Przewodnik po rosyjskich manipulacjach

Bieżące wydarzenia, Historia, Warto przeczytać Komentarze (4) » dodajdo

Przy okazji polsko-rosyjskiej wojny historycznej warto zebrać wszystkie zarzuty ze strony naszego sąsiada i poddać je weryfikacji. Zapewne nagrody prezydenta Miedwiediewa dla propagatorów „prawdziwej historii” nie otrzymam, ale nie wątpię w sens takiej publikacji. Wybrałem cztery najczęściej pojawiające się zagadnienia. Odpowiedzi nie są rozbudowane ponad miarę, bo każde z poniższych zagadnień może być tematem osobnego tekstu, a moim celem jest napisanie pewnego rodzaju szybkiej ściągawki.

1. Kwestia /40/60/100 tysięcy zamordowanych żołnierzy bolszewickich w polskich obozach w czasie wojny polsko-bolszewickiej

Skąd to się wzięło?
Informacje takie czasami ukazują się w rosyjskiej prasie jako wytłumaczenie Katynia.

Ostatnio: za tvn24.pl
„W latach dwudziestych na terytorium okupowanym przez Piłsudskiego więzionych było 100 tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej. Ci żołnierze umierali z głodu: ich specjalnie nie karmili, patrzyli jak umierają… – mówi prof. Natalia Narocznicka z utworzonej przez rosyjskiego prezydenta komisji ds. przeciwdziałania próbom fałszowania historii na szkodę Rosji. – Dlaczego tego się nie zalicza Polakom? – pyta na łamach “Komsomolskiej Prawdy”.

Zdaniem rosyjskiej historyk, “był to pierwowzór faszystowskiego obozu koncentracyjnego”. – Polacy nie chcą o tym pamiętać, a od nas wymagają przeprosin – dodaje.”

Jeńcy bolszewiccy znaleźli się w polskich obozach w czasie wojny polsko-bolszewickiej (1919-1921). Rzeczywiście, nie wszyscy jeńcy wrócili do swoich domów.

Jak było naprawdę?

W tej sprawie nie powinno być żadnych kontrowersji. Śmierć bolszewickich była przedmiotem polsko-rosyjskich badań.. Z polskiej strony była to Dyrekcja Archiwów Państwowych, z rosyjskiej Federalna Agencja ds. Archiwów Rosji. Prezydentem w tamtym czasie był Wladimir Putin. W 2004 roku wydano dokument “Krasnoarmiejcy w polskom plenu w 1919–1922 g. Sbornik dokumentow i materiałow”.

Liczbę jeńców oszacowano na 80-85 tysięcy.
Liczbę zmarłych – wg Polaków – 16-17 tysięcy, wg Rosjan – 18-20 tysięcy.

Z ustaleń wynika również, że jeńcy ginęli nie w wyniku eksterminacji, a przyczyna ich śmierci były choroby zakaźne. Ich problem nie dotyczył tylko obozów jenieckich, a całej ówczesnej Europy. W latach 1918-1919 grypa „hiszpanka” spowodowała śmierć kilkudziesięciu milionów osób na całym kontynencie.

Powiedzieć oczywiście możemy, że jest nam przykro, gdyż przepełnienie obozów jenieckich powstrzymywaniu epidemii nie pomogło, ale podawane liczby – 40, 60 czy 100 tysięcy, nie mają z rzeczywistością nic wspólnego. Co więcej, ci żołnierze nie byli mordowani, jak to sugerują rosyjscy historycy.

Z drugiej strony trzeba odnotować, ze Rosja bolszewicka wzięła do niewoli 45 tysięcy żołnierzy, z czego do Polski powróciło 26 tysięcy. Śmiertelność w rosyjskich obozach była zatem o wiele wyższa.

2. Polska jako pierwszy sojusznik Hitlera

Skąd to się wzięło?
To zarzut pojawiający się w ostatnich tygodniach.

Za tvn24.pl

„Film “Sekrety tajnych protokołów” Wadima Gasanowa Rosjanie wyemitowali w sobotę. ZSRR był ostatnim krajem, który zawarł pakt o nieagresji z Niemcami. Podobne układy i tajne protokoły były normą europejskiej polityki w tamtych latach – podkreślono w filmie.

Jako pierwsza – zaznaczono – z hitlerowskimi Niemcami porozumiała się Polska. W filmie nie wspomniano, że wcześniej – w 1932 roku – Polska zawarła pakt o nieagresji z ZSRR i respektowała go do końca, czyli do radzieckiego najazdu 17 września 1939 roku.

Według autora filmu, Polska prowadziła tajne rozmowy z Niemcami od jesieni 1933 roku, a ich tematem była walka z komunizmem.

- 26 stycznia 1934 roku ambasador Polski w Berlinie Józef Lipski i szef MSZ Niemiec Konstantin von Neurath podpisali deklarację o niestosowaniu przemocy. Polska stała się pierwszym w świecie sojusznikiem politycznym hitlerowskich Niemiec”

Jak było naprawdę?

Prawdą jest, że Polska miała podpisany pakt o nieagresji z III Rzeszą. Taki sam dokument obowiązywał również w stosunkach ze Związkiem Radzieckim.

Jeżeli posiadanie paktu o nieagresji z III Rzeszą jest dowodem bycia w sojuszu, to oznaczałoby, że ZSRR był również sojusznikiem Polski … do 17 września 1939. Związek Radziecki napadł na własnego sojusznika! Rozumowanie rosyjskie jest w tym względzie szczególne. Przyjęcie tezy, że pakt o nieagresji świadczy o sojuszniczych relacjach, oznaczałoby, iż Polska była w sojuszu zarówno z III Rzeszą, jak i ZSRR.

Czy Polska prowadziła rozmowy z Niemcami?

Nie, to Niemcy prowadzili rozmowy z Polakami. Polacy nie mieli wobec Niemiec żadnych żądań ani zobowiązań. To Hitler – po sukcesie w Monachium w 1938r – chciał uzyskać Gdańsk oraz zaatakować Związek Radziecki. Polacy wielokrotnie odmawiali ustami ministra spraw zagranicznych Józefa Becka. Ribbentrop w prywatnej rozmowie mówił do polskiego ministra: „Pan jest tak uparty w sprawach morskich. Morze Czarne także jest morzem”. Polacy z oferty niemieckiej nie skorzystali.

Trzymanie „równej odległości” między Berlinem i Moskwą było jednym z filarów polskiej, jak się później okaże – nieskutecznej, polityki zagranicznej. Wejście w sojusz z Hitlerem nieuchronnie – zdaniem ówczesnych elit – zakończyłoby się wasalizacją i utratą niezależności. Ponadto Polskę obowiązywał układ o nieagresji z 1932 roku. Ze strony II RP Związkowi Radzieckiemu nie groziło jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Co więcej, marszałek Piłsudski, po dojściu Hitlera do władzy, s proponował przeciwko Niemcom wojnę prewencyjną.

Układ o nieagresji Niemcy wypowiedzieli Polsce 28 kwietnia 1939 roku. Związek Radziecki, można tak powiedzieć, zrobił to 17 września.

Polscy historycy (m.in. Tomasz Nałęcz) rozważali niekiedy, co by się stało, gdyby Polska poszła „pod rękę” z Hitlerem. Na pewno w 1939 roku Związek Radziecki nie był gotowy do wojny. Najzdolniejszych dowódców zamordowano w czasach wielkiej czystki częstokroć pod zarzutem bycia niemieckimi agentami…

Polska, a odzyskanie Zaolzia w 1938 roku
Często Rosjanie, na poparcie swojej tezy o polsko-hitlerowskim sojuszu, powołują się na rozbiór Czechosłowacji w 1938 roku. W Monachium Niemcy uzyskały Sudety, a zaraz potem swoje ultimatum wobec Zaolzia zgłosili Polacy – Czesi je przyjęli. Należy naturalnie wspomnieć, ze to Czechosłowacy pierwsi złamali ustalenia z Polakami o plebiscycie jeszcze za czasów wojny polsko-bolszewickiej, a potem wykorzystali dramatyczne położenie Polaków w lipcu 1920 i następnie przejęli Zaolzie na podstawie dokumentu podpisanego przez premiera Grabskiego w Spa, przy okazji nie wywiązując się z obietnicy przepuszczenia broni dla Polaków . Pomimo tej wzajemności, z takiej formy odzyskania terytorium Polacy nie powinni być dumni. Polacy wykorzystali sytuację, ale nie ma żadnych przesłanek pozwalających stwierdzić, że była to polsko-niemiecka skoordynowana akcja Można nawet dopatrywać się w tym incydencie motywów antyniemieckich, dochodziło do niemieckiej dywersji w czasie wkraczania polskich wojsk. Przez 11 miesięcy tamtejszy przemysł pracował dla Polski, a nie dla III Rzeszy Na pewno Czechosłowaków opuścili Związek Radziecki i Francja, którzy w tamtym okresie, mieli wobec tego państwa zobowiązania sojusznicze.

Zarzut, że Polska była aktywną sojusznikiem Hitlera byłby nawet zabawny, gdyby nie był głupi. Szczególnie, że po traktacie w Rapallo (1922) aktywna współpraca Niemiec i ZSRR jest niezaprzeczalnym historycznym faktem. W tym kontekście wspomnieć należy m.in. o niemieckim sprzęcie i ludziach na poligonach rosyjskich.

3. Związek Radziecki nie jest odpowiedzialny za mordy w Katyniu/Niemcy są współodpowiedzialni za mordy w Katyniu

Skąd to się wzięło?
O tym, że Polaków w Katyniu zamordować mieli Niemcy uczono w komunistycznej Polsce przez ponad 40 lat. W latach 90-tych Rosjanie oficjalnie przyznali się, a w 1993 r Borys Jelcyn nawet przeprosił. Nie przeszkadzało to w umorzeniu śledztwa w tej sprawie oraz powstawaniu publikacji sugerujących, ze ponad 20 tysięcy Polaków zamordowali naziści.

Ostatnio na temat tej sprawy wypowiedziała się profesor Natalia Narocznicka Cytuję za stroną internetową RMF FM.

„Tam jest nasz ślad, ale tam jest także i ślad niemiecki – stwierdziła profesor Natalia Narocznicka z utworzonej przez Dmitrija Miedwiediewa komisji ds. przeciwdziałania próbom fałszowania historii na szkodę Rosji. Historyk obarczyła Niemcy współodpowiedzialnością za mord radzieckiego NKWD na polskich oficerach w Katyniu w 1940 r.”

Jak było naprawdę?
Pani profesor ma rację. Jeden z katów Berii posługiwał się niemieckim pistoletem Walter. Na tym kończy się fizyczny udział Niemców w tej zbrodni.

Trzeba jednak przyznać, że akcje przeciwko polskiej inteligencji były równocześnie prowadzone przez ZSRR oraz Niemców (w ramach akcji AB). Może o tę winę chodziło pani profesor Narocznickiej?

Sprawa jest na tyle oczywista, ze nie wymaga dalszego komentowania.

4. Po 17 września Związek Radziecki zajął „terytorium imperium rosyjskiego” i zaopiekował się Ukraińcami i Białorusinami

Skąd to się wzięło?
Już oficjalne tłumaczenie radzieckiej interwencji, przekazane polskiemu ambasadorowi w Moskwie 17 września 1939, opierało się na tezie, że państwo polskie przestało istnieć, ZSRR nie obowiązują żadne traktaty, a Białorusinami i Ukraińcami należy się zaopiekować. Ziemie te ładnie nazwano „zachodnią Białorusią i zachodnią Ukrainą”.

Rosjanie uważają również, ze Polska okupowała ziemie radzieckie.

Za RMF FM.
„Rosyjska historyk zaznaczyła także, że zachodnia Ukraina, na terytorium której 17 września 1939 r. wkroczyła Armia Czerwona, a którą Warszawa nazywa Polską Wschodnią, była terytorium imperium rosyjskiego okupowanym przez Polskę Józefa Piłsudskiego.”

Jak było naprawdę?
W momencie radzieckiego ataku funkcjonował rząd polski i walczyło wojsko polskie. Działała również polska dyplomacja. Polska przegrywała, ale się broniła. Nie można zatem znaleźć uzasadnienia dla tezy, ze II RP przestała istnieć jako państwo, a wszelkie trakty podpisane stały się niezobowiązujące. ZSRR złamał pakt o nieagresji oraz zapisy traktatu ryskiego. Związek Radziecki zaatakował Polskę bez wypowiedzenia wojny.

„Zachodnia Ukraina” i „zachodnia Białoruś” to terminy wymyślone przez radziecką propagandę. W czasach II RP funkcjonowała Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy i Komunistyczna Partia Zachodniej Białorusi. Z drugiej strony, na terenie naszego państwa działała również prawicowa Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów.

O ile można dyskutować o prawach (niepodległość? Autonomia?) Ukraińców do ziem, w których stanowili większość – a były to 3 województwa dawnej Rzeczpospolitej, o tyle ciężko odnaleźć prawa ZSRR do tych terenów. Podobnie jak do Litwy, Łotwy czy Estonii.

W traktacie brzeskim, podpisanym w marcu 1918, Rosja bolszewicka zrzekła się praw do Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Ukrainy, Białorusi, Finlandii i dużej części Zakaukazia.

Granica polsko-bolszewicka została ustalona w traktacie ryskim podpisanym w marcu 1921 roku, będąca oficjalnym zakończeniem wojny polsko-bolszewickiej.

Powyższe dokumenty dowodzą, że ZSRR nie miał żadnych praw do polskich ziem wschodnich – sam się ich zrzekł i to w dodatku dwa razy. Nie ma mowy o żadnym okupowaniu radzieckich terytoriów.

Pani Narocznicka mówi, że to terytoria imperium rosyjskiego okupowane przez Polskę. Przecież w 1939 roku nie istniało już żadne imperium rosyjskie, a ostatniego cara, wraz z jego rodziną, zabili bolszewicy. Poza tym nie wszystkie zajęte przez Armię Czerwoną tereny należały do carskiej Rosji. Przykładem może być tutaj zajęcie części Galicji z Lwowem, które były częścią Austro-Węgier.

Pozostaje jeszcze kwestia „opieki nad bratnimi narodami”. Jak już pisałem wyżej – w kwestii ukraińskiej autonomii/niepodległości Polacy mają sobie dużo do zarzucenia. Poczucie winy z tego powodu miał m.in. marszałek Piłsudski, który przepraszał ukraińskich żołnierzy. Sytuacja Ukraińców w Polsce była jednak duża lepsza niż za wschodnią granicą, gdzie miliony ich rodaków umierały z głodu lub było rozstrzeliwanych. Wątpię, by Ukraińcy życzyli sobie takiej opieki. Zresztą – w czasie II wojny światowej duża część Ukraińców walczyła przeciwko ZSRR.

Ile może Rosja? – w odpowiedzi Bartoszowi Wasilewskiemu

Bieżące wydarzenia Komentarze (0) » dodajdo

Doczekałem się. Bartosz Wasilewski napisał polemikę do mojego tekstu pt. „Dlaczego Rosja nie jest imperium?”. Kwestionuje w nim…. właściwie nie wiem co… Tekst nosi tytuł “Dlaczego Rosja jest wciąz potężna?” i podpisany został jako polemika do mojej poprzedniej publikacji. Co ciekawe, ja już w pierwszym jej zdaniu napisałem, iż “Rosja to potężne państwo(…)”. Do czego zatem ta polemika? Równie dobrze można było napisać tekst “Dlaczego należy zwalczać dziecięcą pornografię?” i twierdzić, żę to replika do mojej twórczości.

Jakbym sam chciał atakować swój tekst to przyczepiłbym się do danych demograficznych, informacji o wojsku i gospodarce. Próbowałbym dokonać innej interpretacji podanych przeze mnie danych. Bartek poszedł jednak inną drogą…

„Ale spór o to, jaka jest prawdziwa siła Rosji, nie może być dla nas, mieszkających nad Wisłą, sporem semantycznym. Nie ma więc znaczenia, czy nazwiemy Rosję imperium, potęgą globalną, mocarstwem regionalnym czy psem z kulawą nogą. Ważne są fakty.”

Cóż, jeśli według Bartka nie ma róznicy między nazywaniem kogoś imperium czy psem z kulawą nogą, to może tę dyskusję należałoby już zakończyć. Z czym zatem chce polemizować Bartosz? I jakie są te groźnie brzmiące fakty?

Pewnie i odpuściłbym zatem, gdyby nie pamięć o jednym tekście mojego adwersarza - „Stawką jest wskrzeszenie imperium. Albo jego upadek”. Przypomnę tło – w czasie konfliktu gruzińskiego istniał między nami spór – Bartosz widział duże szanse na zwycięstwo Gruzji, ja raczej przewidywałem jej klęskę. Moje artykuły z tamtego okresu można przeczytać tutaj.

To jak to, Bartku, w końcu jest z tym sporem semantycznym? Skoro nazewnictwo jest takie nieistotne, to czemu owe wskrzeszenie imperium stało się inspiracją dla Twojego tekstu? Poza tym – wkrzesić można tylko kogoś martwego (np. Łazarza). Martwy jednak z kolei nie może upaść. Mój polemista zatem uważał, że Rosja nie jest imperium. Na pewno zaś wtedy nie podkreślał, że to jedynie spór semantyczny…

Opcje są zatem dwie:
Albo Bartosz zmienił zdanie na temat Rosji w sposób dramatyczny
Albo Bartosz zaprzecza sam sobie.

Przejdźmy jednak do tzw. faktów.

„A fakty są takie, że Rosja dysponuje przygniatającą przewagą polityczną, gospodarczą i militarną nad kazdym państwem WNP i obszaru byłego Związku Radzieckiego. Ba, dysponuje podobną przewagą nad wszystkimi państwami, które przed upadkiem Żelaznej Kurtyny znajdowały się w strefie wpływów ZSRR, w tym również nad Polską.

I co z tego?

Przypuszczam, że podobnie jest z Brazylią, Niemcami, Australią, Francją, Wielką Brytanią. One też dysponują przewagę nad każdym z państw WNP i byłego bloku wschodniego. Co więcej, dystansują również kontyntent afrykański. Czy to jednak dowód na to, że te państwa to imperia? Co ważniejsze – czy ktokolwiek kwestionował, że Rosja jest poteźniejsza od każdego z państw WNP i byłego bloku wschodniego? Nie? Więc po co to porównanie?

Nie widzę żadnego związku między posiadaniem np. większego PKB od Polski, a byciem imperium. Mój poprzedni tekst nie dotyczył ani Polski, ani Ukrainy, ani Białorusi, a światowych imperiów. Za czasów zimnej wojny istniały dwa. Teraz istnieje jedno, ale powoli traci na znaczeniu. Dyskutować można oczywiśćie też o Chinach.

„Czy dla Moskwy nie jest korzystna zamiana więzów politycznych i militarnych, które kosztowały przecież Kreml krocie, na więzy przede wszystkim gospodarcze?”

Jest i nie jest. To przecież nie kto inny, jak Wladimir Putin twierdził, że upadek ZSRR jest największą katastrofą geopolityczną XX wieku. Rosjanie zachowali (i długo jeszcze zachowają) korzystne ze swojego punktu widzenia wpływy w swoich byłych republikach – w tym w Kazachstanie i Turkmenistanie. W żadnym momencie tego nie kwestionowałęm, a nawet to podkreślałem przy okazji różnych publikacji.

Za czasów ZSRR niewątpliwie relacje gospodarcze w ramach związku były dla Kremla dużo korzystniejsze. Teraz w Kazachstanie działają nie tylko Rosjanie. Są też Chińczycy i Amerykanie. Turkmenistan być może weźmie udział w projekcie Nabucco. Wyobraża sobie ktoś taką sytuację przed 1991 rokiem? Z tego co wiem, to w/w regiony, za czasów ZSRR, nie byłby aż nadto rozpieszczane. Polscy repatrianci nie żyli w krajach miodem i mlekiem płynących.

Teza Bartosza, jakoby rozluźnienie wiezów było dla Rosji korzystne, jest obalana przez samych Rosjan, którzy robią wszystko, by te stosunki były jak najściślejsze. Nikt przy tym Gazpromowi pomników nie stawia…

„Ani na chwilę nie wolno nam zapomnieć, ze Rosja jest wielokrotnie silniejsza od Polski, i że tak będzie w dającej sie przewidzieć przyszłości. Nie obwieszczajmy więc śmierci rosyjskiego imperium, bo chwila nieuwagi a znów znajdziemy się w zasięgu jego pazurów...”

Co to ma wspólnego z tematem mojego tekstu? Czy ktokolwiek z polskich polityków lekceważy Rosję? Czy ja nawoływałem do tego, by Moskwę pomijać? Z kim próbuje dyskutować Bartosz?

Pojawia się też inne pytanie – w jaki sposób mielibyśmy się znaleźć w zasięgu pazurów Rosji? Nie wyobrażam sobie militarnej III wojny światowej, ani powrotu wpływów ZSRR. Pozostaje szantaż gazowy, ale jeśli Unia Europejska będzie prowadzić rozsądną politykę, to Moskwie tego typu zagrywki się nie będą opłacać. Europa i Rosja są na siebie skazani – pieniądze za surowce. Dla jednego i drugiego partnera są to rzeczy niezbędne do przetrwania.

Geografia jest nieubłagana – jak to mówi Bartosz. Rosjanie, po 1991 roku, stale tracą swoje wpływy – przecież do 1989 r. sięgali aż do Berlina. Walczą jedynie o ich utrzymanie lub odzyskanie (jak w Gruzji w sierpniu 2008). Już w samym XXI wieku mielśmy przypadki trzech wielkich pęknieć – Gruzja, Ukraina i Kirgistan. Każde z tych państw – szczególnie to ostanie – oczywiście pozostało pod silnym wpływem Moskwy, ale taki bieg wydarzeń trudno uznać za korzystny dla Kremla. Nawet Korea Północna jest teraz zalezna tylko i wyłącznie od Chin.

W połączeniu z przedstawionymi przeze mnie danymi dotyczącymi wewnętrznej sytuacji w Rosji, daje to obraz państwa poteżnego, ale tracącego decydujące znaczenie na światowy bieg wydarzeń, jeżeli takowe dzieją się poza regionem jego naturalnych wpływów. Dzisiaj świata nie podbija się już milionami żołnierzy, a milionami dolarów lub euro.

Rosjanie potrzebują świadomości swojej wielkości. Chcą widzieć siebie jako światowe imperium, a taką fałszywą świadomość daje im Wladimir Putin. Nikt nie lekceważy ani nie zapomina o Moskwie, ale paniczny strach też jest zbędny. Rosjanie – i słusznie – nie szanują słabych i jeśli będziemy tak o sobie myśleć – co sugeruje Bartek – to rzeczywiście, nie będziemy mieli we wschodniej polityce Unii Europejskiej żadnego znaczenia.

W poszukiwaniu piratów – znowu przerwa

Inne Komentarze (0) » dodajdo

Dotarły do mnie niepokojące informacje, jakoby piraci przedarli się na wody europejskie. W związku z tym wyruszam w tajną misję na Mazury, gdzie postaram się wyszukać somalijskich piratów i zrobić porządek z ich niecnymi działaniami. Co więcej, będę chciał też wyjaśnić informacje ze strony debka.com. Według tego portalu piraci mieli plan zaopatrywania Hamasu w Strefie Gazy. Czy podołam wyzwaniu? Czy jacht, którym będę płynął, nie padnie ofiarą piratów? Jak się przed nimi bronić? Będę wdzięczny za wszelkie porady.

Tak czy owak – minimum do 23 sierpnia mnie nia ma ;) .

Dlaczego Rosja nie jest imperium?

Bieżące wydarzenia, Warto przeczytać Komentarze (3) » dodajdo

Rosja to potęzne państwo z olbrzymimi wpływami w Europie i Azji. Określenie imperium jednak do niej nie pasuje. Zasady geopolityki są nieubłagane – po upadku Związku Radzieckiego pozycja Rosji bardziej przypomina usytuowanie regionalnego mocarstwa, aniżeli jednego z liderów światowej polityki. Z Rosją należy się liczyć, bo jest silna, ale nie należy przejawiać nadmiernego strachu. Przekroczona została ta magiczna sytuacja, gdy „mięśniak” staje się „grubasem”. Jakie imperium pozwoliłoby na miejscu Rosji, by państwa z jego „strefy wpływów” weszły do NATO i Unii Europejskiej? Blok wschodni nie rozpadł się dlatego, bo Gorbaczow z Jelcynem przegapili kilka szczegółów – posypał się cały system ze słomianą gospodarką na czele.

Imperium radzieckie upadło i już nie powróci. „Matkę oszukasz, ojca oszukasz, ale życia nie oszukasz” – jak to mawiał ojciec Laski, król sedesów, z filmu „Chłopaki nie płaczą”. Nie oznacza to naturalnie, że Moskwę można lekceważyć – w żadnym wypadku, ale Europa i Stany Zjednoczone są niezbędne temu krajowi do dalszego rozwijania się. To już nie czasy wujaszka Joe, gdy kilka milionów ludzi wykorzystywano (i jednocześnie zabijano) w ramach uprzemysłowienia kraju.

Największym problemem Federacji Rosyjskiej jest jednobiegunowość jej gospodarki. Trudno wyobrazić sobie, jak wyglądałaby Rosja, gdyby nie surowce naturalne. Federacja eksportuje najwięcej na świecie gazu, w statystyce ropy naftowej pod tym samym względem znajduje się na drugiej pozycji. To potężny atut, ale jednocześnie pięta Achilesowa. Gdyby gospodarka Rosji była bardziej zróżnicowana, to kraj ten odczułby kryzys gospodarczy w dużo łagodniejszy sposób.

W maju rosyjski wiceminister ds. rozwoju gospodarczegoi Andriej Klepacz, zapowiedział, że spadek PKB w 2009 wyniesie od 6% do 8%. Gospodarka rosyjska w kwietniu 2009 skuryczyła sę, w porównaniu z kwietniem 2008, o 10,5%. Zwiększy się również deficyt budżetowy, co jest istotne, jeśli przypomnimy sobie, że Rosja miała przez ostatnie lata nadwyzki. Gospodarka Rosji jest nowoczesna niczym maczuga i jest popularnym kolosem na glinianych nogach. Uwzględnić należy też pogarszające się wyniki i długi Gazpromu. Ujawnona wrażliwość na kryzys pokazuje, że w równym stopniu Europie powinno zależeć na gazie, jak Rosjanom na twardej walucie europejskiej. Z taką gospodarką Rosjanie jako imperium są dla Europejczyków tylko nieco bardziej straszni niż przebrany za wampira syn sąsiadki w Halloween.

Federacja Rosyjska staje też przed kolejnym olbrzymim problemem – demografią. Obecnie w Rosji żyje 140 milionów osób. Liczba mieszkańców, od roku 1991, stale się zmniejsza o kilkaset tysięcy rocznie. Najbardziej pesymistyczne prognozy mówią o skurczeniu liczby ludności z obecnych 140 milionów do 100 -115 (szacunki m.in. ONZ) w roku 2050. Oczywiście, można wpuszczać imigrantów – w tym wszechobecnych Chińczyków, którzy nie będą mieli nic przeciwko, jednak to nie będzie korzystne wyjście dla samych Rosjan. Coraz prawdopodobniejsza stanie się wtedy powolna kolonizacja. Współczynnik umieralności wynosi 16,06 na 1000 osób i jest wyższy niż w Rwandzie, Etiopii czy Somalii (dane: CIA Factbook). Przyrost naturalny wynosi minus 0,47 (źródło: CIA Factbook), co jest 227 miejscem na świecie. Cóż, tylko czekać, gdy duet Putin-Miedwiediew ogłosi nowy program rządowy, zaczerpnięty inspiracją z mickiewiczowskiego dzieła, pt. „Kochajmy się!”. Demografia, jest drugim, po gospodarce czynnikiem, który nie pozwala uznawać Rosji za wszechpotężne imperium.

Rosjanie są tez wyjąkowo narażeni na tzw. choroby cywilizacyjne. Mam tu na myśli alkoholizm i wirus HIV. Co roku, z powodu alkoholu, w Rosji umiera 500 tysięcy osób. Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn, młodych i starych. Olbrzymi jest również problem narkotykowy, chociażby ze względu na niskie stawki za tego rodzaju używkek. Chorych na AIDS w 2007 roku było prawie milion osób. Średnia życia u mężczyzn wynosi w Rosji zaledwie 59 lat. Tak raczej nie wygląda charakterystyka nowoczesnego i dynamicznego społeczeństwa. Jeżeli Rosja nie zreformuje się, to i z czasem jej położenie będzie się tylko pogarszać.

Bezpowrotne czasy świetności rosyjskiego wojska też minęły. Co prawda udało się uporać z wojskiem gruzińskim, ale wyglądało to na walkę kulawego ze ślepym. Rosjanie posiadaja oczywiście doskonałe jednostki specjalne i oddziały elitarne, które można posłać w bój niemal w każdej chwili, ale niedobory armii w przypadku regularnej wojny z mocnym przeciwnikiem (na przykład Chinami), wyszłyby niemal natychmiast. Stary sprzęt, zdemoralizowana armia, brak pieniędzy na zaopatrzenie, mnóstwo niedokończonych projektów i korupcja. Atutem Rosji pozostaje oczywiście potężny arsenał nuklearny (zmniejszany w ramach porozumień rozbrojeniowych m.in. ze względu na koszty) pozwalający zniszczyć każdego przeciwnika. Jej użycie oznaczałoby prawdopodobnie wybuch III wojny światowej, a kolejną toczylibyśmy już – zgodnie z zapowiedziami Einsteina – przy pomocy maczug. Kiedys to wszystko było dużo prostsze – ZSRR swoich przeciwników pokonywał…. demografią. Liczni radzieccy żołnierze, często kiepsko wyszkoleni i wyposażeni, wygrywali swoją przewagą ilościową.

Federacja Rosyjska posiada nadal wpływy w krajach Współnoty Niepodległych Państw. Pomoc lub wrogość rosyjska, szczególnie dla Amerykanów, w tamtym regionie jest poważnym czynnikiem politycznym, który muszą brać pod uwagę. Rosja jednak nie zawsze dostaje, to czego oczekuje w relacjach z byłymi republikami radzieckimi. Przykładem jest tutaj Ukraina – Moskwa otwarcie wspierała Wiktora Janukowycza, a jednak prezydentem został tez Wiktor, ale Juszczenko. Unia Europejska, przy dużym udziale Polski, postawiła na swoim. Teraz faworytem wydaje się być Janukowycz, ale trudno sądzić, by nawet w przypadku wygranej, mógł prowadzić politykę zorientowaną jedynie na wschód. Kolejny symptom zmniejszenia znczenia pozycji Moskwy to Kim Dzong Il. W rozgrywce wokół Korei Północnej Rosjanie nie mają dużo do powiedzenia. Wszystkie najważniejsze ustalenia zapadają w trójkącie Pekin-Phenian-Waszyngton. Pozostaje jeszcze koleny sojusznik Rosji – Iran. Moskwa niewątpliwie ma silne wpływy w Teheranie, ale coraz częściej kwestionowana jest opinia, że Rosjanie są w stanie kontrolować Irańczyków. Teheran nie rozwinąłby swojego programu atomowego bez pomocy Rosjan, ale obecne stosunki wyglądają na relacje partnerskie, a nie sponsoring. Co więcej, Iran zawsze może postraszyć Rosjan, że dogada się z Europą i Stanami Zjednoczonymi m.in. w sprawie Nabucco. Ewentualny rezygnacja Obamy z tarczy antyrakietowej również nie wynika z jego strachu przed groźbami umieszczeina w Kaliningradzie rakiet Iskander, a z innej wizji politycznej, kalkulacji zysków lub/i oszczędności budżetowych.

Rosjanie chcą myśleć o sobie jako imperium. „Chcieć” nie znaczy „móc”. Problemy gospodarcze, społeczne, wojskowe i polityczne powodują, że Rosja jest w 2009 roku potęznym mocarstwem, ale regionalnym. Bierze udział w geopolitycznej rozgrywce na wysokim poziomie, jednak nie we wszystkich miesjcach świata. Nie przez przypadek mówi się o grupie G-8 jako grupie „G-7+Rosja”. Przejście o jeden krok do przodu, zwłaszcza w stosunkach z Unią Europejską, będzie wymagać od Federacji Rosyjskiej akceptacji takiego stanu rzeczy. Szantaże gazowe może nadal będą skutecznie, ale wobec Białorusi albo Ukrainy, a nie Polski, Estonii, Litwy czy Łotwy. Unia Europejska ma w tym momencie dużo większy potencjał niż Rosja, jednak nie umie go wykorzystać, spierająć się równocześnie o własną przyszłość. Drogą do modernizacji dla Rosji są kontakty z Europą, a nie Chinami.

Kluczowe powinno być zreformowanie własnej gospodarki i społeczeństwa. To dużo bardziej przyszłościowe niż wiara w istnienie imperium. Można oczywiście podtrzymawać taką koncepcję, pokonując w kolejnej wojnie Gruzję czy pozwalając na bezkarny mord kolejnych opozycjonistów, ale to nie zmieni obecnego stanu rzeczy. Modernizacja Rosji powinna być głownym pomysłem Miedwiediewa. Imperia powstają i upadają. Imperium rzymskie upadło, imperium brytyjskie również. Dlaczego zatem mamy takie trudności z uświadomieniem sobie, że imperium radzieckie też już nie istnieje? Pozostały tylko jego wpływy, które będą coraz mniej widoczne z biegiem kolejnych lat.

Polska “prawdziwa” myśl historyczna

Historia Komentarze (1) » dodajdo

Cały świat uwziął się na nasz naród. Jedynie Polska ma krystalicznie czystą historię. W swoich szeregach nigdy nie mieliśmy złodziei, morderców ani szmalcowników. Zajęcie Moskwy w 1610 roku było koniecznością taktyczną, a śmierć bolszewickich jeńców (1920) – cóż, nie ma co się tłumaczyć, epidemie przecież wybuchają wszędzie. O winie wobec Ukraińców nawet nie ma co wspominać – nie wywalczyli sobie niepodległości, to jej nie mieli. Jakie to jest proste. Białorusini? Banda wieśniaków bez elity, zaś Litwini niech się cieszą, że ich w całości nie podbił Żeligowski w czasie swojego „buntu”. Jeszcze nam nie podziękowali za to, że w 1938 roku zmusiliśmy ich do zawarcia z nami stosunków dyplomatycznych. Czechosłowacy (uwielbiam tę konstrukcję) powinni nam również być wdzięczni, że jedynie z nimi wyrównaliśmy rachunki za Zaolzie, a nie np. postanowiliśmy sobie wziąc kilkaset kilometrów kwadradowych kolejnej ziemi.

To historia okiem „prawdziwych patriotów”, w której Polska zawsze jest stroną poszkodowaną, a jej szlachetne pobudki nie powinny budzić jakichkolwiek kontrowersji. Z kolei wszyscy w około chcą nas zniszczyć. Mesjasz wśród narodów świata.

Z naszej historii możemy być dumni. Mamy zdecydowanie więcej wydarzeń, w której owa mityczna „racja” była po naszej stronie. Ile jednak można tolerować zupełnie bezrefleksyjne podejście do historii, w ktorym my zawsze jesteśmy dobrem, a reszta świata złem? Takie właśnie rozumowanie przedstawia nam pan Citisus w swoim komentarzu do mojego tekstu odnośnie ś.p. Rajdu im. Stepana Bandery. Starałem się w nim wykazać, że Polska, chcąc prowadzić konsekwentną politykę zagraniczną, nie może pozwolić na przejazd rowerowy dzieci z Banderą na ustach. Postulowałem również o to, by lekceważyć rzezi wołyńskiej, bo nie jest ona mniej ważna niż zbrodnie dokonywane na Polakach przez Związek Radziecki.

W mniemaniu „prawdziwych historyków” popełniłem jednak błąd. Jak śmiałem zakwestionować naszą politykę wobec Ukraińców w czasach II RP? Jak mogłem zauważyć, że nie wszystko z naszej strony było w porządku?

„Zbrodnia jest zbrodnią, ludobójstwo, ludobójstwem. A fakty faktami” - napisał przenikliwie pan Citisus. Jajko jest jajkiem, a szafka szafką! W każdym razie zaczął przedstawiać owe fakty.

„Także o tym, że Piułsudskiego w Kijowie potraktowano jak okupanta a bolszewicka armia czerowa cieszyła się zdecydowanym poparciem Ukraińców w przeciwieństwie do Petlury ?”

Petlura okazał się bardzo słabym graczem, jednak Piłsudski nie dotrzymał zawartej z nim umowy. Polska uznała pełnomocnictwa bolszewików do reprezentowania Ukrainy. Szlachetnie.

Pewnie pan nie wie, ale na Ukrainie większość „panów” było Polakami. Najpierw zostali przepędzeni, a później wracali wraz z polską armią. Teraz pan już wie, czemu większość Ukraińców, wśród których 80% było chłopami, nie stanęła z bronią u nogi, gdy zaczął się marsz Armii Czerwonej na wschód? Niektóre wsie przechodziły z rąk do rąk 6 razy. Ja wiem, że pan pewnie zrobiłby partyzantkę i poradził sobie ze znaną z okrucieństwa armią konną Budionnego, ale chłopi już mieli dosyć.

To też typowe – oceniamy prawo Ukraińców do posiadania własnego narodu po tym, jak ludzie zareagowali na Piłsudskiego. Urocze.

Odpowiedź na moją sugestię, że Polska nie zastosowała wobec Ukrainy zasady samostanowienia, tej samej, która była dyplomatycznym wytłumaczeniem naszego państwowego odrodzenia
„Wolne żarty, Polska sobie niepodległość wywalczyła sama. Własnym wysiłkiem i krwią.”

Tak, trzeba docenić wysiłek wojenny Polaków i walkę o nasze granice w latach 1918-1921. Bez consensusu wśród aliantów i rewolucji lutowej sprawa Polski nie wróciłaby na arenę międzynarodową. Było to konieczne dla odzyskania niepodległości. Znam przykłady mniej bitnych narodów, które po I wojnie światowej dostały prawo do posiadania własnego państwa.

Pisanie, że Polska odrodziłaby się bez udziału mocarstw pachnie mitomanią. Odzyskanie niepodległości było olbrzymim sukcesem dyplomatycznym. Wystarczy powołać się tutaj na słynne 14 punktów Woodrowa Wilsona. Po I wojnie światowej na zasadzie prawa samostanowienia narodów niepodległość uzyskało mnóstwo krajów – w tym Polska, kraje bałtyckie i Czechosłowacja. Zwolennicy „prawdziwej historii” wspominają o tym, że Polacy mają prawo ustanowić swoją władzę na terytoriach etnicznie polskich, ale tego samego prawa odmawiali Ukrainie. Piłsudski chciał się z nimi na siłę skonfederować, co mu się nie udało, a Dmowski po prostu spolonizować. Ciekawe, ze tych „historycznych patriotów” nie razi fakt, że Polacy zajmowali ziemie, na których stanowili mniejszość. Czym to rozumowanie się różni od spojrzenia carskiej Rosji, Prus czy Austrii w stosunku do Polsk w czasie zaborów?

Tutaj pojawiają się wspomniane fakty. „Poza województwem Stanisławowskim i Wołyńskim nigdzie ludność Ukraińska nie przekraczała 50%.” (pisownia oryginalna) – analizuje pan Citisus udowadniająć tezę, że Ukraińcy nie stanowili większości na…. teranach “ukraińskich”, zajętych przez Polskę w ramach traktatu ryskiego.

Zacznijmy zatem od rzutu okiem na mapę. Analizujemy więc 4 województwa – lwowskie, tarnopolskie, wołyńskie i stanisławowskie.

Wołyńskie – Ukraińcy – 68%, Polacy – 16,6%
Tarnopolskie – Ukraińcy – 50% Polacy – 45%
Stanisławowskie – Ukraińcy– 68% Polacy – 23%
Lwowkie – Ukraińcy – 33% , Polacy – 57%

(źródło: Spis ludności, 1921 rok)

Na podstawie tych danych można bez wątpienia stwierdzić, że – poza województwem lwowskim – są to ziemie, na których przewagę etniczną mają Ukraińcy. To całkiem zabawne, ze pan Citisus uznał, że w tamtych regionach „tylko” w województwie stanisławowskim i wołyńskim Ukraińcy byli większością. Zapomniał pan o województwie tarnopolskim – taka drobnostka, a robi różnice – jak to mawiają mechanicy Roberta Kubicy. Tylko w ¾? W zasadzie to przecież nie większość…

Ukraińcy byli poddawani polonizacji. Utrudniano im naukę w ojczystych szkołach i placówkach kulturalnych, często zamykając je. Narzucano system tzw. szkół utrakwistycznych (dwujęzycznych). Ukraińcy nie mieli żadnej autonomii. Aż tak trudno dziwić sę im, że taka sytuacja im nie odpowiadała? Polacy nigdy nie przedstawili Ukraińcom ciekawej oferty. Żałośne położenie tego narodu polegało też na tym, że za wschodnią granicą mieli jeszcze gorzej. U nas przynajmniej nie zostali z premedytacją zagłodzeni na śmierć.

„Państwo ma obowiązek przedziwdziałania terrorowi. A może pan zaprzeczy wzrostowi nacjonalizmu, mordom i rabunkom ludności polskiej, mordom na funkcjonariuszach państwowych ?” – skomentował pan Citisus konieczność pacyfikacji ukraińskiej wsi. Oczywiście – w ramach walki z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów trzeba było niszczyć domy i cerkwie. Tak prewencyjnie.

Nie popieram w żadnym wypadku działań OUN. Potępiam z całej siły. Zwłaszcza, że głównym sponsorem tej organizacji były Niemcy, a jej celem destabilizacja Polski. Nie zmienia to jednak faktu, że represje np. z roku 1930 były zupełnie nieproporcjonalne do zagrożenia. Tak samo nikt mnie nie przekona do słuszności procesu brzeskiego. Tego należy się wstydzić.

Więcej na podobny temat:
- Śladami Stepana Bandery, czyli absolutny brak konsekwencji

W odpowiedzi przyjaciołom z Rosji

Bieżące wydarzenia, Warto przeczytać Komentarze (3) » dodajdo

Po jednej z moich ostatanich publikacji bardzo oburzyli się Rosjanie dyskutujący na Inoforum. Każdy dialog jest pouczający, dlatego postanowiłem go kontynuować – z jakim skutkiem, czas pokaże. Rosjanie wygrali tytuł „komentatorów miesiąca” na moim blogu. Zamiast się cieszyć – postanowili mnie zaatakować. Tłumacząca pani Tamara nie wspomniała widocznie o tym, że jest to stały cykl na zasadzie poł żartem-pół serio (marzec, kwiecień, maj, czerwiec) i nasi wschodni przyjaciele chyba pomyśleli, że moim nadrzędnym celem było nabijanie się z nich. Zaproponowałem również dla zwycięzcy komentarza, ze szczerej sympatii, symboliczne pół litra „polskiej, smacznej wódki” . Stop. O trzy słowa za dużo.

Właśnie wyżej wymieniona wódka, a nie np. uwagi dotyczące Nabucco, wzbudziła wśród dyskutujących Rosjan największe kontrowersje i wzburzenie. Legenda głosi, że w latach siedemdziesiątych na etykiecie jednej wódki widniał napis: „Dawka śmiertelna: 4,5% – nie dotyczy Polaków i Rosjan”. Zamiast potraktować to jako dowód szczerej sympatii i przyjazny gest, zostałem zaatakowany. Pierwszy zarzut był oczywisty z punktu widzenia Rosjan – dlaczego tak mało? W Polsce mamy nawet taki „wyszukany” żart. Ile to jest nic? Pół litra na dwóch. Nie w tym rzecz.

Odpowiedź jest bardzo prosta. Jest to symboliczna flaszka, a dobry zwyczaj nakazuje, że jeżeli ktoś postawił pół litra, to ty tyle samo powinieneś odstawić. Wśród komentarzy, które udało mi się przetłumaczyć znalazłem wiele uwag, ale żadnej propozycji rewanżu. Zamiast podziękowań – pretensje i zarzut o skąpstwo. Już zupełnie pomijam fakt, że pół litra dobrej wódki kosztować może więcej niż litr whiskey.

Nasi przyjaciele z Inoforum działają według ciekawej zasady. Z reguły wybierają najbardziej krytyczne wobec Rosji artykuły i następnie je komentują. Łatwo dzięki temu przyczepiić – czasami nawet słusznie – naszym publicystom takie cechy jak rusofobia czy przesadzona uległość wobec Stanów Zjednoczonych. Jestem przekonany też o tym, ze w rosyjskiej sieci bez problemu znalazłbym artykuły antypolskie i świadczące o rosyjskiej (a nawet radzieckiej) wierze w swoje „imperium”, którego już nie ma. Pytanie, czy jest to reprezentatywne dla całego społeczeństwa? Na część polskiego i rosyjskiego – na pewno, ale pełna generalizacja jest zwyczajnie niesprawiedliwa.

Rów między nami należy zakopywać, a nie stale odkopywać. Wina leża po obu stronach, ale interes w poprawianiu stosunków też mamy wspólny. Zachowanie Rosji wobec Nabucco jest papierem lakmusowym jej zamiarów. Przecież Unia Europejska proponowała Rosji dołączenie ze swoim gazem do tego projektu. Europejski projekt gazociągu, o czym już pisałem, jest w nieciekawej sytuacji, ale nie ma on antyrosyjskiego wymiaru.

Dywersyfikacja jest normalną polityką rozsądnego państwa. Nikt zapobiegawczy nie chce być uzależniony od jednego źródła, bo w przypadku wojny, awarii technicznej czy aktu terrorystycznego, powstaje ogromny problem. Dlaczego Rosjanie odbierają to jako skrajny akt wrogości?

Czemu więc służą takie komentarze?

„Rosjanie zgarną pulę, kiedy Polony będą sami siebie grzać zimą”

Polacy nie będą sami siebie grzać zimą. Nie jest to w interesie ani Rosji, która jest sprzedawcą, ani Polski, ani Unii Europejskiej. Jeżeli UE będzie działać z głową, Europa będzie jednym wspólnym rynkiem energii, z jedną ceną, ale kilkoma źródłami. Rosjanie powinni w końcu zrozumieć, że Gazprom powinien przestać być drugim Ministerstwem Spraw Zagranicznych, bo niczego dobrego to nie przyniesie. Można doprowadzić do „zimnej wojny gazowej”, ale nikomu to nie będzie służyc. Rosja będzie zmuszona sprzedawać więcej gazu do Chin, jednocześnie czekając jak na wyrok – kiedy Chińczycy przejmą Syberię. Bez Europy i Amerykanów, Rosja będzie miała z Państwem Środka duży problem. Trwanie w pokoju i dobrych stosunkach na linii Unia Europejska-Federacja Rosyjska jest zatem w interesie nas wszystkich.

Jeśli ktoś straszy cię odcięciem gazu, to czy może nazywać się twoim przyjacielem?

„Zgarnąć pulę to po polsku 0,5 wódki? – Jaki kraj taka pula”

Do tego komentarza już odniosłęm się wyżej. Zakładam jednak, że pani Tamara – która w żadnym przypadku nie jest personą non grata – nie oddała sensu cyklu „komentarz miesiąca”. Po co się prymitywnie obrażać?

„A w ogóle, wydaje mi się, że polscy pismacy każdy raz po swojej pisaninie wchodzą szybciutko na InoForum zobaczyć reakcję Rosjan na ich paszkwile”
„Bardzo dobrze, nareszcie będziemy trochę ich dyscyplinować i możliwe już bzdur nie będą pisać, chociaż wszystko ise może zdarzyć”

Rosjanie niestety przeceniają wpływy swojego forum. To już nie są czasy, gdy Polacy musieli z pokorą czytać to, co ktoś napisał w Moskwie. Ad. 2009 jest to lektura po prostu interesująca, dlatego warta uwagi. O Inoforum dowiedziałem się zupełnie przypadkowo – z programu Google Analytics, który wskazuje witryny, z których wchodzono na mojego bloga. O ostatniej dyskusji poinformował mnie w komentarzu niejaki Sergey. Każdy autor jest ciekawy, skąd na jego stronie pojawiło się kilkudziesięciu userów z Rosji. Czasami warto uwierzyć w to, że świat się nie kręci wokół Polski/Rosji. Polacy i Rosjanie mają ten sam problem wiary w swoją mesjanistyczną misję i pozycję..

Nikt nas nie będzie również dyscyplinował. Możemy rozmawiać, ale jak równy z równym. Rosjanie mogą oczywiście nazywać polskie artykuły bzdurnymi, ale to nasz punkt widzenia. Ja potrafię krytycznie spojrzeć na Polaków, pytanie – czy na to samo stać Rosjan wobec siebie samych?

Zastanawiam się też nad jeszcze jedną kwestią. Ile z wyżej cytowanych uwag jest merytorycznych, napisanych z dystansem i odnoszących się do stosunków polsko-rosyjskich, a ile to próba obrażenia Polaków?

Historia XX wieku nas nie rozpieściła. Zarówno Polska, jak i Rosja, padły ofiarą tych samych dwóch dyktatorów – Hitlera i Stalina. Spora część rosyjskiego społeczeństwa zwraca uwagę na to, iż Stalin był „dobrym managerem”. Tak, istotnie, za jego życia poprawiła się sytuacja geopolityczna Związku Radzieckiego (z kolei Polska przestała istnieć jako niezależne państwo), ale kosztowało to – zupełnie niepotrzebnie – śmierć milionów ludzi. Przy okazji wojen, czystek i pięciolatek. Nie wiem, dlaczego Rosjanie tak zagorzale próbują bronić swojej historii, jeśli chodzi o kontakty z Polską. Jakkolwiek nie patrzeć na sprawę, to rosyjski car, a później komuniści, zabeirali wolność Polakom i narzucali swoją władzę. Naszą elita – w czasie II wojny światowej i po niej – nie popełniła zbiorowego samobójstwa, a ktoś ją zamordował i pozamykał w więzieniach/obozach. Czy tak powinny wyglądać harmonijne stosunki polityczne? Na dominacji? Tutaj jest szansa dla Rosjan – jeśli odrzucą takie przestarzałe rozumowanie o swojej wyżsości, jestem prekonany, że po jednej i drugiej stronie znajdzie się wystarczająco dużo osób dobrej woli, które pozwolą nam pomyślnie ułożyć nasze kontakty.

Po co wojować, skoro można wzajemnie isę rozwijać? W dzisiejszej polityce nie ma już dwóch hegemonów. Stany Zjednoczone również nieuchronnie tracą (o ile już nie straciły) swoją pozycję na arenie międzynarodowej, a Związek Radziecki już nie istnieje. Czas przekirować swoje rozumownie na XXI wiek, o co apeluję do Polaków i Rosjan.

Więcej na podobny temat:
- Komentarz miesiąca – lipiec, Rosjanie zgarniają całą pulę
- Nabucco – rura bez gazu
- Dyskusja na Inoforum na temat mojego artykułu o Nabucco
- Dyskusja na Inoforum na temat mojej notki “Komentarz miesiąca – lipiec, Rosjanie zgarniają całą pulę”

Śladami Stepana Bandery, czyli absolutny brak konsekwencji

Bieżące wydarzenia Komentarze (3) » dodajdo

To naprawdę gorzka pigułka. W momencie, gdy w debacie publicznej trwa historyczna walka z Rosjanami i Niemcami, polskie władze nie widzą nic złego w dzecięcym rajdzie im. Stepana Bandery. Problemem nie jest zgoda (lub jej brak) na przejazd ukraińskich rowerzystów młodego pokolenia, ale fakt, że Polacy reprezentują absolutny brak konsekwencji w prowadzeniu polityki historyczno-kulturalnej.  Ciekawe – co mądrze zauważył w jednym z komentarzy Finch – co by się stało, gdyby Rosjanie zaproponowali rajd śladami Feliksa Dzierżyńskiego. W grę wchodzi też Wanda Wasilewska. Nie dość, że komunistka, to jeszcze córka chrzestna marszałka Piłsudskiego.

W końcu prowadzimy politykę historyczną, czy nie? Walczymy o pamięć, czy nie? Powiedzmy sobie szczerze – o istnieniu Stepana Bandery wie obecnie może około 4-5% naszego społeczeństwa. Może połowa z niego zdaje sobie również sprawę z jego działalności. Jeżeli chcemy być poważnie postrzegani za granicą, to nie możemy stawiać Katynia (kilkanaście tysięcy rozstrzeanej elity) nad Wołyniem (100-120 tysięcy zamordowanych kresowiaków). Za tym pogromem stoi organizacja Stepana Bandery – on akurat wtedy siedział w obozie niemieckim. To są takie same zbrodnie. Jak mamy rozmawiać z Niemcami czy Rosją, gdy sami podkładamy się Ukraińcom? To ma budzić respekt? Wyobraża sobie ktoś oburzenie polskiej elity, gdyby to po interwencji rosyjskiej ambasady wycofanoby przedstawiciela MSZ z dyskusji na temat Katynia? A tak właśnie było z Wołyniem.

Sami też nie byliśmy wobec Ukraińców zawsze fair, co próbujemy ukryć, niczym dyplomaci puszczenie bąka na eleganckim przyjęciu w ambasadzie (już mniejsza o to, jakiej). Razem ze Związekiem Radzieckim podzieliliśmy sobie, w traktacie ryskim, Ukrainę na dwie części po wojnie polsko-bolszewickiej. Nie respektowaliśmy zasady samostanowienia narodów, na któego podstawie sami odzyskaliśmy niepodległość. Co więcej, prawa Ukraińców w II RP nie były przestrzegane tak, jak powinny. Na siłę polonizowano część Ukrainy. Miały miejsca m.in. brutalne pacyfikacje wsi ukraińskich. Mogę powiedzieć, że jest mi z tego powodu przykro, ale Stepan Bandera to ideologiczny (i faktyczny) przywódca OUN i już sam fakt, że stał za zabójstwem Bronisława Pierackiego (1934), polskiego ministra spraw wewnętrznych, powoduje, iż żaden rajd jego imienia nie powinien przez nasz kraj przejeżdzać. To może zorganizujmy w Zachęcie wernisaż im. Eligiusza Niewiadomskiego, zabójcy prezyenta Narutowicza?

Polityka zagraniczna musi być zorganizowana i spójna. Ja nie widzę historycznej różnicy między zabójcami Polaków – z Niemiec, Rosji czy Ukrainy. Dialog i pojednanie, a nie na odwrót. Polska i Ukraina powinny rozwijać wzajemne kontakty, bo obecnie te państwa mogą żyć w symbiozie. Wspólne perspektywy gospodarcze, w tym Euro 2012, bo mieszkańcy Ukrainy, podobnie jak Polacy, są zapalonymi kibicami piłki nożnej. Naszych wschodnich sąsiadów trapią podobne problemy, jak nas 10-15 lat temu – bieda, biurokracja i korupcja. U nas jest z tym już dużo lepiej. Polska jest miejscem emigracji zarobkowej Ukraińców, a polscy biznesmani powinni rozważyć zwiększenie swoich inwestycji na chłonnym i atrakcyjnym rynku wschodnim. Politycznie Ukraina powinna dążyć do uniezależnienia się od Rosji i czerpania korzyści zarówno z kontaktów z Federacją Rosyjską, jak i Unią Europejską. W samej Wspólnocie (i w NATO) Warszawa powinna zostać adwokatem Kijowa. Perspektywy jak widać są i niekoniecznie to tylko i wyłącznie nam powinno zależeć na istnieniu harmonijnej atmosfery między narodami.

Jeżeli mamy mówić twardo i rzetelnie o historii, to ze wszystkimi. Lepiej patrzeć w przyszłość, ale polityka historyczna państwa powinna być zrównoważona. Sytuacja, w której jesteśmy ulegli wobec Ukraińców wygląda groteskowo, jeśli porównamy ją z naszym protestami wobec działań Związku Wypędzonych czy bataliami z Rosjanami o Katyń, PRL, II wojną światową etc. Młode elity ukraińskie też powinny zrozumieć, że Polacy potrzebują dowodów szacunku. Wspólnej przeszłości się nie zmieni, ale można o niej rozmawiać. Kompromis polega na ustępowaniu zarówno jednej, jak i drugiej strony.

Niech te dzieci jeżdzą rowerami nawet częściej, ale nie w koszulkach z podobizną Bandery. Jestem też absolutnie zwolennikiem maksymalnych ułatwień wizowych. Musimy jednak podjąć decyzję. Czy ze wszystkimi chcemy rozmawiać o historii i wspólnie przejść przez tę kamienistą drogę, czy historię traktujemy jako dodatek i ustępujemy w różnych sprawach w imię dobrych stosunków politycznych? Czasami aktualny interes jest dużo wazniejszy niż przykre wydarzenie z przeszłości i może należy zaakceptować taki stan rzeczy, ale powątpiewam, czy tak właśnie jest w tej sytuacji. Nie mamy nic do zyskania.

Jakby – z reguły słuszną – odporność wobec Rosjan i Niemców podzielić na kilka części, to akurat znaleźlibyśmy tyle, by „obsłużyć” Ukrainę. O historii można przecież mówić w oderwaniu od polityczno-gospodarczych układów – wśród ekspertów. Z sąsiadami lepiej żyć w zgodzie, chociaż nie za wszelką cenę. Nie widzę podobnych ustępstw po stronie ukraińskiej.

Słowo klucz to konsekwencja, dzięki której można osiągać cele. W stosunkach międzynarodowych interesy różnych państw są bardzo często rozbieżne. Sztuką jest rozgrywać swoje sprawy tak, żeby nie stracić ani honoru, ani korzyści politycznych. „Darmowe” ustępstwo w kwestii rajdu nie spełnia ani jednego, ani drugiego warunku.

Więcej na podobny temat:
- Putin na Westerplatte – braw nie będzie
- “Ucieczka. Wypędzenie. Pojednanie” – zaufanie i kontrola
- Pawelka & Steinbach – duety do mety

Komentarz miesiąca – lipiec, Rosjanie zgarniają pulę

Inne Komentarze (2) » dodajdo

Z wakacyjnym opóźnieniem (lub studenckim kwadransem), ale już jest. Wybrałem komentarz miesiąca na lipiec. Co prawda od początku miesiąca miałem już swojego faworyta, ale nieoczekiwanie pojawili się Rosjanie, którzy dzięki tłumaczeniu pani Tamary poznali mój tekst i założyli sobie o nim temat na swoim forum. .

To następny bezsprzeczny dowód, dla moich krytyków, na moją współpracę z kolejną służbą wywiadowczą – FSB. Już rok temu, przy okazji konfliktu gruzińsko-rosyjskiego, otrzymywałem pytania w stylu “ile rubli dostałeś za ten tekst?”.

Inoforum to rosyjskie forum zajmujące się sprawami zagranicznymi.

Dzięki uprzejmości magistra Sławomira Kozłowskiego wiemy, co pisali nasi przyjaciele ze Wschodu.

“Ostatnim czasem mam takie wrażenie, że wszystko idzie ku zdobyciu Iranu. Nienawiść do Rosji w Gejropie, wg mnie nie jest absolutnie niczym motywowana. Po prostu ich polityka przekroczyła wszelkie rozsądne granice, a za wszystkim stoją Stany Zjednoczone.”

Nienawiść do Rosji w Europie? Wydaje mi się, że stosunki Rosji z Niemcami czy Francją są co najmniej bardzo poprawne. Problemem właśnie nie jest agresywna polityka Unii, a jej ewidentna łagodność.

Rosjanie – co stwierdził w rozmowie ze mną magister Sławek – też widocznie cierpią na kompleks ofiary. Teza, że za Unią Europejską stoją Amerykanie w XXI wieku świadczy raczej o ignorancji i odnoszeniu się do sprawy w sposób emocjnonalny, a nie racjonalny.

“Wkrótce [na polskich forach - SK] temu Gogolowi [to Ty - SK] rzucą się do gardła “salonowi specjaliści”… A Nabucco to już świętość nad świętościami. Co się tyczy Iranu, to prościej oddemokratyzować Azerbejdżan i Turkmenistan”

Oddemokratyzować Azerbejdżan i Turkmenistan? Cóż, pojęcie demokracji zależy od położenia geograficznego. Azerbejdżan jest chyba jeszcze mniej demokratyczny niż Rosja.

Kolejne ciekawe spojrzenie…

Zupełnie nie rozumiem Polenów, przecież gaz z Nabucco, obojętnie jak bardzo będą prosić, to i tak go nie dostaną… Wszystko zależy od pewnych większych krajów”

i

“Przekonuj, przekonuj, a przecież sprzedadzą temu gaz, kto więcej zapłaci, a to dla Polaków śmieszne już nie jest… Przecież dla nich gaz z Nabukko będzie o wiele droższy niż ten rosyjski… Niech jeszcze gazociąg przez biegun południowy zbudują”

Ta opinia jest ciekawa. Rzeczywiście. Polacy nie mają obiecanego gazu z Nabucco. Jeśli nawet projekt wypali, to gaz z tego rurociągu będzie bardzo drogi, a chętnych na niego w Europie raczej nie zabraknie i nie wiadomo, czy Nabucco przysłuży się Polakom.  Brakuje nam też dobrego systemu przesyłowego. Rosjanie nie mogą jednak uważać, że dywersyfikacja to cios w ich serce. Zwiększenie źródeł dostaw ma zapewnić bezpieczeństwo nie tylko w przypadku “wojny gazowej”, ale też w sytuacji, gdy np. wystąpią awarie techniczne, co przecież naszym przyjaciołom z Kremla się czasem zdarza.

Czy kogoś dziwi, że eksporter sprzedaje surowiec temu, kto zapłaci najwięcej? Takie prawa wolnego rynku, nawet w czasach kryzysu. Przez biegun może bysmy i przeprowadizli ten gazociąg, ale to byłoby niezgodne z prawem międzynarodowym. Poza tym swoje obiekcje zgłosiły ostatnio pingwiny. Postaram się z nimi przeprowadzić lukratywny wywiad.

Całą zabawę wygrywa jednak ten komentarz:

“”Okazuje się, że w Polsce są rozsądni ludzie! Patryk – zuch! Domyślił się, że Nabucco to idea dla niepełnosprawnych umysłowo”"

Nabucco nie jest projektem dla niepełnosprawynch umysłowo, chociaż takie wrażenie można odnieśc po sposobie, w jaki Europejczycy się do tego projektu zabierają. Cel jest szczytny, ale sposób realizacji przypomina grę Wisły w meczu z Levadią w eliminacjach Ligi Mistrzów. Niby do przodu, niby z nadzieją, a tu nagle niespodzianka.

Zwycięzcę zapraszam do Polski, gdzie ufunduję mu pół litra polskiej, smacznej wódki.

Silnik: Wordpress - Theme autorstwa N.Design Studio. Spolszczenie: Adam Klimowski.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj się