Patryk Gorgol

Rosjanie rządzą na Kaukazie. Gruzja w opałach

Brak komentarzy

Jeżeli ktoś uważa, że Gruzja ma jakiekolwiek szanse "wygrać"  na sprawie Osetii Południowej to pogratuluję mu optymizmu. Gruzja w najlepszym przypadku utrzyma status quo. Na pewno swoją siłę na Kaukazie pokaże Rosja. Medwiedew pokaże, że potrafi być twardym graczem i panuje nad sytuacją. Michail Saakaszwili może jedynie apelować o pokój i demonstracyjnie strzelać. To wojna Dawida z Goliatem..

Rosjanie spokojnie mogą się mścić na Stanach Zjednoczonych i Unii Europejskiej za Kosowo. Co zabawniejsze, mają wszystkie "europejskie" argumenty w ręku. Szczerze mówiąc jestem więźniem informacji medialnych. Nie wiem, kto i do kogo strzela tak naprawdę, ale Rosja śmiało próbuje wejść w rolę Unii Europejskiej w Kosowie. Wojska gruzińskie mogą tylko demonstrować siłę, bo wiadomo, iż nie zdobędą Osetii. Celem Saakaszwiliego jest wyjście z twarzą. Proponuje negocjacje i jednostronnie awiesza ogień. To defetystyczna taktyka. Zdobycie Osetii byłoby zbyt drogie politycznie i militarnie. Czytam o kolumnach gruzińskich czołgów atakujących stolicę Osetii i nie wierzę, by chciały (i były w stanie) osiągnąć taktyczny sukces. Słyszę, że wchodzą na przedmieścia. Ciekawe, kiedy zareagują Rosjanie, bo… "Jeśli wypadki potoczą się według najgorszego scenariusza, Rosja nie pozwoli sobie na to, aby pozostać obojętną, gdyż w Osetii Południowej, głównie w strefie konfliktu, mieszkają rosyjscy obywatele" – MSZ Rosji. "Siara – i wszystko jasne."

Właśnie w Radiu usłyszałem o tym, że rosyjskie myśliwce ponoć ostrzelały terytorium Gruzji. To chyba wystarczające ostrzeżenie. Stary niedźwiedź już nie śpi tak mocno.

Największym paradoksem jest to, że Osetia i Abchazja hamują Gruzję, jej partnerstwo z Unią Europejską i członkostwo w NATO. Chłodno kalkulując, Saakaszwili mógłby przehandlować Osetię Płd. i Abchazję za określone korzyści gospodarcze/polityczne. Szansa na reintegrację tych regionów z Gruzją są naprawdę niewielkie. Gruzini stanowią tam mniejszość, której trzeba by zzapewnić pewne prawa, a Osetyncy czy Abchazowie marzą o własnym państwie, a nawet jeśli nie, to wolą być częścią Federacji Rosyjskiej. Do tego seperatystyczne republiki aktywnie wspierają rosyjskie wojska. Logiczne więc, że władze Abchazji i Osetii Płd. będą żądać w czasie negocjacji więcej, a nie mniej.

Zlikwidowanie zapalnych punktów jest najbardziej w interesie Gruzji, a najmniej w interesie Rosji. Tylko, że przywódcy Gruzji tego nie rozumieą i żyją fikcją, wg której  bardzo prawdopodobne jest odzyskanie republik i tym samym hamują szybszą i ntegrację z NATO, co jest z kolei w ich interesie. Może teraz jeszcze istnieje możliwość ugrania jakichś ustępstw czy chociażby formalnej zależności kaukaskich republik od Tibilisi. Za kilka lat i to będzie niemożliwe. Szczególnie po Kosowie, które jest teraz bardzo wygodną wymówką dla Moskwy. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.

Prezydent Rosji nie może odpuścić, a Saakaszwili raczej nie chce starcia. Doniesienia medialne mówią o sukcesach gruzińskiego wojska. Skoro tak, to czemu prezydent Gruzji mówi o zawieszeniu broni i przerwaniu ognia (jednostronnym)? W razie konfliktu Unia i Stany zrobią to samo co zwykle. Poprą Gruzniów gospodarczo (co nie zrekompensuje handlowego uderzenia Rosji w Tibilisi) i będą słać ciepłe słowa zrozumienia ciężkeij doli. Ewentualnie będą próbować mediować. Można więc  prężyć muskuły, ale gdy chodzi się na siłownię od kilku miesięcy lub lat, a nie leci się na koksie. Gruzja w tym starciu jest popularnym jednostrzałowcem.

Michial Saakaszwili wygląda jednak na gościa, który wie, co się dzieje i nie da się oszukać. Bardzo rozsądnie próbuje łagodzić sytuację, ale jednocześnie blefuje z wojskami. Problem polega na tym, że jest to czytelne. Rosjanie już mówią o "ochotnikach" jadących Osetyńcom na ratunek (ciekawe, czy są to tacy sami ochotnicy, jak Ci z rzeki Jalu w czasie wojny koreańskiej i kto ich uzbroił?).  Z niepokojem będę śledził dalsze wydarzenia w tamtym regionie. Przypuszczam, że sytuację uda się załagodzić, o ile Rosja nie pójdzie na całość, a Saakasziwili utrzyma bieżący kurs polityczny. Optymalnie byłoby zakończyć cały spór na negocjacjach.  Do tego dochodzi aspekt Igrzysk Olimpijskich. Chińczycy się mogą zdenerwować, że coś odwraca uwagę od ich propagandowego sukcesu. Przecież to czas pokoju i harmonii…

Czy Polacy są odpowiedzialni za holocaust?

Brak komentarzy

Brytyjczycy są znani ze swojego humoru. Gorzej, gdy ich żarty nikogo nie śmieszą albo jeszcze gorzej – okazuje się, że tak naprawdę nie są to dowcipy, a poważne uwagi. Rzekomo. Ile jeszcze będę musiał czytać tych bredni o polskiej winie w sprawie żydowskiej w czasie II wojny światowej i po niej?

Tak, trzeba to powiedzieć otwarcie. Nie mamy czystego sumienia. Antysemityzm w Polsce był widoczny przed, w trakcie i po II wojnie światowej. Można pisać o ONR, o antysemityźmie gospodarczym w latach trzydziestych, o szmalcownikach podczas II wojny światowej i o pogromach na wsi i tym największym – kieleckim, po wojnie. Trzeba śmiało powiedzieć, Polacy nie zawsze zachowywali się przyjaźnie w stosunku do Żydów, ale….

W Polsce Żydzi działali (niektórzy twierdzą, że robią to i dziś) swobodnie, to do nas przyjechali w średniowieczu i doświadczyli – co piszę bez ironii – polskiej gościnności. Oczywiście, nie wszyscy Polacy za nimi przepadali, ale nie wszyscy Polacy przepadają też za Niemcami, Rosjanami, czy Francuzami. To normalne. W XX-leciu międzywojennym Żydzi stanowili olbrzymi odsetek ludności i, co ciekawe, walczyli też (nie wszyscy – uprzedzając kontrargument) w kampanii wrześniowej. Czy Polska była antysemicka? Wydaje m się, że dużo mniej, niż Zachód, który jak zwykle lubi bawić się w przerzucanie winy na polską stronę, a jego hobby jest pouczanie Polaków – na temat moralności i historii. Szczególną gorliwość w tej kwestii przejawiają Francuzi i Amerykanie, a teraz Brytyjczycy.

Najgorsze, przed nami: brytyjski publicysta, niejaki Giles Coren oskarża Polaków. Cytuje za "Dziennikiem".
"Przypomina mu się głównie, że jego rodzina też musiała uciekać z Polski. Wszystko przez "Polaków, którzy dla rozrywki otaczali w Wielkanoc synagogi, a potem podpalali zamkniętych w nich Żydów". Coren dodał, że Polska nigdy nie rozliczyła się ze swojego antysemityzmu. Ani przed sobą, ani przed Żydami."

Zaczynamy więc zabawę.
Tak jak pisałem, trzeba się przyznać do tego, że duża część społeczeństwa była nastawiona do Żydów wrogo. Dochodziło do pogromów i wypędzeń. Czasami działo się to z inspiracji władz, czasami była to inicjatywa samych mieszkańców. Można wskazać patologiczne przykłady podpaleń, zabójstw i szantażowania. Tylko, że w Polsce po 45 roku nie prześladowano tylko i wyłącznie Żydów. Niech Pan Coren poczyta sobie "Wywiad rzekę" z Władysławem Bartoszewskim. W Polsce zabijani i więzieni byli też żołnierze Armii Krajowej. Majątki tracili wszyscy obywatele II RP, nie tylko Żydzi. Polacy nigdy dla rozrywki nie otaczali synagog w Wielkanoc. Być może robili to ze strachu, mogli być napędzani najniższymi uczuciami ludzkimi i trzeba to potępić, ale nie robili tego dla zabawy. Z drugiej strony to Polacy mają najwięcej tytułów Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata. Dziwne, jak na naród z do szpiku kości zakorzenionym antysemityzmem.

Ciekawe, jak maja się te dwa, trzy lata po wojnie, do średniiowiecznych pogromów i wypędzeń? Niezły relatywizm moralny, nie? Jak my wypędzaliśmy to w porządku. Ciekawe, kiedy Zachód rozliczy się z tego? Pewnie nigdy, ale przynajmniej wiadomo, kto jest pierwszy do pouczania. To tak, jakby złodziej tłumaczył, dlaczego nie należy kraść.

Polska nie musi się z niczego rozliczać. Kwestia naszego antysemityzmu jest nieustannie dyskutowana w mediach, powstają nowe książki (często b. kontrowersyjny jak "Strach" J. T. Grossa). Jest mi przykro z powodu niektóych zajsć, ale to Polacy w czasie II wojny światowej ryzykowali życie, by ratować Zydów (Brytyjczycy chyba nie…). Często chowali ich po domach, dostarczali jedzenie i tzw. aryjskie papiery. Były grupy, które nawet pomimo, powiedzmy, około antysemickiego nastawienia, uważały, że w tej wyjątkowej sytuacji należy Żydom pomagać Tutaj pozwolę sobie nawet zacytować ostatnie zdanie z artykułu Zofii Kosak-Szczuckiej, w którym protestowała przeciwko mordowaniu Żydów- "Kto tego nie rozumie, kto dumną, wolną przyszłość Polski śmiałby łączyć z nikczemną radością z nieszczęścia bliźniego – nie jest przeto ani katolikiem, ani Polakiem." . W tym czasie zachodnie elity bardzo elegancko unikały tematu holocaustu. To Polacy dostarczali informacji na temat obozów koncentracyjnych. Zachód w to nie wierzył lub nie chciał wierzyć. Brytyjczycy nie zrobili nic, aby powstrzymać shoah. Kto tu więc nie rozliczył się z historią? Sądzę, że Polacy zrobili dużo więcej dla Żydów, niż Brytyjczycy i Francuzi razem wzięci. Niektórym naprawdę przydałyby się podręczniki od historii.

Podobno w pierwszym Knessecie większość rozmów prowadzono po polsku. To też o czymś świadczy. To w Polsce wychowała się żydowska elita, w tym obecny prezydent Izraela, Szymon Peres. Nie wszyscy Żydzi musieli uciekać z Polski po II wojnie, część została, a inni wyjechali do własnego państwa zwanego Izraelem. Właśnie wtedy, gdy Brytyjczycy wspierali Arabów w wojnie o niepodległość Izraela. Obiegowo mówi się, że tak wcale nie było (a wręcz odwrotnie), ale tak naprawdę celem dypomacji brytyskiej było zwycięstwo koalicji arabskiej. Jeśli ktoś nie wierzy, mogę posłużyć się kilkoma faktami z różnych publikacji. Broń żydowska pochodziła z Czechosłowacji, a po stronie izraelskiej walczyło dużo, że tak ich nazwę, Polako-Żydów.

Powiedziałbym więc, że więcej za brudu za uszami mają Brytyjczycy. Oczywiście, nie wiedzą o tym, ale cóż tam. Ignorancja jest darmowa, a klawiatura cierpliwa. Nawet bardziej niż papier.

 Nowsze artykuły12