowego transportu ropy naftowej. W tym przypadku wystarczyłoby zatopić kilka własnych statków, by świat stanął przed poważnym ekonomicznym problemem. Tarcza zatem ograniczyłaby pole manewru Irańczyków, ale Chameneiowi i spółce nadal pozostałoby kilka ciekawych ruchów w przypadku konfliktu zbrojnego. Militarnie byliby bez szans, zatem próbwaliby jak najmocniej zaszkodzić „dużemu szatanowi” i jego „psom”. Zawsze można też coś zrobić z własnymi rurociągiami, złozami etc.

Rakiety Shabab-3 doleciałyby też do Izraela. Tym chwalą się przywódcy irańscy – Ali Chamanei i Mahmud Ahmadineżad. Niektórzy zapewne nie pamiętają, ale w lipcu 2008 Irańczycy testowali w/w rakiety. Aby jednak sprawa wyglądała poważniej, dokleili kilka Shababów w Photoshopie. Zamiast strachu, budziły uśmiech początkująćych informatyków. Obecnie dużo większym problemem dla Iranu powinna być gospodarka i młodzi ludzie, którzy coraz głośniej manifestują swoje niezadowolenie wobec warunków panujących w ich kraju. Ideologiczną wojną z Izraelem nie nakarmią swoich dzieci.

Atak na Izrael jest więc taktyczną możliwością. Ahmadineżad straszy wymazaniem Izrael z mapy, ale swoich zapowiedzi nie spełni. Jeśli jednak Iran wyśle rakiety przeciwko komuś, to będzie to rzeczywście Izrael. Na razie to Żydzi dysponują bronią atomową, a Persowie nad nią dopiero pracują. Żydzi posiadają już system antyrakietowy, ale na pewno drugi – mobilny amerykański – im nie zaszkodzi. Posiadanie takich rakiet przez Iran ma sens, dopóki ich nie wystrzeli. Teoretycznie może zaatakować każdego w Azji, ale to broń odstraszająca. Podobnie jest z, wymyślonym jeszcze przez szacha, projektem atomowym. W założeniu, tarcza antyrakietowa ma obronić świat w przypadku rakietowego ataku z wykorzystaniem głowic nuklearnych. To raczej fantastyka, ale atmosfera medialna powoduje, iż ludzie przyjmują takie wytłumaczenie. Iran i Izrael nie szykują się do wojny. To gra strategiczna, Iran dąży do zniwelowania izraelskiej przewagi.

Benjamnin Netanjahu podczas „tajnej” wizyty w Moskwie miał powiedzieć Miedwiediewowi, że jego państwo nie zamierza atakować Iranu. Po co ma to robić, gdy na dzień dzisiejszy ryzyko ataku rakietowego liczyć można – jak u kierowców zawartość alkoholu – w promilach? Jednocześnie Amerykanie nie są też w stanie zmusić Żydów do minimum, jakim byłoby zaprzestanie rozbudowy żydowskich osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu. Tel Awiwu do ustępstwa w tej sprawie od kilku miesięcy próbuje nakłonić Barack Obama. Teraz w prezencie dorzucił im projekt tarczy, której głównym zadaniem będzie ochrona Izraela. Prezydent Stanów Zjednoczonych z Izraelem sobie najzwyczajniej nie radzi.

„Mobilna” tarcza umocniłaby wpływy amerykańskie na Bliskim Wschodzie i zwiększyła nacisk na Iran. Nie rozwiązałaby przy tym żadnego problemu. Plan, o którym napisałem w pierwszym akapicie zakłada zwiększenie nacisku na Iran ze strony Rosji. Czy jednak to zatrzyma perski program atomowy? Czy Irańczycy nie zwrócą się do innych państw (Pakistan, Chiny?), które będą w stanie zapełnić lukę po Moskwie? Czy nawet jeśli Rosja zagłosuje w RB ONZ za zaostrzeniem sankcji, to jaka jest gwarancja, iż identycznie postąpią Chiny, którym na irańskich surowcach bardzo zależy? I najważniejsze – czy Moskwa będzie chciała zmienić swoje bardzo dobre stosunki polityczno-gospodarcze z Teheranem?

Izrael w całym zamieszeniu dostałby potężne wsparcie w postaci tarczy antyrakietowej, a ewentualnie – chociaż na to bym nie liczył – rozluźnienie kontaktów rosyjsko-irańskich. Rosjanie „wycofaliby” Iskandery, które były tylko w głowach wojskowych oraz uzyskaliby zmianę charakteru tarczy antyrakietowej. Amerykanie otrzymują bardzo niewiele. Oszczędności oraz mgliste – przynajmniej oficjalnie – obietnice rosyjskie na temat współpracy. Dmitrij Miedwiediew oficjalnie zaprzecza, jakoby tarcza antyrakietowa była elementem prymitywnego handlu, co jest prawdopodobnie najlepszym dowodem, że takowy zapewne miał miejsce. Czy przedmiotem targów był Iran – to się okaże przy okazji najbliższego głosowania w RB ONZ. Iran, choć ma problemy wewnętrzne, nie wydaje się przestraszony, a Rosjanie deklarują, że mają prawo sprzedawać S-300 do Iranu. To nie brzmi jak zapowiedź głośnego i efektownego rozwodu.

Zaskakujące jest to, w jak dużym stopniu ostatnie posunięcia amerykańskiej poltiyki zagranicznej pokrywają się z priorytetami izraelskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Jak na razie to ogon kręci psem, a nie pies ogonem. Pierwszym krokiem do zmiany sytuacji byłoby przekonanie przez Baracka Obamy premiera Netanjahu do zaprzestania budowy osiedli na terenie Autonomii Palestyńskiej. Gdyby to wszystko obserwował Mikołaj Kopernik, to pewnie musiałby obalać tezę, że świat nie kręci się wokół Izraela.

Wszystkie armaty zostały skierowane na Iran. Kij już jest, może pora, by pojawiła się jakaś marchewka? Barack Obama deklarował gotowość do negocjacji z Teheranem. Jeśli kiedyś ma dojść do „change”, to teraz jest odpowiedni moment.

Tarcza antyrakietowa: to by było na tyle

Bieżące wydarzenia Komentarze (2) » dodajdo

Skonczyło się właśnie rozgrywka wokół tarczy antyrakietowej. Barack Obama podjął decyzję o zmianie charakteru projektu oraz jego celów. Abstrahując już od dywagacji, czy tarcza antyrakietowa zwiększyłaby bezpieczeństwo Polski, należy zauważyć, że znowu obudziliśmy się z ręką w nocniku. Niedługo powinno się okazać, co w rosyjskim sklepie kupił prezydent Stanów Zjednoczonych. Raczej pewne jest, że przepłacił. Polscy politycy zostali na lodzie, a dawanie pewnej części ciała Amerykanom stało się wspólnym mianownikiem polityków PiS, PO i SLD.

Polskie społeczeństwo z takiego obrotu sprawy jest zadowolone. W naszym kraju większość ludzi opowiada się przeciwko tarczy. Wśród polskich rządzących dominowała jednak opinia, że instalacja amerykańska przysłuży się Polsce, bo zwiększy jej bezpieczeństwo. Nikt głośno nie potrafił sprawy przedstawić w najprostszy z możliwych sposobów: tarcza antyrakietowa ma za zadanie zwiększyć bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych i ewentualnie – a raczej przy okazji – jej sojuszników. Poza tym to potężne narzędzie wpływów. Politycy mówili o zagrożeniu irańskim, ale radary skierowane miały być też na Rosję. Równie dobrze można było ogłosić, że celem tarczy ma być zestrzeliwanie rakiet niezidentyfikowanych obiektów latająych (po ang. UFO). Projekt tarczy powstał przecież za rządów Ronalda Reagana, gdy Islamska Republika Iranu była dopiero w powijakach. Trudno, by Rosjanie wypowiedzenia umowy o IBM uznali za gest przyjaźni. Amerykanie przy pomocy tego projektu przesuwali swoje wpływy (i wojska) na wschód. Barack Obama z tego zrezygnowal.

Jak bardzo Rosjanom nie pasował poprzedni projekt tarczy antyrakietowej, pokazuje reakcja Wladimira Putina. Wygląda na to, że wizyta Obamy w Moskwie zakończyła się tajnym porozumieniem w tej sprawie. Putin z Miedwiediewem musieli naprawdę dużo amerykańskiemu prezydentowi obiecać. Walorów tarczy antyrakietowej nie równoważy ani zapowiedź nieinstalowania Iskanderow w Kaliningradzie, ani np. zgoda na przerzut sprzętu do Afganistanu. Może naturalnie chodzić też o Iran i rosyjską rezygnację z wspierania tego kraju, ale życie dopiero pokaże, co Moskwa w Teheranie może, a czego nie. Na pewno może irański program atomowy przynajmniej opóźnić, ale stosunki Iranu z Rosją bardziej przypominają partnerstwo, aniżeli relacje wasala i jego pana Czy zatem Obama kupił kota w worku?

Produkty z rosyjskiego sklepu są przeterminowane. Iskandery nie miały głównie służyć jako straszak, ich znaczenie strategiczne było bardzo ograniczone. Rosjanie musieli zareagować i wybrali właśnie taką formę. Ewentualne postępy w rozmowach rozbrojeniowych też niekoniecznie muszą mieć dużo wspólnego z projektem tarczy antyrakietowej. To Rosjanom bardziej powinno zależeć na tej redukacji ze względu m.in. na wysoki koszt utrzymania. Jednocześnie obie strony dysponują nadal takiej wielkości arsenałem, żeby po jego wykorzystaniu ludzie ponownie zamieszkiwali jaskinie, więc też dużo się nie zmieniło. Jeśli Obama za „sukces” uzna fakt, iż tym sposobem dojdzie do zresetowania kontaktów z Rosją, to może się niemile rozczarować. Obecnie wygląda to tak, jakby płacił komuś za to, że go lubi. Źle to wszystko rozegrał, chociaż trzeba przyznać, że znajdował się pod ścianą. Tarcza antyrakietowa to miliardy dolarów i projekt powstały w innych warunkach geopolitycznych.

Obama dokonał fundamentalnej zmiany. Teraz projekt tarczy antyrakietowej skierowany zostanie rzeczywście przeciwko Iranowi, co jednak nadal będzie strategią ofensywną. Iran nie jest w stanie i na pewno nie będzie chciał zaatakować Stanów Zjednoczonych. Co innego na Izrael, ale też uderzenie jądrowe na „małego szatana” byłoby początkiem bardzo szybkiego końca ajatollahów. W dodatku Izrael swój system antyrakietowy już posiada. Iran nie jest tak niebezpieczny, jak przedstawiają to Amerykanie.

Obama nie może odejść z pustymi rękoma, bo ucierpi na tym amerykańska wiarygodność. Rezygnując z tarczy w taki sposób zmienił nie tylko polityczną strategię, ale również wystawił do wiatru swoich sojuszników takich jak Polska czy Czechy, które zdecydowały sę na budowę systemu antyrakietowego wbrew Rosjanom.. Wysłał równocześnie bardzo niedobre wiadomości do przywódców ukraińskich i gruzińskach, a nawet prezydenta Azerbejdżanu, Ilhama Allijewa. Są te regiony, gdzie wpływy amerykańsko-europejskie powinny się systematycznie rozszerzać. Czy jednak Amerykanom dalej można ufać?

Z punktu widzenia Polski brak kilku rakiet przechwytujących prawdopodobnie nie ma większego znaczenia. Tarcza antyrakietowa w starej wersji miała być elementem amerykańskiego systemu obrony, a nie polskiego, o czym zapomina duża część polskich polityków. Zagroenie militarne było jedynie teoretyczne. Minister Sikorski wspomina o Patriotach, które mamy otrzymać w ramach rekompensaty. Problemów z baterią Patriot jednak nie ubywa – nadal prawdopodobnie będzie to amerykański system na polskiej ziemi, bo nie będzie należał do Polski. Sikorski twierdzi, że będzie uzbrojony i będzie elementem polskiej obrony przeciwrakietowej. Brzmi to pięknie, ale nawet jeśli Amerykanie zmienili swoje poprzednie stanowisko (system tak, ale rotacyjnie, jedynie do celów ćwiczeniowych), to trzeba uczciwie przyznać, że jedna bateria Patriot to może obronić jedynie pół Warszawy (więcej na temat Patriotów i zamieszania wokół nich – tutaj). Nie ma zatem tutaj żadnego strategicznego wzmocnienia polskiego wojska.  ”A małpce damy banana”…

Jakby tego było mało, nadal jestesmy przedmiotem rozmów. Polski premier, ani prezydent nie są traktowani poważnie przez amerykańskiego prezydenta. Sposób negocjacji umowy przez Polskę nie ma najmniejszego znaczenia, bo o decyzji Obamy zadecydowały „cele wyższe”, czyli Iran oraz chęć naprawy stosunków z Rosją. Polacy, negocjując twardziej, wyjdą na całym zamieszaniu lepiej niż Czesi. Decyzja amerykańska może okazać się korzystniejsza dla Polski, lecz to kolejny niesmak w naszych kontaktach. Powoli orientacja transatlantycka, tak charakterystyczna dla polskiej dyplomacji, przestaje mieć sens, bo na interesach z Amerykanmi wychodzimy jak w meczu ze Słowenią i nie zanosi się na zmianę.

- Jestem przekonany, że nowy projekt lepiej ochroni Stany Zjednoczone – zakończył prezydent Barack Obama. To zdanie najlepiej oddaje sposób myślenia Amerykanów o polityce. Dziwne, że Polacy jeszcze tego nie zrozumieli.

Więcej na podobny temat
- Patrioty – przyjacieslkie robienie w balona
- Licytacja o tarczę antyrakietową

Komentarz miesiąca – sierpień

Inne Komentarze (2) » dodajdo

Sierpień był miesącem dialogu z Rosjanami z inoforum.ru oraz tekstów historycznych. W niektórych broniłem Polski przed manipulacjami, w innych zauważałem, że sami nie bylismy w porządku w poszczególnych sytuajach.

Jak można się zorientować, to ostatnie wzbudziło agresję wśród tzw. patriotów. Oni nie uznają czegoś takiego jak “mea culpa”. Nasza historia jest czarno-biała i krzywda zawsze działa się nam, a nie innym.

Po moim tekście dotyczącym własnie takiego podejścia do historii, zostałem zaatakowany w komentarzach m.in. o maniplulowanie faktami. Komentatorem miesiąca zostaje więc MarkD.

Pierwszy zarzut jest bardzo poważny,, gdyż pan Marek zauwazył, iż w moim tekście zamiast wyrazu “zmarli” użyłem słowa “śmierć” w kontekscie bolszewickich jeńców. “Jest to ważne pod kątem dokonywanej tutaj manipulacji ” – podsumowuje. Myslałem, że śmierć to wyraz neutralny, ale cóż – widocznie się pomyliłem, nie pierwszy raz.

Zwycięstwo zapewnił panu Markowi inny komentarz:
“Ponieważ mam wątpliwości co do Pańskiej znajomości języka polskiego (nie jest on zapewne pierwszym Pana językiem), proszę takżeo wyjaśnienie co znaczy sformułowanie czytać precyzyjnie?”

Cholera! Wydało się. Moim pierwszym językiem jest rosyjski, drugim hebrajski, trzecim niemiecki, a czwartym ukraiński. Umiem jeszcze mówic w jidysz. Polskiego nauczyłem się przez przypadek, stąd te niedoskonałosci.

P.S. Mam przejściowe problemy techniczne. Do tego dodać można dwa prawdopodobne wyjazdy. W związku z tym do końca września materiały na blogu będą ukazywały się nieregularnie.

Silnik: Wordpress - Theme autorstwa N.Design Studio. Spolszczenie: Adam Klimowski.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj się