Osetia Południowa i Abchazja – już w poniedziałek jak Kosowo?

Bieżące wydarzenia, Konflikt gruzińsko-rosyjski Komentarze (0) » dodajdo

Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe lub jak Kali ukraść krowę to dobrze, a jak Kalemu ukraść to źle. Te dwa przysłowia doskonale oddają sens ostatniego zamieszania wokół Osetii Południowej i Abchazji. Co śmieszniejsze – pasują również do Kosowa. W przypadku Albańczyków to Federacja Rosyjska była bezradna, była to dla niej prestiżowa klęska. Przyszła pora na rewanż, na czym najbardziej skorzystają Osetyjczycy i Abchazowie. Tym razem to Zachód jest bezradny.

Non stop słychać, że Rosjanie wycofują się z terytorium Gruzji. Gruzji – to dla Moskwy oznacza Gori, Potti, ale nie Osetię Południową, ani Abchazję. To kolejne upokorzenie Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Rosja robi i działa jak chce, a czasem tylko pójdą na ustępstwo, które wcześniej było elementem ich planu. Za to Sarkozy – jak typowy gawędziarz (erotoman) – może przemawiać o sukcesie Europy, która powstrzymała ofensywę rosyjską, ale są to raczej baśnie Andersena. Rosjanie już wcześniej zaplanowali sobie, że na właśnie takie ustępstwa – łaskawie – pójdą. Strategicznie nic to dla Moskwy nie zmienia, ale propagandowo dla UE brzmi nieźle. Fachowo nazywamy to pozornymi ustępstwami i właśnie takie robią zarówno Medwiediew i Putin. Sam Saakaszwili wygląda na nieźle zgnębionego i zajmuje się głównie wydawaniem oświadczeń. Na jego miejscu zresztą też bym się nie cieszył, bo dał się podejść jak małe dziecko. Wracając jednak do Nicolasa Sarkozego. Jak "silny" jest głos francuski w tej sprawie widać chociażby po tym, jak potraktowany (czy też mówiąć wprost – olany) został ambasador tego kraju w Tblisi, gdy chciał wjechać do Gori. Z kolei Amerykanie "żądają" zwrotu swojego sprzętu wojskowego. To kompromitacja. Moskwa osiąnęła swój cel – to ona rozdaje dzieli i rządzi na Kaukazie. Jedynym frontem, na którym przegrała jest PR.

Czy Rosjanie zemszczą się za Kosowo? Z jednej strony tego chcą. Pokażą, że nikt ich nie może lekceważyć, ale z drugiej pozbawiliby się świetnego instrumentu destabilizowania sytuacji w Gruzji. Sądzę, że Moskwa będzie dążyć do tego, by los Abchazji i Osetii był identyczny jak Kosowa. Oznacza to stan niby-niepodległości, a de facto całkowite uzależnienie od Rosji, bo nowopowstałe państwa mogą mieć problemy z międzynarodowym uznaniem. Większe, niż Kosowo. Rosja może też po prostu zaanektować te tereny. Byłoby to ostateczna demonstracja skuteczności polityki siły, ale byłaby to forma bez treści.

Cytując onet.pl: ""Niezawisimaja Gazieta" utrzymuje, że procedury związane z uznaniem przez Rosję niepodległości Abchazji i Osetii Południowej zostały już uruchomione.". Jeśli tak, to właśnie urzeczywistnia się porażka Saakaszwilego w wojnie. Gdyby żył kiedyś w Japonii, zostałoby mu tylko popełnienie harakiri. Tak naprawdę jedynym problemem Rosji będzie załatwienie Abchazji i Osetii Południowej międzynarodowego uznania i akcesji do np. ONZ. To jest jednak raczej gest, bo wiadomo, że ani Abchazji, ani Osetii Południowej nikt nie będzie poważnie traktował, a będą one w 100% – gospodarczo i politycznie – uzależnione od Federacji Rosyjskiej. Piekne słowa Bagapsza i Kojkotego i niepodległości należy słuchać jednym uchem. Wszystko zgrabnie rozgrywa dwóch smutnych panów z Moskwy.

Wszelkie argumenty o integralności terytorialnej Gruzji napotkają argument "a Kosowo?". Świetne uzasadnienie, bo cóż może odpowiedzieć Zachód, który wcześniej postawił na zasadę samostanowienia? Przywódcy zbuntowanych republik już zgłosili postulat o niepodległość. Skoro oficjalnie o to poprosili, to znaczy, że rosyjskie władze raczej nie powiedzą "nie". Pytanie, jaka forma prawna będzie najbardziej korzystna dla Federacji Rosyjskiej? Nie przypuszczam, żeby doszło do aneksji, ale kontorlowana niepodległość – to jest już bardziej prawdopodobne.  Na nic zda sie głos veta Francji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych w RB ONZ, tak jak nic w przypadku Kosowa nie dawało takie prawo Rosji. Po prostu sprawa rozstrzygnie się na innej płaszczyźnie. To łóżko zostało pościelone przez Zachód. Nie sądze, aby dobrze się wyspał.

Najważniejsze jest wyciągnięcia wniosków. Gruzję i Ukrainę należy przyjąć do NATO i zainwestować tam olbrzymie ilości pieniędzy. Tutaj gra toczy się o panowanie nad drogą przesyłu energii. W tym kontekście zarówno Ukraina, jak i Gruzją są po prostu bezcenne. To będzie pierwszy krok z kilku. Trzeba jednak też śmiało powiedzieć, że reakcja rosyjska na Kaukazie była latwa do przewidzenai i to pokazuje, ignoranctwo prezydenta Saakaszwilego, ale i Europy i Stanów Zjednoczonych. Na miejscu Putina każdy z polityków, wyznających realpolitik, postąpiłby tak samo.

Reperkusje wojny gruzińsko-rosyjskiej

Bieżące wydarzenia, Konflikt gruzińsko-rosyjski Komentarze (0) » dodajdo

Rosjanie podobno wycofują się. W związku z zawarciem porozumienia i – przynajmniej chwilowym – ustabilizowaniem się sytuacji, konflikt przeszedł na pole polityczne (żeby nie powiedzieć – semantyczne). Rosja osiągnęła już wszystko, czego chciala, los Abchazji i Osetii Południowej leży tylko i wyłącznie w gestii Moskwy, a Rosjanie i Osetyjczycy niszczyły (niszczą?) infrastrukturę wojskową Gruzji. Czy to przypadek, że dopiero teraz Condoleezza Rice mówi o tym, że Amerykanie nie pozwolą osiągnąć Rosji wcześniej założonych celów? Nie. Teraz to można sobie już tylko pogadać i pani Sekretarz Stanu korzysta z tego przywileju. Zachód może zareagować tylko w jeden sposób – wpompować w Gruzję dużą liczbę euro i wprowadzić do NATO.

Wojna to też katastrofa finansowa dla Gruzji. Nie mówiąc już o kosztach społecznych. Stare przysłowie mówi, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Teraz dopiero Unia Europejska i NATO będą miały okazje, by się wykazać. Szczególnie, że integracja z Gruzją leży w interesie tych organizacji. Rosjanie robią wszystko, by cena wstąpienia do NATO była jak najdroższa. Temu służy m.in. niszczenie infrastruktury wojskowej. W przypadku Gruzji nie zadziała zasada, że wojna napędza gospodarkę, bo to już nie te czasy. Na pewno też zniszczenia w samej Gruzji sięgają setek milionów euro, jeśli nie więcej.

Teraz tzw. Zachód będzie starał się pokazać, iż jest zdecydowany. Dlatego właśnie Jaap de Hoop Scheffer nie boi się odważnie wypowiadać o Rosji. Szkoda, że to raczej pozory, aniżeli realna siła, aczkolwiek lepszy rydz niż nic. Powstanie komisji NATO-Gruzja być może ułatwi współpracę, ale nie zmieni szybkości akcesji Gruzji do Paktu Północnoatlantyckiego. Konkretnym przykładem zmiany podejścia Zachodu byłoby przyznanie MAPu Gruzinom i Ukraińcom. Jeśli NATO chce zmienić układ sił i wciągnąć Tblisi do swojej strefy, to musi się zgodzić na Program na Rzecz Członkostwa. Przeciwko są głównie państwa zachodnie. Naprawdę naiwnością byłoby dalsze blokowanie integracji. Wojna kaukaska pokazała, że Gruzja nie będzie militarnym wzmocnieniem NATO. Będzie jednak to olbrzymi krok naprzód na poziomie politycznym. Pakt musi wesprzeć słabszego w tym starciu. Teraz okaże się, czy NATO potrafi reagować na współczesne zagrożenia, a takim jest próba odzyskania i utrwalenia wpływów przez Rosję, w stylu charakterystycznym dla Związku Radzieckiego. Lepiej zapobiegać, niż leczyć.  Boleśnie przekonają się o tym Europejczycy, gdyż integracja z Tblisi będzie teraz dużo droższa – pod każdym względem.

To jest świetny test na dalekowzroczność polityków. Tak jak Stany Zjednoczone sobie wyhodowały Chiny, tak te same Stany Zjednoczone i Unia Europejska (a szczególnie Niemcy i Francuzi) mogą sobie wyhodować Rosję. Krótkoterminowo z Federacją Rosyjską można dobrze zarobić, jednak naturalnym celem Moskwy jest odzyskanie wpłwów – i to nie tylko w Azji – za pomocą instrumentów politycznych, gospodarczych i militarnych. Świat musiał obudzić się z ręką w nocniku, a to raczej nie jest komfortowe uczucie, szczególnie, gdy w pobliżu nie ma papieru. O ile za wojnę gruzińską odpowiada głupota Saakaszwilego i premedytacja Rosji, która skorzystała z okazji, o tyle teraz jest najlepszy moment (bo jedyny), gdy można zapobiec reinkarnacji sowieckiej. Bardzo dobry jest tutaj pomysł wspólnego bloku Polski, Ukrainy, Litwy, Łotwy, Estonii i Gruzji, ale musi mieć on poparcie UE i USA. Historia lubi się powtarzać, ale przede wszystkim jest nauczycielką życia. Państwa z byłego bloku sowieckiego to rozumieją najlepiej. Taką refleksję musi też poczynić Angela Merkel i Nicolas Sarkozy.

Zachód musi zerwać z ignorancją i myśleć bardziej pragmatycznie. Inaczej wszyscy – solidarnie – będziemy mieć problem. Tarcza antyrakietowa kompletnie zmienia układ sił w Europie, bo daje Amerykanom prawo bezkarnego ataku na Rosję, co jest świetnym straszakiem, jednak wcale nie zwiększa to bezpieczeństwa Polaków. Rosjanie nie szanują słabych, a tarcza wytrąca im szabelkę z ręki. Teraz to oni będą w opałach. Zobaczymy, jak Polska odnajdzie się w tej grze.

Koalicja zagrożonych i tarcza antyrakietowa – z życia polskiej dyplomacji

Bieżące wydarzenia Komentarze (0) » dodajdo

Zamieszanie wokół Gruzji nadal trwa. Polacy w tym sporze opowiedzieli się jasno po stronie Tblisi. Kurs konfrontacyjny z Rosją obrał zarówno prezydent Lech Kaczyński, które na czele Drużyny Pierścienia (tak to przynajmniej wyglądało) ruszył do Gruzji, jak i rząd. Oznacza to tyle, że teraz w stosunkach z Rosją nie będzie nam łatwiej, a raczej cięzej. Na razie również koniec z polityką uśmiechów Donalda Tuska wobec Moskwy. Szykuje się mocne polityczne starcie i zobaczymy, jak zdolnymi strategami są nasi ludzie w MSZ-ecie.

Wojna w Gruzji pokazała coś niezwykle ważnego. Rosja jest równie bezwzględna, jak za czasów ZSRR. Jest gotwa rzucić wyzwanie Zachodowi, a nawet go bez problemu ograć. Amerykanie, cokolwiek by nie mówić, w Gruzji przegrali. Teraz muszą pokazać, że nadal w geostrategicznej układance się liczą. Nikt na poważnie nie bierze gróźb izolacji Federacji, ale przyspieszenie z tarczą antyrakietową jest działaniem nieprzypadkowym. Ten system zmienia cały dotychczasowy układ sił w Europie i Amerykanie o tym wiedzą. Na Polakach konsekwencja Moskwy w Osetii Południowej i Abchazji również musiała wywrzeć wrażenie. Jeśli ktoś ma wątpliwości, co do tego, czy Gazociąg Północny nie będzie instrumentem nacisku, to już się ich musi wyzbyć. Amerykanie postanowili przyspieszyć tarczę, Polacy trochę się wystraszyli i naprawdę szybko zawarto porozumienie. Przeciwko Moskwie, a nie Teheranowi czy Phenianowi. Teraz to dopiero Sikorski mógł błyszczec w negocjacjach i tłumaczyć, że przykład Gruzji pokazuje, iż nie można oddawać panowania w powietrzu. Amerykanom też trudniej było się wykręcić, gdy gazety donoszą o róznych bombardowaniach, mniejsza o to, jaki jest stan faktyczny, bo tego najzwyczajniej nie wiem.

Jednocześnie Kaczyński zorganizował Drużynę Pierścienia. Trochę groteski bylo w jego podrózy do Tblisi. Niestety, Kaczyński – jak można się było spodziewać – uważał Sikorskiego za tolkienowskiego Golluma, który pragnie ukraść mu tytułowy pierścień w drodze do Mordoru. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nasz prezydent bardziej myślał sercem, aniżeli rozmem. Mógł skupić się na wspieraniu Gruzinów, a nie jałowym krytykowaniu Rosjan. Wazniejsze w polityce są czyny, niż słowa, te były piękne, ale nic nie zmieniły. Był to pusty gest, bez treści.

Nie można jednak podróży Lecha Kaczyńskiego traktować jednoznacznie negatywnie. Koncepcja stworzenia „koalicji zagrożonych” jest bardzo dobra. Nic bardziej nie łączy, niż wspólne zagrożenie. Być może z tego powodu uda się zrealizować wiele przydatnych projektów. Inaczej również wygląda położenie każdego z państw. Polska i Ukraina to państwa z naprawdę dużym potencjalem. Taka koalicja, po dodaniu do niej Litwy, Łotwy, Estonii oraz – naturalnie – Gruzji byłaby ciekawą grupą wpływu. Wcale nie dlatego, bo jak głosi przysłowie, w kupie raźniej, ale razem łatwiej osiągać jest różnego typu cele. Solidarność wobec zagrożenia jest potrzebna. Nieważne, że w tym przypadku to Saakaszwili sam sprowadził na siebie nieszczęście. Poczucie interesu mówi głośno– trzeba popierać Gruzję i dobrze, że taki gest wykonaliśmy. Inna sprawa, że do zawieszenia broni nie doszło raczej za sprawą Lecha Kaczyńskiego, a Nicolasa Sarkozego. A przynajmniej tak Rosjanie chcą, by Europa myślała. Osiągnęli swoje cele i teraz łaskawie zgodza się na zawieszenie broni. Dziś kopią leżącego niszcząc jego magazyny i pozwalając działać mściwym Osetyjczykom.

W konflikcie gruzińskim pojawili się nawet Amerykanie, by trochę pokrzyczeć. Oczywiście – gdy było już za wszystkim. Właśnie teraz G.W. Bush obudził się ze snu, w którym Amerykanie niepodzielnie panuje politycznie nad światem i ma instrumeny wpływania na Moskwę. Deklaracja Dmitrija Medwiediewa o tym, że – tłumacząc jego słowa wprost – uzna niepodległość Abchazji i Osetii Południowej, jeśli tylko władze republik ją ogłoszą, dobitnie na to wskazuje. Rosja wygrała na wojne kaukaską. Teraz Ameryka musi dokończyć stawianie tarczy i co najważniejsze, wspólnie z sojusznikami doprowadzić do przyjęcia Gruzji i Ukrainy do Sojuszu Pólnocnoatlantyckiego. Z błędów należy wyciągać wnioski. Łatwiej zapobiegać, niż leczyć.

Instalacja tarczy była do przewidzenia. Umowa zostałaby podpisana i tak, ale za kilka miesięcy. Mniej było po prostu targowania. Teraz Polsce i Stanom Zjednoczonym bardzo zależało na ogłoszeniu tego już teraz. Wszakże propaganda jest bardzo ważna, o czym już wcześniej pisałem. Polska dyplomacja wybrała kurs konfronatycyjny. Moskwa na pewno się nie przestraszy. Na całe szczęście nie grozi nam to, co Tblisi. Mimo wszystko nie sądzę, by Polacy wpadli na pomysł odbijania Kaliningradu.

Wydarzenia gruzińskie bardzo dużo zmieniły. Tylko krótkowzroczny polityk nie zauważyłby, jak niebezpieczna stała się Moskwa, która dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, jak jest potężna.

Moskwa i jej szachy. Jak zrobić mata w 5 ruchach?

Bieżące wydarzenia, Konflikt gruzińsko-rosyjski, Warto przeczytać Komentarze (0) » dodajdo
"Agresor został ukarany" – oświadczył prezydent Dmitrij Medwiediew. Ciekawe, czy tę frazę podyktował mu Wladimir Putin? Rosjanie utrzymują swoje pozycje, ale ostrzegają, że w razie ataku gruzińskiego "wyeelimnują zagrożenie". To kolejny pogróżka, bardzo ciekawie sformułowana. Co ciekawe, w Abchazji walki trwają dalej. Nie muszę mówić, co się stanie, jeśli żołnierze gruzińscy zaczną odnosić sukcesy? Zawsze można powiedzieć, że gdzieś powstało gruzińskie zagrożenie dla Osetii Południowej. Gruzini nic już nie wymyślą. Dostali mata w pięciu ruchach. Tak naprawdę to nawet nie są obecnie stroną w negocjacjach.  Nie wiem, na jak długo, bo rozmów dwustronnych nie da się uniknąć. To kolejne upokorzenie Tblisi.

Kluczowym ruchem Moskwy w tej partii było zmuszenie Saakaszwilego do błędu, który Rosjanie będą w stanie bezwzględnie wykorzystać. Na salonie czytałem wiele opinii o tym, jak to teraz siły gruzińskie (i NATO, i USA) rozgromią rosyjską armię i błyskawicznie zajmą Osetię. Pomnę tutaj chociaż o Baroszu Wasilewskim, który w komentarzu do mojego posta pisał: ""Gruzja już ma Osetię Płd w ręku. Została tylko stolica. Jeśli Rosja chciałaby odbić Osetię, musiałaby się zdecydować na bezpośrednie starcie z gruzińskimi siłami zbrojnymi. A tego nawet Moskwa by nie chciała.". Teraz doskonale widzimy, iż na wejście Gruzji do Osetii Południowej Rosja tylko czekała. Moskwa, która tak naprawdę za nic ma (i miała) prawa człowieka, wkroczyła w obronie ludności cywilnej i i obywateli Federacji Rosyjskich. Obłudny fałsz, ale jak ładnie brzmi, skoro i tak najistotniejszy jest argument siły. Rosjanie pokazali, za co mają prawa człowieka bombardując miasta gruzińskie.

Pojawiły się opinie, że może to wcale nie Gruzini pierwsi wkroczyli do Osetii Południowej. Niestety, ale to potwierdzają zarówno źródła rosyjskie, jak i gruzińskie. Saakaszwili popełnił bezsensowny błąd. Pierwszy wysłał wojska do Cchinwali. Zresztą, to nie kto inny, jak władze gruzińskie informowaly o tym, że Rosjanie dosyłają wojska do Osetii Południowe i przekraczają granicę (czyli – wyliczając wojska ONZ – ich tam nie było)j. To tak jakby podejść do grupy dresów zajmujących się zawodowo "krojeniem" i powiedzieć do ich herszta -"ej, łysy, Ty ch…" i pomachać mu wesoło komórką. Co z tego, że być może on zamierzał mnie okraść, skoro teraz ma coś na swoją obronę? Pretekst? Że musiał się bronić, że się bał, że go obrażano i w ogóle.

Po wyczekaniu prowokacji przyszedł czzas na drugi ruch, wejście wojskiem i walki. Rosjanie okazali się lepiej przygotowani i musieli mieć taką operację przygotowaną. Idealna koordynacja, jednak gruzińska operacja również nie była romantycznym porywem serca wymyśłonym ad hoc podczas bezsennej nocy przez Saakaszwilego. Okazało się, o czym pisałem wcześniej, że Gruzini w takim starciu są bez szans i nie zajmą Osetii.

Od początku wojny czytałem o tym, że Saakaszwili ją wygra (a nawet już wygrał). Najpierw dlatego, że na pewno działa w porozumieniu z NATO (a głównie z USA), potem dlatego, że miał pomoc logistyczną izraelskich sił wojskowych, później dlatego, że Rosjanie się przestraszą starcia, następnie zaś na pewno uda się do Abchazji i Osetii Południowej wprowadzić nierosyjskie wojska ONZ.  Nie muszę mówić, ze tego prawdopodobnie też nie da się dokonać?

Trzecim ważnym krokiem było przejęcie inicjatywy strategicznej rpzez Rosję. Gruzini stracili przewagę, zaczęli przyjmować pozycję defensywną, czego symbolem były nawoływania gruzińskiego prezydenta o rozejm i jednostronne zawieszenie broni.

Czwarty ruch był najważniejszy, ale zarazem jedyny, który tak naprawdę wygrali Gruzini. Wojna propagandowa. To ratuje Gruzinów w tym momencie. To dość zabawne, że Gruzini ogłaszają, że Rosjanie zajęli Gori, a Rosjanie dementują. Zazwyczaj działa to na odwrotnej zasadzie. Tyczy się to też portu Potti. Celem gruzińskim było przekonanie Europy i świata, że Rosjanie chcą zając Tblisi. Przy czym Rosjanie non stop to dementowali. W prywatnych rozmowach (i tutaj na blogu) pisałem, że Putin nie potrzebuje więcej terytoriów, bo osiągnał wszystkie swoje cele, a wejście wgłąb Gruzji będzie olbrzymim błędem. Fakt faktem jednak, że bombardowania rosyjskie są raczej udokumentowane i tego nie mozna Rosjanom wybaczyć. Planu zajęcia Tblisi jednak nigdy nie było i trzeba odnotować plus dla Gruzinów za to, że przekonali do tego świat. Udana zagrywka Saakaszwilego.

Piątym ruchem jest dzisiejsze przerwanie działań wojennych. Rosjanie wygrali i wiedzą to. Spokojnie stawiają dwa warunki rozejmu – zacytuje onet.pl – "Rosja chce powrotu gruzińskich wojsk na pozycje sprzed wojny i częściowej demilitaryzacji jednostek gruzińskich. Moskwa domaga się również podpisania prawnie zobowiązującego dokumentu o niestosowaniu siły. – W zasadzie jest to to, nad czym pracuje strona francuska – dodał prezydent Rosji." Gruzini mają wycofać się z Abchazji i Osetii. Ot, takie usankcjonowanie zwycięstwa rosyjskiego. W imieniu Tblisi negocjuje USA i Europa. Tylko czekać aż politycy europejscy ogłoszą swój sukces. "Zatrzymaliśmy Rosję" – powiedzą, a znowu okaże się, że zostali wystrychnięci na dudka przez Medwiediewa i Putina, którzy w ten sposób probują wykazać swoje lepsze, wrażliwsze – fałszywe – oblicze. Hipokryzja, ale jak to ładnie brzmi na czołówkach gazet. Tak naprawdę plan Moskwy był taki od początku, a teraz to jest tylko na użytek propagandy. Zresztą, wróci Sarkozy i ogłosi – "ocaliłem pokój". Prawie jak Chambarlein w 1938r. Unia będzie sobie sama klaskać, a Kaczyński już ogłosił, że na wstrzymanie działań wojennych wpływ mogłby mieć jego działania. To tak, jakbym ja napisał, że Rosjanie to może i chcieli szturmować Tblisi, ale przeczytali mojego bloga i notki mówiące o tym, że wykraczanie poza administracyjne granice Abchazji i Osetii nie jest w ich interesie strategicznym, skonsultowali się i stwierdzili, że przerywają działania wojenne. W sumie pracę dla Moskwy już mi zarzucano…

Dzisiaj znowu przeczytałałem o tym, że Saakazwili wygrał. Tym razem autorem tej tezy jest Piotr Wołejko, któego bloga gorąco polecam. Z Piotrem łączy mnie troska o losy Polski i zainteresowanie tematyką międzynarodową. Nie zgodzę się jednak z opinią, że Gruzja dobrze wyjdzie na tej wojnie. Zgadzam się z argumentem, że strata Osetii Płd. i Abchazji może mieć b. dobry wpływ na integrację z Unią Europejską i NATO. Co więcej, sam o tym pisałem kilka dni temu w dniu wybuchu konfliktu. Saakaszwili jednak chciał doprowadzić do czegoś innego. On chciał ograniczyć wpływy rosyjskie na Kaukazie. Przegrał i to podwójnie, bo nie tylko ich nie zmniejszył, a je zwiększył. Dodatkowo bać się będzie teraz Ukraina i Białoruś, o państwach nadbałtyckich nie mówiąc (nawiasem mówiąc: jestem zadowlony z inicjatywy prezydenta, który organizuje koalicję zagrożonych). Co do wojsk ONZ na granicy (od strony gruzińskiej – dop. Patryk). To jest możliwe, ale tak naprawdę nie zmniejszy to wpływów rosyjskich w Gruzji. Siły specjalne zostane te same, gospodarka też pozostanie ta sama. Przecież ta wojna to ekonomiczna katastrofa dla – nie dość bogatego – Tblisi. Wojska ONZ nie zabezpieczą bardziej inflitracji Gruzji, aniżeli wojska rządowe. Ta wojna to cios dla gruzińskiego honoru i upokorzenie. Piotr Wołejko wskazuje, że nie wszystko stracone i tu się zgadzam. Szukajmy plusów w obecnej sytuacji, ale nie wmawiajmy sami sobie, że Gruzini wygrali. Nawet bardzo zgrabne wyjaśnienia są w tej sytuacji raczej słodkim nagięciem rzeczywistości. Czasami warto skupić się na gorzkiej prawdzie i wyciągnąć wnioski.

Od siebie życzę Europie i USA stanwoczości w negocjacjach z Rosją. Niezależność Gruzji należy obronić, a następnie wzmocnić. W tym kontekście poparcie międzynarodowe jest bezcenne.

Kaukaz – bezsilność Gruzji i Europy wobec Rosji. Czy Tblisi można pomóc?

Bieżące wydarzenia, Konflikt gruzińsko-rosyjski Komentarze (0) » dodajdo

Upokorzenie. Rosjanie zgodzą się na rozejm. Pod warunkiem, że żołnierze gruzińscy rozbroją się w Abchazji. Saakaszwili odrzucił tę "propozycję". Już widzimy, co się dzieje. Rosja zaczyna narzucać Gruzji warunki "pokojowe". Są one drakońskie. Daleko takich analogii historycznych chyba szukać nie musimy.

Europa z kolei "wzywa do pokoju". To samo robią Amerykanie i NATO. Rzeczywiście, wezwanie do pokoju diametralnie zmienia sytuację. Teraz Rosjanie na pewno zatrzymają wojska i wycofają się z Abchazji i Osetii Południowej (i z Seawstopolu), a następnie przeproszą Gruzinów za bombardowania. Rosjanie niepodzielnie panują. Rozdają karty, szachują Gruzinów (i Amerykanów), dyktują warunki, ośmieszają, cynicznie zarządzają życiem ludzkim. Stawką tej gry jest Abchazja. Moskwa chce w tym momencie ostatecznie przesądzić o jej losie. Próbuje też – jak za najlepszych lat – wymuzać, z kim będzie rozmawiać. Wiadomo, kto pan, a kto sługa.

Do tego doprowadził Saakaszwili swoimi nieodpowiedzialnymi decyzjami, teraz rozpaczliwie szuka pokoju, ale Rosja to wykorzystuje, dosyła wojska, porządkuje, atakuje cele strategiczne, szantażuje. Dlatego właśnie czas nie działa na korzyść Tblisi. Chyba, że naprawdę Rosjanie zechcą podbić Gruzję. To zmieni sytuację, bo wykaże cały cynizm Rosjan i Zachód nie będzie mógł umyć rąk. Szczególnie, że to uderzy w jego żywotne interesy polityczne i ekonomiczne. W tej grze liczy się tylko jedno prawo, prawo dżunglii. Wygrywa najsilniejszy i najokrutniejszy.

Wladimir Putin rozmawia z Gruzinami w taki sposób – "albo będzie po mojemu i kapitulujecie, albo was zniszczę". To obłudne, że w obronie ludności cywilnej Osetii Południowej bombarduje cele cywilne na terenie Gruzji. Jest to też mało subtelne. Cała polityka Rosji pełna jest cynizmu, ale Gruzja jest winna temu, że niepotrzebnie dała wyborny pretekst do ataku. Rosja osiągnęła już najważniejsze cele strategiczne i powinna się zatrzymać. Atakując obiekty cywilne i przedłużając wojnę, gdy Gruzja rozpaczliwie szuka rozejmu, pokazuje swoją prawdziwą twarz. I teraz możemy zareagować z czystym sumieniem. Można było zająć Osetię Płd. i może coś wykombinować z Abchazją za bardzo małą cenę. Putin jednak postawił na show i chce zgarnąc całą pulę. Zaczyna więc też ryzykować.

Rosja w tym momencie znęca się nad Gruzją. Kopie leżącego. Gruzja nie chce się poddać ze względu na swoje poczucie honoru. Te wydarzenia doskonale pokazują, jak mały wpływ na polityce zagraniczną Kremla ma Unia Europejska i NATO. Doskonale teraz widzimy, jak sparaliżowane są Stany Zjednczone w obliczu konfliktu ad. 2008.

Czy naprawdę znajdują się jeszcze wśród nas optymiści wierzący, że Gruzja w tym starciu może wygrać? Sam Saakaszwili przyznaje się do porażki i jego decyzje o dalszej walce mają raczej honorowy charater. Moskwa na razie nie chce mu umożliwić wyjścia z twarzą. Chcą go skompromitować. Rolą Europy jest ocalenie honoru Gruzji. Chociaż w działaniach MSZ Francji widać raczej desperackie podsuwanie propozycji rozejmowych, Saakaszwili zresztą podpisuje wszystko, a Kreml mówi, że to za mało. Putin chce jeszcze więcej, bo widzi, że jest to możliwe. Pokazuje to dramatyczne zachowanie Tblisi i brak stanowczości Zachodu. Polska, Litwa, Łotwa, Estonia i Ukraina to za mało. Brawo za odwagę i poszanowanie dla wartości. Pomimo tego, że to sam Michail Saakaszwili pchał się do paszczy lwa, wspieramy go w tej beznadziejnej sytuacji. Stawką są też nasze interesy (i historia). Nie dajmy się zwieść propagandzie rosyjskiej (a może już radzieckiej?) o pokoju i obronie ludności cywilnej.

Nie widzę szans na szybkie powstrzymanie Rosji. Mam nadzieję, że w końcu Putin przekroczy cienką czerwoną linię, po której społeczność międzynarodowa przestanie tolerować ataki na Gruzinów poza Osetią Południową. Naprawdę dałem prawo Rosjanom do zajęcia Osetii uznając, że za błędy polityczne Gruzja na pewno zapłaci. Nikt jednak nie atakował obiektów na terytorium Federacji Rosyjskiej. Oczywiście, czytamy o 10 szpiegach, ale ciekawe, ile rosyjskich działa na terytorium Gruzji?

Jak pomóc Gruzji? Rosjanie celowo próbują teraz przeciągnąć wojnę. Tylko naprawdę odważne zagranie ze strony NATO lub UE może odmienić sytuację. Rosja działająca z pozycji siły jest niemożliwa do kontrolowania. Organizacje mogą sobie uchwalać, co chcą, nic to nie zmieni, dopóki Putin i Medwiediew nie stwierdzą, że uzyskali już to, czego chcieli i dali propagandowy popis, jak kończy się wojna z "Mateczka Rosją". Gruzja przegrała terytoria, których nie kontrolowała, geopolityka przegrała więcej, Rosja usankcjonowała swój powrót do statusu prawdziwego mocarstwa, które na razie nie musi się z nikim liczyć "u siebie". Czekam aż Europa i Stany Zjednoczone pokażą, iż mogą narzucić Rosji swoje rozwiązania. Niestety, na dzień dzisiejszy w to wątpie. Transport żołnierzy gruzińskich to działanie tylko propagandowe. To nie jest dla Amerykanów "sprawa honoru". Może dlatego, że go właśnie stracili. Nie po raz pierwszy.

Gruzja naprawdę już nie wygra – polemika z Bartoszem Wasilewskim

Bieżące wydarzenia, Konflikt gruzińsko-rosyjski, Warto przeczytać Komentarze (0) » dodajdo

Bartosz Wasilewski w komentarzach oraz na swoim blogu stwierdza, iż wynik starcia rosyjsko-gruzińskiego nie jest wcale jeszcze przesądzony, a całość idzie zgodnie z planem Saakaszwiliego. Jest to tak zwane myślenie życzeniowe. To tak, jakby po meczu z Niemcami na Mistrzostwach Europy Leo Beenhakker powiedział dziennikarzom "spokojnie, to wszystko element mojego genialnego planu". Nikt nie przegrywa specjalnie. Zamiast posługiwać się argumentami hiistorycznymi (typu wojna zimowa w Finlandii) zastanówmy się nad faktami.

Bartosz próbuje nas przekonać, że wszystko idzie zgodnie z planem Saakaszwiliego, teraz Rosjanie spróbują wjechać do Gruzji i się poślizgną. Jest w tym sens. Owszem, starcia w okolicach Tblisi są Rosjanom nie na rękę. To będzie teren gruziński i jego obrona będzie dużo łatwiejsza. Dlatego głupotą byłby atak Rosji na Gori.. Ostatnim celem, którego nie udało się osiągnąć Putinowi, jest obalenie Saakaszwiliego. Czas, ze względu na przewagę Rosji, działa na niekorzyść Gruzji (Bartek w tekście "Stawką jest wskrzeszenie imperium. Albo jego upadek" twierdzi, iż jest odwrotnie)., której sytuacja się pogorszyła, a nie poprawiła. Gruzja walczyła o Osetię Południową i będzie mieć pewnie bardzo duże problemy z Abchazją. Jeśli prawdą okażą się doiniesienia o tym, że Gruzini wycofali się całkowicie z Osetii, to trudno powiedzieć, że taki miał plan prezydent Gruzji, gdy wysyłał tam wojska. Jest to naprawdę odważna teza.

Barosz pisze też o tym, że stawką jest odbudowa imperium. Zgoda, ale tak naprawdę wystarczy, że Rosjanie zatrzymają swoje armie i już wygrali. Ich dyplomacja nie przegra już sprawy Osetii, chyba że… zechcą podbić Tblisi. To byłby największy błąd Moskwy, bo niestety, ale bombardowania Gruzji ujdą im zapewne na sucho. Atak na Gori byłby bezsensowny. Sami Rosjanie twierdzą zresztą, że nie chcą atakować tego miasta. Cytuje za gazeta.pl – "Rosja w żaden sposób nie planuje napaści na Gruzję – powiedział w wywiadzie dla CNN rosyjski dyplomata Aleksander Darchiew. – Naszym celem jest zmuszenie Gruzji do pokoju – powiedział.". Są to oczywiście propagandowe bzdury (Rosja bombarduąc Gruzję de facto ją zaatakowała), ale wskazują na to, że Rosja nie zamierza zdobywać Tblisi, a jeśli by tak było, to znaczy, że Putin i Medwiedew przeszarżują. Oni już pokazali siłę Federacji Rosyjskiej. Co z tego, że Osetia Południowa to mały teren? Tutaj walka toczyła się o prestiż. Rosja teraz będzie chciała utargować ustępstwa polityczne, rolą Europy jest to odpowiednio załagodzić. Mówimy jednak o rozejmie, a nie o kapitulacji. Życzyłbym sobie, abyś cytując mnie nie dokonał takiego przeinaczenia znaczeń.

Wiara Bartka w Gruzję jest urocza. W sumie chciałbym być takim optymistą. Gorzej, że nie jest nim też nawet prezydent Gruzji, który ogłosił jednostronny rozejm. W dodatku twardo przełyka gorzką pigułkę, którą są kolejne poniżenia ze strony rosyjskiego. Czy prezydent wierzący w zwycięstwo swoich wojsk ogłasza jednostronny rozejm? Czy to kolejny element jego mistycznego planu, o którym piszesz? Powtórzę, Rosjanie największy sukces osiągną zatrzymując się w tym momencie. O położeniu Gruzji najlepiej świadczy też zdanie Sarkozego, że wycofanie wojsk gruzińskich z Osetii Południowej daje nadzieje na pokój. Rosja próbuje ostatecznie upokorzyć Saakaszwiliego i stwierdza, że to nie jest partner do rozmów. Powtórze po raz trzeci, Medwiediew i Putin rozdają znaczone karty w tej rozgrywce pokera. Działają cynicznie, mordują bombardowaniami ludzi, ale w polityce moralność nie jest tak potężnym argumentem, jak siła. Teraz Rosjanie robią z siebie dzikich barbarzyńców. To jest pokazowe zagranie demonstrujące, co czeka przeciwników Kremla. Saakaszwili doskonale wie, w co się wpakował. Nie nadlecą amerykańskie myśliwce. Jeśli Rosjanie zatrzymają się na granicy, to nie spotka ich drugi Afganistan, ani Irak. Osetyńcy nie będą się przecież wysadzać w powietrze.

W komentarzu do mojej notki Bartek Wasilewski pisze: "Pewny zwycięstwa Gruzji nie byłem nigdy i nie jestem. Ale nie jestem też pewien jej porażki czy klęski.". Bardzo łatwo jest napisać też, że w meczu piłkarskim Polska-Brazylia  w piłkę nożna mogą wygrać zarówno Polacy, Brazylijczycy, ale może i paść remis. Tylko co w tym sensacyjnego? Wskazywałeś na duże (wg Ciebie) szanse Gruzinów. Przegrupowania wojsk, elitę z Iraku, czy znajomość terenu. Bardzo łatwo będzie Ci się z tego wycofać i napisać "ale ja nigdzie nie przesądzałem o zwycięstwie Gruzji". Czy porażką Gruzji nie jest to, że ogłasza jednostronny rozejm? Jakie jeszcze są szanse Gruzji, przy założeniu, że Rosja postępować będzie według zasad Realpoliitik? Moja sympatia Gruzji nie ma tutaj nic do rzeczy, bo co z tego, iż uważam bombardowanie cywilnych obiektów za zbrodnie przeciwko ludzkości? Ja mówię o samym wyniku wojny, który w tym momencie jest dla mnie oczywisty. O ile oczywiście przy wódce Putin z Medwiediewem nie wymyślą planu zajęcia Tblisi.

Kolejny cytat z Bartka Wasilewskiego sprzed 2 dni – "Gruzja już ma Osetię Płd w ręku. Została tylko stolica. Jeśli Rosja chciałaby odbić Osetię, musiałaby się zdecydować na bezpośrednie starcie z gruzińskimi siłami zbrojnymi. A tego nawet Moskwa by nie chciała.". Znowu – myślenie życzeniowe. Obecnie w Osetii ponoć już nie ma wosjk gruzińskich. Zagrywka va banque się nie opłaciła i trzeba teraz doprowadzić do rozejmu. Nie powiesz mi teraz, że to Gruzini mają lepsze karty negocjacyjne w ręce. Jak okazało się, Moskwa odważyła się na bezpośrednie starcie.

Gruzja przegrywa przez decyzje swojego prezydenta. W dodatku Rosja jest bardzo pewna swego, na tyle, że próbuje upokorzyć gruzińską dyplomację. Mam nadzieję, że Moskwa się przeliczy, ale rozum podpowiada mi, że tej wojny już Gruzja nie wygra. Pokonali się sami, niepotrzebnymi działaniami prezydenta i brakiem poparcia USA i Unii Europejskiej.

Bez happy endu. Dotkliwa klęska Saakaszwilego

Bieżące wydarzenia, Konflikt gruzińsko-rosyjski Komentarze (0) » dodajdo

Stało się to, co część publicystów przewidywała od razu. Gruzja przegrała wojnę o Osetię Południową. Jedyną szansą, o czym piszę w poprzedniej notce, jest doprowadzenie do rozejmu. Niewyobrażalnym szczęściem dla Gruzji bylby teraz powrot do statusu quo. Gdyby Wladimir Putin i Dmitrij Medwiedew pozwolili teraz zainstalować tam wojska międzynarodowe i pokornie się wycofali – byliby idiotami. Posądzam ich o cynizm (bo czym innym jest mówienie o obronie ludności Osetii i wysyłanie samolotów do bombardowania Gruzji?), ale nie o głupotę. Rosja wygrała to starcie i teraz rozdaje – znaczone – karty. Po cichu sprząta też w Abchazji, o czym prawie wszyscy zapominają. Saakaszwili nie tylko wyszedł na oszołoma, ale i na idiotę, bo z parą dziewiątek blefował przeciwko karecie, po czym krzyknął "sprawdzam".

Gruzini zapowiadają wycofanie wojsk. Widzą w tym szanse na rozejm. Czy Rosjanie wejdą na terytorium Gruzji? Nie przypuszczam, by odważyli ise na to. Zresztą, po co mieliby to robić? Ich linia obrony propagandowej oparta na stabilizowaniu Osetii ostatecznie padłaby. Poza tym walki w Osetii Płd., a walki w centrum Gruzji to zupełnie co innego. Tutaj nie poszłoby im tak gładko. Większość celów strategicznych Rosjanie już osiągnęli i jeżeli Saakaszwili nie popełni kolejnej głupoty, to Gruzja powinna przetrwać. Szybka wojna zakończy się sukcesm Rosji, po co komplikować sytuację atakując Tblisi? Operacje specjalne może przeprowadzić Specnaz.

Tak jak pisałem wcześniej, Gruzja popełnila olbrzymi błąd, ale trzeba ją z tego bagna wyciągnąć. Wiadomo, że Osetii Płd. i Abchazji nie uda się odzyskać. To ostateczna cena polityczna porażki prezydenta Gruzji. Osobiście uważam, że powinien zostać usunięty ze stanowiska, lecz nie wiem, czy pozwoli na to gruziński estabilshment.

W życiu często układa się tak, że za błędy się płaci. Naprawdę plan Saakaszwiliego był ambitny, ale też szalony. Gdzie się podziały te wpisy o tym, jak to Gruzja pokona Rosjan w powietrzu? Że przeprowadzi kontrnatarcie za pomocą Gruzinów z Iraku? Że przy pomocy Izraela uda się pokonać wielką Rosję? Że Ameryka musi o wszystkim wiedzieć i zaraz pomoże Gruzji? Że odzyskanie Osetii Południowej tuż tuż?

Nie ma już ich, bo to było science-fiction. Propaganda jest bardzo ważna, wiara w sojuszników również, ale czasem należy spojrzeć na wydarzenia obiektywnym okiem. Od wczoraj pewne jest to, że jedynie negocjacje mogą ocalić jakikolwiek honor Gruzinów (a wiadomo, że oni na tym punkcie są czuli). Nie będzie żadnego bohaterskiego wejścia Amerykanów, Lech Kaczyński ani Wiktor Juszczenko nie wyślą wojsk. Nikt nie przewidział braku rozsądku Saakaszwiliego. Na jego błędach Rosja odzyskuje swoją dawną pozycję. Władzom rosyjskim dużo łatwiej będzie teraz straszyć Białoruś, Ukrainę i Gruzję. "Carat" pokazał, że jest silny, efekt psychologiczny jest zabójczy. Z każdą minutą sytuacją Gruzji się pogarsza, zamiast poprawiać, a Unia Europejska spokojnie debatuje sobie dopiero w poniedziałek. Na luzie.

Po raz kolejny okazało się, że Europa nie ma skutecznych mechanizmów reagowania, ale twierdzenie, że całą ssytuację uratuje Traktat Lizboński jest równie naiwne. Europejskie siły szybkiego reagowania to na razie sen, a w dodatku UE nie mogłąby ich tak "po prostu" sobie wysłać. Zabrakło determinacji i chęci, zarówno Brytyjczykom, Francuzom, jak i Niemcom. Amerykanie też ine wyglądali na zbytnio zdopingowanych. To dlatego, że wszyscy wynik wojny już przewidzieli, tylko Polacy i Ukraińcy się czaowali.

Pora przestać liczyć na cud, a spojrzeć na przyszłość. Co można zrobić, by ograniczyć wpływy rosyjskie na Kaukazie? Jak to można zrobić, za pomocą instrumentów gospodarczych i politycznych, by zrobić z Gruzji naprawdę silne państwo? Gruzja wydaje na zbrojenia 45 razy mniej niż Rosja. Trudno się dziwić, że taki jest wynik starcia. Instrumeny militarne więc odpadają. Należy zrobić coś, by siły proeuropejskie utrzymały się w Tblisi przy władzy, ale Saakaszwili jest już spalony. Jest popularnym "golasem", nikt z nim w pokera nie będzie grać. Za stary już jest, aby się nauczyć. Pytanie brzmi jednak, czy Saakaszwiliego można usunąć? Jak pisałem, to wariat, ale nasz wariat. Rurociągi do Europy są nam naprawdę potrzebne, tak jak instrument nacisku na Rosję na Kaukazie, czyli Gruzja w NATO.

Saakaszwii – wariat, ale nasz wariat!

Bieżące wydarzenia, Konflikt gruzińsko-rosyjski Komentarze (0) » dodajdo

Kilkukrotnie pisałem już bardzo niepochlebnie o taktycznych decyzjach Saakaszwiiego. Nadal uważam, że popełnił on mnóstwo błędów i nie próbuje go usprawiedliwiać. Uważam, że jego działania są zwyczajnie nieskuteczne. Reperkusje jego decyzji są już ogromne. Więcej na ten temat w poprzednich notkach tututaj.

Mój żal do prezydenta Gruzji wynikał głównie z mojej sympatii do tego narodu. Wcale nie kibicuje Rosjanom. Zwracam jednak uwagę, iż ordynarnym fałszem jest pisanie o integralności terytorialnej Gruzji, zapominając o Kosowie. Uważam też, że należy brać pod uwagę wolę narodu osetyńskiego. Nie chciałbym, aby mój blog stał się miejscem bezsensownego rzucania banalnych argumentów. Uważam, że Saakaszwili dał się podpuścić i Rosjanie bezwzględnie to wykorzystują. Jest mi z tego powodu po prostu przykro, ale to nie znaczy, że mam na siłę usprawiedliwiać błędne decyzje Saakaszwiliego. Pisząc na blogu muszę starać się zachować obiektywizm.

Jak więc powinna zachować się Polska wobec obecnej sytuacji? Odpowiedź jest bardzo prosta. Trzeba wesprzeć Gruzinów. Do kosza oczywiście należy włożyć bajki w stylu integralność terytorialna w ramach Osetii Płd., bo to hipokryzja. Proponuje stwierdzić, żę Saakaszwili zachował się nierozsądnie i owszem, wysłał wojska do Osetii, ale Organizacja Narodów Zjednoczonych nie dała Rosjanom prawa do bombardowania obiektów na terenie Gruzji, a wojska gruzińskie nie atakowały celów na terytorium rosyjskim. Do tego należy dodać, że zgodnie z ustaleniami należy wrócić do statusu quo. To jest w interesie Polski i Gruzji. Naszym zadaniem jest przekonanie do tego tzw. Europy. Mam wątpliwości, czy to się uda, bo dla Europy liczą się interesy. Na nierozważnej decyzji Tibilisi najwięcej mogą stracić Amerykanie. W naszym interesie jest utrzymanie Gruzji i jej niezależności, gdyż to niezwykle ważny punkt ze względu na swoje położenie geograficzne. Boję się, iż to się nie uda, bo stara Europa nie zechce pomóc Gruzji, a powody nawet rozumiem.

Bartek Wasilewski twierdzi, że planem Gruzji jest zastąpienie wojsk rosyjskich mających mandat międzynarodowy wojskami w ramach ONZ, ale bez Rosjan. To byłoby bardzo mądre zagranie, ale do tego trzeba rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ. Przypadkiem chyba Rosja ma tam prawo weta, a obecna sytuacja międzynarodowa jest gorsza dla Gruzji, niż dla Rosji. W poniedziałek Unia Europejska włączy się w mediacje, ale nie wesprze jednoznacznie Gruzji, gdyż zabraknie jednomyślności. Czas gra na korzyść Moskwy.

Rosjanie postępują dokładnie tak, ja to można przewidzieć. Postępują zgodnie ze swoimi interesami taktycznymi, demonstrują siłę i uderzają w cele strategiczne Tibilisi. Dodatkowo bardzo podgrzewa się sytuacja w Abchazji. To zgniłe jajo podrzucił sobie Saakaszwili sam, ale nie można z tego powodu opuścić Gruzji. Czasami trzeba wstawić się za kolegą, nawet jeśli to on sprokurował bójkę. Nie oznacza to jednak, że nie można go za to krytykować. W tym momencie mówię – kierujmy się naszym interesem narodowym (i sympatią), który mówi – nie dopuśćmy do klęski politycznej Gruzji. Chociaż to bardziej powinno być w interesie Stanów Zjednoczonych. Rosjanie szukali pretekstu do "wjazdu", a Gruzini im go dostarczyli. O tym też należy pamiętać.

Saakaszwili już mięknie, znowu zaczyna mówić o negocjacjach. Zrozumiał, że dramatycznie przeszarżował. Międzynarodwych sił ONZ pewnie nie uda się wprowadzić i wątpię, aby taki był cel operacji gruzińskiej. Wiem tylko, że odzyskanie Osetii Południowej i Abchazji graniczyć będzie z cudem. Zastanówmy się jednak tak szczerze, o czyją wolność walczą w Osetii Południowej Gruzini? Ataki na cele na terytorium Gruzji pokazują prawdzie intencje Rosjan i na tym powinniśmy się skupić.

W poprzednim wpisie zadałem pytanie, kto uratuje Gruzję? Obawiam się, że chętnych będzie niewielu, ale porażka Gruzji – pomimo że jest prawdopodobna i zasłużona brakiem wyczucia Saakaszwiliego – będzie zbyt droga dla nas wszystkich. Odzyskanie wpływów przez Rosjan brzmi, przynajmniej dla mnie jako Polaka, bardzo nieprzyjemnie.


Na dzisiaj więc musimy wspierać "naszego wariata". Rozliczymy eię z nim później. Na razie, wg mojej oceny, Gruzja idzie w kierunku porażki. Europa musi wymusić rozejm, aby ograniczyć wpływy Moskwy. Najgorsze jest to, że Putin i Medwiedew grają znaczonymi kartami.

Kto uratuje Gruzję?

Bieżące wydarzenia, Konflikt gruzińsko-rosyjski Komentarze (0) » dodajdo

Sytuacja Gruzji staje isę coraz gorsza. Rosjanie przejmują inicjatywę strategiczną i bombardują. Najgorsze jest to, że Tibilisi nie ma żadnych możliwości obrony przed samolotami rosyjskimi. Pomoc izraelska, o której tak wszyscy krzyczą, nic nie zmieni. Prawdopodobnie uda się strącić kilka samolotów, ale już teraz Rosjanie zadają Gruzinom olbrzymie straty. Na razie niszczone są porty i rurociągi do Europy Zachodniej. Są to typowo taktyczne uderzenia. Taktyka Saakaszwilego prowadzi do porażki Tibilisi. Zgodnie z przewidywaniami.

Zachód powinien poprzeć Gruzję, bo to w jego interesie. Gruzja to niezwykle ważny geostrategicznie punkt. Można z niego szachować Rosję i prowadzić rurociągi. Gorzej, że to siły gruzińskie wkroczyły do Osetii, gdzie stacjonowały wojska o statusie międzyanarodowym. Przecież prezydent Gruzji nie mógł przypuszzać, że na widok Gruzinów Rosjanie się rozejdą. Oznacza to mniej więcej tyle (co w sumie nie jest niczym nowym), że żadna organizacja międzynarodowa nie kiwnie nawet palcem, by pomóc Gruzinom. To oni zerwali status quo.

W interesie Polski jest wzmocenienie Gruzji, tylko że nasze pole manewru jest niewielkie. Możemy tylko pisać o uszanowaniu konstytucyjnego porządku i niewtrącaniu się w wewnętrzne sprawy. A jak do tego się ma nasze uznanie niepodległości Kosowa?

O czyją wolność walczą więc Gruzini? Stanowią oni w Osetii Południowej mniejszość, a ludność tego regionu chce niezależności. Dopóki Saakaszwili negocjował, panował nad sytuacją. Jak można więc porównać tę sytuację z Powstaniem Warszawskim? Osetyńcy twierdzą, że walczą o swoją wolność. Gruzini twierdzą, że Osetia to część Gruzji. Pytanie, czy stosujemy tutaj prawo samostanowienia? Pisałem o tym problemie przy okazji notki o Kosowie – teraz Rosjanie spokojnie mogą wykorzystać argument Kosowa. Trudno racjonalnie wytłumaczyć decyzję o próbie zajęcia Osetii Południowej. Cała operacja zakończyła się militarną klęską.

Jakie szanse ma Gruzja? Jeśli NATO i USA poprą Gruzję to powinno się udać doprowadzić do rozejmu, ale NATO ani USA nie zaangażują się militarnie w wojnę. Saakaszwili dał się podpuścic jak małe dziecko Rosjanom i teraz Putin to wykorzystuje do osiąnięcia swoich strategicznych interesów. Rosja ma doskonała okazję do odzyskania swoich wpływów. W interesie Europy jest sprzeciwienie isę temu, ale jak to zrobić, gdy starcia de facto sprowokował Saakaswili?

Gotowść czołgów przy granicy to nie jest przypadek, ale to nie jest nic sensacyjnego. Chociażby ze względu na manewry, jakie miały tam miejsce miesiąc temu. Jeszcze wczoraj władze rosyjskie nie były pewne swojego wkroczenia, próbowały wysyłać balony ostrzegawcze, ale Saakaszwili ich nie widział (lub nie chciał widzieć). Sądziłem, że postraszy i się wycofa, ale on zagrał va banque i prawdopodobnie przegra, bo ma za słabe karty. Rosja jest naprawdę silnym graczem i bezlitośnie wykorzystuje błędy przeciwnika. Saakaszwili jest politykiem nieskutecznym i z tego mozna go rozliczać.

Ciężko porównać Czechosłwację 38' z Osetią Południową 2008. W Czechosłowacji działała mniejszość niemiecka, która – jak sama nazwa stanowi – była mniejszością. W Osetii rządzą Osetyńcy, którzy stanowią większość. Celem strategicznym Rosji nie jest zajęcie Tibilisi. Dochodzą do nas informację, że Cchinwali zostało odbite przez Rosję. To ostateczny dowód na to, iże plan gruziński po prostu nie wypalił.


Paradoksalnie, obecna sytuacja może przyspieszyć wejście Gruzji w struktury NATO. Bliższe jest mi porównanie z 17 września 1939. Rosjanie zawsze postępują cynicznie w takich sytuacjach, ale Zachodnia Ukraina i Zachodnia Białoruś, w przeciwieństwie do Osetii, nie miały własnej administracji i wojska. Troche inny był też ich status. Nie chciałbym jednak otwierać tematu, czy Ukraińcy byli odpowiednio traktowani w II RP.

Co teraz? Rosjanie będą bombardować cele gruzińskie i być może odbiją jeszcze część Osetii. Czekam na reakcję Zachodu, który musi doprowadzić do rozejmu. Przypuszczam, że będzie on niekorzystny dla Gruzji. Saakaszwili zagrał wysoko i wysoko przegrał.

Saakaszwili – raczej szaleniec niż geniusz

Bieżące wydarzenia, Konflikt gruzińsko-rosyjski, Warto przeczytać Komentarze (0) » dodajdo

p>W poprzedniej notce pisałem, iż przypuszczam, że Saakaszwili się wycofa i będą negocjacje. To logiczne i rozsądne, bo jego sytuacja strategiczna na dziś jest fatalna. Był prowokowany, pokazał, że nie da sobie w kaszę dmuchać, postraszył ruskich i pokazał, że się nie boi, po czym spokojnie doprowadził do negocjacji. Tak jednak nie zrobił. Prezydent Gruzji nie uzyska poparcia militarnego i logistycznego ani NATO, ani USA. Przecież to wojska gruzińskie złamały status quo. Przypuszczalnie plan Tibilisi był prosty – błyskawicznie zająć całą Osetię Południową i oczekiwać, jak mocarstwa zmuszą Rosję do zawracia pokoju/rozejmu  w dniu otwarcia olimpiady. Plan miał jednak szereg wad. Po pierwsze, blitzkrieg nie wyszedł, a po drugie, nawet gdyby udało isę zająć Osetię to więcej byłoby z nią problemów w administrowaniu i utrzymaniu wojskowym. Do tego dochodzą potencjalne siły partyzanckie.

Saakaszwili popełnił jednak masę błędów, poza tym okoliczności były bardzo niesprzyjające. Naprawdę, to głupota walczyć teraz w Osetii Południowej. W ten sposób Tibilisi przegrywa Osetię (a w konsekwencji może i Abchazję) z miejsca. Przecież tam stacjonowały legalnie wojska rosyjskie. Jak Saakaszwili wyobrażał sobie ich usunięcie? Ponoć nie żyje 10 żołnierzy z sił rosyjskich, a miały one mandat międzynarodowy. Ciekawe jak to usprawiedliwi na arenie międzynarodowej? Wcześniej miał status ofiary, a teraz stanie się w powszechnej opinii agresywnym i impulsywnym watażką. Co mają mówić Amerykanie, czy nawet Polacy? Można tylko informować o tym, że Osetia Płd. to wewnętrzna sprawa Gruzji. Tak, to prawda, ale de facto to największym sojusznikiem Rosji jest nierozwaga Saakaszwiliego. Z niestabilnej sytuacji moze doprowadzić do regularnej wojny, na któej zyska tylko Moskwa. Polityk powinien być skuteczny i dalekowzroczny. Łatwo przewidzieć, jaką cenzurkę wystawił sobie prezydent Gruzji jako mąż stanu.

Bartek Wasilewski pisał w komentarzach do mojej poprzedniej notki, że wierzy w Gruzinów. Ja chce w nich wierzyć, ale nie potrafię. Saakaszwili nie ma żadnych asów w rękawie. Ani wojskowych, ani politycznych. Giną cywile, a Osetia Południowa wcale nie jest znowu gruzińska. Jeszcze kogoś trzeba przekonywać, że Rosajnie nie odpuszczą? Trzeba będzie dosłać wojska? Doślą! Trzeba będzie zbombardować lotniska, a nawet miasta – zrobią to. Dla Putina to teraz sprawa honoru. Dla Saakaszwiliego też. Dlatego trwają tam walki. Rosjanie są cyniczni do bólu i punktują na tragedii gruzińskiej i osetyńskiej. Już to pisałem wcześniej, im destabilizacja jest na rękę i ich intencje są jednoznacznie złe. Do tego już działa propaganda mówiąca o tym, jak to gruzińscy żołnierze zabijają rannych wojskowych z sił pokojowych i cywilów. Akurat moralność nie jest mocną stroną Moskwy, ale teraz Tibilisi nie wypada wcale lepiej i to jest też tragedia. Naprawdę ciężko uzasadnić działania gruzińskie.

Gruzja w wojskowej rozprawie nie ma dużych szans też dlatego, że walczy na obcym terytorium. Formalnie Osetia Płd. wchodzi oczywiście w skład Gruzji, ale spójrzmy na mieszkańców. Wcale nie uważają oni Gruzinów za wyzwolicieli. Osetyńcy chcą niezależności.  Aż dziw, że Saakaszwili nie wziął tego pod uwagę. Można pisać o poparciu logistycznym Izraela, ale Rosjanie nie odpuszczą. Gruzja nic na tej operacji wojskowej nie zyskała, a bilans strat będzie ogromny.

Naprawdę uważałem, że Saakaszwili sprytnie to rozgrywa, a on dał się wciągnąć w rosyjską grę, która skończy się dla Gruzji bardzo źle. Być może to dziś Rosjanie wygrali Osetię Południową i Abchazję. Dał się sprowokować jak nerwowy uczeń gimnazjum po tekście "Twoja mama to…".

Sytuację Gruzji próbują ratować Amerykanie krzycząc o negocjacjach. Piłkę rozgrywają teraz Rosjanie, którzy – zgodnie z moimi przewidywaniami – panują w 100% nad sytuacją. Putin nie będzie się przejmował zyciem żołnierzy, a swoje cele strategiczne osiągnie. Nie wiem, może prezydent Gruzji ma jakiś świetny plan, który się filozofom nie śnił, żeby wygrać na tej sytuacji. Jeśłi tak, to jest geniuszem. Na dziś bardziej jest szaleńcem. Naprawdę tylko bardzo naiwna osoba mogła przypuszczać, że Rosja odpuści w tym starciu.

Można nawet powiedzieć, że Michail Saakaszwil, na swój własny sposób, bojkotuje również olimpiadę.

Silnik: Wordpress - Theme autorstwa N.Design Studio. Spolszczenie: Adam Klimowski.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj się