Moskwa i jej szachy. Jak zrobić mata w 5 ruchach?
Bieżące wydarzenia, Konflikt gruzińsko-rosyjski, Warto przeczytać Zostaw komentarz
Kluczowym ruchem Moskwy w tej partii było zmuszenie Saakaszwilego do błędu, który Rosjanie będą w stanie bezwzględnie wykorzystać. Na salonie czytałem wiele opinii o tym, jak to teraz siły gruzińskie (i NATO, i USA) rozgromią rosyjską armię i błyskawicznie zajmą Osetię. Pomnę tutaj chociaż o Baroszu Wasilewskim, który w komentarzu do mojego posta pisał: ""Gruzja już ma Osetię Płd w ręku. Została tylko stolica. Jeśli Rosja chciałaby odbić Osetię, musiałaby się zdecydować na bezpośrednie starcie z gruzińskimi siłami zbrojnymi. A tego nawet Moskwa by nie chciała.". Teraz doskonale widzimy, iż na wejście Gruzji do Osetii Południowej Rosja tylko czekała. Moskwa, która tak naprawdę za nic ma (i miała) prawa człowieka, wkroczyła w obronie ludności cywilnej i i obywateli Federacji Rosyjskich. Obłudny fałsz, ale jak ładnie brzmi, skoro i tak najistotniejszy jest argument siły. Rosjanie pokazali, za co mają prawa człowieka bombardując miasta gruzińskie.
Pojawiły się opinie, że może to wcale nie Gruzini pierwsi wkroczyli do Osetii Południowej. Niestety, ale to potwierdzają zarówno źródła rosyjskie, jak i gruzińskie. Saakaszwili popełnił bezsensowny błąd. Pierwszy wysłał wojska do Cchinwali. Zresztą, to nie kto inny, jak władze gruzińskie informowaly o tym, że Rosjanie dosyłają wojska do Osetii Południowe i przekraczają granicę (czyli – wyliczając wojska ONZ – ich tam nie było)j. To tak jakby podejść do grupy dresów zajmujących się zawodowo "krojeniem" i powiedzieć do ich herszta -"ej, łysy, Ty ch…" i pomachać mu wesoło komórką. Co z tego, że być może on zamierzał mnie okraść, skoro teraz ma coś na swoją obronę? Pretekst? Że musiał się bronić, że się bał, że go obrażano i w ogóle.
Po wyczekaniu prowokacji przyszedł czzas na drugi ruch, wejście wojskiem i walki. Rosjanie okazali się lepiej przygotowani i musieli mieć taką operację przygotowaną. Idealna koordynacja, jednak gruzińska operacja również nie była romantycznym porywem serca wymyśłonym ad hoc podczas bezsennej nocy przez Saakaszwilego. Okazało się, o czym pisałem wcześniej, że Gruzini w takim starciu są bez szans i nie zajmą Osetii.
Od początku wojny czytałem o tym, że Saakaszwili ją wygra (a nawet już wygrał). Najpierw dlatego, że na pewno działa w porozumieniu z NATO (a głównie z USA), potem dlatego, że miał pomoc logistyczną izraelskich sił wojskowych, później dlatego, że Rosjanie się przestraszą starcia, następnie zaś na pewno uda się do Abchazji i Osetii Południowej wprowadzić nierosyjskie wojska ONZ. Nie muszę mówić, ze tego prawdopodobnie też nie da się dokonać?
Trzecim ważnym krokiem było przejęcie inicjatywy strategicznej rpzez Rosję. Gruzini stracili przewagę, zaczęli przyjmować pozycję defensywną, czego symbolem były nawoływania gruzińskiego prezydenta o rozejm i jednostronne zawieszenie broni.
Czwarty ruch był najważniejszy, ale zarazem jedyny, który tak naprawdę wygrali Gruzini. Wojna propagandowa. To ratuje Gruzinów w tym momencie. To dość zabawne, że Gruzini ogłaszają, że Rosjanie zajęli Gori, a Rosjanie dementują. Zazwyczaj działa to na odwrotnej zasadzie. Tyczy się to też portu Potti. Celem gruzińskim było przekonanie Europy i świata, że Rosjanie chcą zając Tblisi. Przy czym Rosjanie non stop to dementowali. W prywatnych rozmowach (i tutaj na blogu) pisałem, że Putin nie potrzebuje więcej terytoriów, bo osiągnał wszystkie swoje cele, a wejście wgłąb Gruzji będzie olbrzymim błędem. Fakt faktem jednak, że bombardowania rosyjskie są raczej udokumentowane i tego nie mozna Rosjanom wybaczyć. Planu zajęcia Tblisi jednak nigdy nie było i trzeba odnotować plus dla Gruzinów za to, że przekonali do tego świat. Udana zagrywka Saakaszwilego.
Piątym ruchem jest dzisiejsze przerwanie działań wojennych. Rosjanie wygrali i wiedzą to. Spokojnie stawiają dwa warunki rozejmu – zacytuje onet.pl – "Rosja chce powrotu gruzińskich wojsk na pozycje sprzed wojny i częściowej demilitaryzacji jednostek gruzińskich. Moskwa domaga się również podpisania prawnie zobowiązującego dokumentu o niestosowaniu siły. – W zasadzie jest to to, nad czym pracuje strona francuska – dodał prezydent Rosji." Gruzini mają wycofać się z Abchazji i Osetii. Ot, takie usankcjonowanie zwycięstwa rosyjskiego. W imieniu Tblisi negocjuje USA i Europa. Tylko czekać aż politycy europejscy ogłoszą swój sukces. "Zatrzymaliśmy Rosję" – powiedzą, a znowu okaże się, że zostali wystrychnięci na dudka przez Medwiediewa i Putina, którzy w ten sposób probują wykazać swoje lepsze, wrażliwsze – fałszywe – oblicze. Hipokryzja, ale jak to ładnie brzmi na czołówkach gazet. Tak naprawdę plan Moskwy był taki od początku, a teraz to jest tylko na użytek propagandy. Zresztą, wróci Sarkozy i ogłosi – "ocaliłem pokój". Prawie jak Chambarlein w 1938r. Unia będzie sobie sama klaskać, a Kaczyński już ogłosił, że na wstrzymanie działań wojennych wpływ mogłby mieć jego działania. To tak, jakbym ja napisał, że Rosjanie to może i chcieli szturmować Tblisi, ale przeczytali mojego bloga i notki mówiące o tym, że wykraczanie poza administracyjne granice Abchazji i Osetii nie jest w ich interesie strategicznym, skonsultowali się i stwierdzili, że przerywają działania wojenne. W sumie pracę dla Moskwy już mi zarzucano…
Dzisiaj znowu przeczytałałem o tym, że Saakazwili wygrał. Tym razem autorem tej tezy jest Piotr Wołejko, któego bloga gorąco polecam. Z Piotrem łączy mnie troska o losy Polski i zainteresowanie tematyką międzynarodową. Nie zgodzę się jednak z opinią, że Gruzja dobrze wyjdzie na tej wojnie. Zgadzam się z argumentem, że strata Osetii Płd. i Abchazji może mieć b. dobry wpływ na integrację z Unią Europejską i NATO. Co więcej, sam o tym pisałem kilka dni temu w dniu wybuchu konfliktu. Saakaszwili jednak chciał doprowadzić do czegoś innego. On chciał ograniczyć wpływy rosyjskie na Kaukazie. Przegrał i to podwójnie, bo nie tylko ich nie zmniejszył, a je zwiększył. Dodatkowo bać się będzie teraz Ukraina i Białoruś, o państwach nadbałtyckich nie mówiąc (nawiasem mówiąc: jestem zadowlony z inicjatywy prezydenta, który organizuje koalicję zagrożonych). Co do wojsk ONZ na granicy (od strony gruzińskiej – dop. Patryk). To jest możliwe, ale tak naprawdę nie zmniejszy to wpływów rosyjskich w Gruzji. Siły specjalne zostane te same, gospodarka też pozostanie ta sama. Przecież ta wojna to ekonomiczna katastrofa dla – nie dość bogatego – Tblisi. Wojska ONZ nie zabezpieczą bardziej inflitracji Gruzji, aniżeli wojska rządowe. Ta wojna to cios dla gruzińskiego honoru i upokorzenie. Piotr Wołejko wskazuje, że nie wszystko stracone i tu się zgadzam. Szukajmy plusów w obecnej sytuacji, ale nie wmawiajmy sami sobie, że Gruzini wygrali. Nawet bardzo zgrabne wyjaśnienia są w tej sytuacji raczej słodkim nagięciem rzeczywistości. Czasami warto skupić się na gorzkiej prawdzie i wyciągnąć wnioski.
Od siebie życzę Europie i USA stanwoczości w negocjacjach z Rosją. Niezależność Gruzji należy obronić, a następnie wzmocnić. W tym kontekście poparcie międzynarodowe jest bezcenne.
Ostatnie komentarze