Patryk Gorgol

Komentarz miesiąca – marzec

1 komentarz

Co miesiąc pozwolę sobie wybrać wypowiedź, która zostala zamieszczona pod jedną z moich publikacji i uznać go za “Komentarz miesiąca”.

W marcu wygrywa pan jazmig za niezwykle przenikliwy komentarz pod moim tekstem “Gruzjo, na co ci to było?” na salonie24.

Tytuł: kolejna ruska menda objawiła się
Treść: “Znamy ruską propagandę, nie musisz jej powtarzać. Zaklinacie rzeczywistość, bo Rosja po tej wojnie bardzo dużo straciła, kolejne straty w wiarygodności poniosła zamykając przesył gazu przez Ukrainę.

Dlatego ty i reszta waszej agentury niewiele zdziałacie.”

Uważnemu komentatorowi gratuluję czujności i proponuję zgłosić sprawę do polskiego kontrwywiadu*. Niedługo na blogu ukaże się dział “O mnie”, w którym odnaleźć będzie można moją w miarę aktualną fotografię, co powinno pomóc w zdekonspirowaniu mnie.

Tymczasem zapraszam pana jazmiga do odebrania nagrody dla komentatora miesiąca – pół litra rosyjskiej wódki Smirnoff. Proponuję kontakt drogą e-mailową. Sponsorem nagrody jest Federalna Służba Bezpieczeństwa z siedzibą w Moskwie.

*
Służba Kontrwywiadu Wojskowego

Adres do korespondencji
Służba Kontrwywiadu Wojskowego
ul. Oczki 1
00-909 Warszawa 60
Sekretariat Szefa SKW
tel. (0-22) 6846-119
fax. (0-22) 6846-172
email: skw@skw.gov.pl
Oficer Dyżurny
tel. (0-22) 6841-189

Polacy na szczycie NATO – 100% amatorstwa

1 komentarz

Żenada – to słowa najlepiej oddaje zachowanie polskiej dyplomacji w/s wyboru nowego Sekretarza Generalnego NATO. Chodzi mi zarówno o postawę prezydenta jak i rządu. Amatorskie błędy doprowadziły do tego, iż „odpuściliśmy” za darmo. Na początku trzeba ustalić jedną rzecz. Szanse Radosława Sikorskiego na to stanowisko były naprawdę znikome. Jego kandydaturę można byłoby rozważać tylko wtedy, gdyby turecki opór nie był elementem gry, a i wtedy wcale nie byłby faworytem. Polacy mieli więc przyjąć realistyczną strategie – poparcie premiera Danii w zamian za bliżej nieokreślone korzyści. Teraz tylko należało to zrealizować…

Polacy przegrali. Poparli Rasmusena za darmo, Turcy sprzedali się dużo lepiej. Widocznie tam rząd z prezydentem nie pokłócili się o instrukcje/sugestie rządowe. Totalne amatorstwo – to jedyny możliwy werdykt.

Kiedyś w polskim internecie istniała gra „Dyplomacja?. Wraz z Piotrem Wołejko aktywnie w niej uzestniczyliśmy. Ja zacząłem w wieku lat 13-14, Piotrek miał wtedy chyba z 16 (chociaż nie chcę mojemu koledze wypominać jego podeszłego już obecnie wieku). W różne edycje graliśmy kilka lat. Ja specjalizowałem się w tzw. państwach trudnych. Złośliwi mówią, że takich, które wymagały najbardziej wrednych graczy – np. Izrael czy Iran, ale tych głosów nie słuchamy. Wielokrotnie miałem też przyjemność prowadzić Stany Zjednoczone. Przez jakiś czas też sam administorwałem jedną z edycji tej gry. Do czego jednak zmierzam? W naszej grze strategie były dużo bardziej rozbudowane niż te przedstawione w polskich mediach. Piotrek np. mógłby opowiedzieć o moich pomysłach na oszukiwanie Amerykanów w sprawie programu atomowego z zasów mojej gry Teheranem.

Przechodząc jednak do meritum – zachowanie prezydenta, jego świty i rządu to jest jedna wielka totalna kompromitacja. Te instrukcje/sugestie są po prostu śmieszne. Żałuje, że nie mam moich starych e-maili, bo z chęcią pokazałbym pomysły młodych graczy Dyplomacji, które są dłuższe i dużo bardziej przenikliwe. Jeśli tak ma wyglądać poważne pismo na arcyważne negocjacje, to można tylko kpić. Dokument nawet nie został zaadresowany do prezydenta, a co więcej – jest najprotszym i najkrótszym możliwym scenariuszem. Nie przedstawia nawet celu, jaki ma prezydent osiągnąć. Nie przewiduje również dziesiątek możliwych sytuacji, a takie powinny zawierać prezycyjne sugestie/instrukcje negocjacyjne. Jeżeli ktoś myśli, że na podstawie takiego dokumentu można było skutecznie negocjować, to podziwiam jego wrodzony optymizm. Jeśli policzyć by słowa tej instrukcji, to wyszłoby, że dłuższe teksty na temat Bliskiego Wschodu piszę niemal co dwa tygodnie u siebie na blogu. Ja wiem, że wcześniej Kancelaria Prezydenta RP dostała już jakieś sugestie, ale nie mogę się na ich temat wypowiedzieć, bo ich nie znam. Komentuję to, co zostało opublikowane przez Radosława Sikorskiego. To jednoznaznie wskazuje na zbytnią ogólnikowość takiego dokumentu. Myślę, że podobną pod wzgędem profesjonalizmu instrukcję bez problemu napisałby bardziej rozgarnięty uczeń Liceum Ogólnokształcącego. Nie wyzłośliwiam się, jestem bardzo wyrozumiały, bo znam ludzi, którzy będąc w gimnazjum stworzyliby dokument na podobnym pod względem merytorycznym poziomie. Kto wie, może nawet podaliby dokładny cel negocjacji? Ja te sugestie/instrukcje prywatnie potraktowałbym jako spis treści.

Prezydent zresztą jest nie lepszy. Dostał co prawda śmieszne instrukcje, ale ma reprezentować polską rację stanu, a nie zyskiwać sympatię dla swojej osoby wśród europejskich polityków. Skoro strategia rządu jest taka, by nie ustalać tak szybko nowego przewodnicząego NATO, to czemu – chyba na złość rządowi – się niemal od razu na kandydaturę Rasmussnea zgadzać? W negocjacjach z reguły przegrywa ten, któremu bardziej zależy. Konstrukcja powoływania Sekretarza Generalnego NATO zbudowana jest w taki sposób, że można było ten dzień spokojnie przeczekać bez ryzyka jakichkolwiek przykrych konsekwencji. Lech Kaczyński nawet nie stanął do tego przetargu. W przeciwieństwie do Turków, którzy sprawę rozegrali idealnie. Oczywiście mówienie, że Sikorski nie wygrał, bo Kaczyński zawiódł to kiepski żart (chociaż trzeba przyznać, że poparcie prezydenta RP zbytnio mu też nie pomogło….). To niemożliwe, by SG NATO został człowiek, który nie jest kandydatem Stanów Zjednoczonych, ani żadnego z najważniejszych europejskich członków Sojuszu. Pora zejść na ziemię. Być może jednak Polska mogła dostać jakąś rekompensatę. Przecież do tego służą negoacjcje. Nasz prezydent postanowił od początku grać „po swojemu”. W efekcie zostaliśmy ośmieszeni. Widocznie jeszcze na tzw. salonach się nie umiemy poruszać. Śmieszne jest też twierdzenie, że duński polityk powoływał się na poparcie polskiego premiera. Przecież prezydent miał dokumenty w tej sprawie. Sikorskiego nie można było znaleźć? Jakby Rasmussen mu powiedział, że kosmici go też popierają, to też by w ciemno uwierzył? To wszystko to jakaś jedna wielka groteska. Obowiązkiem Kazyńskiego było sprawdzenie tej informacji, szczególnie, że oficjalne polskie dokumenty mówią w sprawie poparcia coś innego.

Teraz naturalnie w Polsce trwa cyrk, któego pozazdrościć może nam Monty Python. Polityczne klakiery żerują. Z jednej strony Janusz Palikot pisze o tym, że Sikorski nie został wybrany przez Kaczyńskiego, a z drugiej Zbigniew Girzyński porównuje Sikorskiego do postawy naszego boksera w czasie walki Gołota-Tyson, popisując się przy tym brakiem jakichkolwiek podstaw wiedzy na temat sportu, bo nasz czterokrotny „wicemistrz” świata wycofał się z walki z powodu kontuzji (złamana kość policzkowa), a Tysonowi udowodniono stosowanie nielegalnych środków, w efekcie czego wynik walki anulowano. Porównywać trzeba umieć….

Największą żenadą jest jednak coś innego. Można się kłócić, nie zgadzać. Tylko teraz okazuje się, że ważniejsza od polskiej racji stanu jest polityczna “spychologia”. Rząd ujawnia „taktykę” (celowy cudzysłów) negocjacyjną na szczyt NATO, Piotr Kownacki mówi na temat notatki według której Donald Tusk miał powiedzieć Rasmussenowi, że go popiera. Analitycy z zagranicy się pewnie bardzo cieszą, bo dzięki temu mają doskonał materiał do pracy. Polacy widocznie lubią rozdawać takie prezenty, gdyż podobnie było z osławionym raportem WSI, z któego publikacji najbardziej ucieszyli się ponoć Rosjanie. Małe dzieci się kłocą, a cierpi na tym polska racja stanu. Kto bardziej nabrudził? Radzio, Donio, Lesio, czy Piotruś? Po co nasi parnterzy mają się wysilać? Może następnym razem naszą strategię negocjacyjną wyśłijmy im przed szczytem? Wszystko pójdzie dużo łatwiej, a i bardziej lubiani będziemy. Kto by tam wolał być krytykowany w prasie, a otrzymać realne granty, jak Turcy?

Bliski Wschód – straszno i śmieszno

2 komentarzy

Wyobraża ktoś sobie koalicję Narodowego Odrodzenia Polski z Sojuszem Lewicy Demokratycznej? Nie? A w Izraelu jest to możliwe. Programy programami, a stanowiska przecież trzeba rozdzielić. W Izraelu powołany został nowy rząd z Benjaminem Netanjahu (Likud) na czele, Awidgorem Liebermanem (Nasz Dom Izrael) jako Ministrem Spraw Zagranicznych oraz Ehudem Barakiem (Partia Pracy) jako Ministerm Obrony Narodowej.

W tym rządzącym triumwiracie najbardziej dziwi obecność Ehuda Baraka, lidera Partii Pracy. Awoda zapowiadała, że nie wejdzie do rządui, co programowo wydawałoby się oczywiste. W końcu jednak doszło do zawarcia koalicji. Jeśli o potencjalnej koalicji partii prawicowych pisałem jako o „egzotycznej koalicji” ze względu na obecność Liebermana, o tyle obecny układ ośmielę się nazwać „kosmicznym”. To będzie już tylko czysta polityka i gra kompromisów. Programy głównych koalicjantów (do Likudu, Naszego Domu Izrael i Partii Pracy należy dodać religijną partię Szas) się po prostu wzajemnie wykluczają. Brakuje jeszcze tylko Kadimy, a nowy rząd moglibyśmy nazywać „Dream Teamem”.

Jest to zatem w głównej mierze rząd techniczny. Netanjahu dużo ryzykuje, ale zdecydował się na taki krok, gdyż w ten sposób „cywilizuje” swój gabinet. Barak to doświadczony polityk, był jedną z twarzy izraelskiej interwencji w Strefie Gazy. Koalicja z Partią Pracy będzie dobrze widziana w Waszyngtonie. To już nie czasy, gdy scena polityczna była zdominowana przez Awodę i Likud. Jeśli do politycznego pragmatyzmu dodamy fakt, że w kwestii palestyńskiej Partia Pracy i Likud są od siebie naprawdę niedaleko, to rząd techniczny jest jak najbardziej realny. W sprawie Palestyny sytuacja jest bardzo klarowna. Nie będzie żadnych rozmów ani postanowień, dopóki Palestyńczycy nie porozumieją się między sobą Piłeczka jest po stronie Hamasu. Jeśli chcą negocjacji to muszą uznać Izrael i zmienić statut. Lider Fatahu, Mahmud Abbas, zdaje sobie sprawę z beznadziejności swojej sytuacji. Nie ma jednolitego rządu palestyńskiego, a nowa koalicja zapowiada zaostrzenie polityki. Na czele resortu spraw zagranicznych staje człowiek, którego Palestyńczycy – nie bez podstaw – uznają za rasistę. Rząd Netanjahu nie będzie izolowany, ale na pewno znajdzie się pod stałą obserwacją.

Jakkolwiek by na sprawę nie patrzeć – krok muszą zrobić Palestyńczycy. Obecny chaos to jednak sprzymierzeniec Hamasu, który dzięki niemu buduje swoją popularność. Izraelczycy wybrali „jastrzębie”. Żydzi są zmęczeni „procesem pokojowym”, który do niczego nie prowadzi. Pierwszego kwietnia minister Lieberman powiedział, że obecnego rządu nie obowiązuje deklaracja z Annapolis z 2007r i wcale nie był to primaprillisowy żart.  Mówiła ona o tym, że Palestyńczycy i Izraelczycy będą działać w kierunku powstania niepodległej Palestyny. To bardzo wymowne, ale prawdopodobnie mamy do czynienia z elementem gry politycznje, gdyż ten sam Lieberman dodał, że naturalnie stosować się będzie do założeń mapy drogowej i innych podpisanych porozumień. Początki zatem wcale nie są tak straszne, jak niektórzy przypuszczali. Kluczowe decyzje i tak podejmować będzie Barak z Netanjahu, a to doświadczeni gracze. Wycofanie się z Annapolis fatalnie wygląda, ale nie zmienia ani trochę stanu faktycznego (i przyszłego zresztą też), bo po drugiej stronie nie ma z kim rozmawiać.

Na całe szczęście na Bliskim Wschodzie obowiązują inne zasady mojego ulubionego przedmiotu – logiki. Skoro możliwa jest koalicja partii świeckiej z partia religijną, lewicy ze skrajną prawicą, to czemu – po spełnieniu określonych warunków – do rozmów miałoby nie dojść? Obecna sytuacja to też doskonały test relacji izraelsko-amerykańskich. Okaże się, kto w tym układzie jest szyją, a kto głową. Administracja amerykańska zapowiadała nasilenie nacisków, których celem jest wznowienie rozmów pokojowych. Benjamin Netanjahu mówił też o tym, że chce uregulować stosunki z arabskimi sąsiadami. Chodzi głównie o Syrię. W odpowiedzi prezydent Syrii mówi o konieczności uregulowania kwestii Wzgórz Golan –  na drodze wojny albo rozmów Realność wybuchutakiej wojny jest naprawdę niewielka. W konwencjonalnym starciu Izrael wygrałby konflikt z Syrią. Damaszek coraz częściej wysyła sygnały, że sprawę można uregulować na zasadzie „pokój za ziemię”. Różnica stanowisk jest bardzo duża. Wzgóza Golan to miejsce niezwykle istotne ze strategicznego punktu widzenia. W grę wchodziłaby zatem głównie demilitaryzacja. Nieoficjalne rozmowy zostaly ponoć przerwane wraz z początkiem interwencji w Strefie Gazy.

Na Bliskim Wschodzie sytuacja jest bardzo dynamiczna. To specyfika i uroda tego regionu świata. Perypetie nowego rządu na razie przypominają legendarną „Modę na sukces”, ale kosmicznej koalicji nie można przekreślać. Od szaleństwa do geniuszu jest naprawdę niedaleko, a historia pokazuje, że najwięcej dla pokoju w tamym rejonie świata robili bardzo często politycy radykalni, uważani przez Arabów za uosobienie szatana. Menachem Begin i Ariel Szaron są tego doskonałym przykładem. Swoją drogą ciekawie muszą wyglądać konsultacje międzypartyjne w ramach koalicji….

Na podobny temat:
- Rozmówki palestyńsko-palestyńskie i izraelsko-izraelskie
- Izrael: kto w końcu wygrał te wybory?

Trzy źródła o Auschwitz

Brak komentarzy

W kontekście finansowych problemów związanych z zarządzaniem i konserwacją byłego nazistowskiego obozu koncentracyjnego chciałbym poprzez poniższe materiały pokazać, dlaczego utrzymanie tego miejsca jest naszym narodowym obowiązkiem.

Zapraszam do oglądania dwóch filmów dokumentalnych oraz czytania Raportu Witolda.


Ochotnik do Auschwitz from Marcin Machniewski on Vimeo.

Raport Witolda Pileckiego – lektura obowiązkowa dla każdego pasjonata historii

“Ucieczka. Wypędzenie. Pojednanie” – zaufanie i kontrola

1 komentarz

Markus Meckel, poseł SPD i przewodnicząćy parlamentarnej grupy polsko-niemieckiej, w wywiadzie dla „Dziennika” twierdzi, iż sprawa Eriki Steinbach w zarządzie fundacji „Ucieczka. Wypędzenie. Pojednanie” jest definitywanie zamknięta. Naprawdę warto przeczytać ten wywiad, gdyż Meckel jest najlepszym dowodem na to, iż nie możemy oceniać Niemców miarą Eriki Steinbach i Rudiego Pawelki. Byłoby to po prostu niesprawiedliwe.

Być może słowa Markusa Meckela są tylko elementem przedwyborczej gry., ale trzeba przyznać to otwarcie – język SPD w tym sporze politycznym bardzo Polsce odpowiadał. Niemiecki polityk w bardzo rozsądny sposób tłumaczy, że powołanie Eriki Steinbach do fundacji byłoby złamaniem kompromisu, który zakładał, że Polacy nie będą mieli zastrzeżeń do powstania miejsca upamiętniającego wysiedlenia, ale w pracach nad nim nie będą uczestniczyć osoby, które Polacy omgliby uznać za „budzące niepokój”. Tym samym niemiecki socjaldemokrata tłumaczy od razu ostrą i słuszną reakcję Władysława Bartoszewskiego. Umów należy dotrzymywać, a powołanie Eriki Steinbach byłoby ewidentnym złamaniem kompromisu. Polacy i tak bardzo sceptycznie odnoszą się do pomysłu stawiania niemieckiego muzeum i z podejrzliwością patrzą na niemieckie działania w tej sprawie.

Meckel nie wspomina jednak o tym, że pomimo tego, iż może rzeczywiście kwestia Steinbach w zarządzie fundacji została rozstrzygnięta, o tyle ma ona wpływ na to, kogo Związek Wypędzonych nominuje do niego. Oczywiście, nie ma tutaj automatycznego powołania, ale przecież rząd niemiecki nie będzie robił problemów z pozostałymi kandydatami. Prestiżowo zatem Erika Steinbach poniosła porażkę, jednak jej pozycja nie uległa takiemu zachwianiu, jakiego byśmy sobie życzyli. Jeszcze, jakby tego było mało, Angela Merkel ostentacyjnie pokazuje swoją solidarność z szefową Związku Wypędzonych. Działania niemieckiej kanclerz nie mogą budzić zaufania w Polsce, ponieważ jej stanowisko nie było klarowne od początku. Prawdopodobnie Angela Merkel politycznie kalkulowała, ale w tak drażliwych sprawach nie powinna unikać takiego działania. W „Uieczce. Pojednaniu. Wypędzeniu” nie może być miejsca dla polityków, a w szczególności takich, którzy lansują własną wizję historii. Fundacja ma otrzymywać rządowe dotacje i upamiętniać też ofiary wypędzeń z innych krajów. W tym przypadku wszelkie wątpliwości należy interpertować na niekorzyść oskarżonego. Bartoszewski to były więzień Auschwitz, a Steinbach to córka żołnierza Luftwaffe służącego w Polsce. Jeżeli nasz były minister spraw zagranicznych, uważany nad Wisłą za bardzo proniemieckiego, tak angażuje się w tę sprawę, to znaczy, że pewna granica tolerancji została przekroczona.

Mało się o tym mówi, ale z niemieckimi wypędzonymi jest jeszcze jeden problem. Przecież niemiecka V kolumna nie była zorganizowana spontanicznie ani w Polsce, ani w Czechosłowacji. Chcę przez to powiedzieć, że nie można rozpatrywać kwestii wypędzonych bez wzięcia pod uwagę wyrażnego poparcia niemieckiego społeczeństwa dla działań III Rzeszy. Niemcy, zamieszkująćy II Rzeczpospolitą, stanęli po stronie Wehrmachtu, zabijali Polaków. Nie można wypędzeń rozpatrywać w kontekście jednego wydarzenia historycznego. Po pierwsze, była to konsekwencja II wojny światowej wywołanej przez Adolfa Hitlera, przywódcę III Rzeszy, a po drugie – decyzje dotyczące wysiedleń nie były podejmowane w Warszawie, a przez specjalistów w tym zakresie – towarzyszy ze wschodu, dla których przesiedlenie ponad dwóch milionów osób to niewinna statystyka, jeśli wziąć pod uwage „osobiste sukcesy” Józefa Stalina w tym zakresie. On narody przesiedlał niemal tak, jakby przestawiał figury podczas gry w szachy.

Markus Meckel zwraca uwagę na inny ważny aspekt wysiedlenia. Przesiedleńcy otrzymali wsparcie w Niemczech i ich asymliacja do społeczeństwa przebiegła bezproblemowo. Rozumiejąc bol przesiedlonego człowieka, trzeba się jednak zastanowić nad pewną kwestią. Czy ci Niemcy lepiej mieliby pod rządami polskich komunistów? Zwłaszcza ci, którzy na ziemie polskie przyszli wraz z niemieckimi wojskami? Warunki życia w Niemczech były lepsze. Nie tłumaczę wysiedleń. Uważam je za niesprawiedliwe, ale Niemcy nie chcieliby chyba zacząć licytacji na winy II wojny światowej. Polska bardziej ucierpiała w wynku wojny, bo faktyczną niepodległość odzyskaliśmy dopiero w 1989r, a nasze elity intelektualne w większości zostały zamordowane przez III Rzeszę i Związek Radziecki. Czy te straty można przeliczyć na pieniądze?

Niemcy mają prawo upamiętniać swoje ofiary, ale nie w szowinistyczny sposób. Polska polityka w/s wysiedleń jest bardzo tolerancyjna, Bartoszewski, Sikorski i Tusk są totalnie pozbyci zbędnego nacjonalizmu w tej sprawie. Warszawa ma prawo wymagać od Berlina uczciwości.. Jest to o tyle ważne, że rząd polski dał Niemcom wysoki kredyt zaufania. Tylko od nich zależy, czy będzie to projekt prohistoryczny, pokazujący tragedię II wojny światowej (w tym wysiedleńców niemieckich), czy antyhistoryczny i szowinistyczny, z nastawieniem roszczeniowym wobec „oprawców” (Polaków Czechów itd.).

W kontaktach historycznych z Niemcami mamy taką zaletę, że argumenty są po naszej stronie. Polska nigdy nie dązyła do zdominowania Niemiec, a odwrotnie miało to miejsce wielokrotnie. Chodzi głównie o to, by utrzymać odpowiednie proporcje. Wysiedlenia trzeba potępiać, ale wolałym zostać przesiedlony do Niemiec po II wojnie światowej, aniżeli do komory gazowej w niemieckim obozie koncentracyjnym. III Rzesza zbyt wiele zbrodni popełniła, byśmy teraz mieli użalać się nad losem Niemców. Nasi zachodni sąsiedzi do dziś nie rozliczyli się ze swoimi zbrodniarzami.

Przewodniczącego parlamentarnej grupy polsko-niemieckiej trzeba właśnie pochwalić za bardzo dobre rozumienie historii i dostrzeganie naszej wrażliwości. Naprawdę warto wierzyć w to, że większość Niemców w kwestii podejścia do stosunków polsko-niemieckich bliżej ma do Markusa Meckela niż do Eriki Steinbach, która kwestię przesiedleń wykorzystuje do własnej promocji. Przewodnicząca Zwiążku Wypędzonych naprawdę nie jest osobą rozpoznawalną w Niemczech. Reprezentuje jednak coraz głośniejsze środowisko, w związku z tym należy na nią uważać. Niemcom należy ufać, ale jednocześnie ich kontrolować.

Więcej na podobny temat
- Dopaść “Iwana Groźnego”
- Pawelka & Steinbach – duety do mety
- Obronić przed zapomnieniem – rotmistrz Witold Pilecki

 Nowsze artykuły12