Zamienił stryjek siekierkę na kijek

Bieżące wydarzenia Komentarze (0) » dodajdo

Mołdawia, prawosławny, biedny, euroepsjeki kraj, opierający – w XXI wieku – swoją gospodarkę w dużej mierze na rolnictwie. To właśnie tam odbyły się wczoraj ponowne wybory parlamentarne. Jak dotąd Mołdawia była na świecie szerzej znana głównie ze względu na twórczość zespółu O-Zone, a zwłaszcza ich radosną piosenkę „Dragostea din tei”, teraz powodem kpin może stać się ich system polityczny, który znacząco utrudnia wybór prezydenta.

Polskie media nie mogą połapać się w sytuacji. Według wstępnych szacunków komuniści zdobyli około 45% głosów i 48 mandatów na 101 możliwych. Resztę zgarnąć ma opozycja podzielona na 4 partie. Do wyboru prezydenta potrzebnych jest przycisków 61 Polskie media nie mogą połapać się w sytuacją, wieszczą: „zwycięstwo opozycji”. Owszem, opozycja – jeśli zawiąże koalicję – będzie w stanie przeforsować swojego kandydata na premiera, ale bez głosów komunistów, nie zostanie wybrany nowy prezydent.

Wygląda na to, że wybór prezydenta to sprawa honorowa, bo po poprzednim rozdaniu komuniści mieli 60 głosów, a i tak nie udało im się dokonać elekcji. Wystarczył jeden głós, ale nie udało się go zdobyć. To dowód albo na niezwykłą deteminrację wśród opozycjonistów albo brak jakichkolwiek umiejętności pertraktacji u komunistów, a w tle gdzieś migają Renata Beger i Adam Lipiński.

W ocenach komentatorów – szczególnie polskich – panuje prosty podział na „złych komunistów” i „dobrych demokratów” spod znaku opozycji. W obecnej sytuacji bardziej pasowałby porównanie do Romei i Julii. Samodzielne rządzenie będzie niemożliwe, a Mołdawianie spotkają się z nowym wyrazem, jakże dobrze znanym w Polsce – kohabitacja. Inaczej potoczą się losy, jeśli komuniści zawrą koalicję z Partią Liberalno-Deokratyczną (ok. 17 mandatów) lub Partią Demokratyczną (13 mandatów, jeśli mniej – ta opcja odpada). W moich kalkulacjach biorę pod uwagę szacunkowe wyniki wyborów. Trudno przy tym oczekiwać, by elektorat był bardzo zadowolony, gdyby największa partia opozycyjna – Partia Liberalno-Demokratyczna, weszła w konszachty z ludźmi Voronina. Co z rozliczeniem władzy? Ktoś przecież za to ubóstwo, korupcję i brak rozwoju odpowiada.

„Każdy kompromis jest zgniły”- mawiał klasyk, Włodzimierz Lenin. Jeśli komuniści chcą rządzić, muszą odrzucić słowa swojego guru i zaakceptować fakt, że przestają być samodzielną siłą władającą krajem. Ewentualnie mogą doprowadzić do następnych wyborów i tak w kółko, ale trend jest dla nich niekorzystny. Wynik wyborczy komunistów jest zdecydowanie gorszy niż ostatnim razem. Można oczywiście pisać, że tym razem nie doszło do fałszerstw, że wybory w środku wakacji (i tygodnia) nie wpłnęły na wyniki tak, jak przewidywano. Faktem jest jednak, że i poprzednie wybory. według międzynarodowych obserwatorów, były przeprowadzone uczciwie. Wielu komentatorów o tym zapomina, a to dość istotny szczegół. Społeczeństwo, w którym 45% ludzi głosuje na komunistów/postkomunistów nie stoi na pierwszej linii frontu walki z komunizmem. To społeczeństwo postsowieckie, które nie wie, jaką drogą ma pójść dalej. Prawdopodobnie jest nieświadome skali, w jakiej jest okradane przez tzw. elitę, z prezydentem Voroninem i jego synem na czele.

Mołdawia w olbrzymiej mierze składa się z Homo Sovieticus, co zresztą widać po tym kraju. Bieda, korupcja, brak wykształconej elity, uzależniona od Rosji gospodarka. Czy czegoś to nie przypomina? Do tego dodać należy problem Naddniestrza, czyli utrzymywanej przez Rosję republiki handlarzy bronią i narkotyków. Mołdawia jest dwie długości za Białorusią, trzy za Ukrainą, a jeszcze dalej za Polską, Litwą, Łotwą, Estonią, Czechami i Słowacją. Jedyną szansą na integrację z Unią Europejską dla młodych mieszkańców Mołdawii jest ucieczka do Rumunii.

Mołdawia znajduje się w fatalnej sytuacji gospodarczej, demograficznej i geopolitycznej. Nawet nie wiadomo, kto tym tonącym okrętem będzie dowodził. Unia Europejska również nie angażuje się przesadnie w tamten region. Jednocześnie trwała licytacja: kto więcej pożyczy Mołdawii? Nieoczekiwanie najlepszą ofertę złożyli… Chińczycy. Miliard dolarów bez zobowiązań – prawie jak w „Pretty Woman” i niemal jak w Afryce. Pojawiają się przy tej okazji dwie wątpliwości – czy możliwoą pożyczkę uda się efektywnie wykorzystać (1) i czy miliard dolarów nie jest przypadkiem kroplą w oceanie potrzeb?

Już niegdyś organizowano referendum niepodległościowe w Mołdawii. Wygrali je zwolennicy niezależności tego państwa. Obecnie coraz więcej młodych mieszkańców chciałoby znaleźć się w granicach Unii Europejskiej. Byłoby to możliwe w przypadku unii z Rumunią. Władze mołdawskie wykluczają takie rozwiązanie i oskarżają Rumunów o …kradzież obywateli.

Nie wiem, kto napisał konstytucję Mołdawii w obecnym kształcie, ale to on ponosi odpowiedzialność za obecną niestabilność państwa. Jedynym wyjściem „na szybko” jest wybranie kopromisowego kandydata, tylko czy takowy istnieje? Co z wyłonieniem rządu? Czy 4 partie opozycyjne zjednoczą się, a jeśli tak, to czy się od razu nie pokłocą? Może dojdzie do zdrady i koalicji z komunistami? OBWE potwierdziła uczciwość wyborów, teraz pozostają gierki polityczne i… możliwe wybory – ale to już w następnym roku.

Wszystko to byłoby nawet śmieszne, gdyby nie było straszne. My o Mołdawii słyszymy raz na kilka miesięcy, a to przecież normalne państwo z gigantycznymi problemami i – według różnych danych – większością społeczeństwa żyjącą poniżej granicy ubóstwa.

Putin na Westerplatte – braw nie będzie

Bieżące wydarzenia, Historia Komentarze (1) » dodajdo

Nadal niepotwierdzone zostało przybycie premiera Wladimira Putina do Polski w rocznicę wybuchu II wojny światowej. Kontakty z Rosją powinniśmy kształtować w taki sposób, by obie strony miały z tego jak największe korzyści polityczno-gospodarcze, jednak trudno oczekiwać, by Wladimir Putin otrzymał brawa za podpisanie przez ZSRR paktu Ribbentrop-Mołotow, czy zajęcie kresów wschodnich.

To właśnie pakt Ribbentrop-Mołotow ostatecznie przesądził o wybuchu II wojny światowej. Dokonano symbolicznego IV rozbioru naszego kraju w momencie, gdy II Rzeczpospolita miała podpisany ze Związkiem Radzieckim pakt o nieagresji, który ważny miał być przez kolejnych parę lat. Postępowanie typowe dla Stalina, dla któego nie papier i układy miały znaczenie, a realna siła. Kogoś jeszcze dziwi lansowanie przez Rosjan tezy, ze tak naprawdę II wojna światowa wybuchła w czerwcu 1941 roku, gdy Wehrmacht ruszył na Moskwę?

Polska i Rosja, pomimo fatalnej przeszłości, powinny prowadzić ze sobą interesy i temu celowi mogą służyć spotkania międzynarodowe. Termin 1 września jest przy tym co najmniej niefortunny. W momencie, gdy Rosja dojdzie do wniosku, że Polska jest podmiotem stosunków międzynarodowych, a nie przedmiotem (patrz sprawa tarczy antyrakietowej), oba państwa mogą wiele zyskać. Zgoda buduje, niezgoda rujnuje, ale nikt w Polsce nie będzie udawał, że 17 września nóż w plecy wbiły nam krasnoludki.

Rosjanie, czy tego chcą, czy tez nie, historii nie zmienią. Mało kto wie, ale w czasach wielkiej czystki w ZSRR zamordowano ponad 100 tysięcy Polaków. Dane te podaje Simon Sebag Montefiore w książce „Stalin. Dwór czerwonego cara”. Może to niewiele, jak na potencjał całego Związku Radzieckiego w latach 1936-1938, ale koło takich faktów również nie należy przechodzić obojętnie. Do tego dochodzi Katyń, proces szesnastu, prześladowania Akowców, PRL itd. Historia nie powinna determinowac stosunków międzynarodowych, ale nie można jej pomijać w naszych rozważanach. Dlatego przy okazji rocznicy – braw nie będzie. Szczególnie w odniesieniu do człowieka, który powiedział kiedyś, że upadek Związku Radzieckiego było największą katastrofą geopolityczną XX wieku.

Pierwszy krok mogą wykonać Rosjanie. Nie sądzę, by przeprosili nas za którekolwiek z tych wydarzeń. Na początku wystarczy jednak, że skończą z traktowaniem nas jak młodszego, mniejszego i głupszego brata. Nie jesteśmy już bliską zagranicą, ani republiką ludową. Jeśli Rosjanie chcą kształtować z nami dobre stosunki, muszą nas traktować jak znajomego. I vice versa. Lepiej wspólnie zarabiac niż osobno tracić.

Polacy z kolei powinni podchodzić do Rosjan bez kompleksu. Dobre stosunki z Rosją są wazne dla naszej gospodarki. Możemy je kreować sami albo z pomocą Unii Europejskiej. Problem na razie polega na tym, że Europejczycy nie potrafią rozmawiać z Moskwą i nie rozumieją interesów nie tylko Polski, ale i Litwy, Łotwy i Estonii. Zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego dla całej wspólnoty jest jednym z najważniejszych celów zjednocznej Europy. Tutaj zasada “jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, miałaby idealne zastosowanie. Gdy Rosjanie zaakceptują, że odbudowa imperium w Europie to mission impossible i skończą z groźnym pomrukiwaniem, to współpraca europejsko-rosyjska (w tym polsko-rosyjska) jest jest niezwykle perspektywiczna.

Otwarta pozostaje kwestia „wojny o Ukrainę”. Spór Juszczenko-Tymosenko powoduje, że zwycięstwo Moskwy w tym starciu wydaje się prawdopodobniejsze. Należy również docenić rolę Polski w pośredniczeniu między Europą, a Ukrainą. Doskonale to było widać przy okazji pomarańczowej rewolucji oraz teraz, gdy wspólnie pracujemy nad Euro 2012.

Tusk z Putinem mają zatem o czym rozmawiać, ale termin 1 września nie jest najlepszy. Polacy znają swoją historię i jak byk na czerwoną płachtę reagują na próbę jej zmieniania i zafałszowania, czym ostatnio zajmują się Rosjanie. Przykładem niech będzie teza, że Polacy odrzucili polsko-radziecki sojusz antyhitlerowski. Trzeba jednak przy tym wspomnieć, że radziecki propozycja zakładała „wspólną” obronę na terytorium Polski. Jaką Polacy mieli gwarancję, że bolszewicy się wycofają? Pozostawiam to domysłom czytelników.

Optymistycznym akcentem niech będzie fakt, że po moim hiszpańskich wojażach bardzo doceniam serdeczność grających ze mną w siatkówkę Rosjan i sympatyczność Rosjanek, które w prywatnych rozmowach uśmiechały się nader często ;) .

Więcej na podobny temat:
- Nabucco – rura bez gazu…
- Wyreżyserowany spektakl – Obama w Moskwie
- Patrioty – przyjacielskie robienie w balona
- O solidarności europejskiej…

Power Play Tygodnia – przerwa do 26 lipca

Bieżące wydarzenia Komentarze (3) » dodajdo

Jeśli terroryści nie napadną na klub w Lloret de Mar, w którym aktualnie będę przebywał lub nie wybuchnie wojna hiszpańsko-portugalska, to do minimum 26 lipca na blogu nie będą się pojawiać moje komentarze. W życiu każdego człowieka przychodzi moment, gdy może udać się na urlop – kwestią sporną jest, czy zasłużony.

Jednocześnie będę “dużo czytał i odświeżał umysł”, by być ostrym niczym wiadome narzędzie. Powrócę pełen wigoru i nowych pomysłów, które można będzie zrealizować na blogu.

Tymczasem chciałbym pozdrowić moich przyjaciół z Rosji, którzy tłumaczą moje artykuły na swój język ojczysty i poddają komentarzom. W szczególności te słowa kieruje do pani Tamary, które – wg google tłumacza – przełożyła mój artykuł pt. “Nabucco – rura bez gazu”. Tym tematem zajmę się po swoim powrocie.

Kontaktować się naturalnie ze mną można drogą e-mailową. Jeśli komuś brakuje polityki międzynarodowej, to zapraszam do portalu “Polityka Globalna”.

Ahoj!

Nabucco – rura bez gazu…

Bieżące wydarzenia Komentarze (2) » dodajdo

Dywersyfikacja – ciekawe słowo, lecz w kontekście gazociągu Nabucco, prawdopodobnie bezużyteczne. Rura może powstać, ale doceniać będzie można głównie kunszt inżynierów, a nie płynący gaz. Z pustego i Salomon nie naleje.

W poniedzialek zostanie podpisana umowa między Turcją, a Bułgaria, Rumunią, Austrią i Węgrami. W końcu, ale co z gazem?

Jak do tej pory zakontraktowano 0 (słownie: zero) metrów sześciennych gazu, więc zamiast tym surowcem, lepiej, jak w dowcipie, grzać się miłością. Interesy Rosjan są niezagrożone – chyba, że znajdą się dostawcy na 30 mld m3 gazu.
Każdy interes ma jakieś granice opłacalności. Kibicuję z całego serca Nabucco, ale Europejczycy źle prowadzą ten projekt. Istnieje bardziej optymistyczna wersja. Wszystko jest dogadane, ale my o tym nie wiemy.

Skąd brać gaz do Nabucco? Źródeł jest kilka i jednocześnie nie ma ich wcale. Azerbejdżan, Turkmenistan, Kazachstan, Iran i Irak.

Prezydent Turkemnistanu, o dźwięcznie brzmiącym imieniu i naziwsku, Kurbankuły Berdymuchammedow oświadczył, iż jego państwo może eksportować gaz – w tym również do Nabucco. Wcześniej pojawiały się informacje, że Turkmenistan może dostarczyć do Nabucco nawet 10 mld m3 gazu.

Cóż, nawet gdyby to była prawda, to jest to jedynie 1/3 zapotrzebowania Nabucco. Niestety, jest kilka powodów, które mogą powodować, że Europejczycy usłyszą coś w stylu „nic z tego kolego”. Tukrmeni otwierają licytację na swoje zasoby i wygra ją ten, kto zaoferuje najwięcej. Śmieszne lub nie, ale na razie najwięcej oferują Rosjanie. W dodatku pojawiają się wątpliwości co do tego, czy Turkmenistan będzie w stanie dostarczyć tyle gazu. Informacje z tej byłej republiki radzieckiej i tak są bardzo optymistyczne, w porównaniu z wcześniejszymi doniesieniami. Na tym jednak koniec dobrych nowin.

Azerbejdźan podpisał kontrakt z Rosjanami, w dodatku – po awanturze gruzińskiej – Ilham Allijew nie jest już tak wielkim entuzjastą projektu Nabucco. Wcześniej szacowano, że robiący ze wszystkimi interesy Azerowie, dostarczą 7 mld m3 gazu. Cała operacja staje pod znakiem zapytania. Jakkolwiek to nie zabrzmi, azerskie źródła są jak na razie najpewniejszymi dla Nabucco. Newsy z Baku nie są przy tym przesadnie optymistycznie. Prawdopodobnie zapłacić trzeba będzie dużo drożej, ale to kolejne zasoby w zasięgu Europy. Ośmielę się zauważyć, że rozważam najkorzystniejsze dla Nabucco rozwiązania, a takie wcale nie muszą mieć miejsca.

Dalej to już są same problemy. Kazachstan nie jest nazbyt chętny do wspierania Nabucco, rozważano Irak, ale rurociąg przez góry jest co najmniej trudny i mało pewny, bo Kurdyjska Partia Pracy może sobie go obrać za cel swoich wybuchowych treningów. Poza tym to kolejne, nieprzewidziane, koszty.

Pozostaje zatem Iran, ale bez zupełnego odwrócenia kontaktów z tym państwm nie ma co liczyc na tamtejsze zasoby. Jeszcze, żeby tego było mało, w Irańczyków trzeba by było zainwestować, by import gazu się opłacał. To kwestia lat, nie miesięcy. Zamieszanie po wyborach prezydenckich w tym kraju niewątpliwie interesom gospodarczym z Europą również nie słuzy.

Europejczycy muszą zupełnie zmienić swoje nastawienie do projektu, bo zapowiada się na to, że nie tylko gazu będzie za mało, ale jednocześnie będzie on diabelsko drogi. Podpisanie umowy nie jest więc żadnym przełomem, a kolejnym małym krokiem. Nabucco przestanie być projektem widmo, gdy zostaną podpisane umowy na dostarczenie gazu.

Gaz może być drogi, część weźmie sobie Turcja. Słabo też widzę nasz dostęp do gazu z Nabucco.

Słaba ta dywersyfikacja. Europo, otwórz oczy. Należy jak najszybicej pozyskać źródła przy wykorzystaniu potencjału Wspólnoty. Wymaga to zaangażowania organów uninych. Azję trzeba przekonać do tego, że współpraca z UE (a nie tylko w ramach gazociągu) się opłaca. Za kilka lat będzie już za późno.

…a Barack Obama i Nicolas Sarkozy dzielnie walczą o interesy świata

Więcej na temat Nabucco:
- Nabucco: szansa czy marzenie?

Wyreżyserowany spektakl – Obama w Moskwie

Bieżące wydarzenia Komentarze (3) » dodajdo

Nie widać spontaniczności podczas wizyty prezydenta Stanów Zjednoczonych, Baracka Obamy, w Rosji. Wszystkie akty tej wizyty wglądają na wcześniej zaplanowane. Oświadczenia są stonowane – albo to zaakcentowanie wcześniej już ustalonych rzeczy albo dyplomatyczny bełkot.

Politycy potrzebują takich wydarzeń, bo poza rządzeniem, muszą dbać również o swoją popularność. Barack Obama umie i lubi przemawiać, dlatego Moskwa jest dla niego idealnym miejscem na przedstawienie. Nowy prezydent ma tylko jedno zadanie – nie dać się ograć. Miedwiediew też raczej nie będzie dążył do rewolucyjnych decyzji. Trwa sondowanie, pierwsze pionki poszły w ruch.

Barack Obama oficjalnie ogłosił, że zrezygnuje z tarczy antyrakietowej, jeśli nie będzie problemów z programem atomowym Iranu. Ktoś mógłby pomyśleć – to jest przełom! To jest wydarzenie!

Może i ma to znaczenie, ale ta informacja w żadnym przypadku nie jest przełomowa, ani – co ważniejsze – nowa. Już kilka miesięcy wcześniej, w Pradze, mówił o tym ten sam prezydent Obama. W rozumowaniu amerykańskim jest przy tym jedna niespójność. A co z Koreą Północną, która teoretycznie już byłaby w stanie zaatakować wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych? Przed nią już się nie trzeba bronić? Czy, racjonalnie rozważając, Kim Dzong Il nie jest większym zagrożeniem niż Islamska Republika Iranu? W kontekście rezygnacji z tarczy wymieniony został tylko Iran, bez Korei. W dyplomacji takie szczegóły odgrywają duże znaczenie, dlatego Obama oficjalnie potwierdził, że jeżeli „zrobicie do cholery coś z tym Iranem, to my pożeganmy się z tarczą”. Kosztem wystawienia swoich sojuszników, w tym Polski.

Rodzi się przy tym kolejna wątpliwość. Czy Obama używa Teheranu z nadzieją na deal, czy to zasłona dymna mająca wytłumaczyć budowę tarczy i zrzucić winę za niepowodzenie rozmów na Rosjan? Kwestia oceny amerykańskiej tego, ile Moskwa może w Teheranie. Jeśli jest w stanie wpłynąć na ajatollahów, to jest realna propozycja dealu. Jeżeli nie może, to balonik wypuszczony w powietrze, z którym Rosjanie będą mieli duży problem. Trudno bowiem oczekiwać, by Amerykanie zrezygnowali z tarczy antyrakietowej za np. obeitnicę próby wpłynięcia na Iran. Strategia amerykańska nie jest taka głupia, na jaką wygląda.

Wyobraźmy sobie sytuację, że Rosja chce wpłynąć na program atomowy Iranu, a nie może. Cóż to byłaby za prestiżowa klęska Miedwiediewa i Putina. Obaj o tym wiedzą i na przehandlowanie Teheranu zgodzą się tylko wtedy, gdy będą pewni swoich sił. Rosja ma potężne narzędzie wpływu na ajatollahów – jest współsponsorem ich programu atomowego. Być może jednak Persowie doszli już do takiego punktu, w któym poradzą sobie sami, a i okazać się może, że Chińczycy są również skorzy do współpracy. Tutaj pojawia się miejsce dla „change w sprawie Iranu”.

Administracja amerykańska, jak nie kijem, to marchewką, może przekonać Teheran. Tym bardziej, że sytuacja gospodarcza tego państwa jest – delikatnie mówiąc – nie za wesoła. Sympatycznie jest mieć program atomowy, ale bez rozwoju gospodarki, żadne państwo nie rozwinie się do pozycji prawdziwego mcarstwa. Iran potrzebuje modernizacji gospodarki. Jest zresztą krajem o niesamowitym potencjale. Obama zostaił sobie tę furtkę otwartą.

Obama z Miedwiediewem rozmawiali również o Gruzji. Tutaj nie przypuszczałbym, aby interesy Waszyngtonu i Moskwy były zbiezne. Jeżeli Amerykanie patrzą realistycznie na rzeczywistość, nie przehandlują, ani nie sprzedadzą Gruzji. Nie pozbywa się czegoś, co jest bezcenne. Mam na myśli położenie geograficzne Gruzji, ale również Ukrainy. Można przy tym jednak porozumieć się do do tego, że Michail Saakaszwili nie jest najlepszym prezydentem, jaki może zasiadać w Tblisi.

Zadaniem Baracka Obamy powinno być potwierdzanie, że Rosja ma prawo do bliskich kontaktów z tymi państwami, ale robienie czegoś absolutnie odwrotnego – dolarowej rewolucji. Nikt nie zakazuje Moskwie kontaktów polityczno-gospodarczych z żadnym państwem, ale niech to odbywa się ze wzajemną korzyścią.

Żądania Rosjan, by Amerykanie potwierdzili, że nie rozszerzą NATO o państwa WNP jest typową zagrywką pod publiczkę. Już kiedyś podobno istniała taka obietnica – dotycząca państw byłego bloku wschodniego. Nie została dotrzymana.

Przypuszczam, że dotyczy to również – a może przede wszystkim – Ukrainy i Gruzji (która już w WNP nie jest). Rosja chce ponownego uznania swojej strefy wpływów. Myślenie rodem z dawnych lat zimnej wojny. Jeżeli Obama da się sprowokować do dzielenia tortu, to przegra. Rosja nie ma aktualnie pozycji, która pozwalałaby jej dyktować warunki. Gruzja i Ukraina w NATO to wizja, nie wiadomo na ile realna, ale krępowanie sobie rąk uzgodnieniami z Moskwą, byłoby aktem totalnej nieodpowiedzialności.. Przedmiotowe traktowanie tych państw nie jest właściwe. Ukraińcy i Gruzini mają prawo sami decydować o swoim losie. Jeśli państwa te miałyby polityków z prawdziwego zdarzenia, to ich celem powinna być pozycja Azerbejdżanu, który ze wszystkimi robi interesy.

Listkiem figowym całej wizyty będą porozumienia w sprawie rozbrojeń i zgoda na tranzyt do Afganistanu. Były to umowy uzgodnione już dużo wcześniej, ale przygotowane do ogłoszenia celowo w czasie gościny Obamy w Rosji. Prezydent Stanów Zjednoczonych nie może wyjechać z niczym, a Miedwiediew może się chwalić, że nadal rozmawia z Amerykanami niczym Stalin czy Chruszczow – na równych zasadach.

Na razie mamy do czynienia z propagandą i potwierdzeniem wcześniejszych postulatów lub żądań. Niewykluczone jednak, że zaplanowana jest jakaś bomba, którą później obaj prezydenci będą mogli rozreklamować. Wizyta Obamy jest ważne, bo dużo łatwiej być prezydentem Stanów Zjednoczonych mając dobre stosunki z Rosjanami. Rozbieżności są ogromne, ale są też wspólne interesy. Rosjanie potrzebują poczucia tego, że są imperium.

Do przerwy 0:0

Więcej na podobny temat
- Gruzjo, na co ci to było?
- Nabucco: szansa czy marzenie?
- Obama w Kairze – a może frytki do tego?

Patrioty – przyjacielskie robienie w balona…

Bieżące wydarzenia Komentarze (2) » dodajdo

Amerykanie oficjalnie ogłosili, że – jeżeli zostanie zawarta umowa o stacjonowaniu amerykańskich wojsk – w Polsce okresowo przebywać będzie bateria systemu Patriot. Czy bronić będzie nas przed rakietami Iskander z obwodu kaliningradzkiego, którymi Rosjanie nas straszą? Czy może przed myśliwcami lecącymi z Białorusi? Może chodzi o zagrożenie irańskie, a ajatollahowie – jak wiadomo – za swój priorytetowy cel postawili sobie niespodziewany atak na Żydowski Instytut Historyczny?

Niestety, bateria Patriot nie uchroni nas przed prawdziwymi i wymyślonymi zagrożeniami. Gdyż owszem, okresowo będzie u nas stacjonować, ale cel jej przebywania będzie „szkoleniowy” i „ćwiczeniowy” – podsumowując: wakacyjny. To wywołuje kontrowersje – polskie władze twierdzą, że rakiety mają być uzbrojone. „Cwiczeniowymi” i „szkoleniowymi” Patriotami postrzelać moglbyśmy co najwyżej do ptaków, a i to nie jest pewne, bo amerykańska Bateria będzie pod amerykańskim dowództwem na polskiej ziemi. Jeden z przedstawicieli Pentagonu porównał taki typ rakiet do ślepych naboi, więc nawet bociany mogą latać spokojnie.

Polskiej sytuacji negocjacyjnej nie poprawiają również amerykańsko-rosyjskie negocjacje rozbrojeniowe. Obama chce nowego otwarcia, Miedwiediew również. Tarcza antyrakietowa i przy okazji Patrioty w Polsce niekoniecznie muszą dla prezydenta Stanów Zjednoczonych być najkorzystniejszym rozwiązaniem.

Rozbieżności polsko-amerykańskie nie dotyczą tylko tak fundmentalnej kwestii jak uzbrojenie, badź też nie, rakiet Patriot. Problemy są jeszcze dwa – podatek VAT płacony przez Amerykanów i karanie żołnierzy US Army przez polskie sądy za przestępstwa kryminalne popełnione poza służbą. Amerykanie nie chcą się zgodzić na płacenie przez swoich żołnierzy takich samych stawek, jak dla przeciętnego Kowalskiego, a w kwestii prawa karnego – na jurysdykcję polskich sądów. Potencjalnie zatem, gdy kapral Smith zakocha się w polskiej Wandzie, a ona – zgodnie z tradycją – nie będzie go chciała, a karpal weźmie sobie siłą to, czego ona nie chciała mu dać po dobroci, to Polacy co najwyżej będą mogli liczyć na amerykański wymiar sprawiedliwości.

Istnieje koncepcja, że polsko-amerykańskie negocjacje mają pozwolić jednej albo obu stronom na wyjście z twarzą. Polacy powinni już mieć stanowczo dość tak rozumianych sojuszniczych relacji. Najpierw weszliśmy do Iraku, za co dostaliśmy chyba jedyne „You forgot Poland” w czasie debaty Bush-Kerry przed wyborami prezydenckimi w 2004 roku i jakieś nędzne ochłapy, o których aż wstyd wspominać. Później głośna była sprawa amerykańskiego offsetu dla Polski. Najlepiej podsumował to Krzysztof Boruc pisząc, że owszem, offset był i to nawet wysoki, ale trafił do Izraela. My traktowaliśmy Amerykanów po przyjacielsku, oni nas biznesowo. Nic się nie zmieniło do tej pory.

Pamiętam tryumfujące wypowiedzi ministra Sikorskiego, że wynegocjował dla nas baterię Patriot w ramach stacjonowania tarczy antyrakietowej. Miał to być element polskiej obrony przecipowietrznej. Amerykanie są jednak twardzi. Nie tylko otwarcie mówią o tym, że będzie to bateria ćwiczeniowa i szkoleniowa, ale również istotny jest fakt, że dowodzić nią będą Amerykanie! Jeśli komuś jeszcze tego mało, to powinna go zainteresować informacja, że do obrony samej tylko Warszawy potrzeba 2-3 baterii Patriot, więc – z wojskowego punktu widzenia – marne to zwiększenie polskich możliwości obronnych. Kolejny punkt umowy polsko amerykańskiej, mówiący o modernizacji polskiej armii sprowadza się do oddawania nam sprzętu, który w Stanach Zjednoczonych jest już za stary, by go używać lub zupełnie inepotrzebny.

Na całe szczęście business is business i Amerykanie oferują nam też bojowe Patrioty. Kochani sojusznicy. W promocynej cenie od kilkuset do miliarda dolarów za baterię. W takim przypadku takie rakiety byłyby nawet pod naszym dowództwem. Właśnie to jest jeden z ich argumentów – niech Polacy zapoznają się z systemem i później zdecydują. Tylko, czy później korzystniej nie byłoby rozpisać przetargu? Wszakże Patrioty to nie jedyny taki system na świecie…

Są tez plusy przebywania amerykańskich wojsk na ziemi polskiej. Potencjalny agresor będzie musiał wziąć pod uwage ten fakt, ale tutaj pojawia się kolejna wątpliwość. Polska jest członkiem NATO i Unii Europejskiej. Skoro ktoś zdecydowałby się na atak, to fakt przebywania w Polsce 120 żołnierzy nie powinien mieć dla niego dużego znaczenia. Lepsza pod tym względem jest tarcza antyrakietowa, bo ona jest waznym elementem strategii amerykańskiej, Patrioty – nie. Tylko, że nie wiadomo, co będzie z tarczą antyrakietową. Amerykanie kalkulują właśnie, czy nadal opłaca im się ten projekt.

Jestem rozczarowany tym, że po raz kolejny jesteśmy sympatycznie i z wyższością klepani po plecach. Polski rząd, któryś już z kolei, nie rozmawia z Amerykanami tak, jak należy. Przy całej krytyce trzeba jednak podkreślić, że obecni negocjatorzy próbują twardo rozmawiać. Stąd apel: jeśli mamy być traktowani jak małpka, której daje się banana, gdy jest grzeczna, to lepiej postawić na kontakty z Europą. Zacznijmy Amerykanów też traktować biznesowo.

Więcej na poobny temat:
- Licytacja o tarczę antyrakietową
- Rozgrywka o tarczę antyrakietową
- O rosyjskim blefie

Komentarz miesiąca – czerwiec

Inne Komentarze (0) » dodajdo

Za oknem słońce, zatem prawdopodobnie niedługo spadnie grad. Nie ma to, jak popływać w basenie na Wisłostradzie.

Tradycyjnie chciałbym dokonać wyboru komentarza miesiąca. Tym razem wybrałem ataki na mnie na salonie24 po opublikowaniu mojego artykułu z 13 czerwca krytykującego sfałszowanie/poprawienie wyborów w Iranie przy adontacji, że Ahmadineżad ma poparcie, a protesty nic nie zmienią.

Rozpoczął pan Marek Błaszkowski.

“Tu zresztą też jest aktualny. W Iranie obowiązuje kara śmierci za porzucenie islamu.
Co na to Obama?
Nic.
Pozdrawiam

Cóż, nijak się to ma do mojego tekstu, jednakże oficjalnie stwierdzam, że ludzi nie powinno się karać śmiercią za posiadanie Biblii, porzucenie islamu czy bycie obrzezanym. Kultura azjatycka znacząco się jednak różni od europejskiej i trzeba na to wziąć poprawkę.

Do pieca nabardziej dorzucił pan Mirosław Kraszewski…

“Chętnie czytam Pańskie wpisy, ale jestem tym tutaj bardzo zawiedziony. Brzmi jak gdyby ktoś Panu podyktował.
Ja się innego wyniku wyborów nie spodziewałem.

Panie Mirku, ja też się innych wyników nie spodziewałem, bo moi przełożeni z Mossadu mi je podyktowali już wcześniej…

i Aradan311057

“Inny wniosek, że informacje autora na temat Iranu pochodzą z mediów zachodnich. Może poparcie dla Mousawiego – amerykańskiego agenta – nie jest wcale takie duże? Autor niech zrozumie, że nie wszyscy ludzie na świecie pragną jego umiłowanej demokracji socjalistycznej europejsko-amerykańskiej. Z Iranu zrobiono potwora, bo polityka światowa kręci się wokół Izraela i jego bezpieczeństwa. Izrael może żyć jak chce, Iran nie.

Nigdzie nie napisałem, że Musawi wygrał wybory. Wielokrotnie podkreślałem fakt, żę Ahmadineżad dysponuje mocnym poparciem, a system polityczny Iranu oparty jest nadal na bardzo mocnych fundamentach.

Powątpiewam przy tym w agenturalność Musawiego, bo to funkcjonariusz systemu Islamskiej Reubliki Iranu. W dodatku wygląda na to, że lojalny.

Czy pragnę demokracji socjalistyczno-demokratycznej? Wydaje mi się, że nie demonizuje demokracji irańskiej, ale wyborom prezydenckim daleko było do uczciwości. Możemy dyskutować nad tym, czy bardzo zmienono wyniki.

I Pan Mirosłąw znowu

“Czy polska reglamentowana ordynacja wyborcza jest lepsza niz w Iranie? Tak, widać tego skutki. Wybrańcy proniemieckich i prorosyjskich lub proamerykanskich partii realizują obca politykę zagraniczna a Polska znow już prawie zupelnie straciła suwerenność.

W Iranie młodzi ludzie są w tej kwestii mądrzejsi niż w Polsce.

pozdrawiam”

Polską ordynację do wyborów europejskich skrytykowałem bardzo dosadnie tutaj.

Tylko nie iwem, czy podział partii polskich na proniemieckie, prorosyjskie i proamerykańskie jest zupełny? Słyszałem, że za czasów świetności Stadionu X-lecia w każdej partii mocna była jeszcze frakcja prowietnamska. Od czasu powstawania Kebabów na sile przybierają z kolei Turcy.

Tak już na poważnie mówiąc, to niedługo (może jutro?) pojawić się powinien mój komentarz dotyczący Patriotów. Amerykanie ponownie postanowili nas zrobić w balona.

Pozdrawiam wszystkich dyskutantów.

Silnik: Wordpress - Theme autorstwa N.Design Studio. Spolszczenie: Adam Klimowski.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj się